warto go przeczytać
- W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego…
- Amen – odrzekła, kończąc znak krzyża na piersi. Ani na chwilę z jej oczu nie wypłynęła łza. Szkoda, że kiedy zostawała sama emocje spływały na nią jak grom z jasnego nieba. Zanurzała się bezpamiętnie w lawinie bólu i rozpaczy.
- Zuzanno! – usłyszała ciotkę Katarzynę, kiwającą na nią przy bramach cmentarza – Chodź tutaj, szybko! – poganiała uparcie, widząc, iż siostrzenica nie skłania się do rozmowy.
- Już idę! – odkrzyknęła, przyspieszając kroku.
Będąc na miejscu przeszyła starszą kobietę pytającym spojrzeniem, na co ciotka zareagowała grymasem na twarzy.
- Kim jest ten młodzieniec, złotko? – zapytała, wychylając się zza dziewczyny. Kątem oka spojrzała na przystojnego młodego mężczyznę, z którym młoda dama od czasu rozpoczęcia nabożeństwa nie rozstawała się na krok.
- To stary znajomy. Mówiłam Ci już, że przez jakiś czas będzie moim gościem – odparła zgorzkniale.
- No tak. Faktycznie coś o tym wspominałaś – odpowiedziała, cały czas nie odrywając od niego wzroku. - Ach, ta moja słaba pamięć! Alfredzie! – krzyknęła, łapiąc wzrokiem wśród tłumu swojego męża. Pospiesznie ruszyła w jego kierunku, zostawiając rozmówczynię samą.
Jednakże dziewczyna nie musiała długo czekać, by zaczepił ją ktoś inny.
- Witaj, kochana – powiedziała nieco starsza od niej kobieta, ubrana w jasnobrązowy płaszcz i różowy beret, który nijak do niego pasował.
- Przepraszam, ale niestety muszę już iść. Zapraszam na poczęstunek w domu. Jak mniemam, wujek wszystko przekazał – rzekła do dziewczyny, odwracając się w stronę Roberta. Patrzył na nią, stojąc w tym samym miejscu, w jakim go zostawiła. Nie chciała, aby musiał dłużej na nią czekać. Miała po dziurki w nosie całość tej sytuacji.
- Tak, oczywiście – odparła z niezadowoloną miną, po czym obserwowała jak kuzynka idzie w kierunku nieznajomego faceta. Prychnęła tylko, a potem z podniesionym czołem wróciła do wcześniejszego towarzystwa.
- Jesteś – odrzekł mężczyzna, kiedy przyjaciółka do niego dotarła.
- Chcę stąd iść. Mam dość tej całej farsy – powiedziała szybko, biorąc go pod rękę.
- Gdzie w takim razie idziemy? – zapytał stonowanym głosem.
- Gdziekolwiek, byle daleko stąd - odszepnęła, wychodząc za bramy kościoła.
W tamtej chwili w jej głowie mieszało się wiele myśli. Jedna z nich szczególnie nie dawała jej spokoju. To wszystko, co się przed chwilą działo było dla niej czymś zupełnie abstrakcyjnym. Czyżby naprawdę w jej rodzinie nie ma osoby, która nadal cierpi z powodu śmierci matki? Czy faktycznie wszystkich zebranych to nie obchodzi? Faktem jest, że Zuza zawsze była inna i trzymała się z boku. Zarówno ona, jak i jej mama nigdy nie pasowała do reszty. One nie odpowiadały pięknemu obrazkowi rodziny Grójeckich.
Jej matka zaszła w ciążę, mając siedemnaście lat. Dla krewnych było to hańbiące, więc starli się uratować dobre imię rodziny. Ojciec wydał ciężarną dziewczynę za syna lekarza, który od zawsze podkochiwał się w uroczej damie. Jednakże ich małżeństwo rozpadło się, a matka wyprowadziła się na wieś i samotnie wychowywała córkę. Dopiero kiedy ta skończyła szesnaście lat przeniosły się do jej rodzinnego miasta. Dlaczego? Odpowiedź była prosta. W tym czasie odkryto u matki wczesne stadium białaczki. Dziewczyna wchodziła w dorosłość w domu dziadków. Uczęszczała do prywatnej szkoły i uzyskiwała dobre wyniki w nauce. Po osiągnięciu pełnoletniości przeprowadziła się do kawalerki, po czym rozpoczęła studia. Jednocześnie kobieta coraz bardziej chorowała. Aż wreszcie zmarła, kiedy Zuzanna miała dwadzieścia jeden lat.
- Wszystko w porządku? – zapytał Robert, wpatrując się w zamyśloną dziewczynę. Siedziała teraz w samochodzie na miejscu pasażera. Jej twarz skierowana była na okno, przez które można było dostrzec powoli zbierających się gości.
- Ja… nie rozumiem – odszepnęła zmieszana, poruszając głową w geście zaprzeczenia – Nie rozumiem życia.
- Nie musiała rozumieć sensu życia, wystarczyło spotkać Kogoś, kto go zna…
- A potem zasnąć w Jego ramionach jak dziecko, które wie, że ktoś silniejszy od niego chroni je przed wszelkim złem i niebezpieczeństwami - powiedziała, patrząc mu głęboko w oczy.
- Dokładnie – odrzekł, uśmiechając się szeroko. W tym samym momencie poczuł jak ciepło kolejny raz przeszywa jego serce. Widząc jej szczery uśmiech, odczuł to podwójnie.
- Jedźmy już – przerwała szybko, uciekając przed jego spojrzeniem.
- Jasne, ale musisz mi powiedzieć gdzie – zaśmiał się, ruszając powoli z miejsca, w którym zaparkował.
- Przed siebie – oznajmiła po chwili zastanowienia.
- Jak sobie życzysz – powiedział, wyjeżdżając poza granice parkingu.
W tym samym czasie układał plan i zamierzał go spełnić jak najlepiej potrafi. Wyznaczył sobie za cel wyciśnięcie z niej jak najwięcej radości. Chciał, aby chociaż na chwilę zamaskowała ból, kryjący się w jej duszy.
- Masz tu jakąś dobrą muzykę? – zapytała, przebierając płyty porozrzucane w schowku przed nią.
- Właściwie to zawsze mieliśmy podobny gust, więc coś powinno Ci się spodobać – odpowiedział, patrząc jak myszkuje w jego rzeczach.
- Mam! – odrzekła, lekko podnosząc głos z delikatnym uśmiechem na twarzy. Zaraz potem do ich uszu dotarły dźwięki heavymetalowej ballady.
- So close no matter how far. Couldn\'t be much more from the heart… - nuciła pod nosem z zamkniętymi powiekami.
Nie potrzebowała niczego innego, aby zapomnieć. Liczyła się tylko ta chwila, ten moment, któremu pozwoliła się pochłonąć. Beztroska. Uczucie, które ogarniało jej duszę w obliczu jego obecności. Czuła jak jej mentalność przy nim młodnieje.
- Jesteśmy już na miejscu – powiedział, ściszając odbiornik.
- Gdzie dotarliśmy? – zapytała, rozglądając się dookoła.
- To wyjątkowe miejsce, chodź – rzekł, wyciągając kluczyki ze stacyjki. Chwilę potem oboje zatrzasnęli za sobą drzwi.
Znaleźli się na wąskiej, leśnej dróżce, która prowadziła daleko w głąb lasu. Po bokach drogi znajdowały się maleńkie skarpy pokryte kolorowymi liśćmi. To właśnie one przykuły jej uwagę. Odcienie żółci i czerwieni mieszały się ze sobą, tworząc miły dla oczu obraz. Przemierzając wzrokiem po jesiennej scenerii, uśmiechała się szeroko. Nie pamiętała, kiedy ostatnio wyjeżdżała poza miasto. Brakowało jej typowych dla tej pory roku widoków. To one sprawiły, że przez krótką chwilę przypominała sobie dzieciństwo i długie spacery z matką. W momencie, kiedy przed oczami pojawiła jej się uśmiechnięta twarz Marii poczuła ciepłą dłoń Roberta, obejmującą jej drobne palce.
- Chodź ze mną – powiedział, ruszając przed siebie.
- Gdzie idziemy? – zapytała, spoglądając na twarz młodzieńca.
Nie przypominał jej urokliwych kochanków z popularnych komedii romantycznych, które często widywała w kinie. Rysy jego twarzy nie były łagodne ani jego skóra nie promieniała wśród promieni słońca, jednakże jego oczy ujmująco błyszczały. Miał kilkucentymetrowe włosy z nieco dłuższym przodem, delikatnie postawionym do góry. Na dłuższych kosmykach można było dojrzeć delikatny skręt, który dodawał uroku jego młodzieńczej cerze. Wąskie, morelowe usta doskonale współgrały z opaloną skórą. Na skroniach widniał kilkudniowy zarost, który dodawał mu odrobinę surowej męskości. Podążyła wzrokiem wzdłuż nosa do zielonkawych tęczówek, ukrytych wśród brązowych rzęs. Zatrzymała się na nich dłużej, obserwując jak mruga powiekami, patrząc na nią. Jednak gdy podążyła dalej, ujrzała uniesione brwi, co sprawiło, że zaśmiała się na głos.
- Aż tak bardzo Ci się podobam? – rzucił z przekąsem, po czym wyciągnął rękę przed siebie.– To tutaj.
Na pewien czas zabrakło jej słów. Przed sobą zobaczyła wielką polanę, porośniętą drobną trawą i gdzieniegdzie nawet kolorowymi kwiatami. Zaraz potem do jej uszu dobiegł delikatny szum płynącej wody, więc podążyła dalej, aby zobaczyć więcej. Ujrzała delikatny strumyk, biegnący przez prawą część polany. Zakończony był najprawdopodobniej małym źródełkiem w dolinie, jednakże z miejsca, w jakim stała nie mogła go zobaczyć.
- Pod wrażeniem? – zapytał, obejmując ją w pasie.
- Jest magicznie – wyszeptała, przez rozchylone lekko wargi. Chwilę później delikatnie dotknęła nimi jego policzka. – Dziękuję.
- Chcesz tutaj chwilę zostać? – wyszeptał do jej ucha, tuląc trochę mocniej.
- Chcę – odpowiedziała szybko, wtulając się w jego ramiona.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 27.01.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(23): 18 gości i 5 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Marionetka, Fał