Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 24.09.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 19.01.2012
"Herbata – Stwórz mnie [1,4]" 28.12.2013
"Rubinowe lato cz. 10" 09.11.2010
"Kokon" 28.04.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Herbaciane róże

Porzucił mnie. Stałam wśród marmurowych kolumn, w tłumie ludzi, odziana w aksamitną, krótką sukienkę, ukazującą moje zgrabne nogi. Powinnam była pomyśleć wcześniej, zanim się zdecydowałam. Wszystko było zbyt idealne. Sukienka w moim ulubionym, fioletowym kolorze, bukiet herbacianych róż i limonowe pantofle od Diora. W tym zwyczajnym dniu, który miał się zakończyć niezwykłością, chciałam wyglądać odmiennie. Jedyną markową rzeczą w mojej szafie były owe pantofle. Poprzedniego wieczoru śmialiśmy się jak głupi, wtuleni w siebie, że łamiemy wszelkie konwenanse i zasady barw. Chcieliśmy tego, pragnęliśmy trochę odmienności. Wierzyłam, że to, co czuję, to wszechmocna, niezniszczalna miłość. Brnęłam jak ćma w ogień, nie widząc kim tak naprawdę jest mężczyzna, który mnie obejmuje. Patrzyłam przed siebie z ufnością w oczach, nie dopuszczając do siebie myśli, że przecież dziesięć minut spóźnienia jest niewybaczalne. Co więcej, jest nieoficjalnym policzkiem. Wreszcie drzwi się otworzyły, a w nich stanął on. Tuż przy mnie, w przedsionku. Wszyscy równocześnie zamilkli i spojrzeli na mnie. Usłyszałam ich myśli, myśli pełne jadu i złośliwości. „Ma za swoje, wszystko mu dała, a tak nie wolno! Faceta na odległość się trzyma!” „Kurwiła się, on skorzystał z okazji, to go zaciągnęła… Wygląda jak jakaś tania…” Wyszliśmy i bez słowa skierowaliśmy się w stronę lipowego ogródka. Prażyło słońce, wszędzie ganiały roje zabieganych pszczół. Tamtego dnia nawet się ich nie bałam, choć kiedy indziej z pewnością zaczęłabym wrzeszczeć. Teraz potrzebowałam wyjaśnień. - Nie umiem tak żyć. Nigdy nie powiedziałaś mi, co czujesz. - Wiesz doskonale. - Teraz może tak, ale już za późno. Kiedy było mi przykro, nie było cię przy mnie. Wierzyłem, że nie jesteś zimna. - Mylisz się. Ja też umiem czuć. - Ale my nie jesteśmy tacy jak te pszczoły. One pracują bez względu na wszystko. Jak roboty, takie dokładne z niezawodnym mechanizmem. Czują tylko miód, ale uczucie… nie znają tego. Pogłaskałam go po policzku. - Ułatwię ci. Nie chcesz mnie. - Rzeczywiście – nie. Znalazłem kobietę, która nie jest pięknością, ale ma wielkie serce. Ruszyłam przed siebie, ku parkingowi. Bez słowa minęłam kościół, stukając ulubionymi pantofelkami, na które tak długo ciężko pracowałam. W ręku coraz mocniej ściskałam bukiet. Nie było łez, była tylko złość. Otworzyłam drzwi białej limuzyny i zatrzasnęłam drzwiczki, jednocześnie przytrzaskując bukiet. Herbaciane płatki w jednej sekundzie obsypały betonowe płytki parkingu, jak i wnętrze luksusowej limuzyny. - Proszę do szpitala Żeromskiego. Musiałam odwiedzić brata, który już czwarty rok leżał w śpiączce. Chciałam mu wszystko opowiedzieć, pragnęłam zrozumienia, potwierdzenia, że nie kłębi się we mnie tylko zimno. Oszukiwałam się, po raz kolejny w życiu. Trzynaście lat później, sześć dni po ukończeniu przeze mnie pięćdziesiątki, byłam samotna. Leżałam przykuta do łóżka i…umierałam. Zjadało mnie stwardnienie rozsiane. Zadzwonił i powiedział, że wpadnie. Tak po prostu. Po tylu latach! Już nie mogłam wstać, było mi wszystko jedno. Zamknęłam oczy, pomyślałam sobie, że i tak nie wejdzie. Kiedy je otworzyłam, stał nade mną z bukietem herbacianych róż. Zrobiłam grymas i ponownie przymknęłam powieki. Zawsze wiedziałam, że nigdy mu nie wybaczę. Nawet śmierć tego nie zmieni. Poczułam na ciele coś delikatnego i słodko pachnącego. Nie musiałam nawet otwierać oczu, aby poznać ten aromat. Kryła się w nim tajemnica i boleść. Zapach róż mi pomagał, przynajmniej było mi cieplej. Od Niego wionęło zimno, przejmujące i przerażające. Wiedziałam dobrze, dlaczego przyszedł, wyczuwałam to, a jednak zamierzałam go gnębić. Zmarłam w ciszy i świętym spokoju, pozostawiając go z wyrzutami sumienia. 14 luty 2009



        Dedykacja: Z dedykacją dla kogoś, kto był najważniejszy na świecie. Skończylibyśmy tak samo jak oni... A przecież trzeba dalej żyć.

Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 14.02.2012r.

1     

Dawied Użytkownik wpmt 23 02 2012 (01:42:07)

Namieszane i trochę naiwne momentami. Brakuje mi w tym uczuć, które potrafiłaś w innych opowiadaniach z większą gracją przekazać. Nie, nie podobało mi się.

Angelika596 Użytkownik WPMT 15 02 2012 (17:19:01)

Użytkownik ocenił pracę na 4

W walentynki pisać o niespełnionej miłości? Paradoks, kontrowersja dla szczęśliwie zakochanych, czyn godny pochwały dla singli.:)
Dla mnie po prostu opowiadanie pełne bólu i smutku, które trwały za długo. Żal mi tej kobiety nie dlatego, że została porzucona, dobrze, może nie tylko dlatego, ale przede wszystkim, bo wmówiła sobie, że została zraniona do końca życia. Do ostatniej chwili pielęgnowała w sobie złość, pielęgnowała być może nienawiść do mężczyzny, który ją zostawił, bo po prostu nie był z nią szczęśliwy. Bolesne, ale nie zrobił tego po to, aby ją zranić. Zostawił, bo chciał żyć według swojego planu. Powinna mu wybaczyć dla samej siebie. Umarła w spokoju? Nie wydaje mi się. Miał tak wielkie wyrzuty sumienia? Mam nadzieję, że jednak nie. Że on sam sobie wybaczył, że jej nie kochał.

Nie rozumiem, co to była za impreza? Przez chwile wydawało mi się, że ich ślub, bo te róże, bukiet, który przyniosła.
Nie wiem też, dlaczego Ci ludzie tak ją ostro posądzili przy wejściu. Faktycznie za dużo namotałaś, za dużo wątków jak na miniaturkę, która moim zdaniem powinna mieć jeden wątek, jak nowela. Rozmowa też wydawała mi się tak poprawna, jakby te osoby dopiero się poznawały, a nie kończyły związek. Jest też błąd stylistyczny w zdaniu: "Poprzedniego wieczoru śmialiśmy się jak głupi, wtuleni w siebie, że łamiemy wszelkie konwenanse i zasady barw.". Wychodzi na to, że wtulali się w siebie, że łamią zasady. Wtrącenie burzy sens.

Również oceniam na +4

Vår Szef Prozy 15 02 2012 (09:55:03)

Użytkownik ocenił pracę na 4

witaj. widzę, że coraz więcej osób decyduje się na krótkie formy, co jest niesamowite. trudno zamknąć w tak małej pracy emocje, które czasami towarzyszą opasłym tomiskom. tobie się jednak udało. całkowicie.

moje jedyne zastrzeżenie - nie za dużo nakombinowałaś? tu rozstanie, tam brat w śpiączce, siam inna kobieta, a później samotność. i jeszcze choroba. poczułam się trochę zdezorientowana i rozczarowana. samo rozstanie, chory brat i samotność by wystarczyły w zupełności. po co dodawać stereotyp, że człowiek bogaty - człowiek samotny? choć nie do końca bohaterka była bogata, ale taki stereotyp tu wyczułam. może jednak mężczyzna, który porzucił bohaterkę nie miał nikogo innego w życiu? może tylko starał się znaleźć powód do rozstania? dużo pytań i dużo możliwości. lubię takie prace, bo pozwalają moim myślom swobodnie krążyć nad tekstem. z jednej strony współczuje się bohaterce, a z drugiej krzyczy, żeby coś zrobiła - chlasnęła go po twarzy, albo chociaż porządnie wysłała do diabła, ale ona cierpi w ciszy. a to nawet gorsze.

błędów nie widziałam, ale przeszkadzały mi te przerzucenia do nowych linijek po kilku zdaniach. czasami też dodawałaś słowa, które nijak się komponowały z całością, były zbyt wyniosłe i szlachetne na opowiadanie.

miałam napisać coś jeszcze, ale kompletnie wyleciało mi z głowy... no cóż może później mi się przypomni. w każdym razie. forma jak zawsze bez zarzutu, treść jest ciekawa, ale dla mnie trochę przekombinowana. już wiem! ja i moja galopująca amnezja, jak mawia moja nauczycielka angielskiego ;) wielki plus za to, że nie użyłaś imion bohaterów. to pozwala lepiej wczuć się czytelnikowi, bo sam może podstawić takie imiona, jakie chce. ale dodaje też element anonimowości. może to przydarzyło się tuż obok nas, a może dopiero wydarzy gdzieś daleko. dla mnie cztery z ogromnym plusem. pozdrawiam i życzę inspiracji :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(55): 55 gości i 0 zarejestrowanych: