Pseudonim: Terila
Imię: Patrycja
Skąd: Wrocław
O sobie: "Wyryj to sobie w pamięci, chłopcze: świat wspiera się na czterech filarach... - [...] - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i na waleczności dzielnych."
Napisanych prac:
- nowości: 2
- wiersze: 12
- proza: 41

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 235 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Rozdział XVII..." 29.08.2012
"Rozdział XXV..." 27.04.2013
"Głównie Deszcz cz.7" 26.06.2013
"Rozdział IX "Będę..." 18.05.2012
"Rozdział X..." 21.05.2012

Inne prace tego autora:
"Rozdział XXII "Samotne..." 12.01.2013
"Rozdział VII "Witam!"" 22.04.2012
"Rozdział XIII..." 25.07.2012
"Głównie Deszcz cz.3" 13.05.2013
"Głównie Deszcz cz.6" 17.06.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Głównie Deszcz cz.6

Miałem wrażenie, że hałas zwiększał się z godziny na godzinę, a tłum przybierał w miarę zbliżania się do przejścia przez ulicę. Mijałem osadzonych przy ścianach kamienic mężczyzn, otulonych kocami. Wściekłem się na swój głupi sweter, który dawał tyle ciepła, co nic. Przed oczami stanęła mi grzywa bez twarzy lwa. Potknąłem się. Jakiś Hindus odskoczył ode mnie z przerażeniem w oczach, jakbym swoim upadkiem mógł przyprawić go o utratę życia. Musiałem przekonać Baliego, że chcę zostać w tym dziwnym miejscu jeszcze cały tydzień. Nie obchodziło mnie poczucie nienormalności, towarzyszące w każdym punkcie, w którym się znalazłem. Wpadłem w ten wir. Zacząłem czuć się, jak wszystko to, co postrzegałem dookoła jak zdrowy, pobudzony szaleniec. Jakimś cudem udało mi się dotrzeć do plaży. Zaznaczam, że znajomość Kolkaty to nie mój fach. Zapamiętałem po drodze drobne wskazówki, typu salon fryzjerski, szyld ze znaną aktorką Bollywood czy handlarza z plackami ubitego ciasta, krzyczącego do swoich klientów, jakby oni wszyscy byli jego sąsiadami. Wyłapywałem tysiące słów, ale żadnego nie potrafiłem zrozumieć. Postanowiłem dać temu kres. Złapać wuja, kiedy to tylko będzie możliwe i poprosić o słownik. Nie mogłem węszyć tropu ludzi Anokha z takim lekceważącym podejściem do języka, którym się posługiwali. Właśnie, nazwałem ich w ten sposób. Bali jakiś czas temu użył tego słowa, tłumacząc je jako – dziwne. Inaczej nie wyobrażałem sobie członków tajemniczego zgromadzenia, będącego po części moją imaginacją. Jeszcze nigdy wewnętrzny głos tak jasno nie dyktował mojego przeznaczenia. Domyślałem się, że dla innych mogło to być szaleństwem, dlatego wszystkie swoje spostrzeżenia postanowiłem zachować dla siebie. Na tamten moment nie byłem wariatem. Nie miałem schizofrenii ani wizji. Dopadały mnie po prostu przeczucia, nad którymi nie mogłem zapanować. Wuja bardzo ciężko było przekonać. Właściwie, nie udało mi się to wcale. Kłóciliśmy się bardzo długo, choć obniżałem własny ton oraz skaczące napięcie, jak tylko to było możliwe. Próbowałem łapać go na różne chwyty, szargać jego serce i duszę, które podejrzewałem, iż miał. Nie spodziewałem się jednak, że Bali potraktuje tę rozmowę niemalże identycznie niczym targowanie się o biznes. Sucho analizował moje wypowiedzi, naciskając, że nie może zostać w Kolkacie tak długo - praca go wzywała - a tym bardziej dać mi wolną rękę w kraju, o którym nie miałem zielonego pojęcia. - Mannan ma tu rodzinę, widziałeś gruzy na plaży? Jeszcze wczoraj stał tam dom jego matki. Na moje oko potrzebny chłopaku urlop. - Nie twoim okiem zamierzam podjąć decyzję, dlatego te uwagi to wiesz, gdzie sobie możesz wsadzić! – wrzasnął mi w twarz, jakby jakakolwiek próba odwrócenia punktu widzenia miała zaprowadzić go na pole pełne pułapek. Wypuściłem głośno powietrze z irytacją. - Jak wielkim zaufaniem darzysz Devrata? – zapytałem, łapiąc się jednej z ostatnich, wyślizgujących się desek ratunku. Bali popatrzył na mnie otępiale z zacięciem na twarzy. - Oddałbym za niego życie. - Świetnie. – Uśmiechnąłem się. – W takim razie, dlaczego nie zostawisz mnie z nim? Nie mogę opuścić takiej okazji. Kto wie czy w ogóle będziesz miał czas, by dzielić go ze mną w Delhi. Chcę zobaczyć Kolkatę! - Ale przyjechałeś do mnie! - Nie da się tego ukryć, wuju, że przyjechałem do ciebie – powiedziałem, nakładając nacisk na ostatnie słowo. – Liczyłem na twoją pomoc. Bali westchnął, spoglądając z rozterką na sąsiedni dom. Prawdopodobnie nie zmieniłby zdania, mimo targających go wątpliwości, gdyby nie interwencja samego Devrata. Wziął mojego krewniaka niespodziewanie pod rękę, mówiąc coś biegle w Hindi. Kiedy znikali w mroku drzwi, obejrzał się w moją stronę, puszczając porozumiewawcze „oczko”. Parsknąłem śmiechem. Ostateczna decyzja, co do mojego losu była w rękach tego mężczyzny, a raczej umiejętności perswazji. * * * Był to drugi dzień od wyjazdu Baliego do domu, podczas gdy mnie przeznaczone było nauczenie się życia wśród dziesięciu mężczyzn w jednym mieszkaniu. Devrat nigdy nie poruszył tematu, dlaczego tak bardzo zależało mi na dłuższym pobycie w Kolkacie. Wręcz przeciwnie, dzielił się ze mną swoją wiedzą o tym miejscu, zabierając mnie niekiedy na całą dobę roboczą, bym poznał w jaki sposób się utrzymywał. Rozrysował mi mapę z najważniejszymi pozycjami w mieście, które powinienem zobaczyć, zanim miałem stąd czmychnąć. Brał pod uwagę nie tylko gwarne dzielnice, ale i te brudne, biedne, niebezpieczne. Gdy zapytałem o nie Hindusa, który z nami mieszkał, mężczyzna pociągnął nosem, po czym zniżonym głosem wyjaśnił mi, że podejrzane dystrykty pełne są groźnych, nieprzyjaznych ludzi. Nie nazwał ich gangsterami, ale wystarczyło, że wspomniał o przemocy oraz pobieranych pieniądzach – to przecież haracz, pomyślałem. Nim zdążyłem zapytać, dlaczego Devrat może posyłać mnie w takie obszary, Hindus pośpieszył z odpowiedzią. - Nie wiem, jak Patthara jest z nimi połączony, ale dla nas jest dobry. To uczciwy człowiek, rozumiesz? Czasem przynosi więcej pieniędzy. - Co to znaczy, że przynosi więcej pieniędzy? – Angielski mężczyzny nie był zbyt dobry. - Wiesz… On pracuje. Rozcina statki. Nie może mieć tyle pieniędzy. Zapytałem czy ci gangsterzy tatuują się na karkach. - Karkach? – powtórzył po mnie jak echo, nie rozumiejąc tego słowa. Wyciągnąłem swoją dłoń do tyłu. Ożywił się gwałtownie, uśmiechając szeroko. - Haan, haan! Tak, tak! – Nagle spoważniał. – Nigdy ich nie widziałem. Nie wiem. Przez cały tydzień łapałem się wielu rzeczy. Byłem w ciągłym ruchu, jak dziecko, czekające na upragniony wyjazd do parku rozrywki. Musiałem coś robić. Chciałem być pewny, że dokonałem wszystkiego, by w chwili konfrontacji z ludźmi Anokha, nie zostać zaskoczonym przez swoją nieostrożność, igraszkę czy humor losu. Odwiedziłem pulchną kobietę przy straganach mango jeszcze parę razy, zawsze płacąc jej co najmniej trzysta rupii za worek. Była wtedy bardzo szczęśliwa. Któregoś dnia zaczęła wybierać dla mnie swoje najlepsze owoce, omijając wprawnie te zgnite bądź potłuczone. To od niej dowiedziałem się, gdzie mogłem dostać nóż myśliwski bez ciekawskich pytań czy ukazania dowodu tożsamości. Pomogła mi również zdobyć pojemny plecak i udzieliła paru wskazówek, co robić, bym nie wyglądał jak turysta. Byłem tej kobiecie bardzo wdzięczny, za każdym razem przy pożegnaniu ściskając w swoich dłoniach jej własne, całując z szacunkiem, a także życząc błogosławienia Krishny. Ona odpowiadała tym samym, muskając wargami moje czoło. Zawsze czerwieniła się na akt tych poufałości, niekiedy uderzała mnie zalotnie w ramię, przypominając mi, że nie jest młodą dziewczyną, a męża kocha ponad życie, nawet po jego śmierci i nie zamierza oddać się nikomu więcej. Śmiałem się wtedy życzliwie, żartując z Karmy, która omylnie umieściła nas w tak różniących się wiekiem ciałach. Swoją drogą, owoce, sprzedawane przez tą kobietę miały jakąś magiczną moc szerzenia radości, ponieważ zawsze, kiedy przynosiłem pełny worek od pomarańczowych do brodzących w barwach czerwieni mango, na twarzach moich towarzyszy wyskakiwał uśmiech.



        Dedykacja: Przepraszam, jeżeli jest za krótko, ale kolejna część będzie dłuższa. Chciałam, by ta partia poukładała wszystko w głowie, bo potem mogą pojawić się komplikacje. :D

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 17.06.2013r.

1     

Delien Użytkownik wpmt 19 06 2013 (13:18:09)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj. No fakt, praca trochę krótka, ale sama wyjaśniłaś sens w dedykacji. Mam okazję po raz kolejny czytać ten fragment, przymierzałam się kilka razy i myślę, że jestem w stanie zacząć komentowanie. Praca spójna, zachowujesz logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, za co należą się gromkie brawa, bo czasami akcja potrafi skakać z kąta w kąt. W szczególności potrafisz urzec spójnością zdań, swobodą przechodzenia w kolejne linijki informacji.
Nie obchodziło mnie poczucie nienormalności, towarzyszące w każdym punkcie, w którym się znalazłem.
według mnie nie powinno być w tym miejscu przecinka.
Zacząłem czuć się, jak wszystko to, co postrzegałem dookoła jak zdrowy, pobudzony szaleniec.
eee dziwne zdanie, przeładowane, jakoś brzmi tandetnie. Uważaj na zdania złożone, bo w nich można się nieźle zakręcić.
Angielski mężczyzny nie był zbyt dobry
znowu fragment, który brzmi jakby w ogóle nie brzmiał. Ciężko opisać, ale warto było dodać: język angielski, mowa angielska, cokolwiek.

Masz dobre dialogi, co cenię sobie. Płynnie rysujesz świat przedstawiony. Styl, język, forma na plus. Ode mnie 5.

Terila Redaktor 19 06 2013 (16:30:40)
Ok, ze zdaniami złożonymi troszkę eksperymentuję. Chciałabym nauczyć się je poprawnie pisać, by jeszcze lepiej móc przelać historię na papier. Przepraszam jeżeli będę się w nich nazbyt gubić, wtedy zrezygnuję z tej zabawy. :D
Z tym zdaniem - "Angielski mężczyzny" - zastanawiałam się nad dodaniem "język", ale uznałam, że jak tak zrobię, to zabrzmi ono mniej potocznie, a chciałam nadać narracji więcej cech mowy. ;)
Pozdrawiam cieplutko i dziękuję serdecznie za ocenę. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(18): 18 gości i 0 zarejestrowanych: