Kage no koe - Głosy Cieni - Rozdział I - Na ostrzu noża - cz.III

Ciemność. Oszołomił mnie... Gdzie jestem? – to pierwsza myśl, która wdarła się do mojego umysłu, tuż po przebudzeniu. Dotknęłam grubego, szorstkiego materiału. Dobiegał do mnie odgłos stóp; co raz obijałam się o coś twardego... I śmierdzącego. Skrzywiłam się i zatkałam nos. – Spóźniłeś się – w jednej chwili dobiegł do mnie dziwnie znajomy, zdenerwowany głos. – Co ty tam trzymasz? Poczułam gniew i zaniepokojenie. – To... Moje – wystękał. – Już nie. - Zmarszczyłam brwi i uśmiechnęłam się na taki obrót sprawy. – Asarrinie. – N... Nie! – z ust postawnego mężczyzny wydobył się cichy krzyk, w jednej chwili poczułam, jak jego cielsko przygniata mi rękę. – Darrenie. – Odebrać mu to? – Poczekaj. Darrenie, wstań. Uśmiechnęłam się do siebie, wyciągając z jego pleców zimne ostrze sztyletu. – Darrenie? Mężczyzna drgnął momentalnie, gdy uderzyłam go, by móc uwolnić swoją obolałą dłoń. Po chwili jego głowa bezwładnie opadła na trawę. Kątem oka dostrzegłam, że dziewczynka otworzyła szerzej oczy, a jej brwi zbiegły się ku sobie. Otworzyła nieznacznie usta i wbiła wzrok w sylwetkę postawnego człowieka. Zrobiła kilka kroków w jego stronę, jednak zatrzymała się. Z moich ust wydobyło się stłumione przekleństwo. Odepchnęłam ciało Darrena, wytężając wszystkie swoje siły. – Czy to zbieg okoliczności, że znów się spotykamy? – dobiegł do nich mój znudzony głos. Dziewczynka zasłoniła twarz dłońmi i zwróciła się ku Asarrinowi, tym samym posyłając mu zrezygnowane spojrzenie. Ten po chwili odwzajemnił je, jednak można było w nim dostrzec wyraźne rozbawienie. Prychnęła cicho i minęła mężczyznę, zmierzając w stronę lasu. – Cóż. Może wiem jak wam pomóc. Może wiem, co się stało z waszymi znajomymi... – westchnęłam, otrzepując ubranie. Postać drgnęła w momencie, kiedy usłyszała moje słowa. Przez chwilę można było wyczuć jej wyraźne wahanie, jednak po chwili odwróciła się. Usiadłam na ciemnym pniu drzewa. Wodziłam palcami po ostrzu noża, by tuż potem skierować wzrok w ich stronę. Jedną brew uniosłam nieznacznie w górę, przyglądając się zaistniałej sytuacji. Dziewczynka wpatrując się we mnie z napięciem, wyczekiwała moich kolejnych ruchów. – A może nie – dokończyłam z wyraźnym nodorackim akcentem. Wstałam i ruszyłam w przeciwną stronę. Serce biło mi szybciej niż zwykle. Pod moją kamienną twarzą skrywał się lęk i wściekłość. Ten, który posunął się o krok za daleko, gorzko pożałuje tego, że podniósł rękę na moją rodzinę. Targały mną wątpliwości. Nie wiedziałam, czy dobrze postąpiłam. Pragnęłam zrobić dla brata wszystko, nawet, jeżeli miałabym już go więcej nie zobaczyć. Zmarszczyłam brwi. – Poczekaj – do moich uszu dobiegł cichy, niepewny głos dziecka. Westchnęłam i odwróciłam się powoli. Jakimś cudem udało mi się powstrzymać uśmieszek triumfu. Zacisnęłam usta. Dziwna dziewczynka wpatrywała się we mnie z nieskrywanym zdziwieniem. Prychnęłam w myślach. Zupełnie do siebie nie pasowali. To mnie niepokoiło. On z pewnością nie powinien się jej słuchać. A widocznie jest jej... sługą? Od razu odpędziłam tą myśl, po czym skupiłam się na wyczekujących. Miałam wrażenie, że ich wzrok przebija mnie na wskroś. Wzdrygnęłam się i pośpiesznie oddaliłam obawy namnażające się w mojej głowie. – Coś mówiłaś? – odezwałam się dumnym, niemal obojętnym tonem. Dziewczynka przyłożyła dłonie do skroni, a jej spojrzenie powędrowało ku milczącemu mężczyźnie. Ten zerknął na nią, jednak nie ruszył się z miejsca. Po chwili podeszła do mnie kilka kroków. – Kto według ciebie jest naszym... Jak to ujęłaś – znajomym? – spytała podejrzliwie. Wpatrzyła się w moje oczy. Dostrzegłam w nich dobrze skrywaną nienawiść. Z przykrością zorientowałam się, że nie mogę się teraz wycofać. Zaszłam zdecydowanie za daleko. Patrzyłam na nią bez przerwy, szukając jakichkolwiek emocji wydobywających się z drobnego ciała. Zamknęłam oczy. Zacisnęłam zęby. Nie może mi się teraz nie udać. Jak długo będę mogła ich zwodzić? Potrzebuję informacji – zmarszczyłam brwi. – Czy są ludźmi, których szukam? Są po mojej stronie, czy też służą Nodorathowi? – Jak... – Twarz dziecka wykrzywił grymas gniewu. – Tylko nam możesz powierzyć te informacje. Kto według ciebie jest naszym znajomym? Mimo że nie powiedział niczego konkretnego, miałam wrażenie, że intuicja mnie nie zawiodła. Zamarłam, a serce zabiło mi szybciej. Nigdy o nich nie słyszałam, a mimo to miałam wrażenie, że to ci, których szukałam. Przysiadłam na wyniszczonym pniu. – Kyawi, Foterg i Hend zostali pojmani przez Gwardię. Źrenice dziecka zwężyły się, na długą chwilę zapanowała nieznośna cisza. – Hend...? – dziecko powtórzyło słabym głosem. – To przecież niemożliwe. – Zagryzło nerwowo dolną wargę. W jednym momencie zacisnęło gniewnie powieki, a z jego spierzchniętych ust wydobył się nienaturalnie niski głos. – Kłamiesz! – wrzasnęła dziewczynka. Przeszedł mnie dreszcz. Wszystko stało się jakby zamazane; widziałam tylko ją. Zdawało się, że otoczenie wokół niej ciemnieje. Stałam w bezruchu jak zahipnotyzowana przedziwnym zjawiskiem. Przełknęłam ślinę, a po moim karku spłynął zimny pot. Nie mogłam odczytać jej myśli. Nie potrafiłam znaleźć jej swoim umysłem. Tak jakby w ogóle jej tam nie było. Zbliżała się w moją stronę. Głos uwiązł mi w gardle. Byłam jak sparaliżowana. Nie mogłam tego pokazać. Nie mogłam pokazać, że się boję. Wciąż wpatrywałam się w niebezpieczne oczy, a w głowie miałam pustkę. Po chwili zorientowałam się, że wcale tak nie było – tylko jedna myśl utknęła w moim umyśle. To nie mogą być oczy dziecka. Od dłuższego czasu myślałam, że były one odzwierciedleniem duszy. Przynajmniej do tej pory tak sądziłam. Zmarszczyłam brwi. To zmierzało moją stronę. „To", bo jak mogłam inaczej ją nazwać? Ta wykrzywiona twarz, to nienaturalnie wyginające się ciało. Przecież powinnam być przerażona. Wzdrygnęłam się. A ja w bezruchu, spokojnie patrzyłam na tą postać. I wtedy coś we mnie zadrżało. Otworzyłam oczy. Spojrzałam błyskawicznie w jego stronę. „Coś” stało niemal metr ode mnie. Wpatrywało się spokojnie, kontrolując każdy ruch. Jak to... To przecież ona... Przez przypadek wniknęłam w jej myśli. Serce podeszło mi do gardła. To przecież niemożliwe! – ponownie zacisnęłam powieki. Nic. Pustka. Tak jak wtedy. A jednak... – Skąd to wiesz? – z przemyśleń wybił mnie głos dziewczynki. Nie mogłam znieść jej widoku. Odchrząknęłam i spojrzałam w niebo. Serce biło mi jak oszalałe. Modliłam się, by me słowa nie zabrzmiały jak cichy, słaby jęk. – Czy naprawdę to cię tak interesuje? Czy to takie ważne? – Położyłam dłonie na biodrach i obróciłam się wokół własnej osi, tak, że moje ubranie ułożyło się w kilka ciemnozielonych fałd. – A może lepiej zapytaj: co się z nimi dzieje, albo gdzie teraz są? Dziecko westchnęło i niechętnie spojrzało w stronę Asarrina. Ten uśmiechnął się tajemniczo i bez wahania ruszył w moją stronę. Nagle odwróciłam się w ich stronę, a przez moją twarz przemknął wyraz gniewu zmieszanego z lękiem. Kiedy był ode mnie kilka metrów, stanął. Pod fioletowym kapturem zdawała się być ciemność. Za nic nie mogłam dostrzec jego oczu. W jednym momencie coś odebrało mi dech. Moje źrenice skurczyły się, upadłam na kolana. Zaskoczona nagłym atakiem, sięgnęłam po swoją broń. Podparłam się ręką o wilgotną trawę i po chwili z przerażeniem stwierdziłam, że nie mogę jej wyjąć. Moje palce wciągała bezlitosna ziemia, a całe ciało zapadało się w miękkiej substancji. Żołądek podszedł mi do gardła, gdy spostrzegłam, że kępki zielonej trawy wesoło biegną ku mojej piersi. W mgnieniu oka moje ramię stało się niemal niewidoczne. Nogi. Potem plecy. Zielony dywan pokrył całe moje ciało. Jeden moment. Jedna chwila. Przygryzłam nerwowo dolną wargę, gorączkowo próbując się uwolnić. Na próżno. Z każdym ruchem, pułapka zaciskała się coraz bardziej. Wkrótce dałam za wygraną. Z trudnością nabierałam powietrza – łapczywie, krótkimi, nierównymi wdechami. Uniosłam nienawistny wzrok i wbiłam go w zmierzającą ku mnie postać. Zacisnęłam zęby, dusząc niestosowne przekleństwo. – Proszę, proszę... – Na bladą twarz dziewczynki wpłynął promienny uśmiech. – Czego tak wierzgasz? Czyżbyś nigdy o nas nie słyszała? Że się nam nie wchodzi w drogę, jeżeli nie chce się mieć kłopotów? – Przykucnęła jakiś cal ode mnie i dotknęła mojego nosa. Wciąż patrząc w moje gniewne, rubinowo–morskie oczy, ponownie uśmiechnęła się i dokończyła z zamyśleniem: – A może cię ze sobą wezmę...? Wiesz co? Bawisz mnie. Szkoda byłoby stracić taką okazję. Co prawda jesteś naiwna i do tego jesteś dziewczyną... Ale chyba mi się przydasz. – Chyba pani... – Nie zapomniałam – przymknęła oczy, wstała i ruszyła w stronę mężczyzny. Opuściłam głowę i położyłam ją na ziemi. – Mam do ciebie parę pytań. Milczałam. Już nie wiedziałam właściwie, czy chcę wypełnić obietnicę złożoną bratu. Odetchnęłam. Nagle poczułam nieznośny ból. Ktoś uniósł mnie za włosy. – Nie słyszałaś, co się do ciebie mówi? Utkwiłam w niej nienawistny wzrok. – Najpierw mnie uwolnij– wycedziłam przez zaciśnięte zęby. Krzyżując nogi, usiadła naprzeciwko mnie i westchnęła. – Jak mam ci zaufać, skoro nawet nie wiem, kim jesteś? – Z wzajemnością – syknęłam. Dobiegło do mnie zrezygnowane westchnięcie. – Jesteś strasznie oporna. Czemu nie chcesz oddać mi tych informacji po dobroci? Bo to ja potrzebuję informacji, a ty możesz sama je sobie zdobyć. Nie odpowiedziałam. Dziecko przechyliło głowę w zamyśleniu. – No i co ja mam teraz z tobą zrobić? – Nie mam zamiaru się powtarzać. Zaśmiała się i odwróciła głowę ku mężczyźnie, po czym uśmiechnęła się zirytowana. – Bezczelna. Co mam zrobić? Przecież nie wypuści mnie, jak jej tego nie powiem. A przecież to jest jedyna okazja, bym mogła dowiedzieć się więcej o Jego wrogach. – Przykro mi, ale nie mogę tego zrobić – uniosła ręce w pojednawczym geście. – Skąd mam pewność, że nie uciekniesz...? – Sługa podszedł do niej i pochylając się, szepnął coś niezrozumiale. Jej oczy na moment stały się nieobecne. Po chwili zmrużyła powieki i podniosła się z kolan. – Zabierz ją stąd. Pójdzie z nami. Musimy ruszać. Do moich uszu dobiegł cichy szelest. Serce biło mi jak oszalałe. Z półprzymkniętymi powiekami wciąż leżałam na trawie opleciona zielonym dywanem. Zostawili mnie? Nie, wcale nie – jakiś głos podpowiadał mi na pograniczu świadomości. Ale przecież słyszałam... Nic nie słyszałaś – odezwał się znowu. Poczułam przyjemne mrowienie; moje kruczoczarne włosy rozwiał zimny wiatr. Nad mą twarzą, co chwila pojawiały się białe obłoczki pary. Coś łaskotało mnie po policzku. Zamarłam, nie wydając z siebie najlichszego dźwięku. Ze zgrozą wpatrywałam w wielką, owłosioną postać. Czułam jak napinają mi się wszystkie mięśnie. Skręcało mnie w żołądku, szum w uszach sprawił, że docierający do mnie cichy głos, niknął w oddali. Zwierze było młode. Lśniące pazury jak i czarna starannie ostrzyżona sierść wskazywała, że nigdy nie było na wolności. Różowo–szary nos swobodnie obwąchiwał moją twarz. Jednak pod niemal prześliczną osłoną... Mrugnęłam. Dostrzegłam je od razu. Wystawały spod ciemnych warg zwierzęcia, białe niczym dostojny księżyc. Ten widok mnie sparaliżował. Nie mogłam nawet odwrócić od nich wzroku. W głowie kołatał mi jeden obraz. Dziecko. Samotność. Kot. Nie, wilk. Albo coś pośredniego. – Hej, ty – przeszywający ból przywołał mnie do rzeczywistości. Odruchowo podniosłam rękę, by przyłożyć ją do obolałego policzka. Uniosłam...? Przecież... Rozejrzałam się wokoło. Znajdowałam się nad ziemią. Nasze siedzenie trzęsło się na grzbiecie zwierzęcia. – Na... Grzbiecie... Halmoory – wyszeptałam, tępo wpatrując się w ziemię. To zdanie ledwo przeszło mi przez gardło. Kiedy zorientowałam się, że drżą mi dłonie, szybko schowałam je do kieszeni. Ukryłam nos w materiale szaty i w ciszy spoglądałam przed siebie. – Halo, słyszysz mnie? Niedaleko mnie, siedziała dziwna dziewczynka. Wpatrywała się we mnie niezrozumiałym wzrokiem. Skinęłam. Uniosła brwi. – No, więc? – założyła ręce na piersi. – Uwolniłam cię – ja dotrzymałam swojej części umowy. Teraz twoja kolej. Poczułam się tak, jakby ktoś z całej siły uderzył mnie w brzuch. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. Odkaszlnęłam i westchnęłam. – Dobrze – miałam w ogóle jakiś wybór? W każdej chwili mogła rzucić mnie na pożarcie tej niebezpiecznej bestii. Na twarz dziewczynki wypłynął promienny uśmiech. Ku mojemu zdziwieniu, wyciągnęła do mnie małą, kruchą rączkę. Po chwili wahania chwyciłam ją i zmusiłam się do uśmiechu.. – Jestem Kann... Będziesz tak uprzejma i odwdzięczysz się tym samym? Tak będzie o wiele prościej... Może ten sposób przyniesie rezultat? – dotarła do mnie jej niewyraźna myśl. – Acris. – No, więc... – gdy zaczęła, dotarło do mnie, że będę musiała jej powiedzieć. Tak bardzo tego nie chciałam, ale wiedziałam, że to nieuniknione. W jednym momencie serce podskoczyło mi do gardła. Nagle runęłam przed siebie. Złapałam dziecko i wepchnęłam je pod siebie. – Co do... Nie dokończyła. Okolicę wypełniły dziwne, wielokrotne świsty. Coś przecięło worek z jabłkami, a te wypadły wprost na nas. Wokół zapanował chaos. Mąka rozpyliła się, kolejna torba rozprysła się na kawałki, rozsypując przeróżne przedmioty. Broń. Ubrania. Kolejny chleb. Owoce. Potem zapadła cisza. – Kann? – powiedziałam cicho, jednak tak‚ by mnie usłyszała. Coś złapało mnie za kraniec szaty i pociągnęło w swoją stronę. Ledwo dostrzegałam niemal białe oczy dziewczynki. Jej spierzchnięte usta otworzyły się, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Nie wiedząc, co powiedzieć, i czy w ogóle to zrobić, uśmiechnęłam się niewyraźnie. Trzask! Mało co nie podskoczyłam. Momentalnie zwróciłam się w stronę hałasu. Nastał świt. Leniwe słońce budziło się do życia. Nad horyzontem rozciągały się kolorowe chmury, a na wielobarwnym niebie, co chwila pojawiały się przebudzone ptaki. Martwą ciszę zastąpił ich kojący śpiew. A naprzeciwko mnie leżał człowiek. Patrzył na ten raj z oczami posępnymi, czarnymi niczym dwa kawałki węgla, a głębokimi jak nicość. Leżał sobie tak coraz dłużej, obmalowany rubinową czerwienią.



        Dedykacja: Kamyczkowi:)

Płeć: kobieta
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 01.06.2014r.

1     

moriaty h.ayne Redaktor próbny 17 06 2014 (19:23:08)

Dziękuję za rady:)
Muszę się wytłumaczyć odnośnie tego, jak to nazwałaś "szarpania". Cała powieść ma już 8 rozdziałów, co daje ok. 80 stron A4 maszynopisu, więc też w zasadzie nie za bardzo wiedziałam, jak to wszystko porozdzielać, by było to w miarę spójne. Jeżeli czytałaś tylko tą część (trzeci, ostatni fragment pierwszego rozdziału), zachęcam Cię do przeczytania poprzednich dwóch, może wtedy niektóre sprawy staną się jaśnieisze:)

moriaty h.ayne Redaktor próbny 17 06 2014 (19:33:42)
Zastanawiałam się, czy na początku każdego fragmentu nie opisać w skrócie, co wydarzyło się w poprzednich częściach. Proszę, powiedz, czy to dobry pomysł. Mogłabym zastosować to już w następnym fragmencie
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam:)

PS. Każdy może mieć problemy, a długi czas oczekiwania nie dorasta im do pięt:)

Vår Szef Prozy 12 06 2014 (20:12:12)

Użytkownik ocenił pracę na 3

witaj :)

na samym wstępie chciałabym przeprosić za tak długi okres oczekiwania na komentarz. mam trochę zamieszania w życiu i dopiero dzisiaj miałam czas zlądować na portal. mam nadzieję, że nie poczujesz się rozczarowana.

przechodząc do rzeczy.
Zmarszczyłam brwi i uśmiechnęłam się na taki obrót sprawy

trzeszczy tu trochę zwrot "na taki obrót sprawy", nie sądzisz? moim zdaniem o wiele lepiej prezentowałoby się "uśmiechnęłam się, widząc w jakim kierunku potoczyła się sprawa".

pamiętaj proszę, że po każdym wielokropku należy się spacja. może to mała rzecz, ale przyjemniej się czyta i tekst wygląda poprawniej graficznie.

Kątem oka dostrzegłam, że dziewczynka otworzyła szerzej oczy, a jej brwi zbiegły się ku sobie.

Otworzyła nieznacznie usta i wbiła wzrok w sylwetkę postawnego człowieka. Zrobiła kilka kroków w jego stronę, jednak zatrzymała się. Z moich ust wydobyło się stłumione przekleństwo.

Mimo że nie powiedział niczego konkretnego, miałam wrażenie, że intuicja mnie nie zawiodła. Zamarłam, a serce zabiło mi szybciej. Nigdy o nich nie słyszałam, a mimo to miałam wrażenie, że to ci, których szukałam.

postaraj się unikać powtórzeń, szczególnie jeśli pojawiają się w tym samym zdaniu. lepiej poszukać synonimu lub inaczej skonstruować zdanie. bardzo często używasz też "chwili" w różnych odmianach - "po chwili", "przez chwilę", itd. unikaj powtarzania jak już napisałam :)

Nodorackim

przymiotniki zawsze małą literą, nawet jeśli są stworzone przez autora. Narodowości, nazwy - owszem dużą.

pozostając jeszcze przy technicznych kwestiach - nieco trudno się czyta tekst w takiej formie. jest sporo "szarpania", przerzucania do nowych linijek, tekst nie jest jednolity. w niektórych przypadkach to nie jest kłopotliwe, tutaj nieco przeszkadzało mi w odbiorze i rozpraszało.zdarzyło się kilka zgubionych przecinków, literówki i drobne potknięcia techniczne.

sama fabuła jest bardzo ciekawa i rwąca do przodu. nieco mało mówisz o historii, znaczeniu, wyglądzie, ale mam nadzieję, że nadrobisz to w kolejnych częściach :) po tytule widzę, że dopiero się rozkręcasz i będę czekała na kolejne rozdziały. jeszcze jedna rzecz - czytając mam wrażenie właśnie takiego poszarpania - tekst "nie klei się". brakuje tutaj takiej iskierki, która łączyłaby to wszystko i nadawała specyficzny klimat fantasy. popracuj dokładnie nad tym - tą magiczną cząstką, która sprawi, że świat, który stworzyłaś pochłonie czytelnika doszczętnie i będzie chciał do niego wracać wciąż i wciąż. z uwagi na niedociągnięcia, o których wspomniałam - bardzo mocne trzy z plusem. nie zniechęcaj się i pisz nadal. trzymam kciuki i czekam na kolejne Twoje prace :) pozdrawiam i życzę inspiracji :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2331 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68303 | Użytkownicy: 12452
Online(24): 24 gości i 0 zarejestrowanych: