Głosy Cieni - Rozdział 4 - Zdrajcy cz.3

Sekretarz wbiegł do sali posiedzeń; kropelki potu błyszczały na jego czole w białym świetle lamp. Zdyszany powoli podszedł do czarnego, skórzanego fotela, na którym rozsiadła się Kann. Twarz miała posępną, jednostajnie wybijała palcami cichy rytm. Wszystkie oczy skierowały się na mężczyznę, gdy ten podał dziewczynce plik pożółkłych kartek. Uniosła wzrok wybita z zamyślenia, a przez jej twarz przemknął cień niewyraźnego uśmiechu. – Wszyscy są na pozycjach. – Rozejrzał się po pomieszczeniu, a szpakowate włosy zafalowały lekko. – Czy Główny Przewód wrócił? Rzuciła przelotne spojrzenie Assarinowi stojącemu w pobliżu drzwi. Jego oczy zabłyszczały niebezpiecznie, jednak nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. – W porządku, jest w drodze. – Ale już wszystko… – Wątpisz w to, że wróci? Miał do wykonania zadanie i wypełnił je. Założę się, że niedługo zobaczymy go z powrotem. To jest teraz mój najmniejszy problem. Tymczasem... – Wstała i ruszyła w stronę ludzi zebranych przy stole. – Gdzie są rozstawieni? Podszedł do niej mężczyzna w szarym stroju. Na plecy miał zarzuconą skórzaną torbę. Podrapał się po nierówno przystrzyżonej brodzie i, przez moment wpatrując się w pergamin, mruczał coś pod nosem. Poprosił ją, by oddała mu pomiętą kartkę. Gdy to zrobiła, odłożył ją z powrotem na swoje miejsce i przez moment szukał czegoś w swojej teczce. Westchnął i wyjął złożony dokument. Rozwinął go, po czym błyskawicznym ruchem przybił go niewielkim nożem do boazerii; wskazał i zatoczył na mapie kilka miejsc. Odwrócił się do pozostałych. – W tych miejscach wydostali się na zewnątrz – umilkł, po czym szybkim krokiem podszedł do stoliczka i chwycił marker. – 01 ruszył na wschód i, z tego co mi wiadomo, zranił 03, która natknęła się na niego przy rozwidleniu korytarzy. – Uchwycił znaczące spojrzenie przywódczyni i pokręcił przecząco głową. – Uciekła – odchrząknął – 02 jest w maszynowni, a 04... – Nacisnął coś na tarczy swojego zegarka. – Tak jak myślałem. Jest teraz na piętrze i przeszukuje pokoje gościnne. Natomiast 05… – Uniósł jedną brew. – Od początku pozostaje w bezruchu. Po tych słowach przez salę przebiegły nerwowe szepty. Kann zmarszczyła brwi i wróciła na swoje miejsce. Założyła ręce na piersi i przewróciła oczami, nie zwracając uwagi na dyskutujących. Otrzymana wiadomość wzbudziła w niej niepokój i niechcianą złość. Czyżby aż tak bardzo się pomyliła? Biały frak zafalował, gdy Grey zatoczył się w cień schodów. Zacisnął palce na krwawiącym ramieniu. Wert na szczęście nigdy nie był dobrym strzelcem. Celował w pierś, a trafił w ramię. Gdyby było inaczej, leżałby teraz zimnym trupem. Zacisnął zęby, krzywiąc się z bólu. Po prostu cudownie. Do tego mój płaszcz jest przedziurawiony tak, że już nie dam rady go naprawić – westchnął ciężko. Materiał wisiał już tylko na paru nitkach. Hol ponownie wypełnił tubalny głos mężczyzny. – Gdzie się schowałeś? Kundelku, ty tutaj próbowałeś odkopać łup, a wiesz, co tymczasem porabia twoja siostrzyczka? Właśnie wysłałem po nią psy. – Rozległ się stukot butów uderzających o posadzkę. – Ale ty przecież chyba dobrze o tym wiesz… – Grey wstał bezszelestnie, a jego oczy utkwiły w bezruchu. Oddech powoli uspokajał się, jednak serce waliło mu jak oszalałe. Każdy krok wyznaczał kolejne uderzenie. Następne. Następne. Wert był tuż za rogiem. Wiedział to; czuł to. Nie myśląc wiele, rzucił się w przód; zaskoczony przeciwnik wycelował w niego broń, jednak Grey był szybszy; przyparł go do ściany i unieruchomił rękę, w której tamten dzierżył broń. Po krótkiej szarpaninie zmusił bandytę, by spojrzał mu w oczy. ‘Kundel’ sapał ciężko, wytężając wszystkie siły, by przytrzymać wroga. Jego ramię na powrót zaczęło krwawić. Zaklął w duchu. Dotarło do niego, że długo nie wytrzyma i wkrótce będzie musiał się ulotnić. – Czego chcesz od mojej siostry – wycharczał. – Myślisz, że ci powiem? – prychnął Wert. – Stoimy po innych stronach barykady. Podaj mi chociaż jeden powód… – Chcesz zarobić kulkę?! – To do ciebie niepodobne Grey… A co jakbym powiedział, że…– przeciwnik urwał, a jego spojrzenie spoczęło na drzwiach. Rozdzierający ból przebił bok Greya. Zaskoczony upadł na kolana i przez chwilę wpatrywał się w uciekający, biały, niewyraźny kształt. Do budynku wpadła zdyszana Ingrid, przez moment rozglądała się w poszukiwaniu towarzysza. Gdy jej wzrok napotkał jego sylwetkę, twarz dziewczyny ściągnął strach. Podbiegła do niego i szepnęła, odgarniając mu z twarzy zlepione kosmyki włosów: – Tak cię przepraszam. Na śmierć zapomniałam ci o tym powiedzieć. – Miała wrażenie, że wcale jej nie słucha. Potrząsnęła go za ramiona. - Grey! – To niemożliwe. Nie... – Nie zwracając uwagi na dziewczynę, ukrył głowę w dłoniach, a jego tępy wzrok wciąż pozostał w bezruchu. – Co jest niemożliwe? – Uniosła rękę mężczyzny, by spojrzał jej w oczy. Gdy nie odpowiedział, postanowiła posunąć się do ostateczności. Nie mogła w to uwierzyć. Był zbyt silny, by wpaść w taki stan. Musiała się dowiedzieć, o co chodzi. W korytarzu rozniósł się przenikliwy trzask. – Głupia, co robisz?! – krzyknął, masując obolały policzek. – Nareszcie jesteś sobą. – Wstała z klęczek i wzięła się pod boki. – Co się stało? Złapał się za bok, z którego sączyła się krew. Podniósł się z ziemi i podszedł do drzwi; przystanął i westchnął przeciągle. – Jest parę rzeczy, o których nie wiedziałaś… – umilkł na moment, próbując dobrać odpowiednie słowa. – O których chciałem, żebyś nie wiedziała. Spojrzał przelotnie na Ingrid, jednak zanim wyszedł z budynku, zobaczyła coś, przez co zmarszczyła brwi, nie bardzo rozumiejąc. Jego wzrok był chłodny, jakby nieobecny. Mimo, że wiele razy słyszała czyjeś historie, coś ścisnęło ją w żołądku. Nie wiedziała, czy chce poznać prawdę. Idąc kilka kroków za nim, pogrążyła się w myślach. Usiadł na jednym z trzech krzeseł i złapał się za głowę. – Zamknij drzwi i siadaj. – Kiedy wykonała polecenie z lekkim grymasem na lekko opalonej twarzy, Grey uniósł znużony wzrok. – Jeszcze jedno: żadnych pytań. – Mimo wszystko przewróciła oczami i rozsiadła się na wąskim tapczanie. – Zacznijmy od tego, że jestem zdrajcą. – Otworzyła usta, jednak ten uciszył ją ruchem ręki. – Mile to usłyszał. Z kuchni wyłoniła się jakaś postać; była niska i drobna, zupełnie nie pasował do niej donośny głos. Kiedy zdjęła kaptur, ukazała się długa szrama, biegnąca od haczykowatego, małego nosa, znikająca w cieniach czarnego ubrania. Zdjęła spiczastą czapkę i ukłoniła się teatralnie. – Chyba już przebiegło zapoznanie. – Kiedy Grey uniósł się błyskawicznie, sięgając po broń, ten westchnął pretensjonalnie. – On jest Eribar. ~~~ Przez moją obojętną twarz przemknął cień uśmiechu, powoli wstałam z rozścielonego łóżka. Zawartość torby zapowiadała się obiecująco. Znalazłam tam kilka dobrych noży. Zarzuciłam pakunek na plecy i wyszłam z pomieszczenia. Powietrze wypełniał zapach nieprzyjemnej wilgoci i świeżej ziemi. Uniosłam jedną brew; wcześniej tego nie zauważyłam. Jeżeli ktoś zamierza mnie zabić, będzie musiał najpierw mnie znaleźć. – Ostrożnie, starając się przemknąć niezauważona, kątem oka dostrzegłam jakiś ruch. Mimo wszystko serce zabiło mi nieco szybciej niż zwykle. Spojrzałam w górę. Parę kabli i dziura. Oszacowałam, że, gdy podskoczę i złapię się jednego grubych przewodów, uda mi się uniknąć niepożądanego spotkania. Wybiłam się i zacisnęłam palce na jednym z nich, zaciskając zęby, żeby nie wydać z siebie żadnego stęknięcia. Słyszałam odgłos jego stóp. Wróg kierował się w moją stronę. Z sekundy na sekundę był coraz bliżej. Wtedy coś ścisnęło mi gardło; otworzyłam szerzej oczy. Małe, kwadratowe pudełko wysunęło się z torby. Przez śmiertelną ciszę wydawało mi się, jakby jakiś wielki głaz wylądował tuż koło mnie. Zacisnęłam usta i wspięłam się, znikając w mroku. W tym samym momencie ktoś wypadł zza zakrętu. Zdyszany niczym zwierzę błyskawicznie rozejrzał się dookoła, szukając przeciwnika. Dostrzegłam coś na jego torbie. Jakiś napis. 02 – Przeszedł mnie dreszcz. Zerknęłam na swoją: 05. Zacisnęłam pięści, nie mogąc w to uwierzyć. Zaklęłam w duchu to, że dałam zmanipulować się jakiemuś dziecku. Marszcząc brwi, moje usta wygięły się w zimnym grymasie wściekłości. – Ej, ty. Chłopak drgnął. We wszystkie strony wyleciały pojedyncze igły. W cztery strony. Nikt nie podejrzewał, że ukryłam się na górze. Prędzej czy później się zorientuje. Gdy nadarzyła się odpowiednia chwila, zeskoczyłam i bezszelestnie znalazłam się tuż za nim. Odwrócił się błyskawicznie, oczekując ataku. Musiałam zdobyć informacje. Musiałam wiedzieć, o co tutaj chodzi. Rzucił się na mnie z małym, zakrzywionym nożem, jednak w porę nonszalancko schyliłam się, jednocześnie unikając ataku. Widząc na jego twarzy niemą oznakę niepokoju, uśmiechnęłam się wyzywająco. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę, jednak poczułam strumień nienawiści wbijający się we mnie niczym ławica niebezpiecznych igieł. Wypadł w przód, prawą ręką wydobywając coś ze skórzanej torby. Gdyby miał do czynienia ze zwykłym człowiekiem, w tej chwili padłabym trupem. Jednak stałam na ugiętych nogach, przygotowana do odparcia pozornie niespodziewanego ataku. W jednym momencie jego ręka zatrzymała się i zmieniła kierunek, uderzając z góry. Gdybym wcześniej odskoczyła lub wykonała jakikolwiek inny unik, mój los były przesądzony. Miał pecha - zadarł z niewłaściwą osobą. Odparłam cięcie i zaatakowałam. Pchnęłam nieprzyjaciela na ścianę mocnym uderzeniem w brzuch. Odebrało mu dech. Był pewny, że zadam ostateczny cios, jednakże tylko osłabiłam go na krótki moment. Spróbował mnie odepchnąć; nim zdążył mnie tknąć, odsunęłam się nieśpiesznie. Przeszedł go dreszcz; cały czas moją twarz zdobił niepokojący uśmiech. Oczy lśniły mi niebezpiecznie przy migającym świetle jednej z zepsutych lamp zawieszonych pod sufitem. Wiedział, że już dawno powinien wygrać; przecież przewyższał mnie wzrostem i siłą. A ja po prostu bez żadnej obawy, żadnego szacunku śmiałam mu się prosto w twarz. Po plecach przebiegł mi przyjemny deszczyk adrenaliny. Jaka szkoda, że z góry wiem co zamierzasz zrobić…



        Dedykacja: "Tell me what little you know... or I'll put you in the ground myself."

Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 27.06.2015r.

1     

A.J Lunaitte Użytkownik wpmt 15 07 2015 (18:45:03)

A jednak wcześniej czytałam tylko zaczynało się od Kage no Koe:) tak coś mi świtało że już kiedyś lubiłam twoje pióro:)

A.J Lunaitte Użytkownik wpmt 15 07 2015 (15:16:34)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Witam.
Wiem, że nie powinno się zaczynać lektury od części czwartej bez poprzednio przeczytanych 1-3, niemniej jednak spoglądając na znikomą ilość komentujących i chwile wolnego czasu pozwalam sobie ocenić Twoja prace.


Po pierwsze to drobne błędy, które gdzieś się wkradły.

01 ruszył na wschód i, z tego co mi wiadomo,zranił 03
powinno być-01 ruszył na wschód i z tego, co mi wiadomo,zranił 03

przyparł go do ściany
jest to raczej niepoprawny związek frazeologiczny, powinno być-muru.

Jego wzrok był chłodny, jakby nieobecny. Mimo, że wiele razy słyszała czyjeś historie, coś ścisnęło ją w żołądku.
-Spójników złożonych się nie rozdziela a więc nie Mimo,że tylko Mimo że. a przed słowem jakby nie ma tu sensu wstawiać przecinka

Parę kabli i dziura. Oszacowałam, że, gdy podskoczę i złapię się jednego grubych przewodów, uda mi się uniknąć niepożądanego spotkania.
jeszcze raz podkreślam spójników złożonych się nie rozdziela, czyli -że gdy a nie że,gdy.


Gdybym wcześniej odskoczyła lub wykonała jakikolwiek inny unik, mój los były przesądzony. Miał pecha - zadarł z niewłaściwą osobą.
nie były przesądzony a byłby.

że z góry wiem co zamierzasz zrobić…
przydałby się przecinek po słowie wiem.



Po drugie; praca bardzo ciekawa więc z przyjemnością zajmę się czytaniem poprzednich, jak i kolejnych. Na chwile obecną daje mocne 4. O fabule wypowiem się więcej jak się wdrożę w poprzednie części.



moriaty h.ayne Redaktor próbny 16 07 2015 (21:04:04)
Witaj :)

01 ruszył na wschód i, z tego co mi wiadomo, zranił 03


przecinki są w tych miejscach, bo potraktowałam to jak wtrącenie :)

przyparł go do ściany


to nie jest związek frazeologiczny :) on fizycznie, nie w przenośni przyparł przeciwnika do ściany :)

Dziękuję za krytykę, zawsze się przyda świeże spojrzenie na własny tekst. Bardzo się cieszę, że nadal Ci się podoba, bo pamiętam, że to Ty pierwsza skomentowałaś pierwszy fragment tego tekstu, gdy go wstawiłam :) Mam nadzieję, że poprzednie części też przypadną Ci do gustu :)
Będę wstawiał na pewno następne części, bo mam już nawet drugą część, ale nie miałam czasu ostatnio na korektę :)

Pozdrawiam,
moriaty h.ayne


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(26): 26 gości i 0 zarejestrowanych: