warto go przeczytać
Pokój jest mały, bardzo mały. Niewidoczne graniastosłupy beżowych ścian stanowią chłodną powierzchnię, do której miło jest przytulić się w takie dni, jak ten. Upał. Wszystkie okna otwarte i zasłonięte.
Siedzimy na łóżku, opiera się o moje uda. Jest irytująco ciepły, ale nie zmieniam pozycji. Bolą mnie oczy. Na chwilę odchylam głowę do tyłu, zaciskając powieki. Pomaga. Podkładam pod laptopa zimną książkę i wracam do internetu.
Słyszę bicie zegara. Szesnasta.
Osiemnasta.
Dwudziesta druga.
Zaczyna boleć mnie głowa. Ostrożnie odkładam komputer na podłogę obok łóżka. Przebieram się w piżamę, umyję się rano. Kołdra otacza mnie ze wszystkich stron. Miło.
* * *
Jest bardzo ładna. Pod słońce, końcówki jej włosów wydają się jeszcze bielsze. Odwraca się, łapie mnie za rękę i całuje. Śmiejemy się, klepię ją w ramię, zaczyna mnie gonić. Po chwili zdyszane padamy na pomost.
Siedząc, stykamy się kolanami i splatamy warkocza – dwa kosmyki ode mnie, jeden kosmyk od niej. Połączone w ten sposób powoli zanurzamy się w wodzie jeziora. Słońce oślepia, koszmarnie zimno. Przytulam się do niej pod wodą.
Zdjęcia, mnóstwo zdjęć. Trzymam w ręku jej aparat, pozuje mi. Tak, jest bardzo ładna.
Wieczorem sadowimy się na ganku spryskane środkiem przeciw komarom. Rozmawiamy, dopóki moja głowa nie osuwa się cicho na jej ramię.
* * *
Nienawidzę ich.
Nie mam problemów ze wstawaniem rano. Obudzona, zrywam się z łóżka. Nie mam nic przeciwko kuciu po nocach. Lubię się uczyć. Nienawidzę tylko ich, ludzi. Wchodzę do budynku szkoły, otaczają mnie, oceniają, patrzą, myślą, chodzą po korytarzach. Muszę prowadzić z nimi rozmowy. Muszę dawać im lekcje i uśmiechać się miło, kiedy coś opowiadają. Muszę śmiać się z ich żartów, spełniać prośby i ulegać podobnym fascynacjom. Są wszędzie i mam z nimi nieustanny kontakt.
Gdy przychodzę do domu, włączam laptopa. Właściwie nie jest wyłączony, tylko zahibernowany. Nigdy go nie wyłączam. Wystarczy kliknięcie i mogę robić, co chcę.
Rodzice przyzwyczaili się, nie pytają już, czy idę z nimi na spacer. Nie proszą o pójście do sklepu, wiedzą, że na samą myśl, że będę musiała o coś poprosić ekspedientkę, pot wstępuje mi na czoło. Zawsze się jąkam, mylę, zapominam.
Ludzie mnie stresują.
* * *
Ubrana w rozciągnięty sweter lekko idzie skrajem płaskiego dachu. Przyciągam ją do siebie. Śmiech. Pocałunek. Czuję ciepło jej ciała, leżymy tak blisko, że niemal wypełniamy się nawzajem. Opowiadam jej na ucho dzisiejszy dzień. Nasze ręce nie potrafią się rozstać.
* * *
Jestem brzydka, stwierdzam, patrząc w lustro. Zupełnie obiektywnie.
Ale w sieci przecież nikt nie ma ciała.
Co parę miesięcy spotykam wartościową osobę. Nie mogę spać. Myślę, wyobrażam sobie, planuję. Następnego dnia przez parę godzin piszemy ze sobą. Czuję, że jest taka, jak inni. Ocenia moje pomyłki, czuje się wyższa. Niedługo potem fascynacja mija. Co parę dni wysyłamy sobie tylko urwane wiadomości, zdawkowe opinie i linki. Jakbyśmy zatrzymywali się tuż przed objęciem, węsząc nieszczerość.
Za jakiś czas i tak poznam kogoś innego.
* * *
Rozdzielone, godzinami rozmawiamy przez Skype’a. Razem instalujemy WTW, mamy spokój od reklam. Siedzimy na Youtubie, lubimy swoje materiały na Facebooku, piszemy razem bloga. Zima mija szybko, wraca z emigracji, rzucamy się sobie w ramiona.
Pokonujemy krzywe spojrzenia.
Jedziemy nad jezioro.
* * *
Samobójstwo jest trudne, kłopotliwe. Nie lubię bólu, nie mam środków. Nie znam sposobów na odebranie sobie życia wystarczająco szybko, bym mogła znieść cierpienie.
Zdmuchuję świeczki obowiązkowego tortu.
Szesnaście.
Osiemnaście.
Dwadzieścia dwa.
Głowa znowu daje się we znaki.
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 7
Data dodania: 15.06.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(50): 44 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Mii, Marionetka, Fał