Kage no koe - Głosy cieni - Rozdział III - Punkt widzenia cz. I

Słyszałam tylko odgłos naszych stóp. Obserwowałam każdy jego ruch, skupiając na nim całą swoją uwagę. Przez chwilę stał w bezruchu, lustrując moją sylwetkę, po czym zrobił kolejny krok. – Może jednak chciałbyś zmienić zdanie? – Wyciągnął coś z ciemnych pofałdowań okolicy kolana. – Dla nas obydwu wyszłoby to na dobre. Zapomnij o tym. Westchnął pretensjonalnie. – No dobrze… – Odwrócił się do mnie tyłem. Zrobiłam parę bezszelestnych kroków w bok. Zmarszczyłam brwi i wymacałam dłonią czarno-czerwoną strzałkę, którą schowałam do kieszeni; przełknęłam ślinę. Nastała chwila ciszy; zmrużyłam powieki, a przez moją twarz przemknął niezrozumiały grymas. W mgnieniu oka mężczyzna odwrócił się; wyrzucił coś, co przecięło pokój. Moje serce zabiło jak oszalałe. Postać zimnym wzrokiem wodziła wzrokiem to na mnie, to na miejsce, w którym utknęły trzy smukłe igły. Rzucił się w moją stronę. Poczułam jak tuż koło mojego boku przemknęła umięśniona ręka mężczyzny. Instynktownie odskoczyłam parę metrów, odbiłam się od ściany i złapałam się metalowego pręta, by następnie podciągnąć się i znaleźć się chociaż na chwilę poza zasięgiem niebezpiecznego człowieka. Gorączkowo obmyślając plan działania, z przerażeniem zorientowałam się, że tak właściwie nic nie mogę zrobić. Panicznie próbując opanować drżenie rąk, uporczywie zaciskając palce na metalowej rurce, wbijałam podejrzliwy wzrok w przygarbioną postać. Ta prychnęła cicho i skoczyła ku mnie. Usłyszałam dziwny, głuchy dźwięk; odruchowo ruszyłam z miejsca. Odbiłam się od sąsiedniej ściany i wylądowałam na drugim końcu pokoju. Czułam, jak napinają mi się wszystkie mięśnie, cały czas przygotowane do ewentualnego ataku. Mężczyzna odwrócił głowę w zamyśleniu. Tak czy inaczej muszę pozostać w tym pokoju. Może ktoś przyjdzie... - Zmarszczyłam brwi. – Musi ktoś przyjść. Zgryzłam dolną wargę. – Ucieczka nie jest dobrym sposobem na wyjście z sytuacji. Przecież równie dobrze możesz pokazać, na co cię stać. I tak nic mi nie zrobisz, a będzie o wiele ciekawiej. Zabawa w kotka i myszkę mnie nie bawi. – Rozłożył ręce. I tak nic mi nie zrobisz? Jest taki pewny swojej wygranej. Najzabawniej jest oglądać takich typków, gdy zaznają smaku porażki… Jaka szkoda, że nie mogę się z nim trochę pobawić… – Przez moje ciało przebiegł strumień chłodu. Zmarszczyłam brwi i westchnęłam cicho. Schylona, niemal dotykając dłońmi o zimną posadzkę, prowadziłam chłodną kalkulację. Uniosłam znużony wzrok, wciąż śledząc ruchy przeciwnika. Wpatrzony w sufit, wysunął lekko prawą nogę do przodu i zatoczył nią delikatny łuk. Przymknęłam oczy, dusząc westchnienie ulgi na wieść o choć krótkim odpoczynku. Pokój wypełnił cichy śmiech. Po chwili jednak zamienił się w dziwaczny, wysoki dźwięk; ni podobny do skrzypu starych zawiasów, ni to do niepokojącego chichotu psychopaty. Otworzyłam szerzej oczy, gdy po karku przebiegł mi dreszcz. Nagle ogarnął mnie przenikliwy chłód; nie było zimno. To co innego. Miałam gęsia skórkę; miałam wrażenie, że ktoś w mgnieniu oka obniżył temperaturę o kilkanaście stopni. Usta tajemniczej postaci zacisnęły się w niepokojącym uśmiechu, tworząc cienką, ciemną kreskę. Zmarszczyłam brwi. Oczy mężczyzny ponownie utkwiły w suficie. Po chwili zrobiłam to samo. Serce podeszło mi do gardła; zdążyłam tylko zasłonić twarz, zanim gruz spadający z góry pozbawił mnie przytomności. Bolały mnie wszystkie kończyny. Mrużąc oczy, próbowałam przypomnieć sobie, co się stało. Po chwili odruchowo zagryzłam dolną wargę. Moje usta wypełnił dziwny smak. Otworzyłam oczy. W pomieszczeniu było ciemno. Nie mogłam się poruszyć. Coś przygniatało mnie, krępując ruchy. Z moich ust wydobyło się ciche stęknięcie. Wzdrygnęłam się. – Obudziłeś się wreszcie? – To zdanie przez moment kołatało mi się po czaszce. Otwierając oczy, zobaczyłam tylko własny kaptur. Zdziwiłam się, że nie spadł pod wpływam tylu uderzeń pojedynczych kamieni. Odetchnęłam. Dzięki Bogu. Byłabym już zdradzona. A tak mam jeszcze szansę… – nie dokończyłam. – Ale niby jak…? Poczułam bolesne szarpnięcie. Velart złapał mnie za włosy, nie zdejmując kaptura, i uniósł do góry jak szmacianą lalkę. – Cóż. – Uniósł moją brodę do góry, tym samym przymykając oczy. – Może jednak zdecydujesz się na małe Rozeznanie? Milczałam. Brwi mężczyzny zbiegły się ku sobie. Błyskawicznie otworzył oczy i wbił we mnie wściekły wzrok. Przez chwilę wpatrywał się w moją poobijaną twarz; za moment przekrzywił głowę w zamyśleniu. Bez cienia lęku, nawet z cząstką gniewu patrzyłam w jego szare tęczówki. Uniósł jedną brew, a z jego gardła wydobył się niemal niedowierzający głos. – No, no…Przyznaję…Tego się nie spodziewałem. I rzeczywiście. W mgnieniu oka dotarła do mnie mieszanka zdumienia… oraz czegoś, czego nie potrafiłam zrozumieć. – Kim jesteś? Co mam robić? Przecież i tak już wie. W zasadzie to i tak niczego nie zmienię… Otworzyłam usta, by odpowiedzieć wymijającym zdaniem, jednak coś na moment przykuło moją uwagę. Pokój wypełnił czyjś głos, a ja w tym samym momencie skierowałam wzrok w jego stronę. Stał w drzwiach niczym wielki zlewający się z otoczeniem cień; miałam wrażenie, że brzegi jego ubrania rozmywają się w słabym świetle, które sączyło się z sąsiedniego końca pokoju. Sam jego widok wzbudzał we mnie niepokój; coś co raz ściskało moje gardło. – Velart, puść go – rozkaz mężczyzny na moment zawisł w powietrzu. Kiedy dotarł do niebezpiecznej postaci, ta niespodziewanie wypuściła mnie z rąk, wstała i oddaliła się kilka kroków. Po chwili uklękła na jednym kolanie i schyliła się niemal do samej ziemi. – Kto dał ci prawo do znęcania się nad Wybranym? Velart uniósł nieznacznie głowę, i wbijając w mężczyznę cyniczny wzrok, uśmiechnął się ironicznie. – Chyba coś ci się pomyliło, Przewodzie… – Tym samym ponownie złapał mnie za głowę i uniósł kilkanaście centymetrów, by postać ujrzała moją twarz. Przeszył mnie uporczywy ból, z wysiłkiem nie wydałam z siebie głośnego jęku. Zacisnęłam zęby i wbiłam wściekły wzrok w przybysza. Zmieniłam zdanie. Miałam ogromną ochotę zobaczyć ich oboje w cierpieniach o jakich nigdy nie śnili. Żałowałam, że nie mogę się poruszyć. Ogarnięta bezbrzeżnym gniewem nie czułam już irytującego bólu, który przeszywał moje przygwożdżone kończyny. Jeszcze raz szarpnął mnie‚ po czym powiedział cicho: – Wybraną, Przewodzie. Wybraną. Usłyszałam dziwny, nierówny, melancholijny dźwięk. Miałam wrażenie, że majaczę, jednak po chwili przekonałam się, że się mylę. Dochodził z tyłu. Czyżby pochodził od niego…? – Ta myśl przez chwilę przytrzymała mnie w wątpliwości. Cichy, jednostajny dźwięk. Stał się bliski… a jednak nieosiągalny. Przełknęłam ślinę. Znałam to. Znałam go. Tyle razy słyszałam już ten dźwięk. Ale… On się go boi! – Moje serce zabiło nieco mocniej. Prychnęłam i splunęłam krwią na ziemię. Poczułam, że ich wzrok skierował się w moją stronę. I bardzo dobrze. Zaśmiałam się. – Ty tchórzu…Sam udajesz sadystę, a trzęsiesz się ze strachu na widok jakiegoś… – kątem oka popatrzyłam na wysoką postać. – …Przewodu – dokończyłam. – To tak jakby Retta próbowała udawać Halmoorę… Doprawdy… żałosne. Uśmiechnęłam się, jednak po chwili zmógł mnie nagły atak kaszlu. Przez chwilę żałowałam, że nie mogę otrzeć twarzy rękawem. Z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie. Nastała cisza. Za moment poczułam przejmujący ból z tyłu głowy. Wydałam z siebie stłumione przekleństwo. Po chwili oszołomiona nagłym uderzeniem, zachwiałam się i osunęłam się na ziemię. – Niech cię diabli! – syknął Velart, wkładając coś do pochwy znajdującej się tuż przy kolanie, w ciemnych fałdach ubrania. ~~~ Szum niczym gwiżdżący wiatr przemykał między moimi myślami. Tępy ból w tyle głowy był nieznośny. Skupiłam się na swoim nierównomiernym oddechu i zmrużyłam oczy. Oszołomiona podparłam się na zgiętych, obolałych łokciach i rozejrzałam się wokoło. Z zaciśniętymi zębami próbowałam powstrzymać rozdzierający jęk wydobywający się z mojego gardła. Podziękowałam swojemu losowi, że usłyszałam tylko ciche westchnięcie. Wciąż słyszałam w głowie jakieś dziwne dudnienie i ten męczący, nieustający szum. Zacisnęłam powieki; nie mogłam się skupić. Westchnęłam i przekręciłam się na bok. Przede mną rozpościerał się długi, ciemny, skalny most. Znajdowałam się na twardym, a jednak wygodnym posłaniu. Moje włosy rozwiewał porywisty wiatr pochodzący znikąd. Momentalnie zeskoczyłam z niewysokiego, poszarpanego tapczanu i w jednej chwili moje ciało przeszył rozdzierający ból. Zacisnęłam pięści i runęłam na kolana. Z mych ust wydobyło się stłumione przekleństwo. Po chwili uniosłam nieznacznie głowę, by mimo wszystko przyjrzeć się ciemnej okolicy. Odruchowo sięgnęłam po swoją szatę, jednak rozczarowałam się; była poza moim zasięgiem – wisiała zaczepiona o niewysoki stalagmit. – Wstałaś…? – Jakiś głos odbijał się echem w skalnej grocie. Dotknęłam swojego czoła, myśląc, że mam halucynacje. Obolała podniosłam półprzytomny wzrok i skrzywiłam się nieznacznie. Niedaleko mnie, na niewielkiej skale siedziała zamyślona dziewczynka. Wpatrywała się we mnie z szczerym zaskoczeniem. Stęknęłam cicho, i podpierając się o jeden z głazów, niezgrabnie podniosłam się z ziemi. Przygarbiona spoglądałam na nią spode łba. Była osobą, którą w tym momencie najmniej miałam ochotę spotkać. Prychnęłam cicho, i ledwo co stojąc na nogach, odwróciłam się od niej i skierowałam wzrok w stronę podziemnej rzeki. Przez moją głowę przemknęły obrazy wspomnień; tak dalekich, radosnych ciepłych. Po karku przebiegł zimny dreszcz. – Słuchasz mnie? Westchnęłam i niechętnie dostrzegłam ją kątem oka. Nie miałam ochoty na rozmowę. – Czego chcesz? – warknęłam. Nie wiedziałam skąd we mnie tyle gniewu. Słowa niczym żywe istoty samoistnie wypływały z moich ust. – Tylko się pytam. Ale z drugiej strony… – Na chwilę głos umilkł, jakby się nad czymś zastanawiała. - Chciałam cię tylko poinformować, że Velart zdecydował się wziąć cię pod opiekę. Cóż, zanim zaczniesz się rzucać, to wiedz, że nie masz już wyboru. Przykro mi – nikt nie był zbytnio zainteresowany. – Uniosła ręce zrezygnowana. – Nic już na to nie poradzisz. Wcale nie. Szczerze mówiąc, było mi to obojętne. Nie miało dla mnie to większego znaczenia. Po co mam to robić, jeżeli i tak nic nie wskóram? Moje zimne, obojętne oczy tkwiły w bezruchu do czasu, kiedy nie dotarło do mnie dziwne uczucie. Samowolnie uścisk na skale zelżał, a ja uklękłam bez przerwy wpatrzona w głęboką wodę; podziemny strumień koloru morskiej zieleni. Z moich ust wydobyło się ciężkie westchnienie. Po chwili oparłam się o pobliski głaz i w milczeniu, z półprzymkniętymi powiekami odwróciłam głowę ku Kann. Przez moment wpatrywała się we mnie posępnym wzrokiem, jednak w mgnieniu oka milczenie przerwał mój zimny głos: – Wiesz… Myślę, że wcale nie jesteś od niego lepsza – prychnęłam cicho. – Ale cóż. Mówi się trudno. Dziewczynka skrzywiła się nieznacznie. – Słucham? Odpowiedziało jej milczenie. ~~~ – Nie mów mi, że nowi jej nie chcieli. – Spojrzał na nią znacząco. – Chyba się trochę zapominasz. Przewrócił ostentacyjnie oczami. – „Niech mi Pani nie wmawia, że nowi jej nie chcieli.” O to co ci… – odchrząknął – Pani chodziło?– odpowiedział szorstko. – Oni nawet o niej nie wiedzą, więc o czym tu mówić – westchnęła pretensjonalnie. Otworzył usta, by zadać pytanie, jednak po chwili rozmyślił się. Utkwiła w nim wzrok. – Dla nich jest nim, nie nią. I ma tak pozostać. Prychnął. – Myślisz, że będę się w to bawił? Przeszyła go lodowatym spojrzeniem. – Nie masz wyboru. Do czasu, gdy nie zostaną umieszczeni w Szkatułce jesteś zmuszony do posłuszeństwa. Dla wszystkich jest teraz zagadką – umilkła. – Dopóki nie uda jej się wstąpić w prawdziwą Grę… – Podparła się na zaciśniętej pięści. – Jeżeli jej się uda…– Zerknęła w jego stronę. – Nie martw się. Nie będziesz już miał jej na głowie. Wtedy przejmie ją Główny Przewód. Zacisnął zęby, a przez jego twarz przemknął grymas gniewu. Odsunął się od niewielkiego olchowego stołu, wstał i opuścił jasny pokój. Kann odprowadziła go wzrokiem, a gdy zniknął z jej pola widzenia, zwróciła się w stronę Asarrina. Stał w korytarzu, czekając w ciszy na jej polecenia. – Wejdź. Wstała z taboretu obitego czerwonym poszyciem i usiadła na łóżku. Po chwili, czujnie obserwując ruchy swojego sługi, pogrążyła się w myślach. Ciągle miała wątpliwości czy podjęła słuszną decyzję, pozwalając na kuratelę Velarta. Szczerze mówiąc, nigdy nie budził w niej całkowitego zaufania. Zmarszczyła brwi. Przecież może jeszcze zmienić zdanie. W następnej chwili jej myśli powędrowały ku dziwnej dziewczynie. Zacisnęła zęby na wspomnienie jej ostatnich słów. Nie wiedziała co ma o tym sądzić. O co jej, u diabła, chodziło? Pukanie do drzwi rozbiło za kawałki nieustającą ciszę panującą w pokoju. Kiwnęła głową w stronę Asarrina. Do pomieszczenia wszedł Asper. Oczy miał niespokojne, jednak wydawało się, że jest zupełnie obojętny. Podszedł do dziewczynki, a z jego ust wydobył się stanowczy głos. – Wybacz, że przeszkadzam, jednak to bardzo pilne. – Spojrzał na mężczyznę stojącego w drugim końcu pokoju. – Zostań– rzuciła w jego stronę. – No więc? – Zniknęła. Twarz Głównego Przewodu była kamienna, nie dane było odczytać jego myśli. Przez chwilę wpatrywała się w niego obojętnym wzrokiem. Wydawało mu się, że jest najzupełniej zdziwiona niespodziewaną informacją; jej źrenice zwęziły się nieznacznie. – Co? – Coś ścisnęło ją w żołądku. – Acris… ona zniknęła. Jej brwi zbiegły się ku sobie. Nie rozumiała. Nie chciała zrozumieć. – To jakiś żart, prawda? – zaśmiała się nerwowo. – Żartujesz, prawda? – Kręciła głową zdezorientowana, jakby przed chwilą coś wypadło jej z rąk. Na jej twarz wpłynął grymas gniewu. Zeskoczyła z łóżka i podbiegła do Aspera. Złapała go za jego ciemnoniebieską szatę i zacisnęła na niej pięści. Utkwiła w nim nienawistny wzrok. – Jak mogłeś!!! Nie mogłeś jej wypuścić! Ty… Ukucnął i położył jej dłoń na bladym policzku. – Pani… Proszę się uspokoić. Nie mogła uciec. Pewnie gdzieś się schowała. Zaraz rozpocznę poszukiwania. Nie znała drogi powrotnej, więc nie mogła… – Właśnie wyszła z budynku. Cichy głos z nutką zainteresowania wypełnił jasny pokój. Dwie pary oczu powędrowały ku niemu. – Ty… – Asper zacisnął pięści, jednak po chwili zmrużył oczy i pokręcił głową z dezaprobatą. – Pani wybaczy – rzucił przelotnie, wybiegając z pomieszczenia. Oszołomiona, stała wciąż w bezruchu, beznamiętnie wpatrując się w mężczyznę. – Asarrinie? – Jest w niebezpieczeństwie. Otworzyła usta, by zapytać, jednak ten uprzedził ją. – Ona nie uciekła. Ktoś ją goni. – Kącik jego ust uniósł się lekko w górę. – Doprawdy zabawne. Velart jest takim głupcem. – Velart? Po chwili zaklęła w duchu swoją nieostrożność i podeszła do milczącego Asarrina. ~~~ Zaciskając zęby, biegłam, przedzierając się przez ciemne zarośla. Mijałam stare, połamane drzewa nadgryzione zębem czasu, bujna roślinność szeleściła mi pod stopami. Jakaś zbłąkana gałąź zaczepiła się o moje przedramię. Zaklęłam z bólu, upadłam na kolana. Kropelki potu spływały po mojej brudnej twarzy; zacisnęłam pięści w przypływie determinacji. Niczym zaszczute zwierzę rozejrzałam się wokoło, po chwili schowałam się za starym, mosiężnym drzewem. Serce biło mi jak oszalałe. Wciąż nie mogłam się uspokoić po niespodziewanym ataku Velarta. Mimo woli zaczerwieniłam się na myśl o jego nieoczekiwanym uścisku. Objęłam twarz drżącymi dłońmi i skarciłam się w myślach. Uspokój się! To… to… – Acris? Gdzie jesteś? Na dźwięk tego głosu serce podeszło mi do gardła. Zacisnęłam ręce na drogocennym sztylecie. – Gdzie się schowałaś? Wiesz, że nie należę do cierpliwych… Chyba nie chcesz, żebym się zdenerwował, prawda? Miałam wrażenie, ze usłyszy łomot mojego serca. Wstrzymałam oddech. Zorientowałam się, że dzieli mnie od niego niecałe pięć metrów. Zagryzłam wargę. Modliłam się, by nie odwrócił się w moją stronę. Byłam wycieńczona; moja pozycja była z góry przegrana. Zacisnęłam zęby. Kiedy ponownie spojrzałam w jego kierunku, nie mogłam uwierzyć swoim oczom. Zniknął. Nie było go. Po prostu zniknął. Odetchnęłam z ulgą. Rozejrzałam się wokoło, czy aby nie czai się gdzieś w pobliżu– nic. Jakby rozpłynął się w powietrzu. Dźwignęłam się z ziemi i przymknęłam oczy. Ból rozpływał mi się po całym ciele. – Coś cię boli? Zamarłam. Otworzyłam szeroko oczy. Stał przede mną niby emanujący bladym blaskiem. Stojąc w białym świetle, uśmiechał się niebezpiecznie. Wszystko się we mnie wzburzyło. Nagle jakby strach odebrał mi czucie. Poderwałam się do biegu. Jednak to na nic; poczułam mocny uścisk na nadgarstku. Odwróciłam się błyskawicznie, by wymierzyć mu śmiertelny cios. Jednak on był szybszy. Złapał mnie za drugą rękę i utkwił we mnie wzrok. – Nie dam ci uciec. – Z tymi słowami ścisnął moją dłoń. Czułam miażdżącą siłę; wiedziałam, że jeżeli nie wypuszczę sztyletu, złamie mi rękę. Z moich ust wydobył się mimowolny jęk. Broń upadła na trawę. – Grzeczna dziewczynka… Przełknęłam ślinę. Utkwiłam w nim pogardliwy wzrok. Uderzenie odebrało mi dech, kiedy pchnął mnie na drzewo. Upadłam na kolana. Stał nade mną niczym kat. Uniosłam wzrok, a z moich ust wydobył się słaby głos. – Jesteś jednym z nich, tak…? Teraz kolej na mnie… – Wbiłam w niego rozkazujący wzrok. – Jeżeli masz mnie zabić, zrób to teraz, tchórzu. – Umilkłam, czekając na jego reakcję. Jednak on tylko stał i przyglądał mi się z zaciekawieniem. – Teraz!!! – Mój głos przebił leśną ciszę. Zacisnęłam pięści. – Głupia. Nie mam zamiaru cię zabijać. – Uklęknął koło mnie i uniósł mój podbródek. – Nie mam takiego zamiaru… Przyciągnął mnie do siebie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Na moją twarz wypłynął grymas obrzydzenia i odrazy. Jego dłoń wędrowała swobodnie po moim napiętym ciele. Gdy zatrzymał ją na moich lędźwiach, coś we mnie zadrżało. Zacisnęłam pięści odepchnęłam go od siebie. Moje serce biło jak oszalałe, wyrywałam się jak zwierzę, jednak żelazny uścisk trwał nadal niewzruszony na moje poczynania. Nagle poczułam, że spadam. Uderzyłam głową o drzewo. Trzymał mnie za ramiona. Zupełnie unieruchomiona. Zupełnie bezbronna. – Zostaw ją, Velart. - Zamarł, słysząc znajomy głos. Zobaczyłam jak coś podrywa go do tyłu i wylatuje w powietrze. Stał przede mną wysoki mężczyzna. Nieznajomy wyciągnął ku mnie swoją dłoń. Zacisnęłam zęby, by nie wydobył się z nich przeraźliwy jęk, i opierając się o drzewo, wstałam o własnych siłach. – Wszystko w porządku? – Nie. Nic nie jest w porządku. – Utykając, minęłam go i podniosłam z ziemi pozłacany sztylet.



        Dedykacja: I have no interest in cases i have no interest in.

Płeć: kobieta
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 21.03.2015r.

1     

moriaty h.ayne Redaktor próbny 31 05 2015 (20:02:37)

Hej.

Po pierwsze dziękuję za konstruktywną krytykę i dziękuję za pochwałę.

Zacznę od tego, że to niewielki fragment całości jaką tworzy ta historia. Rozumiem, że może trochę za bardzo skupiłam się na "zewnętrznej" akcji, ale uważam, że po prostu są takie momenty, gdy przeżycia wewnętrzne bohatera jest zepchnięte na drugi plan. Owszem, zgadzam się z Tobą, że może za bardzo się na tym skupiłam, ale przecież nie samym duchem człowiek żyje :) Ale obiecuję, że będzie więcej przeżyć wewnętrznych w następnych fragmentach, które również zamierzam wstawić :)

Szczerze mówiąc, gdy pierwszy raz zobaczyłam Twój komentarz, trochę się wzburzyłam(śmiech) ale bardzo Ci za to dziękuję, bo każdemu zawsze przyda się uwaga, która sprawi, że spojrzymy na swój tekst pod trochę innym kątem.

Pozdrawiam i zachęcam do przeczytania poprzednich, jak i następnych części :)

moriaty h.ayne Redaktor próbny 31 05 2015 (20:09:51)
A, i co do słowa "zwężyły", to widziałam różne wersje i jak pisałam "zwęziły", zwracali mi uwagę na to, że powinno być właśnie "zwężyły", więc...

Idan Użytkownik WPMT 01 06 2015 (09:23:01)
Słownik PWN wskazuje tylko na formę "zwęzić", stąd moja uwaga.

Dzięki za dojrzałe podejście do krytyki ;) Zdaję sobie sprawę, że ciężko sprawiedliwie ocenić część bez czytania całości, ale zrobiłam, co mogłam, bo niestety nie miałam czasu na poprzednie rozdziały.

Z pewnością są momenty, kiedy akcja jest ważniejsza od duchowych przeżyć bohaterów, pewnie w twoim opowiadaniu jest takich nawet więcej - i nie ma w tym nic złego. Ale trochę psychologicznych/refleksyjnych/opisujących świat, w którym dzieją się wydarzenia smaczków tu i ówdzie zwykle czyni opowieść dużo ciekawszą, bo czytelnik może bardziej przywiązać się do postaci i świata.

Również pozdrawiam :)

Idan Użytkownik WPMT 23 05 2015 (09:24:54)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Cześć.

Na początek chciałabym w imieniu redakcji przeprosić Cię, że czekasz na komentarz ponad dwa miesiące. Przyznam, że nie czytałam poprzednich części opowiadania, więc będę oceniać powyższe jako samodzielną całość.

każdy jego ruch, skupiając na nim całą swoją uwagę. Przez chwilę stał w bezruchu

Tylko się pytam. Ale z drugiej strony… – Na chwilę głos umilkł, jakby się nad czymś zastanawiała. - Chciałam cię tylko

Powtórzenia.

Wyciągnął coś z ciemnych pofałdowań okolicy kolana.

Brzmi tak, jakby jego kolano było pofałdowane. Może lepiej: z ciemnych fałd spodni/szaty/ubrania (?) w okolicy kolana?

Tak czy inaczej muszę pozostać w tym pokoju. Może ktoś przyjdzie... - Zmarszczyłam brwi. – Musi ktoś przyjść.

Jeśli zapisujesz myśli bohaterki bez myślnika ani cudzysłowu na ich początku, to późniejsze wstawienie myślnika nie wygląda dobrze.

wzbudzał we mnie niepokój; coś co raz ściskało moje gardło.

Druga część zdania do poprawki. Co masz na myśli przez "coś co raz"?

westchnęła pretensjonalnie.

Staraj się nie powtarzać takich samych określeń w jednym opowiadaniu, przynajmniej nie za często.

Dla wszystkich jest teraz zagadką – umilkła. – Dopóki nie uda jej się wstąpić w prawdziwą Grę… – Podparła się na zaciśniętej pięści. – Jeżeli jej się uda…– Zerknęła w jego stronę.

Unikaj szatkowania wypowiedzi do tego stopnia, ciężko się czyta, musząc co chwila przerywać, by dowiedzieć się, co bohaterka robiła, mówiąc te słowa (a nie jest to chyba aż tak istotne).

jej źrenice zwężyły się

zwęziły się

Zdarza Ci się gubić ogonki liter i spacje (szczególnie przed myślnikami), ale muszę pochwalić Cię za przecinki, bo niewiele jest prac, w których nie ma z nimi problemu, a tutaj interpunkcja była prawie bezbłędna.

Największym atutem opowiadania są silne emocje i szybka (ale nie za szybka) akcja. Niestety narracja jest trochę monotonna, wciąż dowiadujemy się, że narratorka pobiegła, przystanęła, spojrzała, zrobiła to, zrobiła tamto... Dobrze byłoby gdybyś wprowadziła trochę urozmaicenia, spróbowała więcej opowiedzieć nam o świecie, w którym rozgrywają się wydarzenia, a nie tylko o suchych czynnościach postaci. Mogłabyś też trochę wyraźniej zarysowywać charaktery postaci, bo póki co wiemy o nich bardzo niewiele - możemy najwyżej podzielić je na te w miarę pozytywne i negatywne, tyle. Poza tym zastanawia mnie dedykacja - w jaki sposób wiąże się z treścią?

Ode mnie trzy; wydaje mi się, że potrafiłabyś napisać to lepiej.

Pozdrawiam,
Idan


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(53): 53 gości i 0 zarejestrowanych: