Kage no koe - Głosy Cieni I - Gra - cz.III

Kann usłyszała głębokie westchnięcie i momentalnie odwróciła się w jego kierunku. Wzięła się pod boki, a jej twarz wykrzywiła się w kpiącym uśmieszku. – Na moje oko traktuje go jak śmiecia. Dziewczynka wyszczerzyła zęby w niebezpiecznym grymasie. – Jesteś pewna co do niej? – Asarrin zapytał dokładnie o to samo. Mężczyzna przewrócił ostentacyjnie oczami, po czym spojrzał na nią wymownie. – Doprawdy – burknęła zirytowana. – Z tobą nigdy nie można się podroczyć. – Z tymi słowami ponownie zwróciła się w stronę groty. Po chwili milczenia odezwał się za nią cichy głos. – Dobrze wiesz, że nie biorę udziału w twoich gierkach… Mężczyzna w rudej szacie uwolnił mnie z żelaznego uścisku i odszedł kilka kroków ku jesiennym drzewom. Zrezygnowany złapał się za głowę i pokręcił nią z dezaprobatą. Westchnął pretensjonalnie, po czym zerknął w moją stronę. – Trudno. Jak sobie chcesz. – Schował rękę za szatę i przez chwilę zawzięcie czegoś w niej szukał. – Załóż to. – Rzucił mi mały, skórzany tobołek. Przeszukałam jego zawartość. Czułam na sobie uważny wzrok mężczyzny. Trochę mnie to irytowało, jednak spróbowałam nie zwracać na niego uwagi. Dotknęłam czegoś miękkiego i zaciekawiona wyciągnęłam materiał. Był czerwony, starannie złożony w niewielką kostkę. Odłożyłam go na pobliską skałę, by móc dalej przeglądać zawartość ciemnobrązowej torby. Znajdował się tam niewielki woreczek z żywnością, rubinowa szata i komplet czystych ubrań. Długie, skórzane buty wiązane tuż przed kolanem, były lekkie, w sam raz do biegania. Poczułam w brzuchu przyjemne uczucie. Ledwo powstrzymałam się od uśmiechu. – Przejrzałaś już wszystko? – Uniosłam na niego wzrok. – Przebieraj się. Nie mamy wiele czasu. Stał z założonymi rękami i ponaglał mnie ruchem głowy. Przez chwilę staliśmy w milczeniu, ten tylko uniósł pytająco brwi. – Ile można czekać? – Odwróć się. Jeżeli będziesz coś kombinował, skopię ci tyłek. Przez jego twarz przemknął cień uśmiechu, jednak usiadł na niewysokim pniu i niechętnie wykonał polecenie. – Tylko szybko. Wiedz, że nie należę do cierpliwych. Prychnęłam i ruszyłam w głąb groty. Przystanęłam kilkanaście metrów od wejścia i jeszcze raz upewniłam się, czy aby na pewno mężczyzna dotrzymuje słowa, po czym zrzuciłam szatę na wilgotną ziemię. Zdjęłam ubranie i wyjęłam czyste rzeczy z torby. Czarny strój niemal idealnie dopasował się do mojego ciała. "Niemal", ponieważ luźna koszula była trochę za duża i spadała mi z ramion. Pozostała tylko ostatnia część. Założyłam szatę przez głowę, po czym wyjęłam czarne włosy spod cienkiego materiału. Echo groty roznosiło moje ciche kroki, kiedy wychodziłam z zacienionego miejsca. Zmrużyłam oczy przed jasnymi promieniami słońca, a kiedy wyszłam na zewnątrz dostrzegłam, że mężczyzna przekręcił głowę w zamyśleniu. – Może być. Przynajmniej nie widać, że jesteś dziewczyną. Otworzyłam usta, by spytać się, co to ma znaczyć, jednak usłyszałam zadowolony głos Kann: – Bardzo dobrze. – Zaklaskała cicho. – Prowadź do Aspektu, Both, a ja tymczasem objaśnię tobie parę kwestii. – Zwróciła się w moją stronę. Zmarszczyłam pytająco brwi, więc dziewczynka kontynuowała: – Wygodnie? Westchnęłam zamyślona. – Może być. – Mam dla ciebie parę wskazówek. Skup się, to bardzo ważne. Skinęłam. – Po pierwsze: bez względu na wszystko, nic nie mów. „Przynajmniej nie widać, że jesteś dziewczyną”, tak? – pomyślałam odruchowo, przy czym skrzywiłam się nieznacznie. Kann widząc moją reakcję, uśmiechnęła się. – Domyśliłaś się, o co chodzi? Złapałam się za głowę. – Tak. Kąciki jej ust uniosły się w górę. – To jak najbardziej wskazane, chociażby z uwagi na twoje bezpieczeństwo i status w grupie. Sama w sobie jesteś dobra, dlatego cię ze sobą wzięłam. Jednak pamiętasz jak zareagowałam, kiedy dowiedziałam się, że jesteś dziewczyną? Widzisz, tam dokąd zmierzamy, ludzie uważają was za słabe i bezbronne. A to tym gorzej, bo nie można powiedzieć, że ci, którzy będą tam, gdzie się zatrzymamy, są godni zaufania. – W jej oczach dostrzegłam niebezpieczne ogniki. – Więc zrób sobie przysługę i nie ujawniaj się, dopóki ci na to nie pozwolę. Zgoda? Skinęłam stanowczo głową. – Tak myślałam. – Spojrzała przed siebie. – Od teraz: cisza. Jesteśmy już niedaleko. Wydęłam dolną wargę. Nie podoba mi się to. Czy rzeczywiście jest tak niebezpiecznie? Mało prawdopodobne. Przyspieszyliśmy kroku. Rozejrzałam się wokoło. Drzewa stały coraz bliżej siebie, ostre liście krzewów co raz zaczepiały się o szatę. W pewnej chwili poczułam się nieswojo. Coś ścisnęło mi w żołądku. Aura tego miejsca była dziwna, niepokojąca. Zimny dreszcz przeszedł mi po karku. Nie poruszając głową, wodziłam wzrokiem po lesie, próbując odnaleźć jakikolwiek ślad życia. Poczułam, że Kann szarpie mnie za rękaw, jednak w taki sposób, by inni znajdujący się w pobliżu nie mogli tego zobaczyć. Uniosłam wzrok; zaschło mi w ustach. Ludzie w czarnych szatach przyklękli na jedno kolano, składając przy tym głęboki pokłon. Wszyscy mieli na sobie kaptury – nie było widać ich twarzy. Już otworzyłam usta, by zadać pytanie, jednak szybko ugryzłam się w język. Dziewczynka ruszyła naprzód. Podeszła do mężczyzny najbardziej wysuniętego w naszą stronę. Stanęła kilka kroków od niego, po czym wykonała szybkie ruchy ręką. Po dziwnych gestach człowiek, uniósł na nią wzrok, a z jego ust wydobył się niski, głęboki głos: – Witamy panią z powrotem. Główny Przewód już czeka. Przeszła koło niego obojętnie, idąc szybkim, zdecydowanym krokiem. Po chwili zatrzymała się i obejrzała się. Uniosła jedną brew pytająco, po czym dała nam znać, byśmy ruszyli za nią. Czułam się nieswojo, czując na sobie wzrok zebranych ludzi. Owszem, nie widziałam ich twarzy, ale mimo to czułam na sobie ich przepełnione niebezpieczną ciekawością spojrzenia. Zmarszczyłam brwi i razem z innymi ruszyłam we wskazanym kierunku. Przeszłam kilkanaście metrów i dostrzegłam zielono-szary budynek. Nigdy takiego nie widziałam. Jego sufit opierał się na koronach hondów, uniemożliwiając dostrzeżenie go z dużej wysokości. Również z oddali zlewał się z ciemnymi sylwetkami roślin. Nie było widać jego ścian, gdyż wrastały w nie wielkie drzewa, podtrzymujące całą, skomplikowaną konstrukcję. Otworzyłam szerzej oczy, gdy zorientowałam się, że to tylko obszerny przedsionek prowadzący do środka. Wyglądał on niemalże jak stworzony przez samą naturę, wielki, nieposkromiony budynek. Ten widok zapierał dech w piersiach. Zdumiona wielkością i naturalnym pięknem budynku niemal przystanęłam, jednak ocknęłam się, przypominając sobie o oczach, kontrolujących mój każdy, nawet najdrobniejszy ruch. Ledwo powstrzymałam się od rozglądania się wokoło niczym małe dziecko otoczone nowymi, nieznanymi rzeczami. Westchnęłam w duchu. Niesamowite… Wiele razy zapuszczałam się na pobliskie tereny i nie miałam o tym pojęcia… Jest tu zupełnie cicho, jakby nie było tam nikogo. Przystanęliśmy przed wejściem do zacienionych tunelów. Kann odwróciła się i zlustrowała wzrokiem wszystkich po kolei. Zatrzymała go na mnie, po czym posłała mi przenikliwe spojrzenie. Po chwili milczenia z jej ust wydobył się stanowczy głos: – Prowadź do Aspera – poleciła, po czym ponownie rzuciła mi przelotne spojrzenie, jednak tym razem dostrzegłam w nim ostrzeżenie. – Tymczasem… Trzeba kogoś do niego przydzielić… – urwała. – Potem się nad tym zastanowię, a teraz zaprowadźcie go do A-14. Niech tam zaczeka. Zapadło milczenie. Zmarszczyła brwi w zamyśleniu. Po chwili przez jej twarz przemknął cień rozbawienia, jednak w mgnieniu oka na powrót stała się posępna. – Velart, idź z nim. – Nie czekając na reakcje, odwróciła się i ruszyła za przewodnikiem. Dreszcz przeszedł mi po plecach, kiedy usłyszałam słowa tuż za swoimi plecami. Człowiek uklęknął na jedno kolano, skłaniając się w dobrze znanej mi pozie. – Tak, pani. Ton miał inny niż Asarrin. Cichy, obojętny głos, przeciął powietrze. Dało się wyczuć niechęć i lekką nutkę arogancji, jednak nikt nie zwrócił na to uwagi. Przez kilka chwil trwał w bezruchu, po czym podniósł się i złapał mnie za ramię. – Naprzód. Żołądek podszedł mi do gardła. Minął mnie; ruszyłam za nim. Ledwo powstrzymałam się, by nie odetchnąć z ulgą. Znudzona obserwowałam, jak bez najmniejszego zawahania skręca w kolejne odgałęzienia krętych korytarzy. W pewnym momencie zniknął za rogiem. Przyspieszyłam kroku i podążyłam jego śladem. Przystanęłam i dostrzegłam, że z pomieszczenia wydobywała się struga światła. Bez wahania przekroczyłam jego próg i zatrzymałam się. Mężczyzna stał, opierając nogę o ścianę. Kiedy zorientował się, że już weszłam, kiwnął głową w stronę niewielkiej ławki, przybitej łańcuchami do ściany. Skrzywiłam się nieznacznie. – Siadaj. Niechętnie wykonałam polecenie. Oparłam się o ścianę i wbiłam wzrok w ciemność. – Co tak milczysz? Zagryzłam nerwowo dolną wargę. – Powiesz mi chociaż, jak masz na imię? Wypowiedział ostatnie słowo z naciskiem, tak, że dreszcz przeszedł mi po karku. Nie wiedziałam co mam robić. Zrozumiałam, że nie należy do cierpliwych. Jeżeli nie chcę się narazić na niebezpieczeństwo, w końcu będę musiała się odezwać. Przełknęłam ślinę. Cisza potęgowała panujące napięcie, a ja w duszy dziękowałam bogu, że nie zadaje mi więcej pytań. – Doprawdy. Muszę zrobić Rozeznanie, chociaż bardzo tego nie lubię, a ty tylko utrudniasz sprawę, wiesz? Milczysz, nie odpowiadasz na pytania… Powiedz to po dobroci… albo wyciągnę to z ciebie po złości. Żołądek podszedł mi do gardła, kiedy dostrzegłam, że nóż błyszczy się w słabym świetle. Doskoczył do mnie, by złapać mnie za głowę, jednak zdążyłam odsunąć się w bok. Serce biło mi jak oszalałe. – Nie zamierzasz tak łatwo się poddać, co? – Przez jego twarz przemknął kpiący uśmiech. – Zabawne. Chyba zaczynam rozumieć, dlaczego cię ze sobą wzięła, jednak nie ciesz się. Wciąż potrzebuję informacji. Przysięgam ci, że mi je dostarczysz. A ja przysięgam ci, że nie wydobędę z siebie choć jednego słowa dopóki nie będę pewna, że Kann wyrazi na to zgodę.



        Dedykacja: Wstążkę mą porwał wiatr szubrawiec...

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 17.08.2014r.

1     

civilizacja Redaktor 01 09 2014 (19:24:52)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj,
Ponownie pochwalę cię za sposób prowadzenia narracji i konstrukcję dialogów, ale niestety - wrzucając tak krótkie fragmenty nie jestem w stanie odnaleźć się w twojej historii. Za każdym razem oceniam poszczególne fragmenty jako osobne opowiadania, bo zgubiłem już ten wspólny mianownik, który je łączy.

Nie bój się wrzucać długich tekstów, skoro piszesz wystarczająco ciekawie, aby zainteresować dowolnego czytelnika. To powieść. Nie chrzańmy się w minimalizm.

Tyle ode mnie.
Zapraszam na mój profil.
civilizacja.

moriaty h.ayne Redaktor próbny 02 09 2014 (17:45:35)
Na początek dziękuję za komentarz :) Cieszę się, że nie ma błędów.

Nie, nie boję się, ale myślałam, że jak będzie dużo tekstu, to będzie bardzo długo w poczekalni i tak samo sprawdzane :) Ale jak tak mówisz, to od następnego będzie dłuższe :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(26): 26 gości i 0 zarejestrowanych: