Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt

''Industrialni'' - Część pierwsza - Wybuch w Fabryce

Wybuch w Fabryce

Zeingercuge budziło się z wolna. Miało wzejść słońce, aby oświetlić ciężkie, ciemnoszafirowe niebo nad Industrial Planet. Czarna ziemia często nie była niczym pokryta, tylko kamiennymi płytami, po których niemalże całymi dniami biegali to tu, to tam dobrzy, lecz poodziewani w aksamitną czerń, Przemysłowcy Pierwotni - piękne istoty ludzkie z nadprzyrodzonymi zdolnościami.
Mrok w każdej chwili miał się rozjaśnić, przemienić w rajski błękit akwamarynów, aby to codzienny cykl powtórzył się od nowa, a niebo stało się szarawe od ogromnych obłoków Dymu i Pary, buchających z Kominów Fabrycznych.
Przez noc odczuwało się grozę, moc Przemysłu, ale w dzień uczucie to było o wiele głębsze. Rubinowe serca ludzi, szczególnie Burżuazji wrażliwej na los Proletariatu, były tego pełne.
Wreszcie zza horyzontu zaczęło wschodzić słońce. Wschodziło szybciej niż na Ziemi, gdyż to Industrial Planet - Planeta Przemysłu. Ciemność rozpraszała się, rozpoczynał się poranek. Powiał lekki wiaterek. W domach zapłonęło światło Lamp Naftowych, każdy wybierał się do kąpieli. Każdy biegał też przygotować śniadanie, zazwyczaj kaszę mannę lub bułkę z masłem.
W centrum miasta stał pałac znanej na całej planecie rodziny Raizungów, potężnych i bogatych Fabrykantów, posiadających jedną Fabrykę Włókienniczą produkującą płótno i jedną Metalową produkującą części do samochodów oraz piękną siedemnastoletnią córkę Irielle. Dla swych rodziców - Edelburgi i Guntera była jedynym dzieckiem, kochali ją bardzo mocno. Z początku miała mieć na imię Zygfryda, ale małą dziewczynkę o tym imieniu miał Alfred Radetz, więc wybrali Irielle.
Irielle uwielbiała obsewrwować ptaki.Była to jej pasja, jej zainteresowanie. W swej sypialni trzymała pod łóżkiem pudło na sekrety.Wrzucała je do niego zapisywane na małych karteczkach.Mniej więcej raz w tygodniu otwierała je, a w sypialni roznosił się zapach tajemnicy i wspomnień minionych wydarzeń.Czuła wtedy pełnię życia.
Biegała po pałacowym parku i czytała dużo książek.Znała na pamięć wszystkie tomy \'\'Mrocznego Kosiarza\'\', \'\'Tajemnicę Twinbrook\'\', czy też \'\'Proletariat w potrzasku\'\'.
Marzyła o zobaczeniu Iriarian-pięknej królowej Przemysłowców Pierwotnych, której od dawna w Zeingercuge nie było i dotychczas nie wpadła nawet bez zapowiedzi.

Tego ranka nie chciało jej się wstawać.W sypialni było ciemno, wręcz szaro, buro i ponuro.Otworzyła czarne oczy.Przetarła je dłońmi, po czym znów opadła głową na poduszkę.
Chyba dziś nie wstanę-pomyślała gorączkowo. Jest jakoś nudno i niestety, boli mnie tyłek od leżenia, więc muszę się jakoś podnieść.
Wstała i pobiegła do kąpieli.Potem ubrała się i zeszła do jadalni, gdzie jej rodzice siedzieli przy stole i toczyli ze sobą rozmowę już od pół godziny.
-Wiesz, Edelburga, jakoś nie podoba mi się dzisiejszy dzień.Nie mogłem spać w nocy.Chcę dzisiaj iść na spacer za miasto, ale coś mi się wydaje, że będzie lało jak z cebra-
-A ja, Gunter, miałam okropny sen.Śniło mi się, że w Fabryce Włókienniczej ma miejsce wybuch.Rozrywa kocioł Maszyny Parowej, która cała wylatuje w powietrze, a skroplona Para wylewa się na mnie strugą.Wtedy to psuje się wszystko po kolei, krosno od tej Maszyny Parowej zatrzymuje, a ja podnoszę okrutny wrzask z bólu!-
Wtedy Irielle podeszła do Edelburgi.
-Witajcie drodzy rodzice.Co porabiacie?-spytała z zainteresowaniem.
-Rozmawiamy-twarz Edelburgi wygięła się w lekkim uśmiechu.Irielle zauważyła jednak zakłopotanie.
-Dlaczego miałaś taki sen, mamo?Wybuchy Maszyn Parowych są takie tragiczne w skutkach.Nienawidzę tego, przecież to takie smutne i przykre-wyznała.
-Edelburga-rzucił Gunter-Nasza córka chyba poszalała!Ty, Irielle, po prostu nie rozumiesz tego, co to jest Przemysł!-krzyknął i ciągnął dalej-Przemysł to jest moc, to siła, która powinna przerażać i ranić.Jesteś już za dorosła, aby to zrozumieć.Spójrz tylko na bezrobotnych i bezdomnytch przebywających na ulicach miasta, usiłujących wyżebrać choć feniga, próbujących zdobyć robotę w jakichkolwiek Fabrykach, choćby nawet u Alfreda Radetz!W twej głowie tylko ptaki, nie obchodzi cię los ludzki!
-Gunter-odezwała się Edelburga, stając w obronie Irielle-Wyłącz ten radiowęzeł!
-Skoro nalegasz...-odrzekł gnuśno i podszedł do drzwi i złapał za klamkę.Otworzył je, i stojac w nich rzekł do Edelburgi:
-Ale Irielle ma natychmiast iść do Fabryki Alfreda Radetz i przerobić tam cały dzień za karę!-wyszedł.
Przez chwilę Irielle i Edelburga nasłuchiwaly, czy kroki Guntera ucichły.Gdy nie było już niczego słychać, zaczęły rozmawiać.
-Co ojciec taki gnuśny?Do teraz zawsze odnosił się do mnie z szacunkiem, a dziś jest inny!-Irielle była zaskoczona.
Edelburga przytuliła ja.
-Nie mart się, widocznie ma zły dzień!Chyba tak się stało, gdyż opowiedziałam mu swój sen.
-Mamo, co dziś na śniadanie?Kiszki mi marsza grają.
-Budyń czekoladowo-waniliowy ze śmietaną.Twój ulubiony.
-A ja co zrobię?
-Pójdziesz do tkalni.
-Nie pojdę do żadnej tkalni Alfreda Radetz.
Edelburga zerknęła na zegar i rzekła:
-Śniadanie podadzą za trzy minuty.

Irielle miała coraz bardziej dosyć.Gunter musiał wyjechać w celu załatwienia dostawy bawełny, w sprawie służbowej, więc miało go nie być przez dwa dni.Edelburga poszła na codzienną kontrolę do Fabryki Włókienniczej.I, muszę przyznać, że wszystko szło tak samo jak poprzednio.Było niesamowicie rojno, non stop biegał ktoś pomiędzy Maszynami i przy krosnach, pod sufit unosiła się Para.Okienka były brudne i zakurzone, rzadko kiedy je przecierano.Szum trwał od ósmej rano, ludzie obsługiwali wszelkie urządzenia.Maszyny Parowe, a było ich dwieście, huczały głośno, pędząc ze sto na godzinę, ich konturów nie dało uchwycić się gołym okiem, tylko w zwolnionym tempie.Wydawały najgłośniejsze dźwięki, uszy Nieprzemysłowców rozerwałoby.Patrząc na nie czuło się Przemysł.Prawdziwy, realny, piękny Przemysł.Magia wszędzie.Dosłownie.
-Reintzer!-rozległ się donośny głos Edelburgi.
-Wołano mnie?-odpowiedziała takim samym tonem dziewczyna w tłumie, przy jednej z Maszyn Parowych.
-Tak!Chodź!-
Pobiegła w kierunku, z którego dochodził.Weszła po kilku schodkach ku Edelburdze.Usłyszała tak:
-Słuchaj, Gizela!Irielle jest sama w naszym pałacu.Przyjdź, jak skończysz robotę, a dostaniesz ode mnie dwieście marek.Chyba tego chcesz, co moja miła?
Gizela aż zaczerwieniła się po twarzy.Serce zaczęło jej mocniej bić.Nie umiała także doczekać się spotkania z przyjaciółką.Od roku pracowała, to jej chęć do roboty, a także potrzeba zarabiania na utrzymanie rodziny ją tu zawiodła.Dlatego, że Fabryka należała do Edelburgi nie miała problemu z zatrudnieniem się.Edelburga przyjęła ją więc od razu.Znała się z Irielle od dziecka, chodziły razem do jednej ze szkół w Zeingercuge, zawsze mogły na siebie liczyć.Uwielbiała ją, pomagała w potrzebie, dawała odpisać lekcje w chorobie.
Zbiegła ze schodków, wracając do roboty na swe stanowisko.
Z drugiego końca hali, w którym leżał wysypany Węgiel Kamienny podbiegła Amalia Aizemann, jedna z najlepszych robotników, córka Górnika, wielka maniaczka Salamander Plamistych, zapalona pracocholiczka nienawidząca papryki i cebuli.Jej mama zmarła, gdy miała dwanaście lat, a tata jeszcze wcześniej zginął w wypadku podczas wybuchu w Kopalni.Była także przyjaciółką Irielle i Gizeli.W dłoni trzymała łopatę.Na jej ubraniu spoczywał szary fartuch ochronny, a na głowie miała hełm zabezpieczający przed przysypaniem przez Węgiel.
-Ile wózków podwieść?-spytała Gizelę.
-Może siedem?-odrzekła Gizela-Wystarczy na chwilę.
-Dobrze!-zapewniła Amalia i już jej nie było.
Gizela zajmowała się wrzucaniem Węgla do kotła Maszyny Parowej.Tak oto wyglądała jej robota, była palaczką.Oparła nogę o swą łopatę i popatrzyła na mimośród urządzenia.Wlepiła wzrok w obiekt.Zabłębiała się myślami coraz to bardziej i bardziej, więc nawet nie zauważyła, kiedy to za jej plecami pojawiła się Amalia pociskająca pełny wózek.
-Masz pierwszy wózek.Jeszcze dowiozę pozostałe, już idę po drugi- powiedziała Amalia i uciekła.
Gizela nabrała pełną łopatę i wrzuciła do kotła.I znowu.I znowu.Gorzki smród doleciał do jej nosa.Włożyła łopatę w ładunek i wyciągnęła pełną, wrzucając w kocioł.Robota palacza jest taka pociągająca, a więc bardzo łatwa!Ale, wtedy Amalia przyszła z drugim wózkiem.Zdziwiła się i zapytała:
-Pomóc Ci?
To mówiąc, pokazała swą łopatę i razem zaczęły wrzucać.Gdy w drugim wózku zostało szesnaście łopat, Amalia uciekła po trzeci.Potem czwarty, piąty i szósty.Tymczasem Gizela pracowała jak huragan, ruszając się błyskawicznie i zwinnie, jak na Przemysłowca Pierwotnego przystało.Nie szczędziła rąk i nerwów, które od kilku dni były strasznie skołatane.Otóż jej rodzice remontowali mieszkanie, spała na dywanie przykryta kołdrą.
Amalia spoglądała na nią z zachwytem, jednocześnie też z ciekawością.Obserwowała jej powiewające do tyłu, wspaniałe włosy, wyglądające tak z powodu silnego strumienia powietrza, błyszczące jak Węgiel.Skrzyżowała ręce na piersiach, następnie złapała się za biodro i spoglądała dalej.
-Aizemann!-wykrzyknęła Edelburga-Podejdź do mnie!-
Amalia nie zwlekając, posłusznie przybiegła i patrzyła dalej.
-Amalia, jak tam?- spytała Edelburga.
-Nie wiem-odpowiedziała- Kiedy dostawa Węgla?-
-Za dwa dni.Dwutygodniowy zapas.Kapujesz?-
-Bo Gizela tak szybko się uwija, że może zabraknąć do jutra.A tak w ogóle to kiedy będę mogła zobaczyć się z Irielle?Nie mam czasu, a Fabryka powinna funkcjonować jak należy, więc moja robota jest tak ważna, Dymy z Kominów muszą być odpowiednio czarne i gęste, a woda równie gorąca.
-Na przykład dzisiaj, jest wolna-Edelburga obdarzyła Amalię uśmiechem.
-Dziękuję!-
-Telefonowałam już do Ernestyna Dooferschmitza, w sprawie mego przyjęcia urodzinowego, czy się pojawi, a trzydzieste piąte urodziny obchodzi się skromnie.-Edelburga pogłaskała się po brzuchu.
Amalia uśmiechnęła się.
-Hayer, szybciej z tym wózkiem!-wrzasnęła Edelburga gdzieś w dal.
Wtedy otworzyły się za nią drzwi, wszedł Bertyn Bachmann, odbiorca telegramów, ukochany Amalii, zakochany w niej bez pamięci, przystojny i piękny chłopak.Ukłonił się i oświadczył:
-Telegram dla pani Raizung, od Najjaśniejszej Królowej Przemysłowców Pierwotnych i Przemysłu Pięknej Wielkiej i Wspaniałej Iriarian!- obrócił się na pięcie, podał jej telegram i stanął obok.
-Amalia, jak miło Cię znów widzieć!-rzekł.
-Bertyn, ponownie zaskakujesz!-odpowiedziała.
Edelburga zaczęła czytać, co następuje:

Szanowna Edelburgo Raizung
Mam zaszczyt zaprosić do siebie córkę twą Irielle, widziałam ją jedynie raz na jej chrzcinach, więc pragnę spotkać się z nią osobiście w pałacu.Wybacz, że informuję Cię o tym dopiero teraz, ale właśnie niedawno, miesiąc temu osiągnęła pełnoletniość i może wyruszyć w długą podróż, a ostatnio jak dobrze wiesz, na całej planecie telegramy często nie docierają.Bardzo stęskniłam się za Wami i za Zeingercuge, utrzymywaliśmy jedynie taki kontakt jak w tejże wiadomości, a teraz nadszedł już czas.Proszę o przekazanie tego Irielle, z pewnością się ucieszy.
Królowa Iriarian

-Na sto wagonów Węgla!-wykrzyknęła Amalia w podskoku-To..to...NIESAMOWITE!-
-Zaprasza Irielle?Myślałam, że zapomniała o jej istnieniu!Ojejku!- zdziwiła się Edelburga.
-To jest możliwe.Wszystko jest możliwe- wtrącił Bertyn.
-Wracaj do roboty, Amalia, Gizela zaraz spali ten wózek, więc kto przywiezie nowy?-
-No tak, już pędzę do Gizeli.Lecę!-rzuciła Amalia.Zbiegła i uciekła.
Edelburga zagięła telegram na wpół.Spojrzała w górę, na sufit.Był obity świeżym drewnem, jego remont skończył się dwa miesiące wcześniej.Przy ścianie stały czasem jakieś belki, czasem jakieś drewniane skrzynie, przydające się, gdyby Węgiel nie chciał się palić jak należy, tak na wszelki wypadek, ciągle w pogotowiu.Lampy jaśniały tajemniczo, lśniły w ich blasku drobinki kurzu z roztoczami i drobne włókna bawełny, przez które każdy dla ochrony zdrowia i życia (od wdychania ich groziła śmierć) nosił maskę.
Innego zabezpieczenia nie znano na Industrial Planet, gdyż ta cywilizacja istniała na poziomie Wieku Dziewiętnastego.Przemysłowcy Pierwotni posiadali więc telefony, telegrafy, żarówki oraz całą resztę tychże wspaniałych wynalazków od razu, na początku swego istnienia, czego ludzie na Ziemi dorabiali się przez całe szalone stulecie.
-Pani Raizung-rzekł Bertyn-Co pani tak spogląda?
-Zamyśliłam się- odpowiedziała Edelburga.
-Bo jakoś wznosi pani swą głowę w górę?
-Lubię myśleć.
-Ja też.

Tymczasem Amalia przyjechała z wózkiem.
-Proszę, Gizela!-oznajmiła-Przywiozę kolejny, tylko odsapnę- mówiąc to, poprawiła hełm.
-Dzięki!-odpowiedziała Gizela i uśmiechnęła się.
Amalia odwzajemniła uśmiech i odeszła.
Gizela przestała wrzucać, aby zaczerpnąć powietrza, odsapnąć przez chwilę.Przecież może dojść do wypadku, jak nie przerwie.Spuściła głowę i odetchnęła z ulgą.Poczula jednak nagły przypływ sił w mięśniach ramion i nogach.Zamknęła oczy i zacisnęła dłonie w pięści.Pomyślała o tym, co by się stało, gdyby Maszyny Parowe były istotami żywymi, ale takimi, które nigdy się nie męczą i wolą pracować niż stać bezczynnie.
Wzięła się w garść i wrzucała Węgiel dalej.Rozpędziła się do pełnych obrotów, nie myśląc o odpoczynku wcale a wcale.Tak, jakby fruwała nad ziemią.
W między czasie pojawiła się Amalia, odstawiła wózek i uciekła.
Lecz tu nagle zrobiło się bardziej gorąco.Maszyna Parowa zaczęła gwałtownie przyśpieszać, a wtedy Gizela spojrzała na nią z przerażeniem.Gorąc narastał aż do pewnego momentu, woda zawrzała i zasyczała...pojawiło się ryzyko wybuchu.Maszyna Parowa stale przyśpieszała, krosno nie nadążało.Wstrząśnięta do głębi i naprawdę przerażona Gizela upuściła łopatę i odskoczyła w tył, wpadając w pełny, pozostawiany przez Amalię wózek, momentalnie podnosząc głowę.
-UWAAAGAAA!MAAASZYYNAA PAROWAAA!- wrzasnęła.
Wtedy...BBBUUUUMBUUUUCHH przeraźliwie rozniosło się po Hali Fabrycznej!O nieee!Maszyna Parowa wybuchła!



Ocena: 2.5
Liczba komentarzy: 6    
Data dodania: 14.06.2011r.

1     

albina von roth 03 09 2011 (19:55:55)

Dobra, dobra niech wam będzie...Zresztą tamta dyrektorka zawsze mnie ściskała

albina von roth 18 06 2011 (20:15:37)

Jakto Pan odrzuca? To mój najlepszy dotychczas tekst, był już nawet w szkolnej gazetce, były gratulacje i całusy od mojej dyrektorki! No, może poprawię się z ''Szaleństwem Wieku Dziewiętnastego''

Groszek 18 06 2011 (21:21:01)
Nie odrzuciłam, bo wcześniej koleżanka zaakceptowała. Jednak musisz zrozumieć, że nie zawsze to, iż tekst spotyka się z uznaniem szkolnego grona, oznacza, że zostanie on odebrany pozytywnie na portalu literackim. Mamy tutaj nieco wyższe wymagania. :)

Groszek 16 06 2011 (10:01:18)

Koleżanka już zaakceptowała, więc nie będę zmieniać logu ;)
A poza tym to nie wiem, co się stało, że opowiadanie wygląda tak jak przed moją korektą.

Groszek 16 06 2011 (09:56:50)

Użytkownik ocenił pracę na 2

Sporo się namęczyłam przy edycji tego opowiadania, bo muszę przyznać, że nie dbasz ani o estetykę, ani o poprawność. Nie stosujesz odstępów zarówno w opisach, jak i dialogach. Oprócz tego znalazłam mnóstwo karygodnych błędów ortograficznych,(na Twoje szczęście już je poprawiłam) interpunkcyjnych, literówek... No, nie da się ukryć, że tego nie dopracowałaś. A to bardzo zniechęca czytelnika, autor w miarę możliwości powinien być bezbłędny, jednak jeśli już taki jego urok, że robi błędy, niech chociaż zadba o to, co błędów nie dotyczy.

Zastrzeżenia mam również co do języka. Czasem mam wrażenie, że nie do końca myślisz o tym, co piszesz. Przykładowo: "Nie umiałem strasznie spać w nocy."
To brzmi co najmniej dziwnie. Jakby bohater sam sobie z góry zamierzył, że będzie źle spał i taki był jego cel. A wydaje mi się, że nie o to Ci chodziło.
Obecne są także potknięcia językowe. W zasadzie to, co przytoczyłam, również się do tego odnosi, ale chodzi mi tutaj o niewłaściwy dobór słów.

Treść mnie także jakoś nie poruszyła, nie wciągnęłam się i tylko wyczekiwałam końca. Najbardziej dziwi mnie to, że nie byłaś w stanie poruszyć mnie nawet końcówką, mimo że powinna być ona zaskoczeniem, wydaje mi się, że to było takie zbyt mało gwałtowne, jakby wybuch maszyny nic dla nikogo nie znaczył...

Odrzucam.

Angelika596 16 06 2011 (08:45:34)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Powiem szczerze, że zdziwił mnie dobór tematu. tak młody wiek i opowiadanie o przemyśle? Mam pewne obawy, czy to aby nie skok na głęboką wodę, bo masz jeszcze sporo usterek stylistcycznych, gramatycznych, nawet ortograficznych i interpunkcyjnych. Zdania są często za długie, zdarzaja się niepoprawnie zbudowane, albo nielogiczne. np. "Dla swych rodziców była jedynym dzieckiem, kochali ją bowiem bardzo mocno." Większość spraw poprawiłam, ale resztę musisz po prostu doszlifować, doćwiczyć, oczywiście pisząc i czytając. Graficznie nie wstawiaj pauzy po każdej wypowiedzi bohatera, tylko po tych, po których wstawiasz jakis komentarz. Sporo się na backspace'owałam przez to :)

Ogólnie jednak, jeśli chodzi o treść, fabułę, to nie jest źle. Masz pomysł, radzisz sobie ze szczególami, w dodatku fantastycznymi, wymyślonymi. Masz bogatą wyobraźnię. Bohaterowie mają scecyficzny język i jesteś w tym konsekwentna.

Trójka dzisiaj, ale mam nadzieję, że będzie lepiej. Nie wstawiaj jednak od razu dwóch rozdziałów, bo jest ryzyko, że jakiegoś nie zaakceptuje i wtedy jest problem co zrobić z tym następnym.



Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(31): 25 gości i 6 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Mii, Marionetka, Fał

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl