Pseudonim: Terila
Imię: Patrycja
Skąd: Wrocław
O sobie: "Wyryj to sobie w pamięci, chłopcze: świat wspiera się na czterech filarach... - [...] - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i na waleczności dzielnych."
Napisanych prac:
- nowości: 2
- wiersze: 12
- proza: 41

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 235 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Rozdział XVII..." 29.08.2012
"Rozdział XXV..." 27.04.2013
"Głównie Deszcz cz.7" 26.06.2013
"Rozdział IX "Będę..." 18.05.2012
"Rozdział X..." 21.05.2012

Inne prace tego autora:
"Rozdział I "Mokra..." 17.12.2011
"Co by było gdyby cz.1" 19.05.2013
"Rozdział XXI..." 03.12.2012
"Głównie Deszcz cz.2" 03.11.2012
"Rozdział XIV "Dzięki..." 30.07.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Głównie Deszcz cz.10

Zrozumiałem, że jestem w tarapatach w momencie, gdy wóz gwałtownie stanął. Był środek nocy, a wiekowa lampa - sądząc po jej stanie wizualnym - dyndała na końcu kija, który trzymał jeden z chłopców. Wtedy dziecięce oczy obdarzyły mnie spojrzeniem, z jakim spotykałem się u rasistów. Serce zaczęło łupać mi w piersiach. Uspokój się, Ajay, przecież jesteś Hindusem jak oni. Wtedy wszystko szlag trafił. * * * - Wstawaj! Natychmiast poskoczyło mi ciśnienie, a krew zaczęła szybciej krążyć. Moje mięśnie naprężyły się i zesztywniały niczym struny. Ciemne brwi naszły na oczy. - Powiedziałem, żebyś wstał! Chciałem gówniarzowi przywalić od razu w twarz, ale nie. Stwierdziłem, że się opanuję. Biła ze mnie wyrozumiałość podyktowana przewagą wieku. Popatrzyłem na niego jak na idiotę. Mały dzieciak z Indii. Chłopiec krzyczał, wyklinając mnie od wszystkich diabłów. Robił wszystko, bym za wszelką cenę poczuł winę. W końcu to przeze mnie Banbihari zginął, a chmara otaczających dzieci zmieniła swój pogląd na życie i została zmuszona do przeobrażenia się w włóczykijów oraz narwane gęby. Rozpoczęli walkę o przeżycie, zapominając o tym, że jechaliśmy na tym samym wózku. Chcieli rabować mniejsze gospodarstwa, do czego się nie paliłem. To dla nich wielki świat stanął otworem. Zaraz wytłumaczę. Ta przeklęta sekta po raz pierwszy zawitała przed oczy Banbihariego dopiero wtedy, gdy ja zostałem ugoszczony w jego willi. To dlatego mnie obwiniali. Zapytałem tego młodego - najwyższy chudzielec z całej bandy - czy ich ojciec faktycznie wiedział cokolwiek o Anokha. - Przychodzili do nas już wcześniej. – Zaczął szurać podeszwą buta po pokładzie. – Jakby przyciągał ich myślami. - Twój ojciec? Zgromił mnie chłodnym milczeniem. - Rozrzucali wiadra z wodą, gdy wchodził na chwilę do domu. Wybiegał na podwórze, a oni uciekali. Nocami otwierali i zamykali drzwi, cały czas. Hałasy były tak głośne, że nie mogliśmy spać. Przekupywali dziewczynki słodyczami w zamian za Dni Milczenia. – Zdenerwowany głośno westchnął. – Ale Banbihari nigdy ich nie widział. Zawsze robili to tak, by nie zdążył ich zobaczyć. Zamyśliłem się, czując na sobie spojrzenia migających w ciemności małych gałek ocznych. - Co miałeś na myśli, mówiąc dni milczenia? - zapytałem. Koniec rozmowy był bliski. - Po prostu. Nie odzywasz się. - Przez kilka dni? - Przez tyle, ile dostałeś słodyczy. Moi bracia nie dostawali. - Dlaczego? Mówiłeś, że was przekupywali. - Tylko dziewczynki. Kazali mi wybierać. Jazda z nimi albo wysiadka tutaj. Mała Gil skrzyżowała ręce na piersiach. Siła walki wskoczyła w nią, przedzierając się przez duszę oraz ciało, zatrzymując na oczach, które przesłały mi zadziorne spojrzenie. Chciała, bym jechał. Podróż z nimi miała być ryzykowną przygodą małych banitów. Może dlatego wybrałem inaczej. Kiedy zostawili mnie tu - na rozdrożu - w środku dżungli i jej dzikich, ukrytych stworzeń, zacząłem wątpić. We wszystko. We własne szczęście, znaczenie czy choćby siłę ducha. - Przecież mogłeś pojechać z braćmi i siostrami! – wyrzuciłem z siebie po raz kolejny w przeciągu ostatnich dwudziestu minut, być może trzydziestu. Chłopak, na którego wcześniej nie zwróciłem uwagi w willi Banbihariego, zgromił mnie wzrokiem, wzbudzając w środku dziką satysfakcję. Wnerwiłem go. - Nie chcę z nimi jechać – odburknął obrażony. – Nie jestem taki jak oni. Przewróciłem oczami. - Mówiłem, że chcę iść sam. Dlaczego ze mną siedzisz? – zapytałem z irytacją, choć początkowo nie chciałem dzielić się z nim swoimi wyrzutami. Była to spontaniczna decyzja. - Bo tak! – Dzieciak nerwowo skrzyżował ręce na piersi, robiąc przy tym sarkastyczny taniec brwiami. Innej odpowiedzi się nie spodziewałem. - Jesteś dzieckiem – skwitowałem. - Ja chociaż znam drogę – odparł chłopiec. Zamilkłem, przyglądając mu się uważnie i z niejaką trwogą. Chyba nie zamierza mnie zostawić? Ocknąłem się, po czym spuściłem wzrok, lustrując niknącą w mroku ziemię. - Wspominałeś o przytułku dla turystów. - U mnichów. - Może tam pójdziemy? – Spojrzałem na chłopca, choć zapewne nie zdołał dojrzeć moich oczu poprzez dzielącą nas ciemność. – Noc się nie cofa. Będzie nam ciężej znaleźć ten przytułek, czy cokolwiek to jest. Wiesz o tym, ale się dąsasz jak obrażona panna. Przyznał mi rację. Parsknąłem z ironii sytuacji sam do siebie, po czym złagodziłem ton głosu. - Jak cię wołają? – zapytałem. - Dhiraj. Istniały ogromne szanse, że zaczynał mi ufać. Choć może się tylko łudziłem. - Ja prowadzę. - Świetnie. – Za wszelką cenę próbowałem ukryć zaskoczenie jego huśtawką nastrojów. Szliśmy bardzo długo w milczeniu. Nie wiem już czy to ja, czy on, czy może jakieś zwierzę nieustannie hałasowało wokół mojej osoby. Czarna ściana dżungli falowała. Nie zamierzałem jednak przyglądać się jej. Wiedziałem, że dzięki temu jeden krok dzielił mnie od całkowitej straty zmysłów. Śledziłem jasną koszulę Dhiraja. Komary chyba zdążyły przeżreć moją skórę na wylot. Byłem tak zmęczony, iż nie miałem siły nawet jęknąć. - Jak groźna jest malaria? - zapytałem po chwili, by przypomnieć sobie dźwięk swojego głosu. A może mi się zdawało, że powiedziałem to głośno? Zanim Dhiraj odpowiedział, minęło trochę czasu, jakby moje pytanie okazało się świętokradztwem albo wcale nie wybrzmiało. - Głupio pytasz. Sam głupio pytasz, natychmiast odparowałem w głowie. - Jest taka piękna rada, którą zawsze słyszałem od swojej matki: kto pyta, nie błądzi. Blady uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Wróciłem wspomnieniami do Sophii. Poczułem ukłucie w żołądku, a wnętrzności zaczęły się przekręcać. Musiałem wziąć głęboki wdech, by to uspokoić. Co ona może teraz robić? - W twojej kwestii nie robi to żadnej różnicy. Dhiraj po raz kolejny powalił mnie swoją elokwencją. Widziałem, jak skrzyżował ręce na piersiach. Nie odezwałem się więc więcej. Naprawdę nie pamiętam, kiedy to się stało, ale ciemność przygarnęła mnie w swoje ramiona tak mocno, że odniosłem wrażenie, jakby stała się czarnym kocem. Ciągnącą się dookoła kołdrą, o której każdy na moim miejscu, by marzył. W jednej chwili znalazłem oparcie dla głowy. Wtuliłem się w mrok. Teraz możesz już zasnąć. Usłyszałem pełen ciepła głos w głowie, zanim zamknąłem powieki. * * * Gdy się obudziłem, naprzeciw siebie zobaczyłem twarz Dhiraja. Oboje leżeliśmy na ziemi. Ze zdumieniem zacząłem rozglądać się po zielonych, grubych liściach otaczających nas roślin. Usłyszałem furkot skrzydeł przelatującego tuż nade mną brunatnego ptaka, z pomarańczowym, długim dziobem. Jeszcze jakiś czas temu znałem jego nazwę. Teraz wyleciała mi z głowy. Dobiegł mnie szmer gąszczu dżungli. Promienie słońca wpadały do środka puszczy przez korony wysokich drzew. Spojrzałem na chłopca. On naprawdę zasnął razem ze mną na ziemi. Wtedy przypomniałem sobie o pająkach, wielkich, włochatych odnogach, które widywałem w programach telewizyjnych. Nim zdążyłem obejrzeć swoje ciało, przez głowę przemknął mi obraz pełzającego węża. Zastygłem. Nic nie poruszało się po mojej skórze. Byłem tego pewny. Podniosłem się na rękach, opierając cały ciężar na kolanach. Dookoła nie znalazłem żadnych mrówek. Odetchnąłem z niejaką ulgą, choć zmęczenia nie ubyło tyle, ile bym chciał, a sen na twardym gruncie przysporzył tylko bólu karku i pleców. Czułem się jak połamany. Szturchnąłem Dhiraja, który natychmiast otworzył oczy. Wzdrygnąłem się, ponieważ zrobił to naprawdę szybko. W oka mgnieniu zerknął na mnie, co nie wróżyło niczego dobrego. Zacisnął usta w cienką linię, podnosząc się równie ociężale co ja - dzięki, Bogu. - Jesteś ciężki - zakomunikował z wyrzutem. Stanąłem na nogi, patrząc na niego z niedowierzaniem i lekką konsternacją. Był ode mnie o połowę niższy. - Próbowałeś mnie nieść? - zapytałem, bardzo powoli wertując w ustach każde słowo, by zrozumiał, że nie był to najlepszy pomysł. - Udźwignąć. Przez chwilę w milczeniu obserwował drogę, na której się znaleźliśmy. Otrzepał się z piachu, co uczyniłem zaraz za jego przykładem. Mój brzuch głośno zakomunikował niezadowolenie z długiej przerwy w jedzeniu. Obdarzyliśmy się z Dhirajem spojrzeniem dwóch głodnych ludzi, w pełni świadomych swojego położenia. - Musimy iść tędy - rzucił chłopak, przecierając dłonią twarz między ustami a nosem. Wyglądało to bardziej na jego tik albo nawyk, którego nie kontrolował. Staraliśmy się utrzymać równe tempo marszu. - Droga ciągnie się wzdłuż tego zbocza - zaczął młody. - Jakiego zbocza? - Tego. Wskazał dłonią przepaść, która nagle wyłoniła się po naszej lewej stronie. Gęste ściany dżungli zostały w tyle. Przed nami wyrosła pagórkowata, rozległa przestrzeń, zagospodarowana przez lasy, łąki i strumienie. Poczułem się jak w swoim kraju. Najdziwniejsze było jednak to, że w tak dzikim, odległym miejscu nie potrafiłem należycie myśleć o Szkocji i swoich obowiązkach, o jakimkolwiek poczuciu moralności, odpowiedzialności. W bardzo odległych zakamarkach myśli ważnych, acz takich, które można zostawić na później, odstawiłem presję związaną z potrzebą błyskawicznego kontaktu ze stryjem, powiadomienia go, że w ogóle żyję, że żałuję i przepraszam za swoje nieposłuszeństwo oraz nadużycie zaufania. Nie potrafiłem sobie wyobrazić własnej troski nad tym, iż Sophie mogła zostać powiadomiona o moim zniknięciu, że jeżeli nie wrócę w odpowiednim czasie, to będzie się martwić, jak matka o swojego syna. Odpowiedni czas. W tym miejscu uległ całkowitej transformacji, jakby Dhiraj, ja, węże, tapiry i małpy żyły zupełnie innym rytmem doby. Przestałem uczyć się bycia Hindusem. Stałem się człowiekiem w dżungli bez jedzenia, wody ani domu.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 08.04.2014r.

1     

Srebrna Użytkownik WPMT 13 04 2014 (13:46:19)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj ;)

Z tej serii poprzednich części raczej nie czytałam (może jedną, góra dwie, w każdym razie nic nie pamiętam), dlatego też przy ocenie tej pracy nie wspieram się niczym, jestem "zielona" w tej historii. Pozwala mi to jednak dojrzeć, jak zgrabnie wykreowałaś ten świat. Przed fragmentem o telewizji myślałam, że rzecz dzieje się grubo przed XXI wiekiem. Spodobały mi się te Dni Milczenia, widać w tym pewien pomysł. Zaczerpnęłaś to z jakichś obrządków hinduistycznych czy wymyśliłaś sama?

Czuję się trochę tak, jakbym pisała o "Harrym Potterze i Kamieniu Filozoficznym", mimo że od jego premiery minęło z szesnaście lat ;). Chodzi mi o to, że wierny czytelnik Twojej serii już to wszystko wie (tak podejrzewam, że w poprzednich częściach umieszczałaś ważne dla historii informacje), ja dopiero się uczę i ta odrębna część jest dla mnie ciekawa, bo nie wiem zbyt wiele, nie wiem jaka w odbiorze byłaby dla stałych czytelników, ale nie o tym...

Wydaje mi się, ze ta część dzieli jedno kluczowe wydarzenie od drugiego, bo generalnie nie ma w niej wielkiego BUM, ale też zawiera pewien rozwój akcji (przyłączenie się do młodych Hindusów, oddzielenie się od reszty, wędrówka). Zazwyczaj, gdy w czytanej przeze mnie książce ktoś zaczyna "wędrować", ziewam głośno i mam dość. Tutaj jednak potrafiłaś mnie zachęcić na tyle, że po prostu czytałam i nie nudziłam się. Może za sprawą braku opisów przyrody, może za sprawą zgrabnego języka. Może za sprawą długości, gdyż tekst do "tasiemców" nie należy.

Opisywane wydarzenia przedstawiłaś przejrzyście. Piszesz po prostu dobrze, co tu dużo mówić ;). Nie odniosłam wrażenia, jakbyś walczyła sama z sobą o każde kolejne zdanie, które wybitnie pisać się nie chce. Wyłapałam kilka spraw natury technicznej, ale to drobnostki:



Chłopiec krzyczał, wyklinając mnie od wszystkich diabłów. Robił wszystko, bym za wszelką cenę poczuł winę.

Powtórzenie "wszystko"

W końcu to przeze mnie Banbihari zginął, a chmara otaczających dzieci zmieniła swój pogląd na życie, i została zmuszona do przeobrażenia się w włóczykijów oraz narwane gęby.

Przecinek przed "i" to zapewne literówka

Zamyśliłem się, czując na sobie spojrzenia migających w ciemności, małych gałek ocznych.

Drugi przecinek zdaje mi się być zbędny.

- Co miałeś na myśli, mówiąc Dni Milczenia? - zapytałem

Dni Milczenia wzięłabym w cudzysłów, może nawet pokusiłabym się o napisanie tego z małej litery.

Chciała bym jechał.

Przecinek przed "bym".

Ocknąłem się, po czym spuściłem wzrok, wertując niknącą w mroku ziemię.

"Wertując" pasuje bardziej w odniesieniu do książek, czegoś, co ma kartki. I nawet jeśli chodzi Ci o kopanie ziemi, tworzenie z niej "kopczyków", to niezbyt to pasuje. A co powiesz na "lustrując"?

Nie wiem już czy to ja, czy on, czy może jakieś zwierzę nieustannie hałasowało w obrębie mojej osoby.

Nie można tu użyć "w obrębie", gdyż to by oznaczało, że coś hałasowało wewnątrz głównego bohatera, a zakładam, że chodziło, że wokół niego. Napisz, co o tym myślisz.

W okna mgnieniu zerknął na mnie, co nie wróżyło niczego dobrego.

"Okna" czyli literówka

Mój brzuch głośno zakomunikował niezadowolenie z długiej przerwy od jedzenia.

Lepiej brzmi "w jedzeniu".

To chyba tyle. Przepraszam, że miejscami byłam czepliwa, ale niektóre przykłady zawierały bardziej moje przemyślenia. Czekam na Twoje zdanie ;).

Ode mnie mocna piątka i, naturalnie, akceptacja.
Literówki i oczywiste błędy pozwolę sobie poprawić, a te bardziej do przemyślenia pozostawiam Tobie ;).

Pozdrawiam,
Srebrna.

Terila Redaktor 15 04 2014 (22:11:00)
Spodobały mi się te Dni Milczenia, widać w tym pewien pomysł. Zaczerpnęłaś to z jakichś obrządków hinduistycznych czy wymyśliłaś sama?
- aj, fajnie, że Ci się podoba! Wymyśliłam całkowicie sama, ale myślę, że tu pasuje.

Dziękuję Ci za ocenę i komentarz. Bomba, że nie miałaś dość. Ostrzegam jednak, że w głównej mierze ta opowieść ma być przygodowa, a więc będą zdarzać się wędrówki, podróże, zmiany miejsc, opisy bardziej okolicy niż przyrody. Na pewno nie będzie takiego wędrowania jak u Tolkiena. Możesz być spokojna, jeżeli jeszcze kiedyś przyjdzie Ci oceniać którąś część.

Strasznie przepraszam za literówki, ale zmieniłam laptopa, na którym nie mam dobrego WORDA i nie podkreśla mi literówek. Ostatnio często plątają mi się litery w słowach, z góry przepraszam, naprawdę się staram. Nie zauważyłam ich.

Dni Milczenia wzięłabym w cudzysłów, może nawet pokusiłabym się o napisanie tego z małej litery.
- popieram, choć nie dałabym w cudzysłów a napisała kursywą.

Zgadzam się na "ilustrując". Musiało mi zabraknąć słowa i całkowicie jestem za "wokół", a także "w jedzeniu".

Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas nad moją pracą.
Pozdrawiam również.

Srebrna Użytkownik WPMT 17 04 2014 (22:30:05)
Poprawione ;)

Terila Redaktor 17 04 2014 (23:51:45)
Dziękuję. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(19): 19 gości i 0 zarejestrowanych: