Pseudonim: cichociemny
Imię: Michał
Skąd: tam gdzie czas zwalnia
O sobie: "Chciałbym obudzić się gdzie indziej w innym kraju, gdzie żeby uwierzyć w Boga nie musisz skończyć w raju(..)"
Napisanych prac:
- wiersze: 6
- proza: 18
- publicystyka: 6

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 121 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szedłem" 20.04.2013
"Historia Przemocy -..." 18.06.2011
"Historia Przemocy -..." 19.06.2011
"Historia Przemocy -..." 24.06.2011
"Historia Przemocy -..." 30.06.2011

Inne prace tego autora:
"Historia Przemocy -..." 24.06.2011
"Złodziejski Honor [0.1]" 31.01.2013
"Jeden zwykły dzień" 31.03.2013
"Kiedy Bóg zasypia [4.1]" 02.06.2011
"Szedłem" 20.04.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Historia Przemocy - Parszywa Dwunastka [1.1]

Rozdział 1. Nad Millenium City powoli budził się dzień. Pierwsze promienie słońca jak zwykle zawitały najpierw do biednych i brudnych slumsów na przedmieściach, pod wzgórzem. Prześliznęły się po kałużach, błocie, zardzewiałych barakach i drewnianych szopach. Zaczerwienione przeniosły się wyżej na wzgórze, do pięknych i majestatycznych mieszkań bogatszych mieszkańców, odbijając się od krystalicznie czystych okien i różnokolorowych ścian. Wpadało do środka, bezczelnie rozbudzając zaspanych jeszcze bogaczy. Rzuciły się odważnie dalej, do miasta, na centralny plac wypełniony już o tej godzinie gwarem maszerujących w swoje strony ludzi, na twarze pierwszych robotników i kierowców. Wszystko po to jednak, by ostatecznie załamać się w jednym z ciemnych zaułków, gdzie niedbale i bezwstydnie leżały porzucone zwłoki młodego mężczyzny. Nagie, posiniaczone i podrapane, z głową niemal odrąbaną od tułowia, leżały w kałuży czarno-karmazynowej posoki. Wybałuszone na wierzch zmatowiałe już oczy wpatrywały się pusto w jasne niebo, tak jakby szukały zbawienia, albo odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Pierwsza ujrzała ciało młoda kobieta, która weszła do ciemnej alejki wyrzucić śmieci zebrane po całym tygodniu. Jej krzyk poniósł się po ścianach z czerwonej cegły, z natężeniem docierając do ulicy. Nie minęło kilka minut, gdy na miejscu pełno było ciekawskich gapiów. Zaraz też pojawiła się policja, która zainterweniowała nadzwyczaj szybko. - Rozejść się! – krzyknął młody funkcjonariusz w czarnym mundurze. – Rozejść się, powiedziałem! To nie miejsce na… Mój Boże! – policjant zbladł momentalnie na widok zmasakrowanych zwłok. Nie odganiał już ciekawskich. Sam zaczął wpatrywać się w trupa jak zahipnotyzowany. - Co tu się, kurwa, dzieje? – kilka osób, w tym zaszokowany policjant energicznie odwróciło wzrok na dobiegający z dala męski głos. – Pytam się, co tu się w pizdę palec wyprawia?! – Był to Harry Crowll, komisarz z wydziału zabójstw, który energicznym krokiem zmierzał w kierunku miejsca zbrodni. Od razu spojrzał na zwłoki. W jego oczach nie było żadnych emocji, żadnego zaskoczenia, odrazy, czy szoku. Był to po prostu kolejny „sztywniak” i kolejna sprawa do rozwiązania. – Ludzie, na litość Boską, to tylko zwykły trup! Rozejść się, wrócić do siebie, do własnych spraw! Jego słowa nie spotkały się ze szczególną aprobatą. Tylko kilka osób pośpiesznie wyszło z alejki. Niecały tuzin dalej stał w kręgu, bacznie przyglądając się martwemu mężczyźnie, szeptając między sobą. Crowll zacisnął pięści z wściekłości tak mocno, że aż strzeliły mu niemal wszystkie knykcie. - Bo pozamykam wszystkich, jak tu stoicie, za utrudnianie pracy policji! – Warknął, a na reakcję nie trzeba było długo czekać. Wszyscy, jak jeden mąż, ulotnili się z ciemnej, cuchnącej już powoli rozkładającym się trupem alejki zostawiając Crowlla i młodego funkcjonariusza samego. - P-p-p-panie k-k-komi… - P-p-p! Precz mi z oczu Daniels! Nie potraficie nawet zapanować nad bandą pierdolonych cywili! – Crowll warczał na młodego policjanta, któremu nogi trzęsły się jak z galarety. Był blady, wystraszony, a w dodatku zbierało mu się na wymioty. – Leć mi po techników, migiem! Żebym nie musiał oglądać twojej żałosnej gęby! - T-t-tak j-j-j-jest… - Precz powiedziałem! Komisarz Harry Paul Crowll był 43-letnim, dość otyłym i łysiejącym mężczyzną. Jedyne włosy jakie posiadał jawiły się na skroniach, gdzie powoli pojawiał się nalot siwizny. Zawsze, bez względu na pogodę, nosił na sobie starą, szarą tweedową marynarkę, z charakterystycznymi, skórzanymi łatami na łokciach w kolorze ciemnego brązu. Pod nią zakładał albo granatową koszulę, albo granatowy golf. Czarne spodnie z jeansu lub sztruksu oraz pół buty – zawsze wypastowane i błyszczące, także czarne. Od trzech lat, non-stop palił cygaretki – małe i wąskie, o smaku wanilii w kolorze szarym z lekkimi nalotami bieli, agrestu, jasno brązowe przetykane cienką zieloną nitką lub eukaliptusa – te były w kolorze khaki, z subtelną nutą koloru hebanowego. Sam twierdził, że to go uspokaja, ale ci, którzy znali go dłużej wiedzieli, że ukrywa tym po prostu odór alkoholu. Bowiem od trzech lat regularnie upijał kilka, jak nie kilkanaście łyków dobrego, drogiego koniaku (zdarzało mu się to nawet na służbie). Kiedyś zapytany, czemu pije, odpowiedział, że świat jest nie do przyjęcia na trzeźwo. Jednak ci, co go znali, wiedzieli, że powód był całkowicie inny. Koledzy z pracy mówili o nim krótko i niezbyt wiele. Mimo iż, jak szeptali między sobą, był zwykłym, zapijaczonym skurwielem, mieli do niego szacunek, bowiem Crowll był diabelnie skuteczny w tym, co robił, biorąc nawet pod uwagę niekonwencjonalne metody, jakie stosował podczas śledztw. A te rozwiązywał do końca. Udało mu się niemal ze wszystkimi, za wyjątkiem jednej.



        Dedykacja: Nie będzie to typowa dedykacja, a raczej wyjaśnienie. <br /><br /> <br /><br /> Po pierwsze - wszelkie nazwy miast, miejscowości, jezior, lasów itp., itd., są fikcyjne i całkowicie zmyślone przeze mnie. Jakakolwiek zbieżność z prawdziwymi nazwami jest przypadkowa. To samo tyczy się nazwisk.<br /><br /> <br /><br /> Po drugie - Historia Przemocy to jedynie eksperyment (napisane są dwie części i obie dodaje na wpmt.pl) i jeżeli zostanie on ciepło przyjęty, być może będę kontynuował pisanie :) <br /><br /> <br /><br /> A na razie życzę miłej lektury! :)

Płeć: mężczyzna
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 18.06.2011r.

1     

Angelika596 Użytkownik WPMT 21 06 2011 (19:59:33)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Kryminał. Nawet zaczyna się jak dobry kryminał. Szczerze, jestem zadowolona, choć nie do końca przekonana do stosowności słownictwa komisarza podczas służby. Ale ma być w sumie niekonwencjonalny, więc się nie czepiam :)

Opis trupa dość wyidealizowany, pomijając odrabaną głowę. Ciekawe nawiązanie akcji, opisy, i kreacja bohaterów. Komisarz cos czuje będzie takim policyjnym doktorem Housem i bardzo ciekawi mnie rozwinięcie jego osoby.

Błędów bardzo niewiele. Głównie gramatyczne, czuję, ż wynikające z niedopatrzenia, a nie niewiedzy autora.

Jestem za, a nawet na pięć. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(39): 39 gości i 0 zarejestrowanych: