Pseudonim: Anonymous
O sobie: Jeszcze nie mam opisu, ale jak już ten fakt zauważę, to go zmienię
Napisanych prac:
- wiersze: 728
- proza: 160
- publicystyka: 160

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 1415 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Nieszczęśliwy wypadek" 24.10.2008
"Historia pewnej Róży" 13.11.2008
"Żywot Parszywy" 16.11.2008
"Non omnis moriar" 22.11.2008
"Grave town" 26.10.2008

Inne prace tego autora:
"Udawana miłość" 19.11.2008
"Niebezpieczna miłość...." 22.11.2008
"Z życia Zenona" 19.11.2008
"Niewidoma" 22.11.2008
"Niechciana (cz.2)" 22.11.2008


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Historia pewnej Róży

Życie to podobno najpiękniejszy z darów, jakie otrzymaliśmy od genialnego Stwórcy... Czymże jednak jest życie po brzegi wypełnione bolesną tęsknotą, która wysysa wszelką radość? Spoglądam na czerwoną różę stojącą w wazoniku na moim biurku. Niebawem przyjdzie na nią kres i zwiędnie, nie czując już żadnego bólu. Ciekawe, czy ów kwiatek pamięta jeszcze czasy, gdy razem ze swymi różanymi przyjaciółkami dorastała w ogrodzie głaskanym promieniami słońca… Przytwierdzona maleńkimi korzeniami do Matki Natury czerpała z niej wodę i sole mineralne. Niczego jej nie brakowało, bowiem najjaśniejsza z gwiazd nasycała jej egzystencję euforią. Smagana ciepłym wiatrem roślinka marzyła, napawała się życiem, nie wiedząc, jakie niebezpieczeństwo czyhają tuż obok niej. Jednym z nich był człowiek, który właśnie wszedł w gąszcz traw. Chcąc się przypodobać temu dziwnemu stworzeniu, niczego nieświadoma Róża rozłożyła swe czerwone niczym dojrzałe wino płatki, obracając się w stronę słońca, aby wzbudzić zainteresowanie przybysza. Kiedy ten podszedł do uroczego kwiatka, zaczął mu się bacznie przyglądać. Róża zastanawiała się, dlaczego to stworzenie wbiło swój przeszywający wzrok akurat w nią, skoro wokół rośnie tak wiele podobnych do niej roślin. - Muszę być wyjątkowa – szepnęła podekscytowana sama do siebie. – Jakież to cudowne uczucie, gdy ktoś patrzy na nas z takim podziwem! Ta nieco kuriozalna istota dostrzegła coś niezwykłego, co najwyraźniej odróżnia mnie od reszty kwiatów. Uszczęśliwiona poświęceniem uwagi Róża przyznała, że otulona głębokim spojrzeniem tego człowieka, mogłaby trwać w tym stanie do końca świata. Jej sielankowe i przyjemnie monotonne dotąd życie nabrało innego odcienia szczęścia. Niech znajdę wieczną radość i ukojenie w twej obecności – zanuciła, po czym ucieszyła się niezmiernie i zadrżała wzdłuż łodyżki aż po same czubeczki sercowatych liści. Nagle jednak człowiek, niby wyrwany z głębokiego transu, oszołomiony czarem, jaki rzuciła na niego ta prześliczna roślina, odwrócił się. Zrobił krok w przód, stojąc tyłem do Róży tak, że zasłonił jej słońce. Ta zaś poczuła, jak pada na nią cień, a wraz z nim straszliwy chłód. Zimno bijące od człowieka, który był nią przecież tak zafascynowany. Niemiła zaskoczyła ją ta niespodziewana zmiana. - Zaczekaj! – pisnął rozpaczliwie Kwiatek. – Zostań ze mną jeszcze, tylko na moment. Przecież nie proszę o zbyt wiele. Poświęć mi jeszcze tylko chwilkę, spójrz na mnie. Daj mi minutę, która dla mnie trwać będzie na wieki. Wtem stała się rzecz niesłychana. Młody człowiek już miał odejść, wrócić do swych żelaznych obowiązków i czysto racjonalnego świata, gdy zawahał się. Zabierając Różę ze sobą, zyskałby możliwość chwalenia się taką niesamowitą przyjaciółką. Po chwili namysłu skierowanemu ku swej korzyści, uznał, iż ta niewinna istota może mu się do czegoś przydać. Nie bacząc na konsekwencje, delikatnie chwycił roślinkę i za pomocą scyzoryka odciął łodyżkę tuz przy ziemi, zabierając swą zdobycz ze sobą. Mimo że od tamtej pory beztroskie życie Róży zostało przerwane, ona czuła się o wiele lepiej. Teraz naprawdę miała dla kogo istnieć, odnalazła sens swej podróży na ziemi. Otoczona nieziemskim wzrokiem człowieka, raczyła się każdą chwilą spędzoną przy nowym towarzyszu. Bezustannie ogrzewało ją ciepło bijące z rozświetlonego wnętrza jej samej. Nie wiedzieć czemu, właśnie wtedy przypomniały jej się czasy dzieciństwa. Ledwo zdążyła wychynąć z pod ziemi, gdy pewien starzejący się Mieczyk rzekł coś, co wydawało się Różyczce kompletnie niezrozumiałe. - Posłuchaj moja droga – zaczął Mieczyk. – Im więcej szczęścia otrzymamy, tym mniej powinniśmy mu ufać. Nawet w stanie euforii zależy dopuścić do głosu zdrowy rozsądek. Następnego dnia Mieczyk zwiądł. Róża uznała, iż owe pouczenie starzec traktował jako swój testament, coś dla niego niebywale cennego. Może chciał, aby inni uczyli się na jego błędach, może chciał ja ustrzec… Niepotrafiący zinterpretować rady Mieczyka, czerwony kwiat pomyślał, że słowa starców są niczym jesienne słońce – być może oświetlają drogę, lecz nie ogrzewają. Tak oto Róża wraz z człowiekiem wymieniali się codziennie myślami. Kwiat otrzymał przytulne mieszkanko w smukłym wazonie ustawionym na parapecie. Początkowo żyło jej się całkiem przyjemnie, choć nie docierało do niej tyle promieni słonecznych, co przedtem. Nie potrzebowała pożywienia, wystarczyła jej obecność ukochanego człowieka, który z miłością wpatrywał się w promieniującą roślinę. Okazało się, że w pościgu za ambicją młody człowiek musiał wyjechać. Na długo, może na zawsze, aby wykorzystać szansę na nowe, doskonalsze życie. Pakując swoje rzeczy, nieumyślnie strącił na podłogę wazon, w którym mieszkał jego „prezencyjny przyjaciel”. Raz jeszcze młodzieniec spojrzał na roślinę. Ona chciała istnieć tylko dla niego, zrezygnowała z życia w słonecznym ogrodzie wśród kwiecistych przyjaciół. W nowym, wielkim świcie ten mało ważny kwiat na nic mu się nie przyda. Na nowej drodze, którą odtąd zamierzał kroczyć, z pewnością znajdzie całą masę takich róż. Po cóż mu zatem ta jedna, gotowa oddać wszystko za samą jego obecność? Ostrożnie (aby się nie skaleczyć stłuczonym szkłem) podniósł z podłogi roślinkę, po czym… wyrzucił ją przez otwarte okno. Niesiona przez wiatr współczucia, z którym się zaprzyjaźniła, Róża trafiła do morza smutku. Wciąż liczyła na to, iż pewnego dnia, gdy słońca będzie szykować się do snu, fale nadziei wyrzucą ją tuż obok tego jedynego ukochanego człowieka.



Płeć: nieznana
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 13.11.2008r.

1     

czarodziejka_marzeń Użytkownik wpmt 28 06 2010 (18:49:24)

Użytkownik ocenił pracę na 6

To opowiadanie jest świetne! Napisałaś to tak lekko i metaforycznie. Najlepszy koniec, taki ładny. 6 ! ;)

Monisia1998 Użytkownik 27 06 2010 (23:04:45)

Użytkownik ocenił pracę na 6

wspaniała historia. aż brak mi słów.

Idan Użytkownik WPMT 03 06 2009 (16:34:33)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Takie metaforyczne, głębokie, miłe a jednocześnie smutne... Od początku Historii wiedziałam, że "coś się święci". Byłam pewna, że tak to się skończy, ale jednak zakończenie zaskoczyło mnie. Paradoks? Nie, to po prostu klimat tego opowiadania. Pełne, zasłużone, przemyślane sześć.

folk_queen Użytkownik wpmt 20 02 2009 (13:13:24)

Użytkownik ocenił pracę na 6

To jest genialne! Az brak mi słów! Postawiłam dzisiaj masę trój i czwór, nawey jedną dwóję, a tu taka praca! Już nie miałam nadziei, że cokolwiek tak pozytywnie mnie zaskoczy, a tu twoja praca. Jest IDEALNA! Niz bym nie zmieniła. Zasłużone, w pełni zasłużone, 6.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68308 | Użytkownicy: 12452
Online(25): 25 gości i 0 zarejestrowanych: