warto go przeczytać
Jej portret,
czyli historia przypadków
Szczęściem jednego człowieka jest drugi człowiek.
(Jean-Paul Sartre)
Rzeźbiarz położył dłonie na zimnej bryle, oddając jej odrobinę ciepła. Niemal poczuł, jak krew zaczyna tętnić w martwych dotąd skroniach.
"Będziesz dziełem mojego życia", pomyślał, formując linię czaszki, długą szyję, ramiona. "Będziesz jedyna i niepowtarzalna". Nakreślił kontur twarzy: kości policzkowe, brodę z dołeczkiem pośrodku, łuki brwiowe, nos...
***
Spotkali się przypadkiem w drzwiach obrotowych galerii handlowej. Później, również przypadkiem, poszli do kina na ten sam film. Siedzieli obok siebie, bo pani w kasie sprzedała im takie, a nie inne bilety. Wszystko, oczywiście, przypadkowo, bo jakże mogłoby być inaczej? Kilka dni później jechali tym samym autobusem, w korkach, obok siebie. Siłą rzeczy, a może z nudów, zaczęli rozmawiać. Pewnym jest natomiast, że o ile przypadek pchał ich na siebie, to słowa przypadkowe nie były. Bo nawet banał traci na banalności, gdy włoży się go w usta osoby wyjątkowej. A oni przecież byli towarem deficytowym – oboje piękni, oboje starannie wykształceni, oboje pod każdym względem idealni.
Pewnego dnia stwierdzili, że nadszedł czas wyrzucić z życia przypadek. Celowo podali sobie ręce, chcąc mieć obok kogoś, kto będzie podziwiał ich nieskazitelną urodę i wiedzę, komu z dumą opowiedzą o kolejnych sukcesach. Przekonani o słuszności owej celowej decyzji, przyjęli ją z obopólnym zadowoleniem. Każdego wieczoru, śmiejąc się głośno, tańczyli pośród chmur, wiatr rozwiewał ich ubrania, a promienie zachodzącego słońca wplatały we włosy purpurowe kosmyki. Byli wolni, radośni, beztroscy, stopami krzesali radość.
- Jesteś piękna – szepnął, mile pieszcząc jej próżność.
Błędy człowieka czynią go sympatycznym.
(Johann Wolfgang Goethe)
Poranek przyniósł jednak nowe spojrzenie, jak zawsze. Wczorajsze piękno zbladło, ukazując niedoskonałości. Szeroko otwarte powieki zbyt nachalnie pokazywały szczęście, a w pięknej twarzy było coś nienaturalnego, odpychającego wręcz. Rzeźbiarz długo myślał, jak poprawić swe dzieło. Tęczówki nieznacznie zasłonił długimi rzęsami, ale wciąż nie był zadowolony. Nieco się nawet rozzłościł, bo miał nadzieję, że praca będzie szybka, łatwa i przyjemna. Zapomniał, że nic nie ma bez wysiłku. Poirytowany, chciał zniszczyć to, nad czym zawzięcie pracował. Położył palec w centrum idealnego oblicza, mocno przycisnął i jeszcze raz... Czubek kształtnego noska został nieco spłaszczony, przekrzywiony, psując idealną symetrię, a jednocześnie nadając twarzy specyficznego uroku oraz pewnej głębi.
***
Wróciła do domu smutna. Przypadek znowu stanął na jej drodze, sprawiając, że zawaliła ważny projekt, dostała burę od szefa, a o premii, która jeszcze rano była pewniakiem, mogła tylko pomarzyć. Nie potrafiła znieść jego uśmiechu, opowieść o udanym dniu boleśnie raniła ambicję. Zupełnie przypadkiem cisnęła talerz na podłogę. Wtedy umilkł, spojrzał w jej idealnie piękną twarz, dostrzegając cień smutku w oczach i gradową chmurę na czole. W przypadkowym geście troski dotknął bladego policzka, zadając nieśmiałe pytanie o powody złego humoru. Zasypała go lawiną skarg, obwiniła o egoizm i zadufanie w sobie, wylała cały żal, obarczyła odpowiedzialnością za niepowodzenia. Przypadkiem machała zaciśniętymi w pięści rękami, przypadkiem uderzyła w blat stołu, a później, zupełnie przypadkiem, zabrakło jej sił. Oparłszy głowę o zimną ścianę, umilkła. Czekała na tryumfalny uśmiech, na pełne satysfakcji stwierdzenie, że jednak okazał się lepszy, wspanialszy, idealniejszy...
- To nic – szepnął, otaczając ją ramionami. – Ja też popełniam błędy.
Przytuliła rozpalone czoło do jego piersi, wsłuchując się w uspokajającą melodię serca, a łza wzruszenia przypadkiem wysunęła się spod przymkniętej powieki.
Smutne to, ale cierpienie jest chyba jedynym niezawodnym sposobem zbudzenia duszy ze snu.
(Saul Bellow)
A dzieło wciąż było ułomne, jakieś sztuczne, zfałszowane. Artysta wiedział już, że należy burzyć doskonałość, aby osiągnąć piękno. Paznokciem wydrapał maleńką ryskę pomiędzy brwiami i jeszcze dwie, nieco dłuższe, głębsze, zaczynające się w kącikach ust i biegnące do nosa...
***
Spóźnił się na spotkanie. Nie wiedziała, co robić, jak to wytłumaczyć. Była wściekła, ale szukała usprawiedliwienia. Zrzuciła winę na przypadek: bo nawał pracy, bo korki, bo złe warunki na drogach... Po kilkunastu minutach zaczęła się martwić. Zawładnął nią jakiś irracjonalny niepokój. Zadzwoniła. "Abonent czasowo niedostępny" poinformował beznamiętnie damski głos. To nic, to jeszcze nie znaczy, że stało się nieszczęście. Mogła paść bateria w telefonie, a on akurat dzisiaj nie wziął ładowarki. Przypadek, przypadek, wszystkiemu winien złośliwy przypadek. Trzeba czekać. Skoro się umówił, na pewno przyjdzie. Nie zostawiłby jej przecież przed galerią handlową w dniu urodzin! Było zimno, do tego zaczął padać deszcz. Weszła do pobliskiego baru, usiadła przy oknie, żeby widzieć, gdy przyjdzie. Minęła godzina i druga...
Nagle w torebce zagrał telefon. Cóż mówiła ta pani? Że mąż leży w szpitalu? Że wypadek? Zaraz, gdzie? I co właściwie się stało? Pobiec tam, jak najszybciej go zobaczyć... Dobrze, że to niedaleko.
Wspiąłeś się na granice złośliwości, przypadku! Ręka złamana, głowa rozbita, zadrapania, siniaki...
- I komórka nadaje się do wyrzucenia – zakomunikował, wykrzywiając usta w niezadowolonym grymasie.
- To nic, to nic, ważne, że żyjesz, że niedługo wyzdrowiejesz, a telefon kupimy nowy. Teraz dam ci swój. Boli?
Zostałaby w szpitalu na noc, aby być przy nim, pomóc w razie potrzeby, ale przypadek sprawił, że dyżur miał ordynator, a pielęgniarka nie chciała problemów.
Wróciła do domu, dzierżąc w dłoni zieloną reklamówkę z jego rzeczami. Trzeba to wyprać, bo przesiąkło zapachem leków... Przypadkiem z kieszeni kurtki wysunęła się mała, kolorowa paczuszka. Zajrzała, jakżeby inaczej - kobieca ciekawość. Złoty łańcuszek... Może gdyby nie jechał do jubilera, uniknąłby kraksy na drodze?
Prawdziwa miłość nie wyczerpuje się nigdy. Im więcej dajesz, tym więcej ci jej zostanie.
(Antoine de Saint-Exupéry)
Artysta spojrzał na rzeźbę z pewnego oddalenia. Była piękna, ale wciąż jakaś bezbarwna, szara. Brakowało jej życia, czegoś, co sprawiłoby, że zabije w niej serce, zacznie nie tylko być, ale też czuć.
- Zabłyśniesz niespotykaną urodą, choćbym miał oddać ci kawałek siebie – szepnął, nacinając skórę wskazującego palca. Kroplą krwi zabarwił usta rzeźby, zarumienił policzki, ogrzał kamienną skórę. Jej oblicze stało się ludzkie, barwne, odbijało emocje, ale ciągle czegoś mu brakowało. Twórca spojrzał w mokre od deszczu okno i pokiwał z zadowoleniem głową. Tego potrzebował. Naniósł na policzki kilka kropel wody i pozwolił, aby słynęły, znacząc mokry ślad wędrówki. – Teraz jesteś wspaniała, niepowtarzalna...
***
Przypadkiem zbudził się w środku nocy. Usiadł na łóżku i przetarł oczy. Do rana pozostało jeszcze kilka godzin, a on nie mógł zasnąć. Zapalił lampkę, skrupulatnie zasłaniając abażurem żarówkę, aby nie zbudzić żony. Spojrzał na jej długie włosy, rozrzucone na poduszce w przypadkowym nieładzie, na lekko zarumienione policzki, delikatne zmarszczki na czole i w kącikach ust, spokój na twarzy... W dzień należała do świata, ciągle coś mówiła, śmiała się albo marszczyła z niezadowoleniem brwi. Zakładała taką maskę, jaką chcieli oglądać ludzie. Nocą była sobą – spokojną, bezbronną istotą, której ciepło, stanowiło sens jego życia. Życia rządzonego przez złośliwy przypadek, który niekiedy zmieniał się w szczęśliwy traf.
- Jesteś jedyna na świecie – szepnął, dotykając ustami jej czoła.
Ocena: 5.333
Liczba komentarzy: 5
Data dodania: 25.06.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(17): 12 gości i 5 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Marionetka, Fał