Kage no koe - Głosy Cieni - Rozdział II - Gra - część I

Z drżącą powieką wpatrywałam się w zastygłą postać. Nie wiedziałam co robić. Delikatny wiatr bawił się moimi włosami, a słońce powoli wyłaniało się zza horyzontu – rozmazane, żółte, palące. – Asarrinie? Głos uwiązł mi w gardle. Odwróciłam się w stronę Kann. Stałam tuż przed nią, w bezruchu spoglądając na mężczyznę. Dziewczynka wyglądała jak zjawa w jasnym świetle poranka. Blade policzki wyglądały niezdrowo, a ledwo widoczne usta wydawały się jeszcze bardziej szare niż przedtem. Przełknęła ślinę i powoli podeszła do sługi. Przykucnęła i utkwiła wzrok w zakrwawionym ścierwie. Żołądek podszedł mi do gardła, kiedy zorientowałam się, że usiadła przy nim, objęła kolana i szepnęła coś do siebie. A może lepsze określenie to, że poruszyła ustami? Bowiem nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Po chwili westchnęła i położyła głowę na kolanach. – Trafiłem? Odwróciłam się w stronę głosu. Moim oczom ukazała się wysoka postać. Jej śmiech rozniósł się po dolinie. – Kogoż to ja widzę? Oczom nie wierzę! Jednym strzałem wykończyłem słynnego... – Nie oceniaj dnia przed zachodem słońca, Karthea. W jednej chwili mężczyzna skrzywił się, był wyraźnie zniesmaczony. – Dziecko? Kim ty jesteś, że śmiesz mnie pouczać?– prychnął i spojrzał w stronę lasu pogrążonego w półmroku. – Idź do domu, pewnie cię szukają. To nie jest miejsce dla takich jak ty. – Tuż po tym pomachał ręką, jakby chciał przepędzić jakąś nieznośną muchę. Jednak po chwili uniósł jedną brew i zastygł w bezruchu. – Zaraz, zaraz. Skąd znasz moje imię...? – A czemu by nie? – Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie, gówniaro. – Tym samym skierował na nią tą dziwną, czarną rzecz, którą przez cały czas trzymał w pogotowiu. Zacisnęłam pięści. Wciąż leżałam przykryta tumanem mąki. Nie pozwolę jej skrzywdzić. To jedyna osoba, dzięki której mogę dotrzeć do celu... Dziewczynka parsknęła śmiechem. – Jestem pewna, że twój pan nie byłby zachwycony, gdyby dowiedział się, że wymierzasz broń w bezbronną dziewczynkę, w wieku jego najdroższej córeczki. Chciałabym zobaczyć jego minę w momencie, kiedy się o tym dowiaduje... – Spojrzała na niego z przymrużonych powiek. Otworzył usta w gniewnym grymasie, i miał już coś powiedzieć, jednak zamknął je i zrobił kilka kroków w stronę dziewczynki. Westchnął pretensjonalnie i nonszalancko oparł się o drzewo. – Wątpię, żeby się o tym dowiedział. Nie będzie nikogo, kto mógłby mu to przekazać. – Jego oczy błysnęły niebezpiecznie. – A wy zawsze tylko o tym. – Przewróciła ostentacyjnie oczami. – Czy wam się to nigdy nie nudzi? – Nie przypominam sobie, żebyśmy się kiedyś spotkali. – "I pewnie nie spotkamy się już nigdy". Dlaczego zawsze jesteście tacy oschli? To przykre. Nasunął na twarz duży, czarny kapelusz i przysunął górną część ciemnego przedmiotu do brody drobnej dziewczynki tak, że musiała ją unieść i spojrzeć mu w oczy. Dziecko westchnęło i spokojnie odsunęło przedmiot. – Asarrinie? – zwróciło się ku leżącemu mężczyźnie. Stała przez chwilę w bezruchu, potem zwróciła twarz ku niebu. Westchnęła. Coś szarpnęło ją za ramię. Mężczyzna powoli lustrował jej sylwetkę, by potem wygiąć usta w kpiącym uśmiechu. – On nie żyje, nie dociera? – Taki jesteś pewny? To zdanie odbiło się echem w mojej głowie. Błyskawicznie odwróciłam się ku woźnicy. Strąciłam przez przypadek kilka owoców i poczułam na sobie wzrok mężczyzny, jednak nie było już to moim głównym zmartwieniem. – No nareszcie. Ile można na ciebie czekać. – Co? To przecież...– Dobiegł do nich niedowierzający głos Karthei. – Niemożliwe?– dokończyła drwiącym tonem. – Dla ludzi nie ma rzeczy niemożliwych. Powinieneś o tym wiedzieć. Upadł na kolana. Otworzył usta, a jego źrenice zwęziły się w zdumieniu. – Ale on przecież... Przecież ja... – szeptał, wciąż wpatrując się w swoje dłonie. – Niemożliwe to pojęcie względne. Zostało wymyślone przez ludzi, którzy uważają, że wszystko co umieją, jest w granicach ludzkiego 'możliwe'. A co jakby to zmienić? Przecież każdy pamięta jak kilkadziesiąt lat temu za niemożliwe zostało uznane ujarzmienie Halmoor. I co? – Uniosła dłonie ku niebu. – Na tym świecie wszystko jest możliwe. Jeżeli w to nie uwierzysz, zginiesz. – Z tymi słowami odwróciła się i podeszła do Asarrina. Stanęła na palcach, a on delikatnym ruchem wziął ją na ręce. – Ale... – Zabójca wbił wzrok w wysoką postać. Kann uniosła jedną brew i spojrzała w kierunku klęczącego mężczyzny. Przymknęła powieki, a kąciki jej ust wygięły się w nieprzyjemnym uśmiechu. – Czas już na ciebie, Karthea. Dobrze o tym wiesz. Ale o nic się nie martw, pewnie niedługo znów się spotkamy. Zacisnął zęby i mozolnie podniósł się z klęczek, wciąż ściskając w ręce czarny przedmiot, lśniący w pierwszych promieniach słońca. Zabójca wsiadł na ciemnobrązowe, kudłate zwierzę i po chwili zniknął w cieniach drzew. Przełknęłam ślinę, a po moim karku przeszedł niepokojący dreszcz. Zerknęłam w stronę Kann, jednak mój wzrok mimowolnie spoczął na wysokiej postaci. Stała do mnie bokiem, a jej włosy były pozlepiane brudnym szkarłatem. Żołądek podszedł mi do gardła. Dotarło do mnie to, czego nie chciałam przyjąć do wiadomości. Zacisnęłam pięści na ciemnozielonej szacie i wytarłam twarz z mąki. – Chodź. – Dotarł do mnie zmęczony głos dziewczynki. – Musimy dotrzeć na miejsce przed zachodem słońca, a przecież nie damy rady iść bez żadnej przerwy. Za godzinę zrobimy postój. – Ziewnęła, przymykając zaspane oczy. – Wtedy się prześpimy. – Po tych słowach uśmiechnęła się, lecz za moment jej twarz ponownie przybrała posępny wyraz. ~~~ – Acris? – W zamyśleniu uniosła jedną brew. – Jest pani pewna, że powinna z nami iść? – Tak. Bez obaw, z tego co widzę, nie mogłaby nam zaszkodzić. Jego twarz na powrót stała się posępna, a oczy jakby nieobecne. Westchnął i oddalił się na kilka kroków. Została sama. – Acris. Na dźwięk mojego imienia zaklęłam pod nosem i opuściłam nóż. Biały królik pokicał koło pułapki, zastrzygł uszami i pobiegł dalej. Zrezygnowana, schowałam broń do pochwy i powoli ruszyłam w stronę głosu. Miękkie, skórzane buty dawały mi umiejętność niemal bezszelestnego skradania się po lesie jednak, kiedy wszystko było już gotowe, Kann wszystko psuła. Straszyła zwierzęta, w ogóle nie zważała na niebezpieczeństwa. W sumie się jej nie dziwię – przewróciłam oczami i skierowałam wzrok w stronę dziecka. – Nie oddalaj się zbytnio. Jesteśmy na miejscu. Słucham? Rozejrzałam się wokoło, szukając jakiegokolwiek śladu życia. Uniosłam jedną brew z powątpiewaniem, jednak za moment poczułam na sobie uważny wzrok dziecka. – Coś nie tak? – W jego głosie słychać było nutkę podejrzliwości. – Nie... – odpowiedziałam skrywając wyraźne wahanie. – Wszystko w porządku.– Po tych słowach odwróciłam się i szybkim krokiem ruszyłam w głąb lasu. Targały mną wątpliwości. To przecież... Przecież sprawdzałam okolicę parę razy! Nie ma mowy, żebym czegoś nie zauważyła! Chyba, że sobie ze mnie drwi. No tak, to byłoby do niej aż za nadto podobne – westchnęłam. – Chociaż... Może to, co mówiła wcześniej ma z tym związek...? Ale jak to sprawdzić? Przecież... – weszłam na jedno z niewysokich drzew i oparłam się o jedną z jego grubych gałęzi. Zamknęłam oczy. Podparłam głowę na zaciśniętej pięści i westchnęłam. Zirytowana spojrzałam w stronę rozbitego obozu. Prychnęłam. Wyjęłam z pochwy swoją broń i zaczęłam czyścić jej ostrze. Naprawdę jesteśmy na miejscu? Przecież wszędzie jest niemal tak samo. Może trochę przybliżyliśmy się do gór... Ale to przecież nie ma większego znaczenia. Splotłam ręce na piersi, po czym intensywnie wpatrzyłam się w kolorowy las, tak, jakbym chciała prześwietlić go w całości i znaleźć jakikolwiek ślad człowieka. Przymknęłam oczy i zastygłam w bezruchu. Pozostałam tak przez jakiś czas, jednak nic nie wzbudziło moich podejrzeń. Po raz kolejny spojrzałam na pobliską okolicę. Moja twarz mimowolnie przybrała sceptyczny wyraz. W tym momencie rozpoznałam intensywny, metaliczny zapach. Wiatr przyniósł go z zachodu. Błyskawicznie skierowałam wzrok w jego stronę. Słyszałam, że serce bije mi coraz szybciej. Zagryzłam wargę. Nie zobaczyłam nikogo, jednak poruszane liście i kępki trawy wskazywały, że ktoś umiejętnie przemykał pośród drzew. Nie zrażając się, dalej śledziłam jego poczynania. Zmierzał w stronę obozu; po chwili ślad urwał się. Zmarszczyłam brwi i zaklęłam w duchu. Gdzie on się do cholery podział? Dotknęłam swoich skroni i warknęłam. Czekałam w milczeniu, próbując racjonalnie wytłumaczyć sobie zniknięcie postaci. Może czegoś nie zauważyłam? – pomyślałam, jednak w mgnieniu oka odsunęłam od siebie tę myśl. Coś poruszyło się w krzakach kilkanaście metrów ode mnie. Zamarłam w bezruchu. Moim oczom ukazała się tajemnicza postać. Miała na sobie rudą szatę, która zlewała się z otoczeniem. To taki jesteś sprytny, tak? – uniosłam jedną brew. Dostrzegłam, że szybkim ruchem wyciąga coś zza ubrania. Wytężyłam wzrok; była to podłużna, płaska, ciemnobrązowa pałeczka. Włożył ją do ust. Czyżby to muld…? Muld był popularną używką w Krainach Nodoratu. Gardziłam tymi, którzy zaspokajali się w ten sposób. Skrzywiłam się na samą myśl o jego smaku. Nieznajomy westchnął, wziął zapalnik i przyłożył go do drewienka. Na niebie pojawiły się niewielkie, okrągłe obłoczki białego dymu. Oparłam głowę na otwartej dłoni i uniosłam jedną brew. W pewnym momencie postać zamarła w bezruchu. Skierowała wzrok na drzewo, znajdujące się w pobliżu. Drzewo, które obrałam sobie na punkt obserwacyjny. Zaskoczona miałam wrażenie, że usłyszy bicie mego serca. Szum w głowie narastał, jednak nie ważyłam się drgnąć. Nawet odwrócić wzroku. Wciąż patrzyłam z napięciem na tajemniczego mężczyznę. Powoli zapamiętywałam jego twarz. Wyraziste kości policzkowe, cera koloru ziemi. Mimo, że były spięte, na kościstą twarz opadały pojedyncze kosmyki ciemnobrązowych włosów, Moją uwagę przykuły sprytne, zielone oczy mężczyzny; hipnotyzowały swoją nietypowością i wdziękiem. – Kogo tam tak wypatrujesz? Serce podeszło mi do gardła, mało co nie spadłam z drzewa. Byłam zaskoczona obecnością dziewczynki. Błyskawicznie odwróciłam się ku niej; rzuciłam jej gniewne spojrzenie. – Skąd ty... – Powiedz mi, kogo tam tak wypatrywałaś? – Jej oczy błyszczały z nieposkromionej ciekawości. Zacisnęła piąstki na cienkiej gałązce i schyliła się, po czym położyła głowę na moim ramieniu. Westchnęłam i wróciłam na swoje poprzednie miejsce. Drgnęłam. Tajemnicza postać jakby rozpłynęła się w powietrzu. – Ktoś tam był – powiedziałam, wskazując punkt wśród drzew. – Pewnie ci się przewidziało. – Uśmiechnęła się. – Czasami tak bywa, ale nie przejmuj się tym. Westchnęłam pretensjonalnie. – W takim razie co tam widziałaś?– Spojrzała na mnie sceptycznym wzrokiem, jednak nie zraziłam się. Kontynuowałam: – Jakiś mężczyzna kręcił się po okolicy – westchnęłam i zwróciłam się w stronę dziecka. – Miał na sobie pomarańczową... – Urwałam. Przez twarz dziecka przemknął cień zdziwienia, a w jej oczach zdawała się lśnić nutka rozbawienia. Niespodziewanie przeskoczyło na moją gałąź, wzięło twarz w drobne rączki i pocałowało mnie w czoło. Wzdrygnęłam się. Niemal białe oczy dziecka mieniły się w blasku słońca. – Sprytna dziewczynka… – Pogładziła mnie po policzku. – Kto by pomyślał, że go zauważysz?– Uśmiechnęła się, a jej wzrok powędrował w kierunku poprzedniej lokalizacji tajemniczej postaci. Moje brwi zbiegły się ku sobie. Zacisnęłam zęby i wpatrzyłam się w zastygłą sylwetkę Kann. Muszę się uspokoić. Przecież z uwagi na to, że tak mało o niej wiem… – westchnęłam. –Czy ma jakieś znajomości, że zna tyle osób, o których teoretycznie nie powinna nawet wiedzieć? A może ona sama nie jest tym, za kogo się podaje? Logika podpowiadałaby, że to pierwsze… Jednak w sensie psychicznym ona nie jest dzieckiem. Zachowuje się tak, jakby nigdy nim nie była… a jednak czasami jest jak zupełnie ktoś inny… Najlepiej by było, jakby sama mi to powiedziała… Pytanie: jak to osiągnąć? Teoretycznie mogłabym przeniknąć jej myśli, ale przecież takie informacje nie byłyby na wierzchu, a to oznaczałoby spory wysiłek. A dopóki jej nie ufam, to nie mogę narazić się na to, że przez jakiś okres będę zupełnie bezbronna – drgnęłam niespokojnie, kiedy zorientowałam się, że Kann dotyka mojego ramienia. – Masz jeszcze jakieś spostrzeżenia? Może jednak mogłabyś nam w czymś pomóc. – Dziewczynka uśmiechnęła się, ale mimo tego, wciąż wydawała się dziwnie zamyślona. Po krótkiej chwili spuściłam wzrok i pokręciłam przecząco głową. Przynajmniej na razie, kiedy jest ostrożna, na pewno nie wyciągnę z niej jakichkolwiek informacji. Musi mi zaufać. Dopiero wtedy może się czegoś dowiem. Muszę być cierpliwa – odwróciłam wzrok. – Muszę wygrać – poczułam, że serce bije mi szybciej, po karku przeszedł zimny dreszcz. Uniosłam wzrok i utkwiłam go w drobnej dziewczynce, a w moim sercu rosło ciche postanowienie. ~~~ Otworzyłam oczy. Moją twarz smagał delikatny wiatr. Westchnęłam i przymrużyłam powieki. No i nadal jesteśmy w tym samym miejscu. Nie wiem co zamierza tym osiągnąć – przekręciłam się na bok i skuliłam się niczym mały embrion. – Czeka na coś…? – moje źrenice zwęziły się w zaniepokojeniu, jednak po chwili zacisnęłam pięści i ponownie zanurzyłam się w myślach. – Na kogoś… – zagryzłam wargę w poczuciu zwątpienia. Westchnęłam i spojrzałam przelotnie na siedzącego na uboczu mężczyznę, po czym usłyszałam za sobą kpiący głos Kann: – Co za pech. Znów nie udało ci się mnie podejść. Błyskawicznie odwróciłam się w jej stronę. Zmarszczyłam brwi. Kann, leżąc na prawym boku, zwrócona była w moim kierunku. Przewróciła ostentacyjnie oczami, a tuż potem na twarzy dziewczynki wymalował się niezrozumiały wyraz. – Wychodź, nie mam czasu. Nim zdążyłam zorientować się, co się dzieje, coś poruszyło się w pobliskiej roślinności. Wyłoniła się z niej postać odziana w rudą szatę. Zdjęła kaptur i ostentacyjnie przeciągnęła się, kierując się w stronę dziecka. –Dokąd tym razem?– Spojrzał na nią spod przymrużonych powiek. – Aspekt. Tuż za nią, krok w krok niczym cień, szedł wysoki mężczyzna. Przybysz zlustrował jego sylwetkę, po czym przeniósł na mnie wzrok. Przeszedł mnie dreszcz. Przez jego twarz przemknął cień zaciekawienia. – Dziewczyna. To brzmiało bardziej jak potwierdzenie niż pytanie. Kann uniosła jedną brew, ale nic nie powiedziała. Odwróciła się, a jej srebrne włosy rozwiał silny powiew wiatru. Dostrzegłam w jego oczach tajemnicze błyski. Westchnęłam. Kiedy ruszyłam za dziwną parą, cały czas czułam jego wzrok na swoich plecach. Zacisnęłam zęby, by z mych ust nie wydobyło się żadne niepożądane słowo i ponownie zanurzyłam się w myślach. To ten sam człowiek, którego widziałam w lesie – przewróciłam oczami, usilnie próbując ignorować spojrzenie kodujące mój każdy ruch. – Czemu obserwuje mnie, jakby nigdy nie widział… – w tym momencie pierwsza sprawa ułożyła się w logiczną całość. Kąciki moich ust, nieznacznie uniosły się w górę. – Jest zdziwiony moją obecnością, bo jestem dziewczyną! Przecież, kiedy po raz pierwszy raz spotkałam Kann, mówiła, że nie potrzebuje osób naszej płci. Pewnie dobrze wiedział o jej poglądach. A zakładając, że nie jest tym za kogo się podaje wynika, że to postanowienie trwało dość długo. Więc to, że tutaj jestem, staje się tym bardziej interesujące. Pewnie teraz ciekawość zżera go od środka, co takiego zrobiłam, że mnie ze sobą wzięła. Zabawne. W każdym razie jestem wielką zagadką. Na razie nie zamierzam tego zmieniać. A znając dotychczasowe zachowanie Kann, wątpię, żeby coś mu powiedziała. – Uważajcie. Teraz musicie być cicho. – Kiedy się odwróciłam, zwrócił się do dziewczynki. – Od jakiegoś czasu Gwardia zaczęła przeszukiwać pobliski teren. Niedaleko zbudowali wieżę orientacyjną… – Gdzie? – Dotarł do mnie zimny, opanowany głos. – Na południu – westchnął – Główny Przewód Nodoratu ma pewne podejrzenia, jednak uznał, że bez potrzeby nie ma co pani niepokoić… – Niepokoić? Myśli, że co? Uwierz mi, kiedyś miałam większe kłopoty niż towarzystwo węszącej Gwardii. – Rzuciła mu wymowne spojrzenie. – On uważa, że miasto się rozrasta.



        Dedykacja: Sufrażystce

Płeć: kobieta
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 9    
Data dodania: 24.06.2014r.

1     

patrykov18 Redaktor 10 07 2014 (12:38:02)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Świetny! Zaczynając od tytułu. Już na początku wprawił mnie w zaciekawienie i zachęcił do przeczytania :) Rewelacyjna, nieszablonowa powieść :) Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)

moriaty h.ayne Redaktor próbny 10 07 2014 (13:46:41)
Bardzo dziękuję :) Cieszę się, że Ci się spodobało. Á propos następna część jest w Poczekalni :P

moriaty h.ayne Redaktor próbny 03 07 2014 (12:51:50)

Ojej :( mój błąd w tytule :(((

poprawny tytuł tego fragmentu:

Kage no koe - Głosy Cieni - Rozdział II - Gra - część I

Sassa Rivendellson Użytkownik WPMT 03 07 2014 (19:31:34)
Teraz jest okej? :)

moriaty h.ayne Redaktor próbny 04 07 2014 (12:54:29)
Tak, dziękuję :)

moriaty h.ayne Redaktor próbny 02 07 2014 (13:40:18)

Bardzo dziękuję za tę ocenę, bardzo czekałam aż ktoś zaakceptuje tę pracę. Cieszę, że Ci się spodobał, mam nadzieję, że nie zawiodę następnymi częściami i utrzymam poziom :) Co do strony technicznej (końcówka "ę"), tak masz rację, że to z pośpiechu :) Co do krótkich zdań, to Nowokaina zwróciła mi uwagę, że za bardzo je rozwlekam, więc cóż... Ze skrajności w skrajność :P

Jeszcze raz dziękuję za Twój komentarz. Pozdrawiam :)

Sassa Rivendellson Użytkownik WPMT 02 07 2014 (13:42:32)
Kurczę, może w końcu uda nam się znaleźć jakiś złoty środek między rozwleczonymi i poszatkowanymi :D

moriaty h.ayne Redaktor próbny 03 07 2014 (08:53:49)
Dokladnie :)


Sassa Rivendellson Użytkownik WPMT 02 07 2014 (09:25:29)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Hej, skupię się najpierw na błędach technicznych, bo w ten sposób będzie mi później łatwiej edytować :)
To nie jest miejsce dla takich jak ty – tuż po tym pomachał ręką

Jako że czasownik w narracji nie odnosi się do wypowiedzi (pomachał), wypowiedź w dialogu powinna być zamknięta kropką, a narracja wielką literą.
– A czemu by, nie?

Zbędny przecinek.
– Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie, gówniaro – tym samym skierował

To samo co w pierwszym przykładzie. Podobne błędy pojawiały się kilka razy, nie ma sensu wypisywać tu wszystkich. Raz czy dwa zjadłaś też nosówkę na końcu (ę), ale to już pewnie wynikało z pośpiechu.

Co do treści, przyznaję, że nie czytałam poprzednich części, ale ten rozdział jako osobna całość prezentuje się całkiem nieźle. Błędów jest stosunkowo niewiele, trzyma się to wszystko przysłowiowej kupy, dosyć płynnie prowadzisz narrację. Czasami zwracałam uwagę na to, że kroisz fragment, który mógłby być jednym ładnym zdaniem na mniejsze całości i powoduje to trochę uczucie...hm, toporności, ale nie utrudnia czytania na tyle, żebym się miała jakoś tego czepiać :) Widać, że masz jakiś jasno określony pomysł i powoli go realizujesz, więc zostaje mi tylko trzymać kciuki, żeby dalej szło tak samo dobrze :)
Zostawiam piątkę, akceptuję i pozdrawiam :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(55): 55 gości i 0 zarejestrowanych: