Indianin w supermarkecie

Samochód. Siedzimy ściśnięci w dwudziestoletnim Renault podczas krótkiej drogi do supermarketu. - No, Kubulek, kupimy pierogi, z dwie paczki, i wracamy. - stwierdza dziadek tym charakterystycznym dziadkowym tonem. - Byle szybko, bo o piętnastej tu się zrobi ruch jak w Rzymie! Po pięciu minutach i chyba dziesięciu rondach jesteśmy na miejscu. Napis "Wyjście" od napisu "Wejście" różni się zaledwie jedną literką, więc dziadek próbuje dostać się do środka drzwiami z tym pierwszym. Krótkie zamieszanie i kilka spojrzeń oburzonej rodziny wychodzącej ze sklepu i jesteśmy wewnątrz. - No, to tak, Kubuś, weźmiemy mandarynek trochę... Oczywiście, jak w każdym szanującym swój budżet supermarkecie, owoce i warzywa są zaraz przy wejściu. Próby i tłumaczenia ("mieliśmy pierogi tylko kupić") nic nie dają. Dziadek jest w swoim żywiole - Oj, zjecie przecież. - rzuca szybko i zaczyna ładować owoce do małych siateczek, od których w tym rejonie roi się podłoga - widać ludziom przeszkadzały na stojaku. I tu znów można stwierdzić, że kierownik supermarketu to szanujący się człowiek z biznesowym zacięciem - pod niewielką warstwą dorodnych mandarynek znajdujemy te miękkie i z zielonymi plamkami na skórkach. Dziadek wrzuca kilogram. Przechodzimy dalej. Udaje się powstrzymać dziadka od spakowania Ptasiego Mleczka ("ale przecież jest w promocji). Rozpylony w powietrzu zapach pieczywa nie pozwala jednak na zatrzymania staruszka od wyciągnięcia kilku tanich, właściwie nietłustych pączków z półki. Wreszcie docieramy do lodówek. Spojrzenie dziadka od razu się rozjaśnia, gdy na wysokości oczu napotyka na pierogi. Są z serem, a babcia mówiła o ruskich. Nic nie szkodzi, "ruskie weźmie się potem". Na dole są tańsze. Nie ma problemu, bo "te takie ładniejsze". Pakujemy dwie paczki do koszyka i kontynuujemy spacer. Mijamy sklepową zamrażarkę. Patrzymy - pierogi. Z mięsem. "SUPER PROMOCJA" - głosi etykieta. Jak się można było spodziewać dziadek wziął dwie kilogramowe paczki. - Aj, Kubuś, wiesz co, babcia pomidorówkę chciała jutro zrobić, to jej już nakupimy składników. Idź po pomidory. Wracam. Brnę znów przez stosy umazanego pośniegowym błotem plastiku reklamówek. Ładuję pięć umiarkowanie czerwonych pomidorów i udaję się w kierunku kasy. Paczka ciastek, dwie butelki soku i garść cukierków - oto co w czasie minuty był w stanie załadować do koszyka pozornie niesprawny staruszek. To pewnie nawyk z Syberii - jak jest jedzenie, to trzeba brać na potęgę. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie głód. Piętnaście minut później jesteśmy w domu. Dziadek zadowolony opisuje zdobycze, jednocześnie opowiadając jakiego to ma opornego, krnąbrnego wnusia. Zaraz potem następuje inspekcja przeprowadzona przez emerytowaną księgową. I fala narzekań. Na cenę. Na niepotrzebne rzeczy. Na czas spędzony w sklepie. Wreszcie - na brak pierogów ruskich. Dziadek spuszcza głowę. Jest zagubiony. Przez wywód babci poczuł to głęboko. Wieczna pamięć o zesłaniu, o ciężkich czasach w kraju, troska o wnuków przy jednoczesnej pozornej bliskości towarów, ich nawale na sklepowych półkach i jaskrawość promocyjnych cen na wysokości wzroku pchnęła go do kupowania. Chciał dobrze. Wszyscy chcą. Ale teraz dociera do niego obcość, niezrozumienie i zaborczość świata. Stał się kimś podobnym Indianom, którzy pozwolili Europejczykom zamieszkać na swoich terenach, wspomagali ich, handlowali z nimi. Nie znali ich cywilizacji, nie czuli w czystym powietrzu Ameryki zapachu zagłady. A gdy ekspansywność ukazuje się na horyzoncie jest za późno. Zawsze za późno. Nieznane, pozornie przyjazne staje się wtedy źródłem zguby, której bez wiedzy przewidzieć nie sposób. Biznesowi koloniści dostali przyzwolenie na osiedlenie się w dziadkowym portfelu, po czym wydarli z niego wszystko, co chcieli, pozostawiając zgliszcza i torbę pełną niepotrzebnych, słabej jakości zakupów. Dziadek tego nie rozumie. Cywilizacja poszła, a właściwie pobiegła do przodu, z tyłu pozostawiając wolniejszych, zmęczonych, stojących w miejscu, a następnie potraktowała ich jak śmieci, z których należy wyciągnąć jak najwięcej, wykończyć i wyrzucić. Postęp bowiem zawsze opierał się na używających i używanych, na zbieraczach skarbów i ich zniszczonych łopatach. A gdy pokolenie zużytych wymierało ci, którzy dotąd czerpali korzyści zamieniali się w Indian, a na ich miejsce przychodzili nowi koloniści. Dlaczego? Bo musimy się rozwijać. Bo postęp to najwyższa wartość. Bo jeśli coś jest niezmienne, jest przestarzałe. Pierogi z mięsem były całkiem smaczne.



        Dedykacja: IG i WP

Płeć: mężczyzna
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 11    
Data dodania: 09.02.2014r.

1     

Robert Makłowicz Użytkownik wpmt 30 07 2014 (22:17:46)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Podano do stołu.

grubiański anioł Użytkownik wpmt 30 07 2014 (22:16:10)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Zgłaszam się.

budemo Użytkownik wpmt 30 07 2014 (22:13:27)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Trzeba działać, wzywam satyryczną grupę interwencyjną.

FeliciaM. Użytkownik wpmt 12 02 2014 (19:59:23)

Użytkownik ocenił pracę na 5

A mnie się podoba. Opis codziennej, najbardziej "prozaicznej" czynności w codziennym życiu stał się pretekstem do refleksji o zagubieniu starszego człowieka w dzisiejszych realiach. Są drobne błędy techniczne, ale któż ich nie popełnia?
"Napis "Wyjście" od napisu "Wejście" różni się zaledwie jedną literką, więc dziadek próbuje dostać się do środka drzwiami z tym pierwszym."
Bardzo podoba mi się to zdanie.

Srebrna Użytkownik WPMT 12 02 2014 (11:56:27)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj.
I mnie przypomniały się wspólne wypady z moimi dziadkami do supermarketu. Zwyczajne opowiadanie, w którym nie dzieje się nic nadzwyczajnego, a potrafiło mnie ująć. Nic nadzwyczajnego, a ma głębszy sens i skłania do refleksji.
Drobne błędy techniczne, o których pisali już inni w komentarzach. Za to ode mnie będzie minus.
Pracę oceniam na 5- i akceptuje. Jeśli masz pomysły na przeredagowanie problematycznych zdań, to daj znać.
Pozdrawiam,
Srebrna

soban84 Użytkownik WPMT 12 02 2014 (11:46:56)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Absolutnie się nie zgadzam, z wizją autora. Piszę to z pozycji człowieka o moim paroletnim doświadczeniu pracy w markecie. Zaczynawszy od stanowiska od kasjera, na kierowniku zmiany kończąc. Ze zgrozą wspominam codzienne użeranie się ze starszymi osobami.
Tłumaczenie że zamrożone ryby po rozmrożeniu tracą na masie, że jogurty pomimo daty ważności trzeba trzymać w lodówce, że nie wyrzucę całej partii bułek tylko dlatego że ktoś przed nimi wziął kilka bez rękawiczek, że pracownicy nie mogą wyjść ze sklepu i zanosić im zakupów do domu, że przecena jest tylko na oklejone towary, że cena dotyczy towarów pod nimi a nie obok nich, że nie przyjmę reklamacyj roztrzaskanego w domu talerza , itp itd kończyło się złorzeczeniami krzykiem awanturami i wyzywaniem mnie od złodziei.
Biorąc pod uwagę powyższe powiem ci że naprawdę daleko się zagalopowałeś z porównaniami. Z tekstu bije naiwność i brak znajomości realiów codzienności.
Słowem słabe.


Vår Szef Prozy 12 02 2014 (11:38:14)

Użytkownik ocenił pracę na 4

witaj.

zaciekawił mnie tytuł. już tym zarobiłeś u mnie pierwsze punkty.

- No, Kubulek, kupimy pierogi, z dwie paczki, i wracamy. - stwierdza dziadek tym charakterystycznym dziadkowym tonem.

kompletnie pogubione zasady tworzenia dialogu i interpunkcja. proponowałabym "- No, Kubulek. Kupimy pierogi z dwie paczki i wracamy - stwierdza dziadek tym charakterystycznym dziadkowym tonem." nie chciałam zgubić tego specyficznego tempa i wydźwięku, bo wydaje mi się integralną częścią tekstu.

te kropki po wypowiedzi są błędem, a widzę, że powtarzają się często. następnym razem ich unikaj.

właściwie nie wiem, co powiedzieć, bo właśnie skończyłam czytać. zaskoczyłeś mnie. na początku cały czas się uśmiechała, mając w pamięci liczne wycieczki do sklepów z moją babcią, które przebiegały podobnie. końcówka jest genialna. idealna nawet. refleksja, która kończy tekst mocnym tąpnięciem i jednocześnie dostanie w twarz historią człowieka, który sporo przeszedł. brak mi słów, więc mogę tylko pogratulować. rzadko mi się zdarza zaniemówić, ale tutaj... po prostu wow. popraw tylko początek i to będzie jeden z lepszych tekstów, jakie tu ostatnio czytałam. z uwagi na błędy nie mogę dać więcej, ale naprawdę masz u mnie plusa. czekam na więcej Twojej twórczości.

z minusem. pozdrawiam i życzę inspiracji :)

Draconiveyo Użytkownik WPMT 11 02 2014 (22:39:24)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Kuba, to jest fajne opowiadanie. Tak po prostu. Nie jest genialne, jest dobre. Piszesz tak o tym co dotyczy praktycznie każdego. Właściwie przyczepię się tylko do końcówki. Dlaczego postęp jest wartością? Mam na myśli, że jasne trzeba się rozwijać, ale nie za wszelką cenę, nie dla samego rozwoju. Trzeba się zastanowić czy to jest dobry kierunek tego rozwoju. I kiedy mówiliśmy o systemach to: przy wolnym rynku miałem na myśli, że zapewnia rozwój technologiczny. Bo nad postępem w myśleniu trzeba się jednak zastanowić i wynika on raczej z innych rzeczy. Może lepiej przedyskutować to gdzie indziej.
OCENA
Treść - 5/Forma - 5/Ogólna - 5

bukaj keref Redaktor 12 02 2014 (09:03:34)
Ale kapitalizm jeśli tego nie zakłada, to to powoduje - rozwój, rozwój za wszelką cenę.

bukaj keref Redaktor 12 02 2014 (09:07:00)
A jego wynikiem jest konsumpcjonizm, który robi z człowieka ściekową rurę:
"Nowy człowiek
to ten tam
tak to ta
rura kanalizacyjna
przepuszcza przez siebie
wszystko"

Draconiveyo Użytkownik WPMT 12 02 2014 (10:17:09)
Właściwie to i tak i nie. Nie przeczę konsumpcjonizmowi, atakuję tu głównie jaśnie oświeconych postępowców. Bo jest pewna różnica między tym rozwojem i ich mitycznemu postępowi.



Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(67): 67 gości i 0 zarejestrowanych: