warto go przeczytać
Siedzę. Drewniane krzesło skrzypi przy każdym moim oddechu, jest przy tym niemiłosiernie twarde i niewygodne. Oprócz tego miarowego odgłosu w mieszkaniu panuje cisza. Nie jest groźna ani niespokojna, powietrze nie gęstnieje od emocji – jest to cisza neutralna i obojętna na losy swojego gościa. To, że ja jestem gościem ciszy, a nie ona moim, nie ulegało wątpliwości. Czas stanął w miejscu a właściwie gdzieś sobie poszedł, na swoim stanowisku pozostawiając jedynie Ciszę i Miarowe Skrzypienie Mojego Krzesła, które nie były specjalnie ciekawym towarzystwem do rozmowy.
Nawet zegar się zepsuł, kalendarza w mieszkaniu nie było. Nie mam do czego odliczać miesięcy: pracuję cały rok, przez pięć dni w tygodniu, urlop zaległy mam odkąd pamiętam i chociaż szef namawia mnie na jakiś wyjazd, siedzę w domu. W weekendy umieram z nudów, włócząc się po mieście, jedząc w fast-foodach i czekając do zbawiennej godziny dwudziestej trzydzieści, kiedy to jak grzeczny chłopczyk udaję się do domu i idę spać.
Czas zwalnia…
Wlecze się jak chory na nogę ślimak…
Nie, dłużej nie wytrzymam.
Wstałem, uwalniając ukryte dotąd pokłady skrzypienia. Spiorunowałem wzrokiem idealnie posprzątane mieszkanie i zacząłem demolkę. Krzesło postawiłem do góry nogami; przynajmniej nie będzie trzeszczeć. Stół przesunąłem trochę w lewo, a na blat kuchenny wylałem pół butelki soku. Z łóżka zrzuciłem pościel, w łazience rozlałem perfumy, z regału wyrzuciłem książki, a z lodówki jajka, które, głośno się tłucząc zabarwiły podłogę żółtą mazią mieszającą się z sokiem. Dopełniając zniszczenia, przeszedłem po mieszkaniu wyrzucając z kosza wszystkie śmieci.
Byłem zadowolony z tego co widzę, ale wciąż nie miałem czym zająć rąk i myśli. Porozbijałem zastawę, podarłem część ubrań i zniszczyłem projekty do pracy pieczołowicie przechowywane w równych rzędach półeczek.
Nic z tego – po prostu się nudziłem.
Zabijając czas moimi kreatywnymi pomysłami, usłyszałem pukanie do drzwi. Zamarłem z pastą do zębów w jednej ręce a z nożem w drugiej. Z tym komicznym połączeniem w dłoniach podszedłem do drzwi i zajrzałem przez wizjer.
Ta twarz!
Rude, potargane włosy, ciemnoniebieskie, wielkie oczy, chude, trochę koślawe ciało i małe usta, w tej chwili poruszające się w takt niesłyszalnych dla mnie słów. Wystukałem przez drzwi nasze stare, powstałe w szczenięcych latach hasło. Wiedziała, że może wejść.
Mierzyliśmy się wzrokiem, a czas powoli przypominał sobie że pozostała na stanowisku Cisza nie spełnia dobrze swojego obowiązku.
Popatrzyła na mnie z litością i pobłażaniem. A może było i w tym spojrzeniu trochę współczucia, gdyż rzekła:
- Co ty byś biedaku beze mnie zrobił?
I zaczęła sprzątać – zaczynając od pasty do zębów w mojej ręce a kończąc na skołowanym sercu tegóż samego nieszczęśnika.
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 05.09.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(19): 13 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Marionetka, EmptyCage, subtelny demon