Kanadyjskie Miasto- horror w biały i czarny dzień cz.1

Jacob poczuł dziwne mrowienie w żołądku; nieprzyjemne, intensywne gilgotanie, przepowiadające niemiłą przygodę. Nawet przez chwilę wahał się, czy nie wyjść z autobusu i nie wrócić do domu, ale nie było to możliwe. Ojciec byłby wściekły- co wypłatę odkładał dziesiątą jej część na rzecz wyjazdu na Florydę. Zresztą, to by skończyło przygodę, na którą mężczyzna czekał kilka lat. Tak więc oddanie się losowi było jedynym rozwiązaniem. Jacob nie był nigdy zwolennikiem podróży. Wolny czas wolał spędzić ucząc się, a w tym miejscu to było wykluczone- autobus miarowo postukiwał, jakby napotykał pod kołami przeszkody tak, że długopis wysuwał się chłopcu z rąk, a możliwość potrącenia zwierzaka odwracała jego uwagę od "Języka francuskiego dla początkujących". Nie miał innej możliwości, niż grać w 'kółko i krzyżyk' z Anna-bell - młodszą siostrą. Czasami odmawiał dziewczynce, wpatrując się w przestrzeń za oknem, marząc o powrocie do domu, albo myślał o matce, która została w domu 'zawalona pracą'. Od celu dzieliło ich kilka godzin podróży- tak obliczył Jacob. Jechali już kilka dni, z małymi postojami na ubikację. Chłopiec dziwił się, że im dalej jechali ku Florydzie, klimat ochładzał się. Ale ból pupy uniemożliwiał mu dalsze myślenie o problemie, a w głowie miał tylko nadzieję, że wkrótce się zatrzymają. Stało się tak kilka minut później. - Jacob, tata kazał ci, żebyś mnie pilnował - powiedziała czterolatka Anna-bell, stojąc mi na przeszkodzie ku wolności, w przejściu. - Ann, naprawdę chcesz odwiedzić męską ubikację?- spytał z przekąsem, popychając ją. - To nie j a pójdę do męskiej ale t y do damskiej - wyszeptała zadowolona. - Tatuś ci tak powiedział?- spytał, nie ukrywając ironii. - Tak. - To się zdziwi. Jacob złapał ją za rękę, prowadząc ku obskurnej stacji benzynowej. - Idź do taty. Rozmawia z ekspedientem - wskazał palcem na witrynę sklepu. Anna-bell wypełniła jego polecenie, choć w oczach miała łzy. Teraz Jacob mógł się rozejrzeć, a nic mu nie przeszkadzało, a przede wszystkim Anna-Bell. Wszystko go zdziwiło- przede wszystkim chłodna temperatura. Dążąc ku równikowi, powinno być cieplej. Zaskoczył go też napis na ścianach sklepu - "Numer jeden w Kanadzie". Poczuł, że jego przepowiednia mogła się wkrótce spełnić. Poszedł do łazienki, gdzie spotkała go niemiła niespodzianka. Pomieszczenie było zaniedbane. Jacob wolał swoje potrzeby fizjologiczne 'wylać' na zewnątrz. Ruszył więc ku wyjściu. Z drugiej strony wyszedł drugi chłopiec, ale za nim zdążyli się zorientować, obydwoje próbowali przejść przez framugę, co uniemożliwiły jej wąskie wymiary. Dlatego obydwoje zaklinowali się. Trwało to tylko chwilę, a wyglądało przezabawnie. Jednak drugi popatrzył na Jacoba z nienawiścią, ukazując rząd ostrych malutkich ząbków. Z twarzy Jacoba, uśmiech przelał się na chłopca obok. Teraz Jacob próbował zrozumieć to, co przed chwilą zobaczył. Natychmiast uciekł, a próbował to zrobić tak naturalnie, że wyszło aż sztucznie. Poszukał Anna-bell i ojca, postanowił tymczasowo być z nimi. Wyjechali wcześniej niż zapowiadał kierowca. Jacob czuł się niesamowicie - obawiał się, że ta wioska jest zaklęta. Natychmiast usiadł obok okna, wpatrując się w sklepik, jakby to miało rozwiązać tą tajemnicę. W pewnej chwili wzrok automatycznie zjechał na kogoś. Ten ktoś był inny, przerażający, tajemniczy. Jacob przełknął nerwowo ślinę. Była to kobieta po trzydziestce ubrana w długą suknię, przypominającą tą z czasów Rewolucji Francuskiej. Obok niej dreptała dwunastoletnia dziewczynka w równie bajecznym stroju. Włosy obydwóch pań były zakręcone, spięte, modne w tamtych czasach. Kiedy uśmiechnęła się do dziecka obok zobaczył jej małe, ostre, szare ząbki, tak podobne do zębów tamtego chłopca. Odwrócił wzrok, modląc się, aby żadna z nich nie wsiadła do tego autobusu. Prośba nie została spełniona; Inne wsiadły. Weszły dalej, jeszcze dalej, mijając wszystkie wolne miejsca, a podświadomość Jacoba mówiła mu, że usiądą za nim. Tak też zrobiły. Dziewczyna wzięła w dłonie ukrytą wcześniej wiolonczelę w futerale i przysunęła usta ku oknu, koło nagłówka mojego fotela i rzekła: - Jeśli to ruszysz, zabiję cię.



Płeć: nieznana
Ocena: 3.5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 17.09.2011r.

1     

szalona1718 Użytkownik 23 12 2011 (22:12:27)

Użytkownik ocenił pracę na 4

trochę całośc niestabilna stylistycznie ale przyjemnie sie czyta ,razi mnie tylko REWOLUCJA FRANCUSKA może zamiast tego opisz strój?nie wiem jakoś mi to nie leży :):)

cichociemny Użytkownik wpmt 23 09 2011 (23:06:19)

Witaj. Mnie również poprosiłeś o ocenę, chociaż w ogóle nie rozumiem, co Cię do tego skłoniło. Ale mniejsza z tym.

Tak jak insomniaof, zauważyłem kilka błędów zauważyłem kilka błędów. Są to przede wszystkim błędy stylistyczne i interpunkcyjne, ale każdemu początkującemu się one zdarzają.

Co do fabuły, to trudno mi się w nią, że tak powiem, wgryźć. Zaczynasz tak jakby od środka, czego wcale nie uważam za wadę, sam czasem lubię tak pisać. I tak jak mój przedmówca zauważył, początkowo jest nudna, dopiero następne zdania, motywy i wydarzenia powodują, że trybiki akcji ruszają. Niestety bardzo powoli. Nie przeczytałem jeszcze drugiej części, dlatego poprzednie zdanie może ulec całkowitej zmianie.

Jest potencjał, to trzeba przyznać, ale jak na razie nie wyzwoliłeś go w pełni. Nie mówię, że nic z tego nie będzie, po prostu musisz pisać, pisać i jeszcze raz pisać :)


Vår Szef Prozy 22 09 2011 (14:46:25)

Użytkownik ocenił pracę na 3

witaj. prosiłeś mnie o ocenę, więc korzystając z chwili - oceniam :D już na początku widzę błędy, więc zacieram rączki do pracy :)

pierwsze potknięcie - zbyt zawiłe zdania, które tworzą coś w rodzaju labiryntu. zgubiłam się i skorygowałam kilka błędów, które mąciły mi jasność przekazu.

nie można 'odkuwać' uwagi, bo to niepoprawne :) 'odwracać' brzmi lepiej. było wiele takich przejęzyczeń, więc prosiłabym o popracowanie nad językiem i warsztatem. tak samo - nie 'chłodził', ale 'ochładzał'. oj, wiele pracy przede mną :)

na Boga! równik małą literą! przecież to ani nie jest kraj, a tym bardziej miejscowość. chyba, że o czymś nie wiem ;)

mnóstwo błędów - małych i dużych. przebrnęłam przez edycję, więc postaram się powiedzieć coś o fabule. na początku była tak nudna, że niemal odechciało mi się czytać. trochę denerwuje mnie twój sposób narracji. jest strasznie zagmatwany i niejasny. potem zrobiło się nieco bardziej intrygująco, ale jeszcze nie na tyle, żeby mnie całkowicie pochłonąć. ciekawi mnie tylko, w którą stronę pójdziesz. zajrzę do kolejnej części - może ona mi coś wyjaśni.

podsumowując: błędy były i były okropne, ale mam nadzieję, że je zniwelujesz w najbliższym czasie. martwię się o akcję, bo zmierza w stronę, której ja osobiście nie lubię, ale może ją uratujesz. nie chcę osądzać przed faktem. nie było szaleństwa, a błędy jeszcze zaniżyły ocenę. tak więc z plusem na zachętę. pozdrawiam i życzę inspiracji :)

Tomasso Użytkownik wpmt 17 09 2011 (20:03:59)

w ostatnim zdaniu: *koło nagłówka fotela Jacoba. Przepraszam za błąd ;x


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12451
Online(21): 21 gości i 0 zarejestrowanych: