Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 16.12.2011
"Pogrzebana w jasności cz. 2" 04.08.2010
"Obdarci cz. 3" 18.05.2011
"Uwięziona w przeszłości" 05.04.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 21.10.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Hamulec w kolorze malinowym

Motto: „De te fabula narratur” – O tobie mówi bajka (Horacy) Znienacka zaczęło padać. Krople spadały coraz szybciej, zalewając zjednoczoną falą moje włosy, spływając niecierpliwie po twarzy i szyi, wreszcie wbijając się w moją niebieską bluzę. Specjalny, sportowy zestaw, prezent od najlepszej z ciotek, nie zdał egzaminu. Wchłaniał wodę jak każde inne ubranie. Zaczęłam się śmiać. Śmiech był potężny, prawie wszechwładny. I zrozumiałam, że kiedy tak idę, kiedy stawiam krok za krokiem w tej szarudze, smutku niebios, jestem naprawdę, po raz pierwszy od dawna, wolna, uśmiechnięta i szczęśliwa. Tak po prostu, z okazji spokojnego dnia. Spłynęły po mnie toksyny dwunastu lat nauki. *** Nazywam się Magdalena i jestem po odwyku. Odwyku od pisania wymuszonym przez ostatni rok przygotowań do matury. Spinaliśmy się wszyscy, łapaliśmy się za rękawy, garbiliśmy się na krzesłach i wytężaliśmy umysły, aby na pewno wszystko zapamiętać. I prawie każdy porzucał stopniowo swoje pasje. Presja była spora. Jako osoba względnie uczciwa muszę zeznać, iż odwyk nie przyniósł rezultatu. Teraz, kreśląc niecierpliwym, kulfoniastym pismem te słowa, zastanawiam się, czy zapomniałam o tym specjalnym uczuciu, czy to już granica grafomanii. To zupełnie co innego pisać średnio dwa wypracowania maturalne na tydzień niż usiąść na łóżku z laptopem i koncertem na skrzypce i wiolonczelę w uszach i napisać coś bajecznie prostego i czasem zrozumiałego w odbiorze. Nie zastanawiać się nad budową utworu, nad motywem, nad funkcją, nad środkami stylistycznymi… Być tekstem, być bohaterem, być tłem. Wnikać jako całość, obserwować wszystko szeroko otwartymi, zachwyconymi bądź krytycznymi oczami. Ale, nie oszukujmy się, wielu z nas, tych dziwnych tworów pokrzywionych na obrotowych krzesłach, lubi dosłodzić sobie myśl hojną ręką. Nie, o pisaniu zdecydowanie nie da się zapomnieć. O pisaniu prawdziwym, niezmąconym nieprzyjaznymi duszy tematami. Tak jak z pamiętnym piątym maja. Grupa skazańców została przykuta do stolika, zakodowana specjalnymi naklejkami, po czym punkt dziewiąta nakazano im pisać wypracowanie życia. To oni sami musieli się przekonać do tego pomysłu. Żeby przyjść, przekroczyć furtkę, niczego nie zaniedbać, ani nie zmarnować. Iść dalej. I chyba każdy zapamięta jęk przerażenia na widok dwóch, tak, nolens volens, ciężkich utworów. A potem, kiedy już wróciło się do domu, rytualnie zaparzyło zieloną herbatę na uspokojenie, uruchomiło Facebooka, to człowieka przygarniał szaleńczy, tamujący oddech śmiech. Śmiech histeryka i śmiech nad genialną pomysłowością ludzi, słowotwórstwem i snuciem najczarniejszych wizji, których nie powstydziłaby się zapewne Baba Vanga. Wszystkie nowostworzone grupy, podział ludzi na „Weselników” i „Potopionych”. „Dzisiaj wesele, w sierpniu poprawiny”, cytując najbardziej pomysłowych. Miło było dowiedzieć się, że Weselników jest mniej, przynajmniej o połowę mniej niż Potopionych. Dwie wojujące ze sobą drużyny. Nienajczystszy śmietnik Internetu. Mimo wszystko, nie jestem sama w tej niedoli. To już mnie pociesza. Największym optymizmem wykazał się przewodniczący naszej klasy, wojujący przyszły poseł z ramienia znaczącej polskiej partii, młody radny: „I tak nie zdamy, napijmy się”. Ta strategia przynosi efekty. Mniej wirujących myśli, wszystko staje się bardziej uporządkowane. Byle tylko nie w stronę alkoholizmu, a już będzie dobrze. Prawdę mówiąc największe zaskoczenie przyniósł nam szósty maja. Matematyka z ostatnich trzech lat była naprawdę genialnie łatwa. Wprawiony maturzysta radził sobie całkiem nieźle. Rok 2014 okazał się klątwą geometrii i dziwnych, trudniejszych zadań. Klasy matematyczno-fizyczne układały naprędce całkiem zgrabne peany na cześć arkusza, zaś rozszerzona historia-rozszerzony polski-łacina bijąc łbami o ściany podliczały nerwowo punkty. Po domach niósł się tylko nieustający szmer, domorosłe prognozowanie, podliczanie ziarnka do ziarnka. „Zdam czy nie zdam? Trzydzieści parę procent czy jednak ledwie dwadzieścia osiem? A przecież uczyłam się, uczyłam, do jasnej, jasnej ciasnej!” I znowu pomysł naszego młodego radnego okazał się niezawodny. Przyszłe bezrobotne udały się chmarą pod blok rozpijającego byłą klasę posełka. Teraz one, na odmianę wyciągnęły go na rajd po mieście, byle dalej, byle zgubić myśli. Miał być podporą scalającą rozpadającą się grupę. Nie udało się. Zapodział się w czwartym z rzędu klubie. Żadna już nie pamięta, jakim cudem dostała się do domu. Grunt, że się dotarło. Wiem jedno, jedno mogę powiedzieć z całą pewnością: prawie dwa lata nie wychodziłam do klubów, ewentualnie gdzieś prywatnie i naprawdę rzadziej. Matura pozmieniała wszystko, zjednoczyła w stresie. I potworzyła potworzątka, pół-alkoholików. Jestem i tak zaskoczona, że nie zaczęłam śpiewać antynarkotykowych piosenek. O czasie, czasie złoty i cenny, płyń szybciej, niech już się stanie koniec czerwca. Nie trzeba mi jednak ani sekundy więcej, aby przekonać się, że już nie umiem pisać. Duże dawki alkoholu zmieniają jednak bardzo wiele. Gdzieś mi się pogubiła wrażliwość i resztki optymizmu. Co więcej, polubiłam nawet matematykę. Ba, uroiła mi się nawet wizja nie tylko głupia, co ogromnie mglista – ekonomia! Bo dobrze się rozwiązywało, bo było logicznie i zawsze coś określonego wychodziło. Nawet jeśli trzeba było coś sobie narysować. Kiedy mój ulubiony przyszły poseł o tym usłyszał, na usta przyszła mu tylko jedna myśl: „Ja się za to napiję, to jest bardzo dobre. Bo ty, Maggie, jesteś urocza w tych swoich zmianach decyzji. Poczekam na kolejną i znowu się napijemy, okej? Nie zapomnisz, zadzwonisz, prawda?” Było mi przykro, nie ukrywam. Pierwsza, całkowicie poważna decyzja mojego życia, a on nie wziął jej na poważnie. Ten mądry facet, mądry wbrew skłonności do używek. Ten, który dotąd mnie rozumiał. Uwielbiał się wygłupiać, po czym szedł na dyskusję i głosił mądre, rozsądne poglądy. Dwie twarze. Czyżby zaczynał tracić to, co w nim było najlepsze? Tamtego wieczoru płakałam. Jeżeli nikt nie traktuje cię poważnie, czy możesz być poważnym człowiekiem? I jeszcze, teraz dopiero o tym myślę, ciągle snuł się za mną cień B., przyszłego prawnika. Oddalonego ode mnie o setki kilometrów. Dwa razy w tygodniu wpadało się w stęsknione ramiona i wszystko było jasne, klarowne, oczywiste. I cóż… Tylko ekonomia pozostała realna. Wszystko inne jest snem, bajką. *** Znalazłam aparat i pomyślałam, że dobrze było ułożyć listę. Listę rzeczy, które porzuciłam, bo chciałam być lojalna wobec siebie, wobec swojej ambicji i planów. Bo uważałam, że moją powinnością jest uczyć się ponad miarę, ponad siły, wypijać hektolitry kawy i puszczać w kółko Debussy’ego, żeby tylko było lepiej rozumieć matematykę. Tak, wiem doskonale jak to brzmi. A jednak muzyka poważna i matematyka doprowadzą nas bardzo daleko. Na liście prędko znalazł się język francuski, który darzyłam głęboką miłością od dziecka, a którego nigdy nie mogłam się uczyć. W umyśle zaświtała mi tylko myśl, że największą przeszkodą są nasze własne ograniczenia. To tak jak ze mną. Stale ograniczałam to, co mnie uszczęśliwiało. Gorączkowo szukałam czasu dla nauki i B. Tonęłam i nikt nie podał mi gałęzi ze słów. Nikt nie nauczył mnie żyć! Byłam zagoniona, nuda całe życie była mi obca, ale w tym wszystkim znalazło się miejsce na lenia. Byłam zbyt leniwa, aby odnaleźć prawdziwą myśl, pasję, dziewczynkę zgubioną na rogu Starowiślnej. Tam zostałam duchem, ja chyba jestem z Kazimierza… Jeszcze niedawno chciałam wyjeżdżać, ale brak mi było sił. Kto wie. Akumulator można odłączyć, można żyć na trybie awaryjnym. Nauczę się francuskiego. Wrócę do fotografii. Nie będę wydzierać się nad Wisłą. Spróbuję pisać, ale bez zbędnych manier. Bez tego sztucznego, dawnego „ja”, w którym kroiła się katastrofa. W którym stale przesiadywał smutek. Czytasz to, B., czytasz i wiesz wszystko. Pamiętasz, jak mnie łapałeś za rękę, kiedy zaczynałam krzyczeć. Otwierałam usta i poruszałam nimi bezgłośnie jak bezwolna lalka, twór wtłoczony w ładną sukienkę i wysokie szpilki. Brak dźwięku. Brak słów, a ty i tak wszystko wiedziałeś. Słowa są bezsensowne, utrudniają przekaz. To obserwacja pomaga. Chcesz kogoś dobrze poznać, zacznij go obserwować. Próbuj do skutku. Zrozumiesz, jeśli wiesz, gdzie szukać. *** Woda wystąpiła z brzegów. Postarzała tafla pozwala zmarszczkom rozchodzić się nierównomiernie. Maleńkie organizmy, naczynka, odpływają drobnymi falami znajdując sobie ustronne legowiska w rozmiękczonej ziemi. Siedzę na dachu bloku i śmieję się pod nosem obserwując zalane łąki i wały, które ledwo trzymają się pod naporem wody. Cztery lata temu ulicą płynęła mi woda. Zalało nam tylko piwnice, ale mało brakowało. Nic się właściwie nie stało. Teraz też nic nie stanie. W ostateczności na wtorkowy egzamin z historii będę brnęła w strugach wody, byle na przystanek, byle pod prąd. Ale czy to dla mnie nowość? Ty, B., też byłeś pod prąd. Zostałeś, kiedy wszystko odwróciło się ode mnie. Chociaż mówili ci, że to jest bez sensu. „A może ja jestem opowieść zmęczonych ust… Znudziłem się Bogu w połowie, w połowie…” Słyszysz i dociera do ciebie, że to telefon dzwoni, że obija się po przepastnej kieszeni przeciwdeszczowej kurtki. I że stoisz na płaskim dachu, gdzie zasięg jest przecież najlepszy. Najlepszy na tej wsi pośród dużego miasta. Teraz żałuję, że ustawiłam sobie taki dzwonek. Żal odebrać, kiedy śpiewa Rogucki. - No? – tak prawie bez słów, bo to przecież my. - Gdzie jesteś? - Na dachu. - Patrzysz na wały? Nie zaleje was, od poniedziałku będzie ponad dwadzieścia stopni. Nie martw się. Śmiejesz się tam, zaśmiewasz, a potem się tylko martwisz. Masz koszmary. - I palpitacje serca. - Bo za dużo kawy. Jak można pić kawę bez cukru i mleka! - Jak można być prawnikiem! - Już ty wiesz jak. Miałaś nim być. - Nie będę krzyczeć. Popijam melisę, nie zażywam leków. Jestem grzeczna. - Magalie, nie ucz się już do historii. Bądź hamulcem. - Jakim? - Zwyczajnym. Ręcznym. Nie automatycznym, bo to jednak tragedia. Kontroluj. - A kolor? - Kolor? - Kolor najważniejszy! - Malinowym. Hamulcem w kolorze malinowym. - No dobrze, ucz się już prawa rzymskiego. - Wiesz? - Hamulce wszystko wiedzą. Zwłaszcza te barwne. Zadzwonię jeszcze. Rozłączam się i widzę, że wierzby zaczynają się giąć pod wpływem wiatru. Wyglądają jak zielona manifestacja. Manifestacja z czasów, kiedy to jeszcze coś znaczyło. O Boże, jak mi się chce śmiać. Dach to jednak dobry wynalazek. Czyste powietrze, zapomniany skrawek Krakowa. Dobrze jest się kręcić dookoła. Jestem barwną częścią niebą. O, Rogucki znowu śpiewa… Nie, nie odbiorę. Tutaj jest dobrze. Najspokojniej od dwunastu lat.



Płeć: kobieta
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 17.05.2014r.

1     

Amy Sol Redaktor 27 05 2014 (19:54:25)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj.
Słowem wstępu - ładna, poukładana praca, ale niestety mnie nie porwała.

Być może wynika to z tego, iż sama nie pisałam jeszcze matury, choć wyobrażam sobie, jaki to stres i ile pracy. Podobają mi się przemyślenia narratora, są takie... świeże :) Chociaż widać, że narrator nie miał "świeżego" umysłu od dłuższego czasu; widać, że potrzebuje wolności i odpoczynku po trudach i znojach. Na duży plus zaliczam tytuł opowiadania, jak i końcówkę - chyba te dwie rzeczy urzekły mnie najbardziej. Przypadł mi do gustu fragment, gdzie narrator zdradza, że "polubił matematykę" - znam to uczucie :)

Strona techniczna. Błędów jest niewiele, a te, które dostrzegłam, zobaczysz poniżej.

Spinaliśmy się wszyscy, łapaliśmy się za rękawy, garbiliśmy się na krzesłach i wytężaliśmy umysły, aby na pewno wszystko zapamiętać.

Zwolnij - za dużo zaimków zwrotnych.

Prawdę mówiąc(,) największe zaskoczenie przyniósł nam szósty maja.

Brak przecinka.

Matematyka z ostatnich trzech lat była naprawdę genialnie łatwa.

Ależ fantastycznie gryzie się ten zlepek :) Teoretycznie jedno wyklucza drugie, ale rozumiem, że zabieg był celowy :)

Klasy matematyczno-fizyczne układały naprędce całkiem zgrabne peany na cześć arkusza, zaś rozszerzona historia-rozszerzony polski-łacina(,) bijąc łbami o ściany(,) podliczały nerwowo punkty.

Przecinki.

Maleńkie organizmy, naczynka, odpływają drobnymi falami(,) znajdując sobie ustronne legowiska w rozmiękczonej ziemi. Siedzę na dachu bloku i śmieję się pod nosem(,) obserwując zalane łąki i wały, które ledwo trzymają się pod naporem wody.

Również przecinki. Z tego wynika, że nie stawiasz naszych zacnych znaków interpunkcyjnych tylko przed imiesłowami przysłówkowymi :)

Praca, jak już mówiłam, ładna, poukładana i przejrzysta. Strona techniczna wygląda przyzwoicie. Chociaż nic mnie nie porywa - widocznie, tak musi być.

Stawiam 5 z minusem.

Pozdrawiam ciepło
sufrażystka

Amy Sol Redaktor 27 05 2014 (20:08:45)
Ech, przeczytałam mój komentarz ponownie i stwierdziłam, że Autor pracy może pomyśleć, że na siłę wystawiłam mu taką ocenę. Sprostuję moją wypowiedź, bo chyba wyszło jakoś sztywno ;) Praca bardzo mi się podoba, a z tym "porwaniem" - tak jak zaznaczyłam, tak musi być. Ujęły mnie za to niektóre fragmenty - m.in. zakończenie i sam tytuł, o czym już wspomniałam. Poza tym używałaś głównie tego, co lubię chyba najbardziej w prozie - opisów. I to jakich :) No, teraz to już chyba wszystko, co chciałam powiedzieć :)


civilizacja Redaktor 25 05 2014 (18:30:34)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Witaj,
Szczerość twojego tekstu mnie poruszyła. Piszesz absolutnie od siebie, a poruszasz tematy, które są mi szczególnie bliskie, bo moja matura również miała miejsce w tym roku. I również musiałem odpuścić z pisaniem, kiedy w końcu nastał ten straszny 2014 rok.

Moja ocena nie jest obiektywna, bo obiektywizm w pracy o tej tematyce był po prostu niemożliwy do utrzymania dla maturzysty. Masz ode mnie, od serca, ocenę, którą chciałbym wystawiać tutaj każdemu.

Weselnik daje sześć.
Pozdrawiam.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(41): 41 gości i 0 zarejestrowanych: