Kanadyjskie Miasto- horror w biały i czarny dzień cz.2 (Woskowe Postac)

Kilka godzin później autobus zatrzymał się. Jacob wciąż przerażony słowami tamtej dziewczyny cieszył się, że w końcu odpocznie. Kiedy myślał, że nic gorszego nie może mu się stać, mylił się. Kierowca, palący papierosa, jedną ręką usiłował wyciągnąć bagaże ze schowka. Jacoba ścisnął mocny skurcz. Nie, to nie może być prawda. 'Nie!' krzyknął w duchu. 'Błagam, Boże, niech to nie będzie prawda!' - Anna-bell weź swoją walizeczkę - poprosił ojciec, a mała złapała oburącz różowy bagaż z logo: 'Hello Kitty'. Wyglądało na to, że gdzieś niedaleko jest cel podróży. Ojciec wziął w dłonie kilka waliz, wołając jeszcze Jacoba: - Coba, bierz swoje walizy. - Ojcze, coś jest tu nie w porządku! - krzyknął zły. - Tutaj w ogóle nie jest ciepło, jak powinno być na Florydzie. Mieszkają tu jakieś kreatury osiemnastowiecznej szlachty, a na dodatek jesteśmy w Kanadzie. Tamta dziewczyna mi groziła zabójstwem, a ja czuję, że mogła to zrobić!- podbiegł. - Uspokój się. Wytłumaczę ci na miejscu. 'Więc ojciec wszystko zaplanował!'- krzyknął w duchu, a gniew prawie rozsadzał mu czaszkę. 'Ten oszust mimowolnie zmusił nas do odwiedzenia jakiegoś cholernego miasteczka, zamieszkałego przez wampiry czy inne straszydła. Nie chcę wiedzieć, co tu jeszcze mieszka. Wybaczę mu, gdy zaprowadzi nas do czterogwiazdkowego hotelu'- mówił w duchu. Rozejrzał się. Klimat był tu okropny. Wiatr smagał jego słomkowe włosy i przedzierał się nawet przez gruby, wełniany sweter, który zabrał ze sobą dzięki mamie. Niebo było tu mroczne i szare, w powietrzu latały ciemne jak kropla atramentu kruki, wydając żałosne, złowróżbne dźwięki. Chłopiec był nawet pewny, że słyszał orli krzyk, ale zignorował to, przekonując siebie, że to tylko płacz dziecka. Trawa była tu sucha, szara i bezbarwna. Autobus stał na końcu żwirowej alejki. Dalej droga kończyła się. Gdzie by nie patrzeć- gęste, kujące krzewy, pozbawione liści, za to ulepszone ostrymi cierniami, zagradzały drogę. Kilka kilkusetletnich drzew tworzyło parasol, choć niewielkie ilości liści bez przeszkód przepuszczały by deszcz czy słońce. Nawiasem mówiąc: krajobraz z horroru. Annie-bell wyraźnie sprzyjała pogoda i otoczenie. Kucając przed kępką trawy krzyczała: "ale ładny kwiatuszek!" Jacob nie mógł uwierzyć, że siostra tak przywiązała się do otoczenia. Co kilka minut podchodziła do chłopca lub ojca i mówiła: "ale ładna ta Floryda. Tato, nie wyjeżdżajmy stąd!" W końcu ojciec, kończąc rozmowę, odebrał od kierowcy osinowe kołki, płacąc kilka złotych monet. Jacob domyślał się, że to na wampiry. Postanowił nie zaprzątać sobie głowy rządnymi krwi potworami. Ruszyli. Ojciec przedzierał się przez gęste krzaki, jakby nie stanowiło to dla niego najmniejszego problemu. Anna-bell równie dobrze sobie radziła. Wydawałoby się, że nie przeszkadzają im kolce krzaków. Zachowywali się, jakby przechodzili przez szafę pełną futer. Jacob jednak miał wielkie trudności. Kolce wbijały mu się w każdą część ciała, co wywoływało wielki ból. Nie wytrzymawszy, krzyknął: - Czekajcie! Ojciec obrócił się, to samo zrobiła Anna-bell. - Cóż się stało, synu? Ranią cię te niewielkie kolce? Toteż Anna-Bell ma więcej męskości od ciebie. Chłopak westchnął. Nie ma co liczyć na taryfę ulgową. Musi iść. Po kilku godzinach męczącej wędrówki w końcu wyszli z krzaków. Znaleźli się teraz na niewielkim polu. Jakiś mężczyzna stał we fraku i cylindrze, trzymając w rękach pług. Był nieruchomy jak posąg. On również miał ubrania z czasów Rewolucji Francuskiej. - Przepraszam? - zapytał delikatnie Jacob, pociągając mężczyzną za frak. Efektem było odpadnięcie głowy mężczyzny. Jacob poczuł, jak wielka gula unosi mu się w gardle. - O mój Boże!- krzyknął przerażony. - Ratunku! Zabiłem człowieka Chłopak rozejrzał się. Anna-bell patrzyła zaskoczona, a ojciec zaniósł się śmiechem. - Tato, zabiłem go!- nie sądził, że jego ojciec będzie tak bezduszny. - To jest figura z wosku! Jacob uspokoił się. - Naprawdę? - spytał, ciężko dysząc. - Po co ona tu stoi? - Nie przejmuj się nimi. Opowiem ci wszystko jak dojdziemy do domu. 'Do domu?'- to spowodowało u Jacoba taką moc szczęścia, że zapomniał, że dom jest oddalony setki, może nawet tysiące kilometrów stąd. - Do prawdziwego domu- dodał ojciec, wpatrując się w syna. 'Prawdziwego domu? Co może to oznaczać? Czy... czy ja nie jestem tym kimś, za kogo się uważam?'- pomyślał. Nie miał siły krzyczeć na tatę, ani wypytywać. Ciekawość dała za wygraną i Jacob pogonił ojca i Ann do szybszego truchtu.



Płeć: nieznana
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 18.09.2011r.

1     

szalona1718 Użytkownik 23 12 2011 (22:08:56)

Użytkownik ocenił pracę na 5

No muszę przyznać ze naprawdę interesujące i wciąga :)

Vår Szef Prozy 22 09 2011 (15:20:35)

Użytkownik ocenił pracę na 3

witaj. to już druga część. mam nadzieję, że pójdzie ci lepiej niż poprzednio. albo chociaż zmniejszysz moją pracę redaktorską :)

możesz mi wytłumaczyć jak wyglądała osiemnastowieczna szlachta w Ameryce? :) w miarę orientuję się jak to było w Europie, ale nie mam żadnego pomysłu na Nowy Świat...

zaskoczyła mnie kompletnie reakcja chłopaka - głównego bohatera. ma zamiar wybaczyć ojcu w zamian za pokój w dobrym hotelu? to... dziwne... poza tym, dlaczego w ogóle nie próbuje podważać istnienia takich kreatur? każdy człowiek przy zdrowych zmysłach wmawia sobie, że takie potwory nie istnieją. albo chociaż stara się temu zaprzeczać, a bohater jest w pełni świadomy, że one istnieją. pachnie mi tu sztucznością...

zdezorientowało mnie także nagłe przejście na stary język. nikt już nie mówi toteż. jeszcze bardziej zdziwiło mnie, że chłopak nawet tego nie zauważył. nie lubię takiego mieszania. zakłóca to i czytanie i spójność całego tekstu. albo piszesz cały czas w starym stylu, albo cały czas nowocześnie. trzeba się zdecydować.

fabuła mnie trochę denerwuje. bohater nie buntuje się przeciwko niczemu, mimo że dzieje się wiele dziwnych rzeczy. przyjmuje je tak, jakby był nich w pełni świadomy. zaczyna robić się ciekawie, choć nie zachwycasz ani opisami, ani dialogami. brakuje mi wyrazistych postaci.

podsumowując: znowu nie zachwyciłeś. jest... banalnie. czekam na coś, co wbije mnie w fotel. błędy znowu się pojawiły, więc naprawdę bardzo proszę o ich skorygowanie. z plusem jak poprzednio, bo poziom ani nie spadł, ani się nie wzniósł :) pozdrawiam i życzę inspiracji :)

Vår Szef Prozy 18 09 2011 (18:34:28)

podwójnie dodana praca - jedną usuwam. pozdrawiam


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(51): 51 gości i 0 zarejestrowanych: