Pseudonim: moriaty h.ayne
O sobie: Sentymenty to defekt chemiczny przegranych.
Napisanych prac:
- proza: 21

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 84 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Kage no koe - Głosy Cieni..." 24.06.2014
"Oni" 04.06.2014
"Kage no koe - Głosy Cieni..." 03.07.2014
"Kage no koe - Głosy Cieni..." 17.08.2014
"Biały szkwał" 13.10.2014

Inne prace tego autora:
"Kage no koe - Głosy Cieni..." 01.06.2014
"Kage no koe - Głosy cieni..." 21.03.2015
"Oni" 04.06.2014
"Kage no koe. Na ostrzu..." 20.04.2014
"Feniks cz.II" 04.07.2015


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Kage no koe - Głosy Cieni - Rozdział II - Gra - cz.II

Po tych słowach zapadła cisza. Wyczekująco spoglądałam w stronę Kann, chcąc zdobyć kolejną informację. Dziewczynka odwróciła się i uśmiechnęła się. Jednak nie tak jak wcześniej. Było w niej coś przerażającego. – I co w związku z tym? Jeszcze nie wkroczyli na nasz teren, więc nie mamy o co się niepokoić. A nawet jeśli to zrobią, to i tak nie będziemy mogli nic na to poradzić. Jeżeli postąpimy inaczej, to się ujawnimy. A więc, zastanów się nad tym co mówisz – z tymi słowami ruszyła przed siebie. Ukradkiem spojrzałam na milczącego mężczyznę. Zacisnął pięści. Z jego twarzy nie można było odczytać żadnych uczuć - zachował kamienną twarz. Jednak jego aura pulsowała bardzo mocno, wskazując na ogarniającą go wściekłość. Podziwiałam jego samokontrolę. Od bardzo dawna nie czułam tak silnych emocji. Całe szczęście nauczyłam się nie zwracać na nie uwagi. Jednak czasami mnie to przerastało. Wielu ludzi pragnęło mieć taką zdolność. Jednak ja oddałabym wszystko, by jej nie posiadać. Kiedyś słuchałam legend o ludziach słyszących ludzkie myśli. Dzięki nim, a raczej ich morałom, zachowałam tę wiedzę dla siebie. Nie wiedział o tym nawet mój własny brat. W jednym momencie wysoka postać zatrzymała się i ukryła mnie za ciemną szatą. Syknęła: – Idą. Przykucnęłam, chyląc się tuż przy ziemi. Po chwili usłyszałam przyciszone głosy: – Na pewno mu się nie przesłyszało. – Tak myślisz? A co było tydzień temu? Uważał, że zna kryjówkę tych szczurów. I co? Jakoś nic nie znaleźliśmy. Może uknuł z nimi jakiś spisek, żeby… – Daj spokój, Vun. Ty tylko spisków się doszukujesz – po tych słowach słychać było głuche uderzenie, a tuż potem zrezygnowane stęknięcie jednego z mężczyzn. – Nie musiałeś tego robić. – Inaczej przecież byś nie zrozumiał, Kanato – las wypełnił nieprzyjemny rechot. Drgnęłam niespokojnie. Miałam wrażenie, że zaraz serce wyskoczy mi z piersi. Tuż przy swoim uchu usłyszałam cichy, spokojny głos: – Nie waż się drgnąć – poczułam, że ktoś przyciska mnie do podłoża. Krew pulsowała mi w skroniach, wiedziałam, że nie mogę zdradzić Kann. Uznałam, że lepiej zrobić to po cichu. Zacisnęłam zęby i z wielkim wysiłkiem wyciągnęłam swój nóż. Mężczyzna zakrył nas ciemnozieloną płachtą. Przyłożyłam ostrze do jego boku i usłyszałam głosy. Były niepokojąco blisko. Zacisnęłam powieki i zastygłam w bezruchu. Kroki mężczyzn. Ziemia dudniła pod ich stopami. Były niemal na wyciągnięcie ręki. Zawahałam się, spoglądając w stronę zimnego metalu. Westchnęłam. Kiedy kroki ucichły, odczekałam kilka chwil, po czym błyskawicznie odepchnęłam zdumionego nagłą reakcją mężczyznę. Serce biło mi jak oszalałe. Nerwowo rozglądając się, czy niebezpieczeństwo minęło, próbowałam uspokoić namnażające się myśli. Miał szczęście, że bez wahania nie zatopiłam ostrza w jego gardle. Tylko to go uratowało, że oprzytomniałam, by nie zdradzić Kann…Nawet nie wie jakie miał szczęście… Idiota. Prychnęłam w duchu, po czym wyjrzałam zza drzewa. Dostrzegłam wymowne spojrzenie Kann, rzucone w stronę oszołomionego mężczyzny. Ten tylko wzruszył lekko ramionami i rozejrzał się wokoło. Przewróciłam ostentacyjnie oczami, by za moment wynurzyć się za plecami nieznajomego. Kiedy uniosłam dłoń, by oświadczyć o swoim powrocie, zastygłam w bezruchu, słysząc głos dziewczynki. – Gdzie ona jest? Dobiegło do mnie parę niezrozumiałych słów. – Co zrobiłeś? – Nic co mogłoby sprawić, by uciekła. – Przyciśnięcie nieznajomej dziewczyny do ziemi w tak niekomfortowej sytuacji, nie jest wystarczającym powodem? – W innym wypadku zobaczyliby ją. Mnie również. A to chyba gorszy skutek od… – Jej ucieczki?– na moment umilkła. – Może i tak. Jednak z tego co wywnioskowałam z jej wcześniejszego zachowania, możliwe, że po tym wydarzeniu mogłeś być martwy. Prawda, Acris? Coś ścisnęło mi gardło, gdy się do mnie zwróciła. Milczałam, wciąż pozostając w idealnym bezruchu. – Możesz już wyjść. – Wyszłam już parę minut temu. Mężczyzna zaskoczony moją bliskością, niemal odskoczył ze zdumienia. Kąciki moich ust mimowolnie uniosły się w kpiącym uśmieszku. Podeszłam do dziewczynki i powoli zwróciłam się w stronę Botha. Uniosłam wzrok i zlustrowałam jego sylwetkę. – Kann ma rację. Masz szczęście, że jeszcze żyjesz. Nie jestem przyzwyczajona do ‘przyjaznych’ ataków z zaskoczenia. – K… Kann? – ton jego głosu sprawił, że się zaniepokoiłam. – Tak – dziewczynka obróciła się i skinęła na wysokiego mężczyznę. – Idziesz, czy nadal będziesz się tak ociągał? Niedługo zaczyna się… –odchrząknęła. – Muszę być na miejscu, a jeszcze trzeba kogoś przydzielić do Acris. Poczułam, ze jakaś ręka łapie mnie za głowę, czochra czarne włosy – zacisnęłam zęby, powstrzymując się od pochopnego zachowania. Po chwili do moich uszu dobiegł jego głos: – Chciałbym zobaczyć minę Aspera, kiedy dowie się o naszej małej koleżance… Już dawno nie widział żadnej odkąd przyrzekłaś, że już nigdy tego nie zrobisz… – zamilkł. Po chwili uwolnił mnie z silnego uścisku i uniósł zaciekawiony wzrok na dziewczynkę. – Właśnie… Co ona takiego zrobiła, że… – Zamilcz. Uniósł dłonie w pokojowym geście i ponownie ruszył naprzód. Rzucił mi przelotne spojrzenie i na powrót zwrócił się ku nieznajomym. Westchnęłam i ponownie pogrążyłam się w myślach. Czyli jednak miałam rację. Czyli coś w tym jest, że tak bardzo nienawidzi dziewczyn – uniosłam jedną brew. – Ale właśnie - po co mnie ze sobą zabrała? – wbiłam wzrok w małą, szczupłą sylwetkę dziecka. – Nieistotne. Tak czy inaczej, chcąc czy nie, wyświadczyła mi niemałą przysługę. A kiedy zdobędę jej zaufanie… – poczułam, że przepływa przeze mnie dreszczyk emocji. – Miło pomarzyć… – Ruszasz się, czy nie?! – usłyszałam głos dochodzący z oddali. Wzdrygnęłam się i uniosłam niespokojnie głowę. Cały czas podążałam za nimi krok w krok, a niczego nie zauważyłam. Roślinność stała się bujna, bardziej różnorodna. Zacisnęłam pięści i ruszyłam w stronę wyczekującej postaci. Kiedy zbliżyłam się, by minąć mężczyznę, poczułam, że łapie mnie za ramię. Zacisnęłam zęby. Odruchowo moja ręka powędrowała w stronę ukrytej broni. – Ale, ale! Spokojnie, panienko! – w jego przyciszonym głosie słychać było nieumiejętnie skrywaną ciekawość. – Gdzie Kann? – Chce tylko zadać ci pytanie. – Gdzie Kann – powtórzyłam, nie zwracając na niego uwagi. – Powiedziała mi, że mam z tobą poczekać – ignorując go, dalej szłam w kierunku pobliskiej groty. Poczułam, że żelazny uścisk zaciska się na moim przedramieniu. – Tutaj – syknął przez zaciśnięte zęby. Leniwie odwróciłam się ku postaci, minęłam ją i stanęłam koło ściany zimnej, zacienionej groty. Oparłam nogę i westchnęłam. Przez twarz mężczyzny przemknął cień napięcia. – Co takiego zrobiłaś? Dlaczego…? – A ty, co? Nie możesz się powstrzymać? – Zadałem tylko pytanie… – Na które nie muszę ci odpowiadać – warknęłam, beznamiętnie wpatrując się w głąb pieczary. – Dziewczyno, nie wiem dlaczego tu jesteś, ale to mogłoby mi ułatwić podpowiedzi, nie wiem… pomoc? Tam, dokąd idziemy, nie będziesz miała żadnej. Będziesz mogła liczyć tylko na siebie. Pewnie to dla ciebie nowość, więc… Wbiłam w niego pogardliwe spojrzenie. – Uwierz mi, nasza pani uwielbia różnorodne gry. A to nie zawsze jest bezpieczne. – Po co to robisz? – Co? Jak to: po co…? – Widzisz, ludzie nie pomagają ot tak sobie – założyłam ręce za głowę. – Zazwyczaj mają jakiś powód. Pytanie, jaki ty masz? Nie wiem: chcesz czegoś ode mnie? Chcesz mnie użyć jako przynęty? Ludzie w waszym środowisku nie dbają o innych. Z resztą nie tylko w waszym – po tych słowach z mojego gardła wydobyło się przeciągłe westchnięcie. Kątem oka spojrzałam na mężczyznę - zrezygnowany wziął się pod boki i przykucnął na nierównym głazie, będącym niegdyś częścią ściany jaskini. – Powiem ci jedno: nawet jeżeli ona słusznie wprowadziła cię w niebezpieczeństwo… Wiedz, że diabeł nigdy nie wypuszcza swojej zdobyczy z rąk. Jeżeli wkroczysz na nasz teren, nigdy już go nie opuścisz. Uniosłam sceptycznie jedną brew. Nastało milczenie. Prychnęłam i skierowałam się w stronę lasu. – To jest groźba? – Może… – zmarszczył brwi w zamyśleniu. – Jeżeli chcesz, to idź – droga wolna. Wracaj tam, skąd przyszłaś. Najwyżej dostanie mi się od Pani, bo zabiorę jej kolejną zabawkę – westchnął i wstał, niezgrabnie otrzepując pomarańczową szatę. – Trudno. Wyciągnął do mnie rękę, lecz nie przyjęłam jej. Cały czas stałam w bezruchu pogrążona w myślach. Mam porzucić to, co obiecałam bratu…? On daje mi taką możliwość? Ale… Jeżeli nie przyjmę propozycji, może wydać mu się dziwne. Ale przecież, samo to, że tutaj jestem jest niewiarygodne. – Słusznie. Przez chwilę na jego twarzy zagościł szczery wyraz ulgi. – Wiedz, że podejmujesz słuszną decyzję. Nie będziesz jej żałować – po tych słowach wyciągnął do mnie dłoń. – Chodźmy. – Więc? Powiesz mi w końcu, gdzie jest Kann? Na dźwięk moich słów jego źrenice zwęziły się nieznacznie. Zamknął oczy, a brwi zbiegły się ku sobie. Zacisnął zęby i podszedł do mnie szybkim krokiem. Jego usta wygięły się w gniewnym grymasie. Widząc niepokojącą postawę przybysza, skierowałam dłoń w stronę noża, jednak ten ubiegł mnie. Poczułam, że silne dłonie łapią mnie za ramiona i wbijają w zimne podłoże. Oszołomiona spoglądałam na niego spod szarego kaptura, usiłując wyswobodzić się z jego uścisku. Zacisnął gniewnie zęby, wciąż wbijając we mnie wściekłe spojrzenie. – Dlaczego nie chcesz mnie posłuchać?! Zrozum, że… Jego myśli wirowały chaotycznie, wbijając się niczym igły w moją podświadomość. Przyprawiały mnie o nieznośny ból głowy. W jednym momencie dotarło do mnie, czemu tak usilnie próbuje mnie od tego odprowadzić. Czemu tak mu ulżyło, kiedy zrozumiał, że przystałam na jego propozycję… A teraz… Jest gotowy na naganę od swojej pani, tylko aby odwieść mnie od mojego postanowienia. Czy ja też bym tak postąpiła? Gdybym była z jego rodziny, to już byłoby bardziej zrozumiałe. Ale przecież jestem dla niego obcą osobą. Przecież… – wstrzymałam oddech, kiedy wszystko ułożyło się w logiczną całość. – Jesteś żałosny– mój jedwabisty głos przeszył go niczym strzała. Zdumiony usłyszanymi przez siebie słowami, rozluźnił uścisk na ramionach. – Chcesz uwolnić się od poczucia winy, odwodząc mnie od tego miejsca? Przykro mi, ale nie dam sobą manipulować. Dopłynął do mnie strumień żalu i bezsilności. – Nie interesuje mnie czy rzeczywiście chcesz mojego dobra, czy nie – prychnęłam. – Ale wiedz, że zgubią cię kiedyś twoje sentymenty. Na tym świecie nikogo nie obchodzi drugi człowiek – coś ścisnęło mnie w żołądku, kiedy na myśl przyszła mi roześmiana rodzina brata. Kiedy ukłucie żalu stawało się coraz bardziej przenikliwe, uniosłam wzrok i z cieniem smutku w zimnych oczach, spojrzałam w stronę słabych promieni słońca, ledwo przebijających się przez posplatane gałęzie czarnych drzew. – Nikogo… – powtórzyłam beznamiętnie, ledwo dosłyszalnym szeptem.



        Dedykacja: Wodzie, która tłumi hałas.

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 03.07.2014r.

1     

moriaty h.ayne Redaktor próbny 23 07 2014 (15:18:44)

Dziękuję za miły komentarz:) Mam nadzieję, że utrzymam poziom.

Jeżeli będziesz miał wolną chwilę zachęcam do przeczytania poprzednich fragmentów.

moriaty h.ayne Redaktor próbny 23 07 2014 (15:17:29)

Dziękuję za miły komentarz:) Mam nadzieję, że utrzymam poziom.

Jeżeli będziesz miał wolną chwilę zachęcam do przeczytania poprzednich fragmentów.

civilizacja Redaktor 17 07 2014 (00:28:55)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Nie cierpię komentować entej części pracy, jeśli nie czytałem jej od początku, ale no cóż... Widzę, że prędzej się wakacje skończą, niż ktoś zorientowany w historii zabierze się za moderację.

Muszę pochwalić cię za to, w jaki sposób wypełniasz tekst emocjami. Robisz to dobrze, z wyczuciem, przez co opowiadanie nie jest statyczne, a to się ceni. Nieraz dynamiczną sytuację można zepsuć, źle dozując dramaturgię.

Ciężko mi się wypowiadać na temat tej pracy, bo nie mam zielonego pojęcia, co było w poprzednich częściach.

Dostaniesz ode mnie piątkę za dialogi i za opisy. To już dobrze o tobie świadczy. Poczekam jeszcze trzy dni na akceptację pracy. Być może wypowie się ktoś, kto czytał już poprzednie części.
Pozdrawiam,
civilizacja


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(25): 25 gości i 0 zarejestrowanych: