Pseudonim: Madlie
Imię: Madzia
Skąd: Kraków/Freshford
O sobie: Gdy spojrzysz w jej oczy ujrzysz strach mimo, iż na jej twarzy uśmiech widnieje prawie zawsze. Pragnie zmienić świat zaczynając od samej siebie...
Napisanych prac:
- wiersze: 1
- proza: 2

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 11 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Zmienić Świat" 14.03.2009
"Imię Szczęścia" 07.03.2009
"Wspomnienia o Babci" 14.03.2009

Inne prace tego autora:
"Wspomnienia o Babci" 14.03.2009
"Imię Szczęścia" 07.03.2009
"Zmienić Świat" 14.03.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Imię Szczęścia

Istnieją ludzie, którzy uważają, że życie to taka droga, którą musimy przejść w całości. Najlepiej z jak najmniejszą ilością potknięć i upadków, a przy okazji dążąc do swoich celów, które w ostatnich czasach często są sławą i pieniędzmi. Inni uważają, że życie to poszukiwania. Czego? Dosłownie wszystkiego - przyjaźni, miłości, szczęścia, rodziny, przeszłości, nowego otoczenia, prawdziwego domu, siebie, a w niektórych skrajnych przypadkach są to poszukiwania samego życia. Każdy ma w nich swój cel. Dla każdego mają one inną wartość, inny sens. Jednak każdy bierze udział w tej "podróży"... - Babciu, co to jest szczęście? - sześcioletnia dziewczynka podeszła do starszej kobiety gotującej obiad. - Szczęście? Szczęście to coś w rodzaju magii. Jest w każdym z nas. Szczęście jest tym, co widzimy, co słyszymy, co czujemy. Jest jak powietrze, nie możemy bez niego żyć. Jest jak wiatr, nie jest dla nas widzialne, ale możemy je poczuć. Jest jak woda, nie da się go niczym zwalczyć. - Da się smutkiem - wtrąciła tonem, którego zawsze używała, gdy babcia zmieniała słowa podczas opowiadania jej bajek. - Szczęścia nie pokona nawet smutek. A wiesz, dlaczego? Smutek jest jak kamyk w sandale. Uwiera cię i uwiera, ale w końcu wypadnie. Czasem pojawi się kolejny kamyk. Jednak i on nie trwa w twoim sandale wiecznie. Tak samo jest ze smutkiem. Szczęście jest silniejsze od smutku. Sylwuś, pamiętaj o tym... Piętnastoletnia Sylwia stanęła przed wysokim budynkiem, nad którego wejściem wisiała tabliczka "Szpital Onkologiczny". Zawahała się przez chwilę, a potem z pewnego rodzaju przerażeniem na twarzy pchnęła ciężkie drzwi i weszła do środka. Zmrużyła oczy, gdy poraził ją blask światła odbijającego się od białego, wyjątkowo czystego korytarza. Nigdy nie lubiła takich pomieszczeń. Z lekką niechęcią rozejrzała się w poszukiwaniu recepcji. "To pewnie tam" - pomyślała spoglądając na pielęgniarkę siedzącą za wysokim biurkiem. Kobieta rozmawiała przez telefon. Gdy podeszła bliżej, zauważyła trochę mało widoczny z daleka czarny napis "RECEPCJA" na tabliczce przytwierdzonej do ściany. - Przepraszam - zwróciła się do pielęgniarki. - Minutkę, kochanie - powiedziała uśmiechając się do Sylwii. Dziewczyna spróbowała odpowiedzieć tym samym, jednak na jej twarzy pojawił się dziwny grymas. Bynajmniej wcale nie był spowodowany tym, że musiała czekać, aż pielęgniarka skończy rozmawiać, bo to akurat w ogóle jej nie przeszkadzało. Po prostu bardzo chciała być już przy babci. Nie widziała jej przez całe dwa tygodnie, które spędziła ze swoją klasą na zielonej szkole. - Przepraszam - powiedziała w końcu pielęgniarka i odłożyła słuchawkę. - W czym mogę ci pomoc? - Szukam mojej babci. Nazywa się Julia Nowak. Pielęgniarka posłała Sylwii zdziwione spojrzenie. - Nie masz ukończonych szesnastu lat, prawda? Sylwia zaprzeczyła ruchem głowy. - Wiem, że powinnam być z rodzicem albo opiekunem... - Więc czemu nie jesteś? - wtrąciła pielęgniarka. - Jestem tutaj sama, bo moi rodzice nie żyją, a mój opiekun to moja babcia, która jest gdzieś tutaj i nawet nie wiem gdzie, bo jeszcze nie miałam okazji z nią porozmawiać. Sylwia odwróciła twarz, aby pielęgniarka nie zauważyła samotnej łzy spływającej po jej policzku. - Sala numer 247. Czwarte piętro. - Słucham? - spytała Sylwia szybko ocierając łzy. - Twoja babcia leży w sali numer 247 na czwartym piętrze. Tam są schody - powiedziała pielęgniarka wskazując jej pierwszy korytarz na prawo. - Idź do niej. I bądź dzielna. Ona na pewno będzie Cię potrzebować. - Dziękuję - wyrzuciła z siebie Sylwia i ruszyła w stronę schodów. Niecałe pięć minut później stała już przed drzwiami sali numer 247. Nerwowo poprawiła włosy i przygładziła bluzkę. Przestąpiła z nogi na nogę, przygryzając lekko dolna wargę. Wiedziała, że w tym szpitalu zajmowali się nowotworami, jednak nie wiedziała, dlaczego leży tutaj jej babcia. Nie wierzyła, że jest chora. Nie, nie ona. To było po prostu niemożliwe. Wzięła głęboki oddech, a następnie zapukała w idealnie pomalowane na biało drewniane drzwi. Gdy usłyszała ciche zaproszenie, nacisnęła klamkę i weszła do środka. Starannie zamknęła za sobą drzwi i dopiero wtedy popatrzyła na babcię. To, co zauważyła sprawiło, że wstrząsnęły nią dreszcze. Jej babcia zawsze była pełna energii. Mimo swoich lat nadal pracowała. Dodatkowo malowała obrazy, które dość dobrze się sprzedawały. Malarstwo było jej największą pasją. Ta babcia, którą znała przez całe swoje życie, była zupełnie inna od tej, którą teraz widziała. Podeszła kilka kroków bliżej, uważnie przyglądając się wszystkim rurkom, kabelkom i urządzeniom, do których była podłączona najważniejsza osoba w jej życiu. - Babciu... W jej oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziała, co powiedzieć. To, co jeszcze przed chwilą wydawało jej się niemożliwe, nagle stało się zupełnie realne. Podbiegła do babci i przytuliła się do jej dłoni. - Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś chora? - spytała ledwo dosłyszalnie. - Sylwuś... Starsza pani z wyraźnym wysiłkiem podniosła dłoń i pogłaskała wnuczkę po włosach. - Byłaś wtedy taka malutka. Miałaś tylko osiem lat. Nie mogłam... Ciągle mówiłam sobie, że zrobię to, gdy będziesz starsza. Każdego dnia starałam się przygotować zarówno ciebie jak i siebie do wyjawienia ci tego. Czas mijał, byłaś już na tyle duża, że bez wątpienia zrozumiałabyś... jednak nie potrafiłam. Każdego dnia patrzyłam na ciebie... jesteś taka wspaniała. Nie mogłam ci tego zrobić. Tak strasznie mi przykro, że musiałaś dowiedzieć się o tym w taki sposób... - Wszystko jakoś się ułoży, prawda? Wyleczą cię. - Już chyba jest za późno... - Dzień dobry - powiedziała Sylwia do pielęgniarki, która jak zwykle urzędowała przy recepcji. Z uśmiechem na twarzy ruszyła od razu w stronę schodów. - Kochanie, zaczekaj. Zaskoczona odwróciła się w stronę pielęgniarki. - Nie możesz tam pójść. - Dlaczego? Nie rozumiała, dlaczego pielęgniarka zabraniała jej iść do babci. Dotychczas tego nie robiła. - Twoja babcia... nie jest z nią najlepiej. Lekarz nie pozwolił ci jej odwiedzić. Sylwia pobladła. Nie było najlepiej... Z babcią nie było najlepiej... Z jej babcią nie było najlepiej... Nie było dobrze. Te słowa zaczęły powtarzać się wewnątrz niej. - Idę do niej - powiedziała stanowczo i szybko pobiegła w stronę schodów. Pielęgniarka ruszyła za nią. Zaczęła biec szybciej. Ktoś coś mówił, ktoś inny krzyczał. Po drodze potrąciła jakiegoś lekarza. W tej chwili ważna była tylko babcia. Chciała ją po prostu zobaczyć. Chciała usłyszeć od niej, że wszystko jest w porządku. Już była blisko. Jeszcze tylko jedno piętro. Już prawie... Otworzyła drzwi sali numer 247 i wtedy złapała ją pielęgniarka. - Niech mnie pani puści! Ja muszę się z nią zobaczyć! Babcia jest moją najbliższą rodziną! Muszę zobaczyć, czy z nią wszystko w porządku! Pielęgniarka mocno trzymała ją w swoich ramionach. Nie miała szans się wyrwać. - Proszę... Niech mnie pani wpuści - wyszeptała zalewając się łzami. Zauważyła lekarza wychodzącego z sali, w której leżała jej babcia. Mężczyzna rozejrzał się po korytarzu, a gdy zobaczył Sylwię w objęciach pielęgniarki, szybko do niej podszedł. - Ja muszę się z nią zobaczyć – powiedziała, zanim zdążył się odezwać. - Błagam, niech mi pan pozwoli do niej wejść. Lekarz widząc rozpacz wymalowaną na jej twarzy chyba zrozumiał, że to dla niej bardzo ważne, bo już po chwili stała w progu sali numer 247. Otarła łzy i podeszła do babci, która z wysiłkiem otworzyła oczy. Sylwia usiadła na brzegu łóżka i złapała ją za dłoń. Była bardzo zimna. - Jak się czujesz? - spytała cicho. - Dobrze - odpowiedziała starsza pani. - Sylwuś... musimy porozmawiać. - Nie teraz, babciu. Jesteś zmęczona. - To nie... może... czekać... Mnie niedługo... zabraknie... - Nie mów tak. Będzie dobrze, zobaczysz. Wyjdziesz z tego. W oczach Sylwii pojawiły się łzy. Była zrozpaczona. Nie chciała, żeby babcia tak myślała. - Ola... zajmie się... tobą... Już o... wszystkim... wie... Przyjedzie... po ciebie... niedługo... - Babciu... Babciu, obiecaj mi, że nie umrzesz. - Sylwuś... nie poddawaj... się... Znajdź swoje... szczęście... tak, jak tego... zawsze... chciałaś... Kocham cię... i zawsze... będę przy... tobie... Pamiętaj... o tym... Dłoń starszej pani opadła na wykrochmaloną pościel, a choć jej oczy nadal świeciły tym samym blaskiem co zwykle, już nic nie widziały. - Babciu... Babciu! Złapała dłoń starszej pani i potrząsnęła nią. - Babciu, odezwij się. Babciu! Nie zostawiaj mnie! Babciu, słyszysz? Nie odchodź! Babciu! Nie umieraj! Nie możesz! Poczuła, jak czyjeś silne ramiona próbują odciągnąć ją od babci. - Babciu, nie zostawiaj mnie! Powiedz coś! Cokolwiek! Babciu... Babciu, proszę... Nie zostawiaj mnie samej... Lekarz siłą wyprowadził ją z sali. Osunęła się na podłogę i ukryła twarz w dłoniach. Była cała mokra od łez. Zaczęła zanosić się płaczem niczym małe dziecko. Nie wiedziała, ile tak siedziała. Lekarz widząc, że nie jest w stanie przestać płakać, zaproponował leki na uspokojenie. Gdy odmówiła, pozostawił ją samą sobie. Jednak w pewnej chwili poczuła delikatną dłoń spoczywającą na jej ramieniu. Przytuliła się mocno do tej osoby nawet nie myśląc o tym, kim ona może być. Chciała po prostu, żeby ktoś ją przytulił. - Sylwuś, tak strasznie mi przykro - usłyszała łamiący się głos Oli, która była jej ciocią. - Ona nie żyje... Nie żyje. Minęły dwa tygodnie, nim zdążyła się pozbierać na tyle, by wrócić do szkoły. Po rozmowie z Olą i jej narzeczonym ustalili, że nie będzie zmieniać szkoły, tylko po prostu zacznie dojeżdżać autobusem do starej. Miała sporo zaległości, jednak nie zamierzała ich nadrabiać. Przestało jej zależeć. Jej klasa obchodziła się z nią jak z jajkiem. Wszyscy, którzy przebywali w jej pobliżu, mówili szeptem i wpatrywali się w nią pełnym współczucia wzrokiem. Tylko zachowanie jej przyjaciela się nie zmieniło. Kuba nadal sypał żartami, nadal rysował śmieszne komiksy w jej zeszycie do biologii. Nadal nazywał ją "Słoneczkiem" i śpiewał tą samą denerwującą piosenkę o słoneczku, które miało zły humor. Wszystko, co dotyczyło Kuby, pozostało bez zmian. Jednak zmieniła się ona. Już nie potrafiła być taka, jak dawniej. - Nowak, do odpowiedzi - zimny głos fizyczki wyrwał ją z zamyślenia. Spojrzała na nią lekko nieprzytomnym wzrokiem. - Na co tak patrzysz? Do tablicy! Wolno podeszła do tablicy i stanęła przodem do nauczycielki. - Wyjaśnij nam, na czym polega trzecia zasada dynamiki. Nie potrafiła jej wyjaśnić. Zazwyczaj wiedziała, o co chodzi w fizyce, jednak przez ostatnie tygodnie nie słuchała na lekcjach, nie odrabiała prac domowych i w ogóle nie uczyła się z żadnego przedmiotu. Teraz stała ze spuszczoną głową i nie wiedziała, co powiedzieć. - Nowak, zaglądałaś do podręcznika ostatnio? Zaprzeczyła ruchem głowy. - Dlaczego? Głos nauczycielki był teraz niczym jad węża. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. - Jej babcia umarła - usłyszała głośny szept z końca klasy. Odwróciła się szybko w tamtą stronę. To był Winiarski. Jego słowa powracały echem wewnątrz Sylwii. Babcia nie żyła... Jej oczy zapełniły się łzami, a w następnej chwili wybiegła z klasy. Siedziała na murku oplatając kolana dłońmi. Twarz schowała pomiędzy ramionami. Pierwszy raz w życiu uciekła ze szkoły. - Co się ze mną dzieje? - spytała samą siebie. - Po prostu trochę się pogubiłaś - usłyszała. Nie musiała podnosić głowy. Wiedziała, że to Kuba. Tylko on wiedział, że może teraz być w swoim ulubionym miejscu i tylko on wiedział, gdzie to miejsce jest. - Wiesz, co się wydarzyło, gdy tutaj szedłem? Na skrzyżowaniu Starowiślnej z Dietla rozbiła się ciężarówka pełna słodyczy. Pączki leżały dosłownie wszędzie. Postanowiłem, że wezmę jednego dla ciebie. Podniosła głowę i popatrzyła w jego błękitne oczy. Był wspaniały. Nie dość, że przyszedł do niej, to jeszcze pomyślał o tym, że na pewno będzie głodna. - Dziękuję - szepnęła. - To tylko pączek - powiedział podając go jej. - Który w dodatku tak naprawdę kupiłem. - Dziękuję za to, że jesteś - dokończyła. Kuba nie odpowiedział. Patrzył w milczeniu jak spożywa smakołyk. - Mogę o coś spytać? - spytał gdy skończyła jeść. - Już to zrobiłeś - powiedziała, uśmiechając się lekko. - Możesz jednak zadać kolejne pytanie. - Syl, co jest twoim największym celem? - spytał całkiem poważnie. - To głupie... - Proszę, powiedz. - Ja... moim największym celem jest znaleźć szczęście. - Znaleźć szczęście? - spytał zdziwiony. - Mówiłam, że to głupie - powiedziała, lekko czerwieniejąc na twarzy. - To nie jest głupie... Przez chwilę siedzieli w milczeniu, każde zajęte swoimi myślami. Nagle Kuba wstał i wyciągnął do Sylwii rękę. - Chodź. - Gdzie? - spytała zdziwiona. - No chodź, Słoneczko. Idziemy poszukać twojego szczęścia. Zaskoczona Sylwia złapała go za rękę, a gdy Kuba zaczął biec, przy okazji ciągnąc ją za sobą, uśmiechnęła się do niego i pomyślała, że to może wcale nie jest taki zły pomysł. Minęło pól roku. Nadeszła wiosna, a wraz z nią szesnaste urodziny Sylwii. Poszukiwania szczęścia nadal trwały. Kuba każdego dnia pytał o jej szczęście. Razem robili wiele rzeczy, które według nich mogły je jej dać. Przy Kubie czuła się szczęśliwa i pierwszy raz od długiego czasu naprawdę czuła się bezpiecznie. - Kubuś, zatrzymajmy się na chwilę - poprosiła Sylwia, hamując prawą rolką. - Słoneczko, zmęczyłaś się? - spytał robiąc rundkę wokół niej. Przez chwilę jeździł jeszcze wokół Sylwii, aż w końcu wyhamował, zatrzymując się tak, że jego twarz znajdowała się tylko kilka centymetrów od jej twarzy. Stali tak przez chwilę patrząc na siebie. Wiatr sprawił, że jasne włosy Sylwii opadły jej na twarz. Chciała odsunąć je dłonią na bok, jednak Kuba zrobił to za nią. Oboje byli tym lekko zaskoczeni. - To jedziemy dalej szukać twojego szczęścia? - spytał Kuba przerywając ciszę. - Nie, już nie musimy. Była zdziwiona swoimi słowami. Czy naprawdę tak było? Czy rzeczywiście znalazła swoje szczęście? Przecież nie robiła nic szczególnego. Miedzy nią a Kubą niby nic się nie zmieniło, a jednak było całkiem inaczej. Czyżby znalazła szczęście w kimś, kto był częścią jej życia od dobrych kilku lat? - Dlaczego? - spytał niemniej zdziwiony Kuba. - Ja już chyba odnalazłam swoje szczęście - powiedziała, zbliżając swoją twarz do jego. - Ty nim jesteś. Kiedy w końcu go pocałowała i kiedy on odpowiedział tym samym, uzyskała pewność, że się nie myli. To właśnie Kuba był jej szczęściem... A przez myśl przeleciało jej jedno pytanie: "I kto powiedział, że szczęście nie może mieć imienia?" Nasze poszukiwania są różne. Mniej lub bardziej owocne. Czasem uznajemy, że zmarnowaliśmy część swojego życia. Nie zawsze wiemy, że to można naprawić. Czasem nam zwyczajnie przestaje zależeć. Zdarza się również, że jesteśmy zadowoleni ze swoich poszukiwań. Jednak jakie by te poszukiwania nie były, zawsze są i będą poszukiwaniem sensu naszego istnienia...



        Dedykacja: Dla Sylwii, mojego Motylka, bo pożyczyłam sobie jej imię.

Płeć: nieznana
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 7    
Data dodania: 07.03.2009r.

1     

MissiaBella Użytkownik wpmt 30 05 2011 (18:35:57)

Użytkownik ocenił pracę na 4

OPOWIASTKA Z MORAŁEM ALBO WYCISKIWACZ ŁEZ


Każde opowiadanie jest jak produkt w sklepie, trzeba go sprzedać. Sory, ja tego nie kupuję. Wybrałaś taki temat, którzy wszyscy kupują, bo publika lubi się wzruszać. Ludzie jednak się pozachwycają, popłaczą i zapomną. Dobre opowiadanie to takie co wywołuje emocje, bardzo dobre, to takie co pozostaje w pamięci i zmusza do przemyśleń. Ja przy tym tekscie to się najwyżej rozerwać, odpocząć mogę, beż większego wysiłku. Dla mnie to wszystko brzmi trochę sztucznie i zbyt...yyy..patetycznie. Cały czas gadanina o wartościach z dużą porcją łez i wzruszeń, która nic ponad to nie wynosi. Zrezygnuj ze zbędnych szczegółów. Nie oto tu chodzi, abyśmy pamiętali, że Olka miała narzeczonego, a babcia gotowała. I jeszcze te zdrobnienia: Kubuś, Sylwuś i.t.p. które tutaj brzmią... idiotycznie (ale to moja taka osobista uwaga). Czekam zatem na następne opowiadanie, które życzę ci by było coraz lepsze. Bo nie od razu Kraków zbudowano.



Insolence Użytkownik wpmt 21 03 2011 (19:46:03)

Użytkownik ocenił pracę na 6

napisane sercem...

asiunia12345 Użytkownik 26 01 2011 (22:42:57)

Użytkownik ocenił pracę na 2

Hmm. Tanio.

Kamil M. Jaszczak Specjalista ds. marketingu 31 03 2010 (21:16:08)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Przeczytałem już bardzo dawno temu, bardzo, bardzo dawno temu. Jednak nie miałem serca komentować. Dlaczego? Bo to opowiadanie się wyróżnia. Dokładnie tak jak napisał mr.Radek z tą jednak różnicą, że ja wyżej cenię, to co napisałaś. 6.

Zerowa Użytkownik 29 11 2009 (20:30:52)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Już wstęp bardzo mi się spodobał. Zgrabnie bucujesz zdania. Mój zachwyt rósł z każdym zdaniem. Bardzo, ale to bardzo dobrze prowadzisz narrację i wplatasz dialogi. Jestem pełna podziwu dla Ciebie i Twojej pracy. Historia jest wzruszająca. "Na skrzyżowaniu Starowiślnej z Dietla rozbiła się ciężarówka pełna słodyczy..." - czy to cytat z jakiegoś filmu? Brzmi znajomo.

ana13 Użytkownik 13 03 2009 (21:01:47)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Nie jest to kolejny, dziwny wątek miłosny i za to plus. Nie ma tu przesady i to także się liczy. Poza tym treść wzruszająca...Praca na sześć! Życzę powodzenia w szukaniu szczęścia!

PookyFan Użytkownik 07 03 2009 (15:38:41)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Bardzo piękne opowiadanie. Choć treścią się specjalnie nie wyróżnia od podobnych mu opowiadań, i tak jest bardzo ładnie napisane i wzruszające, a przy tym prawdziwe. I o miłości w nieromantyczny i niebanalny sposób (czytaj: oryginalnie), za co dodatkowy plus. Piątka.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(39): 39 gości i 0 zarejestrowanych: