Kage no koe

Prolog Jeszcze raz od początku… Coś poruszyło się na drzewie. Przez moment słychać było szelest liści, lecz cichy hałas nie mógł się równać z głośnym zawodzeniem wiatru; ten w mgnieniu oka pochłonął go, niczym żarłoczna bestia. Wichura opanowała rozległe, północno– wschodnie równiny. Drobna postać zeskoczyła na ziemię. Miała na sobie szarą szatę, którą bawił się nienasycony żywioł. Odgarnęła z twarzy niesforne kosmyki włosów i sięgnęła do kieszeni po kilka listków mięty. Siadając, oparła się o czarny pień hondu i włożyła je do ust. Późna jesień w tym okresie, nie była pobłażliwa dla mieszkańców opustoszałych równin. Ci, którzy zostali zesłani w tamte regiony, mieli zginąć w ciągu nadciągającej zimy. Taki był właśnie najwyższy wymiar kary w krainach Nodoratu. Jednak, wbrew założeniom króla tam, w cieniu drzew, w niespokojnej ciszy, krył się jego największy przeciwnik. Przeciągnęłam się, westchnęłam ciężko, po czym spojrzałam w stronę ciemnego lasu. Gałęzie drzew wyginały się pod wpływem silniejszych podmuchów wiatru. Przeszył mnie dreszcz. Skuliłam się, by zachować w sobie ostatnie cząstki ciepła. Skromny zapas mięty skończył się i nie miałam się czym rozgrzać. Owszem, w lesie było mnóstwo podobnych roślin, ale wolałam nie ryzykować, gdyż wiele z nich powodowało halucynacje, wysoką gorączkę i inne niepożądane skutki, a w tych okolicach mogłam tego gorzko pożałować. Zacisnęłam zęby i ruszyłam w stronę gaju. Nie mogłam wrócić z pustymi rękoma. Nie czekał na mnie pyszny, ciepły posiłek, ani przytulny dom. Wiedziałam, że jeżeli wrócę teraz, to nikt nie otworzy mi drzwi i co więcej– zostaną one dla mnie zamknięte na zawsze. Z czasem, gdy zagłębiałam się w roślinność, chłód nie był już tak przenikliwy jak na zewnątrz, a liście od czasu do czasu poruszał delikatny wietrzyk. Mimo tego, bez przerwy rozcierałam wyziębione dłonie, ale nie zwalniałam tempa. Kroczyłam szybko, bezszelestnie. Niczym duch przemykałam pośród cieni. Czasami tylko przystawałam na chwilę, nasłuchując, mimo iż było słychać jedynie wycie bezlitosnego żywiołu, rozszalałego na bezkresnej równinie. W pewnym momencie zamarłam. Zimny dreszcz przeszedł mi po karku. Nie ważyłam się zrobić choćby kroku. Po chwili usłyszałam w pobliżu cichy, gardłowy pomruk. Znałam ten odgłos aż za dobrze. Czułam jak serce podchodzi mi do gardła. Nie mogłam zlokalizować, skąd dokładnie dochodzi, lecz wiedziałam, że z bliska. Z zbyt bliska. Wpatrywałam się w ciemność, chcąc dostrzec jakikolwiek ruch. Wodziłam wzrokiem po mrocznych sylwetkach drzew, gorączkowo oceniając swoje szansy. W jednej chwili moim oczom ukazał się wielki, rozwścieczony potwór. Wyłonił się zza samotnej skały po mojej prawej stronie. Nie poruszając głową, utkwiłam w nim wzrok. Szary kaptur osłaniał mi twarz, więc nie zorientował się, że został dostrzeżony. Bestia położywszy uszy po sobie, odsłoniła kły. Przyczajona, szykowała się do skoku. Zacisnęłam zęby i próbowałam zachować zimną krew. Najchętniej rzuciłabym się do ucieczki, lecz wiedziałam jak zwykle kończyli ci, którzy usiłowali zbiec tym krwiożerczym stworom. Przełknęłam ślinę, nie spuszczając wzroku ze zwierzęcia. Zastygło w pozycji gotowej do ataku. Nie ważyłam się nawet drgnąć. Nagle mój wzrok bezwiednie powędrował w kierunku prawie niewidocznej kieszeni szarej szaty. Nóż. W moim sercu pojawił się mały płomyk nadziei. Dreszcz przeszedł po plecach, a na usta wpełzł gorzki półuśmiech. Oszacowałam, że zajmie to około sekundy. Przygryzłam wargę. Mogło nie starczyć mi czasu. Od zwierzęcia dzieliły mnie niecałe cztery metry. Beznamiętnym wzrokiem wpatrywałam się w zwierze, kiedy z potężnego pyska wynurzył się mięsisty, fioletowy jęzor. Po kilku chwilach z gardła potwora ponownie wydobył się narastający warkot. Wiedziałam, że mam mało czasu. W następnym momencie postanowiłam. Nie miałam nic do stracenia.\" Nie zaszkodzi spróbować...\"– pomyślałam zaciskając palce na rączce noża. Idealnie wyważony, pochodzący od najlepszego płatnerza w krainach Nodoratu. Czułam przez materiał jego zimne ostrze. Wystarczyłby jeden rzut. Tylko jeden, celny rzut. Z oddali dochodsiałam się zbłaźnić, by uzyskać jej zaufanie. To chyba zbyt wysoka cena. Kann pewnie pokładała się ze śmiechu. Jeszcze tego brakowało.hem wyrzuciłam pozłacany sztylet; stwór w tej samej chwili rzucił się do ataku. Potężne, silne zwierzę... I niewielki, pozłacany sztylet wymierzony prosto w jego oblicze. Zderzenie. Przebił się przez skórę, aż do kości. Posoka trysnęła na brudnożółtą trawę. Przez prędkość bestii, broń zyskała większą siłę uderzenia, jednak nie zdołała obezwładnić potwora. Nim zdążyłam wydobyć z siebie stłumiony okrzyk, ogromne cielsko powaziło mnie i wbiło w twardą ziemię. Wycisnęło ze mnie powietrze; przygwożdżona do podłoża usilnie próbowałam nabrać do płuc, choć odrobinę powietrza. Przez chwilę chrypiałam i kasłałam. Gdy zamknęłam oczy, coś ciepłego skapnęło na mój policzek. Zamarłam. Spojrzałam na Halmoorę. Nóż zwisał rękojeścią w dół jakieś ćwierć metra od mojej twarzy. Przełknęłam ślinę. Z czoła zwierzęcia spływały krople szkarłatnej krwi. Wyszczerzone kły były gotowe do przebicia mej bladej skóry. Kiedy morda bestii niebezpiecznie przybliżyła się do lewego ramienia, poczułam, że drżę; mimowolnie, nerwowo. Moje ciało nie chciało usłuchać rozumu. Przecież wiedziałam. Te zwierzęta napawały się strachem swoich ofiar. Uwielbiały go, bo dawał im siłę. Zacisnęłam zęby i wbiłam wzrok w piwne ślepia stwora. Zmarszczyłam brwi. Mimo, że przepełniała je wściekłość, miałam wrażenie, że nie dostrzegamziłoich jakiegokolwiek głębszego wyrazu, o jakim zawsze mówiono. W następnym momencie poczułam, jak moje ramię przeszywają ostre niczym sztylety, śmiercionośne kły potwora. Klatka piersiowa lekko uniosła się w górę, a z mych ust wydobył się cichy, stłumiony jęk. Wbiłam paznokcie w twardą ziemię. Ciemny szkarłat powoli spływał po ścierpłej skórze, a szara szata, zaczęła przywierać mi do drobnego ciała. Leżałam nieruchomo, z coraz większym trudem nabierając powietrza. Przepełniał mnie przejmujący chłód; rozdzierający, tak silny, by nie pozwolić odpłynąć ofierze w otchłań majaków. Piekielnie szybko rozprzestrzeniał się, niczym jad pochłaniał moje wnętrze. Szczęki bestii rozwarły się, a ja bezwładnie opadłam na wyblakłą ziemię. Przełknęłam ślinę i zmrużyłam oczy. Modliłam się, by zemdleć; wpatrzona w przestrzeń za pyskiem potwora, gorączkowo próbowałam dostrzec nadciągającą pomoc. Jednak tak naprawdę, gdzieś na pograniczu świadomości, dobrze wiedziałam, że nigdy jej nie otrzymam. Po zsiniałym policzku spłynęła samotna, srebrna łza. Zmrużyłam oczy i rozluźniłam prawą dłoń. Pozornie gotowa na ostateczny cios, ostatni raz, beznamiętnym wzrokiem spojrzałam na krwiożerczą bestię. W pierwszym momencie, serce podeszło mi do gardła, miałam wrażenie, że spoglądam śmierci w oczy; jakiś cal od mej twarzy połyskiwały kły spowite rubinową czerwienią. Mą głowę ogarnęły wspomnienia, po chwili zaschło w gardle. Z przerażeniem patrzyłam na piekielną postać, a spierzchnięte usta zdawały się układać nieme słowa. \"Nie chcę umierać.\" Słyszałam jak krew pulsuje mi w skroniach. Wkrótce szum wiatru stał się nie do zniesienia. Miałam wrażenie, że wszystko dzieje się nienaturalnie szybko. Świat zaczął kręcić się niczym kalejdoskop, wstrząsnęły mną nagłe torsje. Z gardła potwora wydobył się przeciągły ryk. Parę chwil odbijał się echem w ciemnym lesie. Mrugałam nerwowo, próbując opanować kolejne zawroty głowy. Halmoora, oddaliła się ode mnie i zwróciła ku południu. Rozglądając się nerwowo, coraz odsłaniała zakrwawione kły i przestraszona nasłuchiwała czegoś w oddali. Wycieńczona, ostatkiem sił podniosłam głowę i utkwiłam wzrok w zwierzęciu. Zamazany obraz nie mógł przeszkodzić mi w odnalezieniu drogocennego przedmiotu. Wydawało się, że mienił się w rubinowej czerwieni. Zacisnęłam zęby; wiedziałam, że już nigdy go nie odzyskam. Jeżeli przeżyję. Kiedy pozwoliłam głowie upaść, bezsilnie wpatrzyłam się z dal. Niebo? Nie, ten tajemniczy, zachłanny las nie pozwoliłby nigdy, na chociaż jeden przebłysk promieni słońca; chytrze posplatał gałęzie swoich drzew, tworząc wielki, nieposkromiony obszar, gdzie pod osłoną drzew działy się rzeczy, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Wzdrygnęłam się; miałam wrażenie, że ziemia chybocze się, by potem spaść w bezdenną otchłań. Co chwilę drgała bezlitośnie, a ja z sekundy na sekundę zdawałam się być coraz bardziej przerażona. Zamykałam oczy; próbując się uspokoić. To na nic. Wtem usłyszałam głośny, dobrze znany ryk wybijający się nad nienaturalne wstrząsy. Jeszcze raz zmusiłam się do uniesienia głowy, przy czym z mych ust wydobyło się ciche stęknięcie. Moim oczom ukazał się istny koszmar. Wyszczerzone kły, pozycja gotowa do ponownego skoku. Bestia wróciła. Jeszcze bardziej rozwścieczona, bardziej niebezpieczna. Skupiłam na niej wzrok. Piwne ślepia wycelowane w przestrzeń nad moim ciałem. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Zacisnęłam mokrą od potu i krwi pięść; to niewątpliwe; ktoś lub coś znajdował się niedaleko mnie. Byłam zbyt wycieńczona, by odwrócić się do tyłu. W momencie, gdy bezwładnie uderzyłam kością potyliczną o podłoże, coś świsnęło i przecięło powietrze tuż nad moją twarzą. Zdumiona i sparaliżowana, nie miałam pojęcia, co się dzieje. Ślepo wpatrzona w ciemną, zieloną przestrzeń z lekko drżącą powieką, uniosłam delikatnie kruchą dłoń, by przyłożyć ją do krwawiącej rany. Nie miałam już siły. Na mą twarz wpłynął blady uśmiech. Obraz wydawał się coraz jaśniejszy, a białe plamy powoli oddalały mnie od rzeczywistości.



Płeć: kobieta
Ocena: 3.5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 17.04.2014r.

1     

Nowokaina Użytkownik wpmt 28 04 2014 (07:37:47)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Witaj

Źle nie jest, ale w moim mniemaniu brakuje Tobie do czwórki. Zacznijmy jednak od początku.

Strona techniczna kuleje. Masz problem z interpunkcją, zbytnio rozwlekasz zdania, niekiedy występuje zła składnia. Osobiście nie mam pojęcia, dlaczego tak bardzo rozwinęłaś ten opis. Gdybyś skupiła się na akcji i przekazaniu emocji, byłoby o wiele lepiej.
Sama treść jest nieco zagmatwana. Począwszy od tytułu - żyjemy w Polsce, dlaczego więc wyrzekasz się naszego języka na rzecz innego? Nie będę zgłębiać tego tematu, swego czasu był poruszany.
Po wtóre, skoro chciałaś wprowadzić nas do swego świata, a jest to prolog, moim zdaniem powinnaś to zrobić w nieco inny sposób. Mogłaś skupić się na samym przedstawieniu tego świata, na jego strukturze i praw nimi rządzących. Spójrz jak jest u Tolkiena, najpierw zobrazowanie tematu, potem historia i postaci.

Nie mogę dać Tobie wyższej oceny, ponieważ nie do końca kupuję Twoją pracę. Pamiętaj, że nie zawsze więcej znaczy lepiej.

Pozdrawiam

moriaty h.ayne Redaktor próbny 04 06 2014 (15:56:38)
Dziękuję za szczerą opinię, na pewno wezmę pod uwagę Twoje uwagi, gdy będę wstawiała kolejne części.
Prolog nie zawsze wprowadza do świata przedstawionego, czytałam książki, w których była w nim retrospekcja. Mimo wszystko rozumiem Twoją opinię, ten fragment jest jednym z gorszych w tej powieści.

A.J Lunaitte Użytkownik wpmt 18 04 2014 (23:22:53)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Witam. Bardzo przyjemnie się czytało choć nieco ta ciągłość tekstu męczyła oczy:)

Po pierwsze tytuł- Kage no Koe ( oglądam duzooo anime więc w sumie dla tytułu tu zerknęłam)
Jeśli się nie mylę w wolnym tłumaczeniu- Głos wiatru =ale znam tylko podstawy więc mogę błędnie tłumaczyć.

Po drugie- wciągający opis, pełen detali i nazewnictwa odpowiedniego do klimatu, automatycznie prowadza w odpowiedni do danej sceny nastrój.

Po trzecie -trzyma w napięciu. Sposób w jaki opisujesz zachowanie,postawę, ukazujesz emocje tak ze można je prawie odczuwać jak by bestia faktycznie przed nami stała, porusza wyobraznie choć do końca bestia nie została opisana potrafię jakoś sobie ja zobrazować

Po czwarte -Czekam na kontynuacje jeśli takowa ma być:)

moriaty h.ayne Redaktor próbny 19 04 2014 (19:51:50)
Dziękuję... Naprawdę nie spodziewałam się, że początek zostanie tak dobrze odebrany i bardzo się cieszę. Szczerze mówiąc, jak to pisałam, byłam tak podekscytowana, że nie mogłam się oderwać... Tak, rozumiem twoje zastrzeżenie do ciągłości tekstu. Sama też niezbyt takowe lubię. A co do nazwy to "Głosy cieni" i rzeczywiście tak jak ty oglądam sporo japońskich anime. Jeszcze raz dziękuję i w najbliższym czasie postaram się zamieścić część rozdziału pierwszego #,#" Ach... Nawiązując do opisu halmoory-będzie na początku rozdziału +.+


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68308 | Użytkownicy: 12452
Online(50): 50 gości i 0 zarejestrowanych: