warto go przeczytać
Mieszkanie McCarthy' ego miało smak. Przypominało duży, wspaniały apartament, choć nim nie było. To był zwyczajny strych, w bloku na Brooklynie. Żadnych pokoi, po prostu duża przestrzeń pomalowana na słoneczny odcień. Jedna część to kuchnia, druga łazienka i wreszcie salonik. Wspaniała, skórzana kanapa aż zachęcała, aby na niej usiąść i oglądać telewizję. Trochę dalej znajdowało się duże, fantazyjne łóżko. Całość zdawała się jednym, wielkim snem.
Christina obciągnęła dół koszulki, tak, że opadała na dżinsy i raźno wmaszerowała do kuchni. Zagotowała wodę, zrobiła herbatę oraz usmażyła jajecznicę. Próbowała wyrzucić z pamięci ostatnie słowa Vivienne przed jej wyjściem: ,,Jasne, jasne. Misja! Spakuj tą jedwabną koszulkę!''
Nie zamierzała obmacywać się z jakimś obcym facetem. Był policjantem, a ona dziennikarką! Żadnej styczności światów... On jest przystojnym gburem, a ona niezależną, przeciętną feministką.
Zapachy szybko się rozchodziły i wkrótce połaskotały mile nos McCarthy'ego, który zwinął się na kanapie. Szybko wstał i poszedł za zapachem.
- Ymmm... Co tak pachnie?
- Jajecznica. Uznałam, że będziesz głodny.
- Zawsze jestem.
- Miło wiedzieć. Siadaj. Kawy, herbaty?
- Kawa!
Podała mu kubek kawy, a sama zaczęła sączyć herbatę z cytryną.
- Idziesz do pracy?
- Dziś sobota.
- Fakt.
- Wiemy niewiele - przemówił znienacka McCarthy. - Zadzwonię potem do Petera po informacje. Jego ludzie mieli śledzić mafię.
- Czemu nie teraz?
- Bo teraz opowiesz mi coś o sobie.
- Dlaczego ja? Nic ciekawego. Może ty...
- Ja? Co we mnie ciekawego? Studiowałem w Penn. Potem zostałem policjantem. Mam 27 lat, mieszkanie, masę dziewczyn, ale zero żony. Peter, mój brat, rok temu dołączył do mojego komisariatu.
- Jaki byłeś?
- Taki jak teraz. Zawsze gburowaty. Wiem, że taki jestem, nie zaprzeczaj. Co z tego, że mam kasę, świetną pracę, masę dziewczyn? Nie ustatkowałem się, bo zepsułbym dziewczynom życie. Jestem skazany na samotność.
- Dlaczego? Każdy ma prawo do życia!
- Widocznie ja nie.
- Czy ty nie przesadzasz?
- Może.
- Stuprocentowo, kolego. Żyj po swojemu.
- Tak jak ty?
- Yhm. Zeszliśmy z tematu. Opowiadaj.
- Ja nawet nie jestem ciekawa!
- Wierz mi, jesteś.
- Noo, dobra! Imię i nazwisko znasz... Hmm... Mam włoskie pochodzenie, po matce. Urodziłam się czternastego maja... Nie znam ojca i nie zamierzam znać. Kocham ciekawe historie i książki. Jak wiesz, jestem dziennikarką.
- I to dobrą.
- Taa, chyba w snach!
- Czytałem! Christina Romano, wybawca Niedocenionych!
- To był reportaż o wschodzącej gwieździe teatru! Nie docenili jej, to walnęłam jej mówkę pochwalną. Według mnie, zasłużyła.
- Powiedź coś więcej. Dlaczego nie chcesz znać ojca?
- Chcesz wiedzieć naprawdę? Okej, powiem ci! Moja mama miała dwadzieścia trzy lata, kiedy poznała mojego ojca. Zaszła w ciążę, urodziła mnie. On kupił jej małe mieszkanko w bloku. Obiecywał, udawał, że ją kocha...że kocha mnie! I co? Odszedł, kiedy miałam roczek!
Połykała łzy, wbijając ostre spojrzenie w podłogę.
- Ale to nie koniec! Matka była dzielna, chociaż ciągle go kochała. Kiedy miałam siedemnaście lat, pewnego dnia wróciła zmęczona. Kazałam jej wyjść, odpocząć. Poszła i wróciła rano. A dwa miesiące potem była w ciąży! Wiesz z kim?!? Z moim ojcem! Tym razem nawet nie wracał. Odszedł bez skrupułów. Jest jakąś szychą za granicą. Ma pieniądze, więc robi co chce. - Christina płakała coraz bardziej.
On wpatrywał się z napięciem w jej twarz.
- Nigdy nie chciałaś go poznać?
- Nie! - Christina usiadła i ukryła twarz w dłoniach.
Wstał, spojrzał na nią i poczuł, że rozrywa mu się serce...
Ujął jej głowę, spojrzał w zamglone, zrozpaczone oczy i przybliżył swoje usta do jej ust.
Czuła, że wypełnia ją niemoc. Zatonęła w marzeniach, w tej cholernej otchłani wymysłów. Chciała... sama nie wiedziała, czego chciała. Miała wiele marzeń...
,,Nie, to nie może tak być!'' - głos rozsądku przemknął przez jej głowę.
Wyrwała się z jego uścisku i uciekała jak najdalej. Różowa mgiełka pocałunku opadła i zanikła w ciemności. Nie mogła tego znieść.
Wpatrywała się w jego oczy. Szare, smutne z domieszką żalu. Rzucała mu ostre spojrzenia spod długich rzęs.
On też nie czuł się najlepiej. Jej oczy go zabijały. Co on uczynił? Skrzywdził ją!
,,Jestem idiotą! Jak mogłem? Cholerny psychopata i idiota w jednym!'' - umysł Michaela szkalował go coraz bardziej.
Ona zelżyła spojrzenie. Teraz w jej oczach krył się strach. Odczytywał go.
- Christina, ja... - dotknął jej ramienia.
- Nie dotykaj mnie! - jęknęła.
- Nigdy nie... Nigdy się tak nie czułem.
- Nie powinieneś się tak zachowywać! - wypomniała mu jak małemu dziecku.
- Jak?
- Jak dziecko! Taki dzieciak, który dzięki przytuleniu mamusi dostanie cukierka! Żałosne! Wymuszasz... Zależy ci tylko na rozwiązaniu tej sprawy!
- Skąd wiesz? Przeglądasz mnie na wylot czy jak?
- Jeśli już, to przejrzałam.
- Zapomniałem, jaka to męczarnia rozmawiać z ostrą dziennikarką.
- Faktycznie, jestem krwiożercza. A wracając do tematu...
- Może nie wracajmy.
- Ależ wrócimy. Wiem jaki jesteś. Kristen mi opowiadała. Wiem, że współpracuje z tobą w niektórych akcjach.
- Dlaczego uważasz Kristen za znawczynię?
- Nie uważam. Wyśledziłam też przez innych.
- A skąd masz takie informacje?
- Mam, skąd mam.
- Dlaczego śledziłaś moje życie? To naprawdę ciekawe! Hej, a może ty...
- I znowu wymyślasz jakieś podteksty!
- Znowu? Jakie znowu?
Ale ona już nie słuchała. Zalawszy się perlistymi łzami, wybiegła z mieszkania na słony deszcz.
Ocena: 3.5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 28.02.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(17): 12 gości i 5 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Marionetka, subtelny demon