Pseudonim: DamaKier
Imię: Kasia
O sobie: Jestem powątpiewaniem w sens.
Napisanych prac:
- proza: 15
- publicystyka: 1

Średnia ocen: 3.6
Użytkownik uzyskał: 40 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Jeszcze tylko jedna" 21.11.2011
"Ugłaskać ciszę" 09.11.2012
"Zostać bohaterką romansu" 11.01.2011
"Małgorzata" 23.11.2010
"Scenarzystka" 28.12.2010

Inne prace tego autora:
"Stokrotka" 20.05.2011
"Małgorzata" 23.11.2010
"Autokorekta" 15.01.2011
"Doskonałość" 21.03.2012
"Scenarzystka" 28.12.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Jeszcze tylko jedna

- Jeszcze tylko jedna – mówię cichym, kojącym głosem. – Jeszcze tylko jedna łyżeczka, niech mama otworzy usta. „Mama” - to słowo ciągle nie wychodzi mi tak jak powinno, wypływa ze mnie jakieś zdeformowane i obce. Teściowa nie patrzy na mnie, machinalnie rozchyla usta, w które wkładam łyżeczkę kleiku. Niewiele dziś zjadła. Próbuję namówić ją jeszcze na łyżeczkę: - Jeszcze troszkę, już niewiele zostało. Jeszcze łyżeczkę, niech mama otworzy usta. Tym razem się nie udało, teściowa patrzy na mnie ostro, z niechęcią. Nic nie mówi, ma mocno zaciśnięte usta. Wiem, że nic już nie zje, nie mam siły próbować dalej. Odkładam łyżeczkę do miseczki i podejmuję próbę nawiązania kontaktu z teściową: - Może zaprowadzić mamę do salonu? Albo może chciałaby mama posiedzieć chwilkę na balkonie? Jest piękna pogoda. Teściowa milczy, odwraca głowę, zamyka oczy. Poddaję się i uciekam do kuchni. Obcowanie z nią jest dla mnie trudne. Nie odzywa się do mnie już pełne dwa miesiące, mimo tego, że spędzamy razem prawie cały czas, myję ją, karmię i przebieram. Ignoruje to, co do niej mówię. Nawiązuje ze mną kontakt tylko wtedy, gdy chce iść do toalety. Przywołuje mnie wtedy, krzycząc jakiś niezrozumiały ciąg samogłosek. Nienawidzę siebie za to, że nie potrafię jej pokochać. To matka mojego męża, to matka mężczyzny, z którym dzielę życie, a nie potrafię jej nie tylko pokochać. Nie potrafię nawet spojrzeć na nią bez żalu i z odrobinką chociażby najlżejszego, ciepłego uczucia. Ale ja przynajmniej się staram, ona wcale. Przed ślubem spotkałam ją tylko raz, nie udzieliła nam błogosławieństwa. Powiedziała, że nigdy nie będę jej rodziną, że nigdy mnie nie zaakceptuje. A teraz – niespełna pół roku po tym – mieszka u nas, chora i wymagająca opieki. Teściowa zachowuje się tak, jakby to jej się należało. Jakbym ja była tutaj zbędnym dodatkiem. Jakbym to ja była na jej łasce, a nie odwrotnie. Za to też siebie nienawidzę. Za to, że myślę w ten sposób. Tak naprawdę jej się to należy. Jej syn – mój mąż – jest zobowiązany do otoczenia jej opieką. I ja też. Do następnego posiłku teściowej jeszcze trzy godziny, więc mam czas na sprzątanie i ogarnięcie domu, zrobienie prania i ugotowanie obiadu. Właściwie nie ma przeciwwskazań, żeby teściowa jadła normalne jedzenie, ale ona domaga się kleiku i kaszek. Gotuję je pięć razy dziennie i karmię ją łyżeczką, chociaż na dobrą sprawę mogłaby jeść sama – tego też odmawia. Jest słaba, ale myślę, że gdyby lepiej się odżywiała i trochę ruszała, nabrałaby sił. Całe dnie leży w łóżku, teraz przejście z sypialni do łazienki to jest dla niej problem. Kiedy Piotr wraca do domu, teściowa robi się rozmowna. Woła go do swojego pokoju, każe mu opowiadać o swoim dniu. Piotr przynosi sobie do niej obiad, siedzi przy łóżku, tak spędza całe wieczory. Ja jem sama w kuchni. Zawsze czekam z obiadem, aż mąż wróci. Zawsze mam nadzieję, że zje razem ze mną, ale to się nigdy nie udaje, bo teściowa nie wypuszcza Piotra ze swojego pokoju. Czasami udaje mu się ją namówić i zaprowadzić do salonu. Teściowa majestatycznie zasiada w fotelu, Piotr szczelnie owija ją kocami, włącza jej telewizor. Ja w tym czasie otwieram w jej pokoju okna, zmieniam pościel i odkurzam. Zawsze, kiedy Piotr przyprowadza ją znów do sypialni i kładzie w łóżku, teściowa przegląda wszystkie swoje rzeczy. Zagląda do portfela i przelicza pieniądze, sprawdza, czy wszystko leży na swoim miejscu. Robi to w taki sposób, żebym widziała. Głośno mówi, że „boi się, że ktoś jej zabierze”. Przyzwyczaiłam się już, ale na początku w oczach stawały mi łzy. Piotr mnie nie broni. Ostatni raz stanął w mojej obranie, kiedy teściowa powiedziała mu, że chciałam ją zabić. Był piękny słoneczny dzień. Rano weszłam do jej pokoju, spała. Było duszno, więc otworzyłam okno. Teściowa obudziła się kilkanaście minut później i zaczęła głośno szlochać i zawodzić, przyciskając ręce do piersi w okolicy serca. Nie wiedziałam, o co chodzi, nie miałam pojęcia, co robić. „Niech mama mi powie co się dzieje! Niech mama mi powie, co mamę boli!” – krzyczałam do niej w panice. Nie powiedziała mi, ręką wskazała na okno. Kiedy je zamknęłam uspokoiła się i odwróciła do mnie tyłem. Gdy Piotr wrócił z pracy powiedziała mu, że chciałam ją zabić. Otworzyłam okno, bo chciałam, żeby się przeziębiła i umarła. Piotr się zdenerwował, zaczął krzyczeć, ona też. Płakała, szlochała bardzo, bardzo głośno, krzycząc do niego, że chce jej się pozbyć, że nie kocha własnej matki, w końcu w omdleniu padła na łóżko. Od tej pory Piotr nie reaguje na jej oskarżenia w moim kierunku. Miał straszne wyrzuty sumienia, że doprowadził mamę do ataku i omdlenia. Właściwie to nie jej wina, że coś sobie ubzdurała, nie powinien się nic na ten temat odzywać. Ona jest biedna i chora. Ale oskarżenie o próbę zabójstwa więcej się nie powtórzyło. Za to parę razy poskarżyła mu się, że „chcę ją wysłać do czubków” i „że spotykam się z dziwnymi ludźmi, z którymi knuję coś złego”. Tym dziwnym człowiekiem była listonoszka. Odkąd teściowa jest u nas, nikogo nie zapraszamy, to ją niezwykle denerwuje. Zawsze kiedy ktoś u nas jest, teściowa dostaje różnych ataków. Zasugerowałam kiedyś Piotrowi, że choroba teściowej jest bardziej psychiczna niż fizyczna, ale się obraził, że „jak ja mogę tak mówić”. Wieczór właściwie mam dla siebie. Kiedyś w tym czasie szukałam pracy – szukałam jej też przed chorobą teściowej. Teraz nadal często przeglądam oferty – bardzo chciałabym iść do pracy, spotykać się z ludźmi. Za ścianą słyszę głosy dwójki ludzi, a tak bardzo mi samotnie. Może naprawdę jestem tylko dodatkiem do tego mieszkania? Pielęgniarką, kucharką i sprzątaczką. Wykonałam swoje obowiązki, teraz dobrze by było, gdybym zniknęła i nie przeszkadzała. Odkąd teściowa się wprowadziła myślałam o jakiejś dorywczej pracy, na dwie, trzy godziny, na przykład opieka nad dzieckiem, raz na jakiś czas, chciałabym coś robić. Zaproponowałam to nawet Piotrowi, ale po jego minie widziałam, że to nie jest dobry pomysł. Stać by nas było na opiekunkę dla teściowej, ale on uważa, że nikt nie zajmie się mamą lepiej niż rodzina. I że mama szybciej wróci do zdrowia, jeżeli będą obok niej znajomi, życzliwi, kochający ludzie. A ja myślę, że lepiej byłoby jej, gdyby zajmował się nią ktoś, kogo ona przynajmniej toleruje. Ale to się nie udało, więc z całej siły bardzo staram się być dla niej dobra i kochająca. W opiece nad teściową najgorsza jest kąpiel. Piotr przyprowadza ją do łazienki i tam zostawia mi. To jest trudne chyba dla nas obu, kiedy obnażam to wychudzone ciało, obleczone cienką, wysuszoną skórą. Teściowa pozwala mi posadzić się w wannie i całkowicie poddaje się moim zabiegom, jest bezwolna, nie rusza się, jak lalka. Staram się myć ją szybko i bardzo delikatnie. Potem wycieram ją i pomagam jej się ubrać. Piotr czeka już przy drzwiach od łazienki, prowadzi ją, kładzie do łóżka, okrywa i gasi światło. Teraz mamy trochę czasu dla siebie, ale nie spędzamy go razem. Piotr zazwyczaj musi dokończyć jakąś pracę, ja siedzę gdzieś na boku, znów dodatek, mebel. Czasami myślę, że on kiedyś odwróci się, spojrzy na mnie ze zdziwieniem i powie: „o, ty nadal tu jesteś?”. Przypomni sobie, że ma żonę. Jednak na dziś mam inny plan, bardzo go potrzebuję i chciałabym spędzić z nim chociaż trochę czasu. Kiedy Piotr zasiada przed komputerem, podchodzę do niego i przytulam się. Odkąd wprowadziła się teściowa nie spaliśmy ze sobą. Piotr śpi na rozkładanym łóżku przy niej, bo boi się, że będzie miała w nocy atak, zresztą ona sobie tego specjalnie życzy. Czule całuję go w kark, a on odwraca się i przyciąga mnie do siebie. Chciałam się tylko do niego przytulić, ale wszystko dzieje się szybko i gwałtownie – Piotr popycha mnie na kanapę, zdziera ze mnie ubranie, mocno całując w usta. Jego nagłe wtargnięcie sprawia mi ból i wydaję z siebie dość głośny okrzyk, który budzi teściową. Zza ściany słychać ruch, teściowa zaczyna wzywać syna. Piotr jeszcze chwilkę trwa we mnie, a potem wysuwa się gwałtownie. Jego usta dotykają szybko mojego czoła, zapinając spodnie biegnie do matki. Leżę półnaga na łóżku. Słyszę ciche słowa Piotra: „byłem w łazience, mamo, nie mogłem przyjść”, jej histeryczny płacz. Piotr wychodzi do kuchni, przynosi jej wodę, ja do nich nie pójdę, nie pomogę mu, nie dziś. Wstaję, ubieram się w piżamę. Mechanicznie ścielę łóżko, gaszę światło. Kładę się na kanapie sama, zwijam się w kłębek. Zza ściany nadal dobiegają głosy, już coraz cichsze. Po raz pierwszy od dwóch miesięcy pozwalam sobie na prawdziwy płacz. Z trudem łapię powietrze, jestem naprawdę zdenerwowana. Piotr wprost przeciwnie, wydaje się, że jest szczęśliwy. On pierwszy wchodzi do pokoju matki, siada na jej łóżku. Ja zostaję z tyłu, opieram się o ścianę. Teściowa ignoruje mnie, całą uwagę skupia na synu. - Mamo – zaczyna Piotr uśmiechając się. – Mamo, mamy dla Ciebie dobrą wiadomość. Będziesz babcią! Moja żona jest w ciąży. Cisza jest uciążliwa, drażni mnie, brakuje mi tchu. Teściowa odwraca głowę i patrzy na mnie z nienawiścią, długo, zbyt długo. Podświadomie kładę dłoń na brzuchu obronnym gestem, Piotr patrzy na mnie z wyrzutem. - Mamo? – mówi w końcu, cicho, prawie prosząco. Teściowa nadal patrzy na mnie, zagląda mi w oczy. Nagle jej usta układają się w jeden wyraz, który słyszę jakby z opóźnieniem, jakby dochodził zza ściany. - Dziwka. - Mamo! – Piotr podnosi głos, ona też zaczyna krzyczeć. - Czy ty wiesz czyje to w ogóle jest dziecko?! Jaką masz pewność, że to twoje? – krzyczy głośno, przekrzykuje jego głos. – Nie znasz jej, wcale nie znasz tej dziwki! A teraz chce cię wrobić w bękarta, chce, żebyś płacił na tego jej bachora, ja od początku wiedziałam, że tak będzie, od początku ci to mówiłam! Od początku mówiłam ci, żebyś sobie znalazł porządną dziewczynę, ale ta przyszła, zatrzęsła cyckami – jej krzyk przeradza się w szloch. – Ja znam takie, ja od początku mówiłam, że przez nią cię stracę. Ona mnie nienawidzi, ona nie będzie dobra nawet dla tego dziecka. Dalej już nie słyszę, wychodzę z mieszkania, idę przed siebie. Siadam na ławce i modlę się, żeby Piotr za mną wyszedł. Żeby wyrzucił ją z mojego domu, żeby wszystko znów było po staremu, żeby to dziecko, które jest we mnie miało prawdziwą rodzinę. Wracam do mieszkania po dwóch godzinach, wchodzę cicho, bez słowa wsuwam się do salonu. Piotr siedzi przy komputerze, ale na mój widok odwraca się. - Możemy porozmawiać ?- pyta cicho. - Jestem bardzo zmęczona – mówię wymijająco i chcę iść do łazienki. - Nie, proszę. To jest bardzo ważne, porozmawiajmy. W milczeniu kiwam głową i siadam naprzeciw niego. Przez chwilę milczymy. - Wiesz, tak się zastanawiałem… To chyba nie jest dobry czas na dziecko. W głowie zaczyna mi szumieć. - Mama jest chora, masz tak dużo na głowie przy opiece nad nią. Widziałaś jaka była jej reakcja, to naprawdę nie jest dobry czas na dziecko. Dotykam palcem skroni, nadal milczę, wszystko we mnie krzyczy. Piotr zbiera się do dalszej części monologu. - Tak, to nie jest dobry czas, pomyśl co by było, gdyby jeszcze było tutaj niemowlę, przecież nawet nie mamy gdzie postawić łóżeczka… - Co Ty sugerujesz? – pytam w końcu. Ten głos jest obcy, inny, spoza mnie. - Wiesz, mamy jeszcze czas na dzieci, jesteśmy jeszcze młodzi. Dni mamy są tak naprawdę policzone, nie wybaczyłbym sobie, gdybyśmy ją oddali do ośrodka… - A wybaczyłbyś sobie, gdybyśmy zabili nasze dziecko? – pytam cicho. Piotr milczy, patrzymy na siebie, zupełnie obcy ludzie. Czuję się jakbym leciała w dół z zawrotną prędkością, świat miga mi przed oczami, kolory, światła, w moich uszach jest hałas. Łapię się na tym, że osłaniam brzuch rękami. - Jestem zmęczona – mówię cicho, dotykam palcami skroni, żeby odsunąć to zamieszanie w mojej głowie na bok. – Chodźmy spać, to był taki ciężki dzień. Mąż podchodzi do mnie, chce mnie pocałować, ale się odsuwam. - Przynajmniej się nad tym zastanów – mówi mi do ucha. Patrzę mu w oczy, trwa to krótką chwilkę. - Zastanowisz się nad tym? – nalega. Zauważam, że moja dłoń z plaśnięciem ląduje na jego policzku. - Chociaż jedna – mówię cichym, kojącym głosem. – Niech mama otworzy usta, niech mama zje jeszcze tylko jedną. Teściowa odmawia jedzenia. Nie otwiera ust, nie rusza się, udaje, że mnie nie widzi. Nie reaguje nawet gdy podsuwam jej łyżeczkę z kaszką do samych warg. Taka kara za to, że noszę w sobie jej wnuka. Poddaję się i uciekam do kuchni, bez słowa. Nie spałam prawie całą noc, nie mogłam zmrużyć oka. Piotr też nie spał, chodził po sypialni, słyszałam jego ciężkie kroki. Przez dłuższą część nocy miałam mętlik w głowie, ale nad ranem podjęłam decyzję. W takich warunkach, w takiej atmosferze żadne dziecko nie będzie mogło żyć szczęśliwie i beztrosko. Piotr miał rację, to nie jest miejsce ani czas na dziecko. Spakowałam się jeszcze przed karmieniem teściowej, poszło mi szybko, nie zabieram zbyt wielu rzeczy. Teraz wystarczy zabrać walizkę i wyjść. Chwilę waham się, czy nie zostawić kartki, jakiejkolwiek, ale stwierdzam, że on i tak się domyśli, że odeszłam. Wychodzę z mieszkania, zamykam je na klucz, potem wrzucam go do skrzynki na listy. Nie chcę dźwigać, więc ciągnę walizkę po schodach – spada na każdy kolejny stopień z łoskotem. Wychodzę przed blok i mechanicznie odwracam się, spoglądam na nasze okna. W oknie sypialni stoi teściowa, w długiej, białej koszuli nocnej. Patrzymy na siebie. Nagle teściowa podnosi dłoń i kiwa nią do przodu i do tyłu. Ja robię to samo. Całe moje dotychczasowe życie zakończone jest dziecinnym „pa-pa"



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 21.11.2011r.

1     

Skryta_w_Snach Użytkownik wpmt 25 04 2013 (20:51:45)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Genialne. Chciałabym dowiedzieć się, co będzie dalej.

Lokata Użytkownik 24 11 2011 (12:01:38)

Użytkownik ocenił pracę na 6

To najlepszy tekst, jaki tutaj kiedykolwiek przeczytałam!... Jednak niezmiernie smutny.
Praca zwykłej, polskiej pielęgniarki bywa równie bardzo frustrująca, co satysfakcjonująca. - Tej pracy jednak nawet pracą pielęgniarki nazwać nie można. Wikła się ona bowiem w patologię rodzinną i trwa 24 h/7 dni w tygodniu. A główna bohaterka zdaję się składać siebie samą na ołtarzu miłości do męża i małżeńskiego obowiązku, który w zasadzie ciężko nazwać inaczej niż gwałtem. Jej strasznymi wadami (dzięki czemu w opowiadaniu są same czarne charaktery) są kompletna bezwolność i rozgrzeszenie się z tego co robi aż do posunięcia się do aborcji właśnie. Dziwi mnie tylko to, że "więzień" zdecydował się odejść... Opowiadanie jest bardzo realistyczne i za sztukę tego realizmu daję Ci sześć do kwadratu :). Masz błędy tylko techniczne. - Powtórzenia, błędy stylistyczne, gramatyczne i interpunkcyjne. Ale one i tak nie mogłyby za bardzo wpłynąć na moja ocenę w przypadku tego opowiadania.

Vår Szef Prozy 22 11 2011 (13:59:10)

Użytkownik ocenił pracę na 6

witaj :) już dawno nie widziałam żadnej twojej pracy, więc co prędzej zaklepałam sobie możliwość edycji i oceny jako pierwsza :)

zacznę od strony technicznej, bo i od niej zaczęłam. znalazłam na początku trzy zgubione przecinki i to w zdaniach występujących po sobie, co mnie zdziwiło, bo wcześniej byłaś bezbłędna. pewnie roztargnienie :) później znalazłam jeszcze kilka przecinków, ale to tylko interpunkcja :) zmieniłam też "Zawsze jak ktoś u nas jest" słowo "jak" na "kiedy" - ładniej brzmi stylistycznie :)

temat jest niezwykle trudny. bohaterka jest młodą kobietą, która ma męża i chorą teściową w domu, którą musi się zajmować. co więcej, nie pozwala jej to pracować, czego bardzo chce. widać, że teściowa nie jest do niej zbyt przychylnie nastawiona, co jeszcze bardziej utrudnia sytuację. nawet mąż nie staje w obronie kobiety, co sprawia jej wiele bólu. chylę czoła przed podjęciem tego tematu, bo sama bałabym się pisać na ten temat.

i to stwierdzenie - "Moja żona jest w ciąży". uderzyło mnie niesamowicie mocno między oczy. nawet mąż nie powie do niej po imieniu, zdrobniale, pieszczotliwie, tylko "moja żona". zupełnie jakby była jego własnością.

jestem porażona treścią i sposobem przedstawienia sytuacji. nie wiem nawet, co powiedzieć. dziękuje, że mogłam przeczytać ten tekst, który sprawił, że w moich oczach stanęły łzy. pozdrawiam i życzę inspiracji - pisz jak najwięcej.

Vår Szef Prozy 22 11 2011 (07:50:35)

"tyknęłam"! :D

czyli rezerwuje sobie do oceny na wieczór - i niech mi tylko która spróbuje zabrać ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(59): 59 gości i 0 zarejestrowanych: