Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Anouu
Skąd: Z ciekawej miejscowości...
O sobie: Hmmmm...Niczym Ice Tea, często zimna i nieprzystępna. Przynajmniej w gronie ludzi ze szkoły. W domu, wśród przyjaciół, wspaniałej kuzynki i rodziny, jest sobą. Osobą, która tak naprawdę dba o innych. Ale tego nikt nie zauważa. Moje motto : Rozwijaj pasję, choćbyś nawet został wyśmiany, rób dalej to co uważasz za słuszne! Niedługo zapoczątkuje nową serię, obecnie w przygotowaniu, mianowicie ,,Connie na scenie!''.
Napisanych prac:
- wiersze: 8
- proza: 1

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 40 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Kwiat jabłoni" 03.05.2009
"Już ciebie nie ma!" 15.06.2009
"Zakuci" 19.06.2009
"Historia pod znakiem..." 19.07.2009
"Zmieniona" 25.04.2009

Inne prace tego autora:
"Zakuci" 19.06.2009
"Między nami" 18.07.2009
"Historia pod znakiem..." 19.07.2009
"Już ciebie nie ma!" 15.06.2009
"Za bardzo zmęczeni..." 13.07.2009

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.
"Ćma - prolog" - Miao?

Historia pod znakiem zapytania, cz.1

Imię : Anastasia
Drugie imię : Louise
Trzecie imię : Annabelle (nieoficjalne, ale mama i tak go używa!)
Nazwisko : Lebiediew
Wiek : 16 lat
Miejsce urodzenia : Polska
Data urodzenia : 15 stycznia 1990
Miejsce zamieszkania : Polska, Kraków, ul. Nieznana pamiętnikowi 3
Telefon : Niezbyt nowy, ale wystarczający.
Stan : Panna, nieużywana, prawie nowa. Wystarczy wypolerować.
Mama : Kristen Dakota Scott – rodowita amerykanka, lat 39, jest prezesem firmy kosmetycznej we Francji. Wiecznie roztrzepana, marzycielka. Ale i tak ją kocham!
Tata : Mikołaj Lebiediew – typowy Rosjanin, lat 43, biznesmen, często się denerwuje.
Moje zainteresowania : komputery (informatyka), historia (głównie Europy), książki Nory Roberts i Ewy Nowak, muzyka Sebastiana Leighta, Secondhand Serenade i Avril Lavigne i jeszcze wiele innych pasji!

31 grudnia
Uff, skończyłam pisać dane… Nienawidzę tego. Wtedy przypominają mi się wszystkie moje imiona! Tak trudno stanąć z prawdą oko w oko. To tak jakby człowiek został sam w dzikiej puszczy z tygrysami i pumami. Dopadną go. Tak czy tak, uda się im! Mnie też dopada przeznaczenie. Ale cóż to byłby za pamiętnik bez danych. Muszą być, to wręcz obowiązek. Tak czy inaczej, założyłam nowy pamiętnik. Pierwszy powstał w wieku ośmiu lat, w chlubnym celu ćwiczenia pisma. Opisywałam wszystko co mogłam. Drzewo stojące przed domem, koleżanki, przyjaźnie, kłótnie, pierwsze miłości oraz ludzi. Wszystko to oczami dziecka. Wyobrażasz sobie, pamiętniku, co to musiała być za katastrofa? Mówi się, że świat dziecka jest zawsze szczery i najprawdziwszy. Ale niestety naiwny. Może w pierwszych latach jest się prawdziwym dzieckiem…Takim beztroskim, bawiącym się i w ogóle. Teraz pokolenia szybciej dorastają i większość dzieci kłamie jak z nut. Dwudziesty pierwszy wiek jest niby taki dojrzały…lub niedojrzały w innych przypadkach. Dobrze, ale wrócę do rzeczy. Drugi pamiętnik zaczęłam pisać… hmm, coś koło trzynastu lat. Był ciepły sierpień, co jakiś czas lekutki powiew wiatru. Siedziałam na schodkach starego bloku, gdzie mieszkała wtedy moja kumpela. Popijałyśmy chłodną colę, zakupioną w pobliskim sklepiku. Rozmyślałam. Przyjaciółka już od dłuższego czasu opowiadała mi coś z przejęciem i wypiekami na twarzy. Już od dawna jej nie słuchałam. Nagle odczułam dziwne uczucie. Wielkie pragnienie. Jakaś siła kierowała mnie prosto do kiosku, gdzie zaraz pobiegłam, chwytając Marzenę za rękę. Zakupiłam kolorowy brulion z motylkami i czarny długopis. Potem usiadłam i zaczęłam pisać. Odtąd to było jak uzależnienie. Przez dwa miesiące, codziennie po szkole, pisałam. Opisywałam każdy najdrobniejszy szczegół ze szkoły oraz wiele swoich przemyśleń. W tym także o jedenastym września dwa tysiące pierwszego roku. Po jakimś czasie przestało mi się to podobać. Bez reszty pochłonęła mnie informatyka. A teraz znowu wracam do dawnych zwyczajów. Zupełnie tego nie rozumiem. Nieraz tak mam. Koniecznie muszę zrobić to co nakazuje dusza. A ona uparła się na ponowne pisanie pamiętnika. Wzięłam stary brulion, ten z motylkami. Musiałam go wyjąć z mojego B.S.P.D.S.S., czyli Bardzo Specjalnego Pudełka Do Sekretnych Skarbów. Wiesz pamiętniku, to niełatwe zadanie! Założyłam na niego masę zabezpieczeń i zapomniałam o tym jak je unieszkodliwić. Tak więc rozcięłam sobie rękę, skleiłam nadgarstki taśmą oraz rozwaliłam kawałek, właściwie brzeg pudełka. Po prostu masakra. Ale ja byłam pomysłowa w wieku trzynastu lat. Teraz mam więcej. Dosłownie niewiele więcej. Chodzę do liceum w Krakowie. Normalnie żyję. To wszystko na pozór. Mój tata, Mikołaj, jak już napisałam, jest biznesmenem. Prawie ciągle siedzi w Rosji i do Polski przyjeżdża co dwa tygodnie na weekend i na święta. Jest nerwowym człowiekiem i ignorantem uczuć innych. Czasem wydaje mi się, że widzi tylko siebie. Znaczy, niby mnie kocha i tak dalej, ale to ta praca zrobiła z niego potwora. Mama, także jest kochana, ale ją widuję jeszcze rzadziej. Przyjeżdża co dwa, trzy miesiące i to ledwo na cztery dni. Czego się boi? Nie wiem. Jest prezesem jakiejś prestiżowej firmy w Paryżu, we Francji. Wytwarzają kosmetyki, a mama podpisuje umowy i takie tam. Nie wiem na czym dokładnie polega jej praca, bo szczegółów nie zdradza. Są z tatą małżeństwem, ale tak rzadko się widują, że czasem zastanawiam się czy się nie rozwiodą. To takie dziwne. Czy za sobą nie tęsknią? Zachowują się jak trupy bez uczuć. Mama jest kompletną romantyczką, wciąż zaczytuje się w romansach. Śledzi modowe nowinki z rozdziawioną buzią i stara się ubierać według własnego stylu z lekką domieszką tych nowych wynalazków projektantów. Przykład? Pasek z klasyczną klamrą, który niedawno królował na pokazie organizowanym przez Prady. Kiedy oni tak gonią, ja mieszkam u babci Heleny. Jest rodowitą polką, ale kiedy miała dwadzieścia lat, wyszła za mojego dziadka, Rosjanina. Był wojskowym, ale głęboko wierzącym. W trudnych czasach etat zachował tylko dzięki niewiarygodnej sprawności fizycznej i sprytowi. Wyjechali do Rosji na parę lat i tam urodził się mój tata. Babcia i dziadek wychowali go na człowieka wierzącego, wpoili mu pewne wartości, których przestrzega, ale czasem zdaje mi się, że zbyt usilnie. Oboje wiedzieli zawsze czego chcą. Dziadek nie żyje od dwóch lat. Babcia to bardzo przeżywała, ale po paru miesiącach, wróciła do siebie, ponieważ stwierdziła, że ktoś musi mieć w tej rodzinie kręgosłup moralny. Nie popiera ich ciągłych wyjazdów, mijania się w drzwiach i małżeństwa na odległość. Ja też, ale muszę udawać, że wszystko jest okej. Nie miałam dzieciństwa jak z bajki. Do dziesiątego roku życia, mama przebywała w naszym domu w Niepołomicach wraz ze mną, a tata ciągle wyjeżdżał, ale jak wracał, to na dłużej. Potem zostawili mnie u babci, mama dostała dobrą posadę w tej firmie i w ciągu tych sześciu lat, wspięła się po szczeblach kariery, do tego dumnego stanowiska. Szybko polubiłam nieznaną przedtem babcię. Teraz ma ponad sześćdziesiąt lat. Ciągle jest żywa i pełna wigoru. Jej orzechowe oczy ciągle lśnią nadzieją. Włosy ma krótkie, sięgają jej do ramion i są już bielutkie. Pokazywała mi kiedyś zdjęcia z młodości. Widniała na nich młoda, giętka osóbka o długich, rudych włosach związanych w warkocza, zwisającego beztrosko przy jej talii osy. Ubierała się w podkreślające jej doskonałą figurę, sukienki lub kolorowe bluzki w połączeniu ze stonowaną spódnicą. Wychodziła z niej delikatna, marzycielska, ale i tajemnicza osoba. (zdjęcia były czarno-białe, ale widziałam ubrania z fotografii. Są schowane na strychu domu babci) Zawsze potrafi dać dobrą radę. Pamiętam, jak miałam jedenaście lat, przychodzę do domu ze łzami w oczach i idę prosto do kuchni. Babcia przestraszona przybiegła do mnie zaraz, pociągnęła na ławę przy stole, sadza na kolanach i pyta się mnie tak : ,,Kochana, co ci? Powiedź babci. Tęsknisz za rodzicami? Żeby tak dziecko zostawiać, to trzeba… Ach! No mów, dziecinko, mów…’’ Wyjaśniłam babci, że pokłóciłam się z przyjaciółką. Doradziła, żeby nie płakać, bo na pewno się pogodzą i tylko szkoda łez. Rozkazała, żeby się czymś zająć i namówiła do pomocy przy sprzątaniu. We dwójkę poszło nam szybko, szczególnie przy wtórze radia RMF wygrywającego francuskie piosenki. Potem w nagrodę dla nas, babcia położyła na stole dużo ciasteczek i zaparzyła świeżą herbatę z domieszką cytryny. Smak był zawsze ten sam : niepowtarzalny. Parę dni potem pogodziłam się z kumpelą. Babcia miała rację, zresztą nie tylko w tym przypadku! Jednak życie z nią to nie tylko sielanka, ale i ciężka praca. W sobotę robimy wielkie porządki (głównie ja), a babcia piecze w tym czasie ciasto. W niedzielę zawsze przychodzi do nas jakaś jej koleżanka. Musi być przygotowana. Zawsze piecze piernika, murzynka albo sernik, jeśli zdobyła od kogoś dobry ser. Nauczyłam się już babcinych zwyczajów i już jest dobrze, ale czasem dopada mnie porządna tęsknota. Nie miałam dobrego dorastania. Praca, praca i praca. Jednak los plecie figle, a my musimy zbierać ich plony. I ja zabiorę się do zbiorów. W chwili gdy to piszę, jestem w swoim pokoju, na pierwszym piętrze domu. Jest taki… średni. Pomalowany na kolor dojrzałej cytryny, wpuszcza wiele światła. Gdzieniegdzie na ścianach wiszą obrazy przedstawiające naturę. Tuż koło balkonu, we wnęce, stoi moje sosnowe biurko. Nad nimi wisi fotografia moich rodziców i moja. Koło biurka jest szafa, wyprodukowana z tego samego rodzaju drewna, a po drugiej stronie, tuż przy ścianie, stoi łóżko. Przykryte jest czarną kołdrą z wyhaftowanym przeze mnie napisem ,,Należy mieć życiową motywację!’’ w kolorze dojrzałego wina. (Sztuki haftu nauczyła mnie babcia) Wygląda to trochę przerażająco. Ogólnie, pokój jest dość przytulny, jak dla mnie i cieszę, że go mam. Dziś trzydziesty pierwszy grudzień. Jutro będzie już nowy, inny rok. Ten nie był taki zły. Zmieniłam się, trochę dojrzałam, ale jeszcze wiele przede mną. Odkryję jeszcze wiele swoich ,,ja’’, ale które jest prawdziwe, zdecyduję potem, gdy będę już dojrzałą kobietą. Tak mi się przynajmniej wydaje. Idę dziś na imprezę, do mojej obecnej przyjaciółki (od lat dwóch) Wiki. Jej rodzice są poza miastem, a nad nami będzie czuwał jej starszy brat. Niby jej rodzice wiedzą, ale kiedy wiem, że będzie tam postrzelony brat mojej przyjaciółki, to czuję się niepewnie. Skąd mam wiedzieć jak będzie? Nie mogę się jednak martwić na zapas. Impreza za dziewięć godzin… O dwudziestej start i aż do pierwszej w nocy, bal! O dziwo, babcia się zgodziła, gdyż stwierdziła, że powinnam się bawić, bo jestem jeszcze młoda. Nasze święta były w tym roku wesołe. Mama i tata przyjechali w dniu wigilii. Zjedliśmy kolację w polsko-rosyjskim stylu. Było…inaczej niż zwykle. W powietrzu czułam coś z magii. Pragnęłam, aby ten dzień trwał wiecznie. Po zjedzeniu dwunastu potraw, odpakowaliśmy nasze prezenty. Tata podarował mi zestaw książek, o których od dawna marzyłam. (wiedział od babci), mama trzy pary francuskich dżinsów, białą bluzkę z haftowanymi kwiatami, śliczny, jakby brylantowy naszyjnik, który iskrzy się w świetle oraz mp4. Babcia wręczyła duży zestaw nitek do haftu, wśród których znajdowały się nicie złote, srebrne, czarne, zielone, czerwone i fioletowe. Dawniej miałam tylko niebieski i czerwony kolor. Wszystkich uściskałam, potem rozmawialiśmy i poszliśmy spać. Następne dni spędzaliśmy wesoło. Zwiedzaliśmy krakowskie zabytki, byliśmy na basenie. Aż do dziś. Dzisiaj tata wyjechał, a mama dopiero jutro. Musi spotkać się z jakimś polskim klientem, który chce sprowadzić do Polski jakąś nową kolekcję kosmetyków sygnowanych nazwą Kriss. (Mama jest wspólniczką założyciela. Połowa firmy jest jej.) Nazwa pochodzi od jej imienia i ma nawiązywać do angielskiego słowa Kiss, co znaczy całować. Reklamę mają cudowną. Jest ciemny las. Kobieta czuje się zagubiona. Idzie i idzie wraz ze swoim chłopakiem. Wędrują wokół prawie czarnych drzew. Nagle kobieta wyciąga z plecaka krem firmy Kriss i smaruje sobie nim twarz. Od razu widać, że robi się pewniejsza siebie. Wyciąga małą buteleczkę o zgrabnym kształcie i kropi się troszeczkę perfumami Kriss. Już nie ma ciemnego lasu, rozpogadza się. Następuje oślepiająca jasność. Podskakuje i nagle znajduje się już przy facecie. Zaczyna go całować. Wreszcie przestaje, chwyta go za krawat i mówi :,, Kriss, bo ciebie kocham!’’ On uśmiecha się słodko i pyta : ,,Czy to frezje?’’ Ona znowu go całuje i odpowiada :,,Tak, frezje i róże. Uzależniająca woń szczęścia.’’ Tak kończy się reklama. Uważam ją za trochę dziwną. Typowy chwyt marketingowy. Niestety, tym światem rządzą inne wartości niż ja wyznaję i muszę się z tym pogodzić. Ciekawa jestem, kto przychodzi… Wika nie powiedziała, kto przychodzi. Na to pytanie odpowiedziała bardzo zdawkowo. Mianowicie : ,,Masa ludzi!’’ I co mi z takiej odpowiedzi? Równie dobrze, mogliby przyjść zielone ufoludki. A tak nie wiem kto. No nic, idę się szykować. Muszę się zamknąć w łazience, bo inaczej dopadnie mnie mama i pokaże najnowsze paryskie ciuchy, których nie toleruję. Do zobaczenia, pamiętniku!



        Dedykacja: Wszystkim zwariowanym nastolatkom...;)

Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 19.07.2009r.

1     

Lilka 20 07 2009 (22:20:42)

Użytkownik ocenił pracę na 4

A mi się podoba ;] wprawdzie irytuje mnie nieco forma, jeden długi, pojedynczy akapit. Naprawdę pisałabyś w ten sposób w pamiętniku? Nie wiem, nie wiem. Wyszło całkiem ciekawie, choć nie wyczułam zbytniej oryginalności w Twojej pracy. Poszczególne fragmenty (mówię o tym, jak bohaterka podawała dane) mnie zaciekawiły, nawet rozbawiły, choć nie wiem, czy taki był Twój cel. Mogło być znacznie gorzej ;p ponieważ jeszcze nie wiem, na co Cię stać, dziś masz ode mnie czwórkę.

Anouu 20 07 2009 (15:13:23)

Niekoniecznie. Ja pragnęłam stworzyć inny, zupełny nowy świat...Jestem inna niż moja bohaterka. Nie będzie z tego drugi Pamiętnik Księżniczki, gdyż w następnych częściach zamierzam skupić się na innych wartościach. Jakich? To jest niespodzianka...;) Ale i tak dziękuję za uwagi.

aubrey 20 07 2009 (00:04:00)

Osobiście nie jestem za tym, aby tego typu pamiętniki, nawet wymyślone ujrzały światło dzienne, a to dlatego, że są one oparte pewnie w dużej mierze na Twoim życiu. Zastosuj może prozę masko(jeśli jest liryka maski) to wtedy można czytać. Nie chciałbym czytać drugiego pamiętnika księżniczki... ale to moje zdanie. Teraz przejdę do oceny samego fragmentu. I wiesz, jeśli chciałbym określić jednym słowem Twoje przemyślenia, to co chcesz przekazać, użyłbym słowa schematycznie. Załóżmy, że wspominasz coś o jakiejś tam cioci z daleka. I zaczynasz pisać: ciocia miała takie a takie oczy, robiła to i to. Chwytasz? Trochę to takie powtarzalne. Pod względem stylistycznym nie mam większych zastrzeżeń. Raz tylko popełniłaś błąd logiczny, ale taki mało znaczący. Ogólnie można powiedzieć, że powstaje wiele podobnych niby książek. Musisz się wielce natrudzić, by stworzyć coś oryginalnego. Trzeba przyznać, że niektóre myśli miałaś naprawdę fajne, reszta taka oczywista. Ogólnie dobrze. akceptuję


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(48): 42 gości i 6 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Mii, Marionetka, Fał

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl