Głosy Cieni - Rozdział 4 - Zdrajcy cz.4

– Interesujące. Naprawdę interesujące – burknął mężczyzna, opierając się o ramę starego łóżka. – Co jest interesujące? – Wzdrygnął się i uniósł zdumiony wzrok. Przy drzwiach stała opalona kobieta; zielone oczy uważnie śledziły jego każdy ruch. Ciemne, rozpuszczone włosy sięgały jej do lędźwi. Były postrzępione, jednak lśniły w jasnym świetle świec rozmieszczonych w niewielkim pokoju. Miała na sobie luźną koszulę i krótkie, obcisłe szorty. Po chwili przez jej twarz przemknął cień napięcia. Podeszła do niego płynnym, lekkim krokiem, jakby unosiła się tuż nad ziemią i stanęła cal od jego głowy. Drgnął niespokojnie, gdy dotknęła jego nadgarstka i powiedziała cicho: – Przyjechałam od razu, kiedy dostałam od ciebie wiadomość o rozpoczęciu Gry. Zniknę za kilka dni; Kann o niczym ma się nie dowiedzieć. – Stanęła na palcach tak, że niemal ustami dotknęła jego ucha. – Zrozumiano? Trwali tak przez chwilę, po czym kobieta odsunęła się od niego i posłała mu piękny uśmiech. – Co cię tak zainteresowało? Usiadł ciężko na kanapę i westchnął, wciąż wpatrując się w zegarek. – Rafi? – spytała podejrzliwie. Podrapał się po brodzie i uniósł wzrok. – Ona jest niesamowita. – Gdy uniosła jedną brew, odchrząknął i ponownie spojrzał na zegarek. – Nie myśl sobie. Ty też byś tak uważała. Gdybyś to zobaczyła, odniosłabyś podobne wrażenie. – Co, zakochałeś się w jednaj z Wybranych? – Wzięła się pod boki, niedowierzając. – Nie, no, chyba śnię! - Po pokoju rozniósł się jej kpiący śmiech. Wstał błyskawicznie i przyparł ją do ściany. – Głupia – warknął. – Ona mogłaby nam pomóc, a ty myślisz o tak przyziemnych sprawach, że robi mi się niedobrze, Briggitt. – Oj, dobrze już dobrze, przecież wiesz, że tylko żartowałam.. Rafi puścił ją i oparł się o ścianę, tuż koło niej. Westchnął ciężko. – Wybacz. Nie zwracając uwagi na przeprosiny, przyjrzała mu się uważnie i spytała, nie podnosząc głosu. – Więc powiesz mi, co zobaczyłeś w tej dziewczynce? – Z naciskiem wymówiła ostatnie słowo. - ­Popatrz na to. – Przez moment naciskał przyciski w szklanym zegarku, po czym wyciągnął rękę, by przyjrzała się temu dokładniej. Gdy dostrzegł, jak jej źrenice momentalnie zwężają się, wiedział, że film urwał się. Zabrał powoli rękę, po czym odchrząknął cicho. Kobieta zerwała się momentalnie: – Ktoś to jeszcze widział? – Gdy potrząsnął przecząco głową, zacisnęła usta i prychnęła. – Wiesz, że równie dobrze może to być zmodyfikowana kopia! – Założyła ręce na piersi i umilkła na moment. – Kto to jest? Wzruszył ramionami. – Oficjalnie, mówi się, że to chłopak z południowego lasu. – Uniósł wzrok. – Chodzą słuchy, że osobiście go wybrała. Ale jak zrobiłem przybliżenie i wyostrzyłem obraz… Nie ma możliwości, by ta twarz należała do chłopca. Uniosła jedną brew i syknęła. – A co, ty taki znawca jesteś? – Masz brata? – wypalił, nie dając jej dokończyć. Brwi kobiety zbliżyły się ku sobie. Przez chwilę wpatrywała się w niego lodowatym wzrokiem, po czym odwróciła się na pięcie i zdecydowanym krokiem wyszła z pomieszczenia. Poruszyłem zbyt delikatny temat, tak? – westchnął i ponownie spojrzał na zegarek. Byli przyjaciółmi odkąd pamiętał. Nie znał drugiej takiej osoby, której by tak ufał. Jednak, zawsze, kiedy pytał o jej rodzinę, milczała jak grób albo przeciwnie, irytowała się, gdy o to pytał. Przez pewien okres uparł się, by dowiedzieć się, o co chodzi. Tak więc obserwował ją przez ponad dwa miesiące. Zauważył, że specjalnie od czasu do czasu, żeby nikt się nie zorientował, chodziła na zwiady w pewne miejsca. Było ich parę, ale nie pamiętał ile dokładnie. Pewnego razu postanowił ją śledzić, jednak, nim dotarli na miejsce(mimo iż nie wydawał żadnych dźwięków i nie dał się zdemaskować), przechytrzyła go i przyłapała go na tym. Była tak wściekła, że, niemal zawsze spokojna i opanowana, wpadła w taką furię, że przez moment bał się o swoje życie. Przez kilka miesięcy nie odzywała się do niego ani słowem. A poza tym, nie chciał się do tego przyznać, ale… kiedy któregoś razu mijał ją lub przypadkiem spotykał… Na samą myśl o tym przeszedł go dreszcz – zawsze napotykał jakieś problemy. Przez tamten okres nie zwracał na to uwagi i nie widział powiązania nawet, gdy bardzo się starał. Przewrócił ostentacyjnie oczami i ponownie zerknął na zegarek. Nie wiedział, czy ma powiedzieć o interesującej sprawie swej pani. Chwilę potem coś w nim zdecydowało: Nie warto zawracać jej tym głowy. Pewnie i tak już o tym wie. ~~~ – Chyba rozumiesz, że nie ma sensu walczyć. Twarz chłopca wykrzywił grymas wściekłości. Zaciskał zęby i dyszał ciężko, jednak w jego oczach było widać, że wcale nie zamierza rezygnować. Westchnęłam i wzięłam się pod boki. – Może chociaż coś powiesz? "Przecież cały czas tańczę dla ciebie w błyskach twoich cięć" – Po raz kolejny uśmiechnęłam się, cytując wers z jednej ze starych baśni. Przez krótki moment przypatrywałam się mu spod przymrużonych powiek. Z irytacją stwierdziłam, że nic się nie zmieniło. Opętała go istna furia. A wszystkie negatywne uczucia skierował we mnie. – Wydęłam dolną wargę. – To przykre. W mgnieniu oka wykonał kolejny wypad. Tym raz chciał ściąć mnie z nóg. Dosłownie. Bez najmniejszego zawahania przeskoczyłam nad nim i nastąpiłam na jego ostrze. Momentalnie uchwyciłam jego przerażone spojrzenie, po czym szybkim ruchem wyciągnęłam coś z torby. Miałam w nosie, co to będzie – ważne, by pozbawiło go dalszej woli walki. Otworzyłam szerzej oczy. Moje palce zacisnęły się na pozłacanym sztylecie. Bez wątpienia poznałam drogocenną broń. Zgubiłam ją przed laty, kiedy został wbity w czaszkę wielkiego, nieposkromionego wówczas stwora. W jednej chwili odepchnęłam od siebie wspomnienia. Teraz prześladowała mnie teraźniejszość. Zacisnęłam usta i spojrzałam w jego błękitne oczy. Przez moment wpatrywaliśmy się w siebie z napięciem, po czym chłopiec wypuścił z dłoni srebrny miecz. Odskoczył parę stóp i desperacko zaczął szukać czegoś w skórzanej torbie. Prychnęłam, nie mogąc powstrzymać ogarniającej mnie irytacji. – Kiedy w końcu do ciebie dotrze, że nie zamierzam zrobić ci krzywdy?! – wykrzyknęłam, wrzucając nóż z powrotem do pakunku. Kiedy zmarszczył brwi, zalała mnie fala nienawiści. – Też tak mówiłaś, jak przekroczyłaś próg naszego domu. Matka ci uwierzyła, ojciec chyba też. Teraz żałuję... To pierwsze, co powinienem był zrobić. – Po raz kolejny wyciągnął broń. Zacisnęłam gniewnie zęby. Czy to się nigdy nie skończy?! Ile on tego tam ma? – Zamarłam. – Co on powiedział…? Przecież ja… – O czym ty mówisz?! Nie znam cię! Jak mogłabym…– Zobaczyłam obraz – jego wspomnienie. Pokaleczone ciało matki w łazience… – Odepchnęłam je od siebie. – Nie bądź głupi! Nic im nie zrobiłam! Chciałam się tylko dowiedzieć o co tu… – Zmusiłam się, by załamał mi się głos. – Zanim wstąpię w ich szeregi… – Nie dociera do ciebie?! – Zrobiłam krok w jego kierunku. – Nie zbliżaj się! A…a… – I następny. – Oszukali cię! Tu wcale nie ma oprawcy twoich rodziców! – umilkłam. – W każdym razem ja nim nie jestem. – Ściszyłam głos, kiedy przypomniało mi się, że sama też dałam sobą manipulować. Niepewny, wciąż wymierzał we mnie broń, jednak widać było, że zbiłam go z tropu. Powoli szłam w jego stronę. Bez pośpiechu. Wiedziałam, że mam dużo czasu. Nie wyczuwałam nikogo innego. Stał w bezruchu, po czym zmęczony opuścił broń. Wiedziałam, że nie był do końca przekonany, toteż wolałam zachować ostrożność w razie, gdy nagle zmieniłby zdanie. Na razie poszło łatwo. Coś mi się wydaje, że jednak nie będzie to takie proste. Po co miałby mi powiedzieć to czego od niego żądam? Nie wzbudzi podejrzeń? Może znów sięgnie po broń? – Z mocno kołatającym sercem, zbliżyłam się do niebezpiecznej postaci. – Kim jesteś? Co tutaj robisz? – Uznałam, że lepiej nie opowiadać mu całej prawdy, toteż zdecydowałam się na pośrednie rozwiązanie. – Jestem Acris*– Wiedziałam, że to imię może mu się źle kojarzyć. Trudno, przecież to w końcu tak się nazywam. – Kanon. Skinęłam głową. Przysiadł, opierając się o ścianę. Wciąż wpatrywał się we mnie, jakby chciał przebić się na wskroś. Zrozumiałam, że chodzi o następna odpowiedź. – Właśnie tego chciałam się dowiedzieć. Nie mam pojęcia o co tutaj chodzi. Uniósł brwi i westchnął ciężko. – Nazywają to Grą. Nie wierzę, że o tym nie słyszałaś. Miałam ochotę posłać mu lodowate spojrzenie, lecz zrezygnowałam. – Nie, nie słyszałam. – Starałam odezwać się najspokojniej, jak tylko mogłam, jednak nie potrafiłam zdobyć się na uśmiech. Zwykle nie musiałam się hamować, ponieważ wiedziałam, że dostanę to czego chcę albo przynajmniej to, co podejrzewałam. Ale teraz nie mogłam spodziewać się niczego z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, w ogóle go nie znałam i nie wiedziałam do czego może być zdolny; po drugie nie za bardzo wierzyłam, w to, że nie umiał chronić swoich myśli. Każdy człowiek, jeżeli posiadał silną wolę, potrafił to robić. Ta myśl nie dawała mi spokoju. Nie uśmiechało mi się to, że ktoś może bawić się ze mną w kotka i myszkę. – Ludzie, w jakiś sposób zranieni przez ówczesnego Króla, opanowani przez żądzę zemsty poszukują drogi do swojego celu. Pewna grupa, których przeciętni ludzie nazywają Nieznanymi zabierają ich do swojej kwatery; chcą sprawdzić jaka jest ich siła. Wtedy zaczyna się Gra o wszystko. Zwycięzca wstępuję w ich szeregi. – Spojrzał na mnie po raz kolejny. – Dlatego dziwię się, że spotkałem tu dziewczynę i od razu przypomniało mi się jak wspomnieli mi, że mogę spotkać tutaj mojego wroga. – Czyżby osoby takie jak ja nie mają szans na wygraną? Serce podeszło mi do gardła. Radość?! W mgnieniu oka coś odebrało mi dech Uniosłam gniewny wzrok i poczułam gorąco na swym policzku. Uderzenie odrzuciło mi głowę na bok. Poczułam, że nie mogę się poruszyć – coś mnie przygniotło. Byłam w pułapce. Usłyszałam głos, od którego włos zjeżył się na głowie. To nie był głos Kanona. – Jesteś całkiem ładna wiesz? – Ktoś brutalnie uniósł mnie za podbródek. Chłopak o cerze białej niczym świeże mleko, uśmiechnął się do mnie niebezpiecznie. Próbowałam się uwolnić, jednak ciało trupa krępowało moje ruchy. Wbiłam w niego wściekłe spojrzenie. Ten, jednak tylko zaśmiał się szyderczo, zadając mi kolejny cios. – Nie mówili ci, że nie patrzy się w oczy swemu panu? Nie wahając się ani przez moment, ponownie uniosłam wzrok. – Nie jesteś moim panem… Nikt nim nie jest. Po chwili milczenia podszedł do mnie i spojrzał mi głęboko w oczy. Przez parę chwil miałam wrażenie, że jego wwiercające spojrzenie przebije mnie na wskroś. Ale wiedziałam, że bynajmniej nie będę się przed nim płaszczyć. Wyciągnął z torby zakrwawioną strzałę. – Zaraz pokażę ci jak kończą takie jak ty. – Z tymi słowami przysunął grot do mojej szyi. A może… – Zamyślił się, po czym przycisnął go do mojej skóry, jednak w taki sposób, by nie przeciął ciała. Sprytnie. – Mam dla ciebie kuszącą propozycję, a jeżeli spełnisz moje żądanie, puszczę cię wolno – przynajmniej na razie. – Przez jego twarz przemknął jednoznaczny uśmieszek.– Chciałabyś się zabawić? Żołądek podszedł mi do gardła. Miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuję. Mimo tego miałam wielką ochotę zaśmiać się mu w twarz. Słucham? Chyba się przesłyszałam. Wydęłam dolną wargę. Nareszcie ścisnęłam w dłoni swój sztylet. Znalazłam go w tej upiornej torbie. W samą porę. Zachichotałam. Jak ja nienawidzę tych aroganckich durni… – Posłałam mu zalotne spojrzenie. – Myślą, że wszyscy powinni paść do ich stóp. Jaka szkoda, że nie zawsze mają przewagę. Wyciągnęłam w jego kierunku prawą rękę, a on bez wahania ujął ją. Byłam wolna. Skręciło mnie w żołądku. Poczułam jego dłoń na swoim biodrze; nie mogłam dłużej tego znieść. Chłopak zamarł i za moment drgnął niespokojnie. Utkwił we mnie swe tępe, niewidzące spojrzenie i osunął się na ziemię. Zerknęłam na niego i przykucnęłam, chcąc wyciągnąć swoją własność. Odgarnęłam z twarzy pozlepiane kosmyki włosów i skrzywiona, oparłam się o ścianę. Mój brzuch przeszyła strzała bólu. Kiedy odsłoniłam bluzkę, zorientowałam się, że rana otworzyła się. Zacisnęłam zęby i niezgrabnie podniosłam się na nogi. Zamarłam; dłoń chłopaka zacisnęła się na mojej kostce i przyciągnęła do siebie. Zaskoczona straciłam równowagę i upadłam na ziemię z mocno bijącym sercem – sztylet upadł na ziemię zbyt daleko, bym mogła go dosięgnąć. Ogarnęło mnie przerażenie; unieruchomiona z ulgą dostrzegłam, że również nie ma broni. Był mniej więcej mojej postury, toteż szanse były wyrównane. Kopałam, chcąc się wyswobodzić, jednak uchwyt wydawał się coraz mocniejszy. Uniósł się, podparty na łokciach, wbił we mnie wzrok. – Oszukałaś…mnie… – wyszeptał, dysząc ciężko. – Z tego co mi wiadomo, to panuje tutaj tylko jedna zasada: nie ma ani jednej!– syknęłam. – Taki jest stan rzeczy – dziwisz się? Zrobiłam to, by przeżyć. – Gdy rzucił mi znaczące spojrzenie, zaśmiałam się cicho. – Jeżeli chodzi ci o tamto, wolałabym śmierć. Otworzył szerzej oczy, za moment jednak przymrużył je. – Dlatego właśnie nienawidzę kobiet. Żadna nie zasługuje na szacunek. Uniosłam brwi. – Żadne z nas nie jest lepsze. Po prostu robimy swoje. – Wzruszyłam ramionami, widząc jego gniewne spojrzenie. – W każdym razie…– Podniosłam się z ziemi, asekurując się, opierając się o ścianę. – Ja nie zamierzam przegrać. Coś ścisnęło mnie w żołądku. Uśmiechał się. A ja otworzyłam szerzej oczy. Świat zawirował mi przed oczami; w momencie gdy zachwiałam się niebezpiecznie, poczułam tępy ból w tyle głowy. Za moment królowała już ciemność.



        Dedykacja: "You're my sin eater"

Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 16.07.2015r.

1     

Terila Redaktor 01 08 2015 (18:02:47)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Cześć, Moriaty!
Przeczytałam wszystkie części Twojej powieści! Brawo ja! Ale przejdźmy do meritum. Mam tysiące uwag, lecz skupię się na kilku.

"Kage no koe" jest dla Ciebie monstrualnie ważnym tekstem. Osobiście przypuszczam, że jest to powód, dla którego fabuła została tak bardzo rozbudowana. Nie mniej, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nie tyle piszesz tą powieść, o ile ćwiczysz na niej, wypróbowujesz różne zabiegi, sprawdzasz jak wyglądają. "Kage no koe" przypomina tekst ćwiczebny do czwartego rozdziału. W "Zdrajcach" coś się zmieniło. Zaczęłaś pisać, przestałaś trenować. Dlatego też punkt wyjściowy powieści a jej głębszy rozwój bardzo się różnią, nawet klimatem.

Jest tu wiele postaci, pocięte rozdziały, przez co czytelnik gubi się w fabule. Czasami nie wiadomo, kto jest kim, o kim się mówi, co kto powiedział, co się tak właściwie stało. Zaznaczam jednak, że kolejne rozdziały są klarowniejsze. Jest coraz lepiej. Znikają zbędne opisy, które nie dodają wartości, a powodują przegadanie, znikają błędy techniczne, eksperymenty. Tekst idzie w dobrym kierunku albo nareszcie obrał właściwy kierunek. Patrząc na początek, mam wrażenie, że zdarzenia, motywy i ukazywane obrazy tworzyłaś po omacku, nie wiedząc, nie rozumiejąc dokładnie, jak dotrzesz do tego momentu w powieści, w którym jesteś teraz.

Zauważyłam też zastanawiające zjawisko, mianowicie Twoje postacie nieustannie marszczą brwi, wbijają wzrok, przewracają oczami lub prychają, i to wszystkie. Skąd się bierze ten fenomen?

Podsumowując, "Zdrajcy" to najlepszy rozdział, jak do tej pory. Przygoda zaczęła się właśnie teraz, a sama powieść - moim skromnym zdaniem - również.
Uważam, że odwaliłaś kawał roboty, i oby tak dalej, bo to działa.

Pozdrawiam!!

P.S. Błędy techniczne natury kosmetycznej. Poprawię.

moriaty h.ayne Redaktor próbny 03 08 2015 (22:05:18)
Witaj ;)

Cieszę się, że przeczytałaś wszystkie części, które wstawiłam do tej pory.
Masz rację. Ten tekst jest dla mnie ważny z wielu powodów i ubolewałam nad tym, że w zasadzie nikt nie mógł dawać mi rad ani mieć uwag co do zawiłości/kierunku, w którym zmierzała historia etc.
Tym samym cieszę się, z Twoich uwag i opinii.

Pewnie masz rację z tym, że był on ćwiczebny, bo był moim pierwszym, poważniejszym tekstem. Musiałam odnaleźć to, czego szukałam i oczekiwałam.
Wiem, że trochę długo się rozkręcałam, ale cóż :)

Zdaję sobie sprawę, że mój tekst jest dość zawiły. Trochę na początku myślałam, czy ciąć rozdziały czy wstawiać całe, ale, gdy pomyślałam sobie o takim długim kawale tekstu, który będzie sprawdzany przez bardzo dużą ilość czasu... Ale przecież zawsze są minusy. Przez to pocięcie itp.
Jednak, mimo Twojego wrażenia, że tworzyłam tekst po omacku nie są całkowicie trafione. Miałam zarys i punkty, do których chciałam dążyć, ale jak, w jaki sposób... miałam pomysły, ale też nie miałam warsztatu. Wypróbowywałam, szukałam... Z resztą, sama widziałaś.

Ale nic. Jakkolwiek... Szczerze mówiąc, nie umiem wytłumaczyć tego 'fenomenu'. Może wynika to z... nie, w sumie to nie mam nawet pomysłu, dlaczego.

Dziękuję, Terilo i mam nadzieję, że utrzymam tę tendencję wzrostową :)

Również pozdrawiam ciepło :)

moriaty h. ayne



Terila Redaktor 03 08 2015 (22:37:49)
Fajnie, że podzielamy wspólne wrażenia.

że w zasadzie nikt nie mógł dawać mi rad ani mieć uwag co do zawiłości/kierunku, w którym zmierzała historia etc.
- pamiętaj, że czasem niepotrzebne są rady czy uwagi innych co do "zawiłości kierunku", a po prostu wsparcie - bo to Ty jesteś twórcą, to Ty wiesz. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(38): 38 gości i 0 zarejestrowanych: