Huśtawka

Zabrali ją. Zabrali ostatnią huśtawkę. Płakałam, gdy dziś przyszłam i zobaczyłam puste miejsce po niej, wyglądające jak świeżo usypany grób. Tak po prostu. Usiadłam na betonie i płakałam jak malutkie dziecko, chociaż mam już piętnaście lat. Nawet nie próbowałam jej szukać. Wiedziałam, że to już koniec. I że prędzej czy później, to musiało się stać. Takie uczucie bardzo boli. Czuję się tak, jakby wyrwano mi kawałek duszy. Znalazłam ją dawno temu. Pewnego dnia, jeszcze w podstawówce, lekcje skończyły się wcześniej, a ja pomyślałam, że pójdę do domu sama. Zgubiłam się. Długo kluczyłam między blokami, płacząc z przerażenia i bezsilności. Właśnie wtedy ją zobaczyłam. Stała gdzieś w ciemnym zaułku, stara, pomalowana na czerwono. Farba na niej zdążyła się złuszczyć, a siedzenie było popękane i nierówne. Ale gdy tylko na niej usiadłam i po raz pierwszy w życiu odepchnęłam się od ziemi, mój strach zniknął. Poczułam się szczęśliwa – tak naprawdę szczęśliwa. Odprężyłam się i zaczęłam myśleć jaśniej. Po paru minutach przypomniałam sobie drogę do szkoły. Całe szczęście – zdążyłam wrócić przed przyjazdem mamy. Gdy szłam z powrotem, postanowiłam zaznaczyć sobie drogę do tego miejsca. Zrobiłam malutkie, czerwone kreseczki na murach moim szkolnym pisakiem. Szybko jednak przestały być potrzebne. Nauczyłam się trasy na pamięć. Dziś umiałabym tam dojść z zamkniętymi oczami. Ale teraz nie ma już po co. Moi rodzice nigdy się o niej nie dowiedzieli. Moja matka pewnie uznałaby to za bzdurę, a ojciec natychmiast wysłałby do psychologa. Gdyby w ogóle się dowiedzieli... nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by się działo. Krzyki, wymówki, przeróżne badania, czy przypadkiem nie biorę narkotyków – bo jak to możliwe, żeby córka znanego prawnika i szefowej firmy nie poświęcała się w całości nauce, od której przecież zależy jej przyszłość, tylko marnotrawiła czas na bzdury?! I, obowiązkowo, psycholog. Ile razy bywałam już u najróżniejszych psychologów? Nie liczę. Nawet nie pamiętam, kiedy byłam tam pierwszy raz. Pewnie w bardzo wczesnym dzieciństwie. Będę za nią tęsknić. Wiem, że to śmieszne – ale ona była w zasadzie jedynym, co kochałam. Dopóki mogłam sama chodzić i wracać ze szkoły, codziennie modliłam się, by przepadła nam któraś godzina. A gdy przepadała – niemal skakałam z radości, bo wiedziałam, że ona czeka. Gdy wprowadzili nakaz przyprowadzania i odprowadzania małoletnich uczniów przez rodziców, sprawa znacznie się utrudniła. Mam dużo zajęć dodatkowych, naprawdę dużo. Uczę się śpiewu, gry na pianinie i klarnecie, poza tym pływam. No i oczywiście – języki. Pięć. Angielski, niemiecki, włoski, rosyjski i chiński. Moje popołudnia są całkowicie zapełnione. Ale zdarzało się czasem – choć bardzo rzadko – że nauczycielka zachorowała. I znów można było pobiec na huśtawkę, odpocząć. Jednak zdarzało się to tak rzadko... zaczęłam wymykać się z domu nocami. Nieczęsto. Nie chciałam, by ktokolwiek zauważył. Tak miło było huśtać się przy świetle księżyca, widocznego między blokami... Pomagała zapomnieć o całym świecie. Nie wiedziałam, że człowiek może się tak przywiązać do kawałka starego, upiornie skrzypiącego metalu. Jak... jak do drugiego człowieka. Jak do przyjaciółki, której się nigdy nie miało, bo teraz już nikt nie ma przyjaciół. Stali się tylko niepotrzebnym balastem. Na świecie nie ma czegoś takiego, jak przyjaźń – przynajmniej tak twierdzi moja matka. Wiele razy mi mówiła, żebym z nikim się zbytnio nie spoufalała, bo gotowy mi wbić nóż w plecy, gdy będę się tego najmniej spodziewać. I chyba wszyscy inni myślą tak samo, bo nigdy nie widziałam na ulicy ludzi, którzy wyglądaliby na przyjaciół. A ja miałam przyjaciółkę – ten jedyny kawałek metalu. Huśtawkę. Moją huśtawkę, która znała wszystkie moje tajemnice. Której opowiadałam o wszystkim, co mi się wydarzyło. Bez wstydu, bez skrępowania. Z którą dzieliłam się każdą radością i po prętach której spłynęło tyle moich łez. Kiedy w zasadzie zaczęłam do niej – do siebie - mówić? Nie pamiętam. Ale przynosiło to jakąś ulgę. Podobno kiedyś, dawno temu, ludzie, gdy już nie mieli do kogo, mówili do pluszowych misiów albo poduszek. Ja mówiłam do huśtawki. A teraz jej już nie ma. Już nie ma mojej odskoczni. Nie mam już gdzie pobiec, gdy jest mi źle, gdy jestem smutna lub przemęczona. Uznacie, że przesadzam? Dobrze. Uznajcie. To nic nie zmieni. Dla mnie dzisiaj skończył się cały świat. Nic mi nie zostało. Tylko to życie, które od początku do końca ułożyli mi rodzice. Wróciłam do domu. Tak, jak zwykle. Przecież nie było po co tam siedzieć. Wiedziałam, że płaczem nie sprawię, by wróciła. Ani płaczem, ani modlitwami, ani czymkolwiek innym. Trzeba będzie po prostu żyć dalej. Zapomnieć o niej. Kogo ja chcę oszukać? Nigdy nie zapomnę. Ocieram łzy przed wejściem do domu. Źle by było, gdyby ktoś je zobaczył. Natychmiast zaczęłyby się pytania. I pouczenia, że jestem za duża, by płakać. - Czego się dziś nauczyłaś? - spytała mnie matka, nie odrywając wzroku od tych swoich papierów. Jak zwykle idealna – umalowana, jasne włosy spięte w nienaganny kok, beżowa sukienka, kwadratowe okulary i pantofle. Jest piękna. Ale jednocześnie zimna jak lód. Szczerze mówiąc, czasami wątpię, czy mnie kocha. I czy ja ją kocham. Spojrzałam na nią nieprzytomnie, nagle zdając sobie sprawę, że nie mam pojęcia, na jakich zajęciach dzisiaj byłam. I że nie wiem, jak ona właściwie ma na imię... Nigdy jej o to nie pytałam. Pomyślałam chwilę. Dotarło do mnie, że nie znam imion własnych rodziców. - Wielu rzeczy – odpowiedziałam wymijająco, przypominając sobie o zadanym przez nią pytaniu. Nie zareagowała. Zdążyła z powrotem utonąć w swych notatkach. Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam torbę w kąt. Właśnie, torba. Popatrzyłam. Tak, sportowa. A więc miałam dziś basen. Dobrze wiedzieć. Położyłam się na łóżku, tępo patrząc w sufit. Rozpacz zdążyła minąć. Teraz czułam się jak pusta skorupka. Nie zależało mi na niczym. Powinnam odrobić lekcje na jutro. Zeszyty leżą na biurku, oświetlonym przez zimne światło metalowej lampki. Niech czekają. Nie odrobię ich. Nie obchodzi mnie, do ilu specjalistów mnie poślą, gdy to odkryją i ile testów mi zrobią. W sumie... niech robią, co chcą. Usłyszałam szczęk zamka w przedpokoju. Ojciec wrócił z pracy. Chyba lepiej będzie, jak wstanę. Patrzę na zegar – już po siódmej. Za chwilę kolacja. Czy dzisiaj mam jeszcze jakieś zajęcia? Nie. Chyba nie... nie pamiętam. Pogubiłam się. Gdy wychodzę chwiejnie z pokoju, słyszę sygnał mikrofalówki. Kolacja gotowa. Matka nakłada ciepłą rybę na trzy talerze. Siadam przy stole. Jemy w milczeniu, tylko ojciec rzuca czasem jakąś uwagę o tym, jak ciężki miał dzień w pracy. Grzebię bez przekonania w talerzu. - Nie smakuje ci? - pyta obojętnie matka. Daję głowę, że jest jej naprawdę wszystko jedno. - Smakuje – zapewniam, uśmiechając się sztucznie. - Po prostu jestem zmęczona. - Dziecko – ojciec się śmieje. Nie cierpię, gdy się śmieje. - Czym ty możesz być zmęczona? Ty jeszcze nie wiesz, co to zmęczenie... Milczę. Bo po co odpowiadać? On i tak wie swoje. Skończyłam. Nareszcie. Zmywam szybko po sobie i wracam do pokoju, mówiąc, że muszę się uczyć. Siadam i spycham zeszyty z blatu. Wzdrygam się, słysząc, jak upadają na podłogę. Po krótkim namyśle włączam laptopa. Przez chwilę bezmyślnie klikam, nie do końca zdając sobie sprawę, co właściwie robię. Gdyby ktoś mnie zapytał, jakie witryny wtedy odwiedziłam, nie umiałabym odpowiedzieć. Byłam jak w gorączce. W myślach cały czas tkwiłam w tym ciemnym zaułku. Przy pustym miejscu. W miejscu, w którym wszystko się skończyło. Po chwili wahania wpisuję w wyszukiwarkę hasło „huśtawka”. Nie wiem, po co. To był impuls. Pierwszym linkiem była, oczywiście, zawsze niezawodna Wikipedia. Kliknęłam. „Huśtawka – głosił artykuł – to dawne urządzenie rekreacyjne z ruchomym elementem, poruszającym się wahadłowo, na którym znajdowało się miejsce do siedzenia dla jednej lub kilku osób. Urządzenie było wprawiane w ruch przez użytkownika, który w odpowiednim rytmie zmieniał swoje położenie lub odpychał się od nieruchomych elementów. Wyraźny spadek ich liczby zauważono na początku XXI wieku. Wiązano to zjawisko z wyraźnym niżem demograficznym oraz coraz większą liczbą innych sposobów spędzania wolnego czasu przez dzieci. Ostatnie huśtawki zniknęły w latach 2034-2035.” Wyłączam laptop. Ciekawe, czy moja huśtawka była ostatnią huśtawką na świecie... A może gdzieś jeszcze jakaś jest? W jakimś innym ciemnym zaułku, w innej stronie świata... gdzieś w jakimś biednym kraju... Już późno. Kładę się, ale sen nie przychodzi. * Mówią, że oszalałam. Ha, ha. Gdy matka weszła tamtego ranka do mojego pokoju, każąc mi się pospieszyć, bo spóźnię się do szkoły, stwierdziłam, że nie idę. Na pytanie dlaczego odpowiedziałam, że nie, bo nie. I tyle. Podniosła wrzask. Przybiegł ojciec. Natychmiast się zaczęło. Co się stało, nie wygłupiaj się, wstawaj, nie rób scen. A ja leżałam pod kołdrą i pozwoliłam, by ich słowa po mnie spływały. Parę godzin później zawieźli mnie do psychologa. Znowu. Tym razem odmówiłam odpowiadania na pytania. Milczałam, siedząc na kozetce. Jak grób. Jak puste miejsce. Teraz pewnie wyślą mnie do jakiejś szkoły z internatem albo do szpitala. Zresztą – co tam. Nie mam przecież nic do stracenia. Straciłam już wszystko. Nie mam nic. Zresztą, tak naprawdę nigdy nic nie miałam. Tylko huśtawkę...



        Dedykacja: Opowiadanie sprzed kilku lat, jeszcze z gimnazjum. Kiedyś wygrało konkurs "Lecieć z pegazem" organizowany przez PG nr 4 w Bełchatowie.

Płeć: nieznana
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 12.06.2012r.

1     

Darksio Użytkownik wpmt 12 06 2012 (20:17:51)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Mnie również podobała się Twoja opowieść. Trochę nostalgiczna i ja tę nostalgię doskonale rozumiem, chociaż jestem dużo starszy od Ciebie, tymbardziej, że pisałaś to jakiś czas temu. To dobrze, że są takie tematy, które pomimo upływajacych lat odczuwa się podobnie, wbrew tej całej róznicy pokoleń.
*
"Tym razem odmówiłam odpowiadania na pytania." - "odpowiadania na pytania" - zrymowało Ci się. Może "odpowiedzi na pytania"? Co Ty na to?

Ell003 Użytkownik wpmt 12 06 2012 (21:58:34)
Nie, niech już tak zostanie :)

Nowokaina Użytkownik wpmt 12 06 2012 (20:08:05)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj
Tekst jest z pewnością ciekawy i niebanalny. Tym bardziej jestem pełna podziwu, że pisałaś go zaledwie kilka lat temu, będąc w gimnazjum, jak zaznaczyłaś. Nawiasem mówiąc, brałaś bądź nadal bierzesz udział w wielu konkursach. Podziwiam. :)

Strona techniczna. W jednym miejscu brakowało przecinka, poza tym wydaje mi się, że w tym zdaniu na początku wkradło się jakieś małe przejęzyczenie: "Ocierał łzy przed wejściem do domu." Chyba chodziło Ci o "ocierałam".

Treść. Niesamowite w jaki sposób można opisać huśtawkę i czym ona może się stać dla człowieka. Jednak pokazujesz ją osadzoną w przyszłości, kiedy ma być wszystko inne. Huśtawka dla Twojej bohaterki stała się odskocznią od codzienności, od surowych rodziców, którzy na każdym kroku pilnują swojej córki i układają jej życie dzień po dniu. Twoja bohaterka czuje się wręcz osaczona, czuje potrzebę ucieczki, a huśtawka jej w tym pomaga. Jednak do czasu. Lecz osobiście, pominęłabym kwestię psychologów. Jak dla mnie trochę nierealne jest by wysyłać dziecko do psychologa od razu z powodu błahostki nawet dla takich rodziców, których przedstawiłaś w swoim tekście. Ale z pewnością czepiam się szczegółów, wybacz więc. Nie dość, że jestem krytyczna, co do swoich tekstów, to jeszcze potrafię dopiec innym.

Kończąc, życzę wszystkiego dobrego.
Piątka
Pozdrawiam

Ell003 Użytkownik wpmt 12 06 2012 (21:58:11)
Wbrew pozorom, ostatnio modni stają się psycholodzy. Wystarczy poczytać fora dla matek - jakikolwiek nie byłby problem, dostaje się radę: "psycholog". I sądzę, że w przyszłości będzie się to pogłębiało. Nie mówię, że sami psycholodzy są źli, absolutnie nie są - ale, jak wiadomo, każda przesada jest niedobra, a wielu rodziców właśnie tak przesadza.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(37): 37 gości i 0 zarejestrowanych: