Głosy Cieni - Rozdział 3 - Punkt widzenia cz. II

* Zawsze musiałam radzić sobie sama. Nikt mi nie pomógł. Nawet wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebowałam. – Tarsk będzie zadowolony! Powinnaś się cieszyć, dziewko. – Któryś uderzył mnie w brzuch i z bólu zgięłam się w pół. Wyrywałam się, płakałam. – Będziesz własnością naszego pana! Dla takiej jak ty to wielki zaszczyt! Zostałam poniżona i potraktowana jak zwierzę. Do tej pory pamiętam jego lepkie ręce, które swobodnie, bez żadnego skrępowania, wodziły po moim ciele. Szorstki sznur ranił mi związane nadgarstki. I wtedy… – Rozwiązać ją. – Usłyszałam jego tubalny głos. Leżałam przez chwilę w bezruchu, gdy odwrócił się, by nalać sobie dzban wina. Służba odeszła. Zostaliśmy sami. I wtedy… Zarżnęłam go jak świnię; z kością w ręce, kością należącą niegdyś do jednej z jego niewolnic. Łzy spływały po moich brudnych policzkach. Z tętnicy szyjnej Tarska trysnęła posoka. Oczy mężczyzny stały się nieruchome. ~~~ Rozejrzałam się wokoło i po chwili pokuśtykałam w niedaleką roślinność. Mężczyzna zamarł i za moment pobiegł moim śladem. Szłam powoli do swojego celu. Widziałam go - Tarsk. Leżał półprzytomny na ziemi. Przez moją twarz przemknął cień uśmiechu. Niczym duch przystanęłam nad nim, nad tym obrzydliwym, obmierzłym… Zastygłam w bezruchu. – Co ty… – Usłyszałam za sobą głos nieznajomego. Rozluźniłam palce na rękojeści sztyletu. Uniosłam głowę i utkwiłam wzrok w białym jak mleko księżycu. Westchnęłam i wyjęłam ostrze z klatki piersiowej człowieka mieniącego się w jego świetle. Stęknęłam, podnosząc się z kolan, i schowałam nóż do fałd szkarłatnej szaty. Ruszyłam w stronę budynku, jednak po chwili zatrzymałam się. – Nie idziesz? Robi się chłodno – powiedziałam, a na moją twarz wypłynął beznamiętny uśmiech. Przeszedł go dreszcz. Puste oczy Velarta wpatrywały się w przestrzeń. Zrobiła to bez najmniejszego zawahania. – Przełknął ślinę i uniósł na mnie wzrok. – Co takiego zrobił, że spotkała go tak surowa kara? Westchnął i ruszył w moją stronę. Utykałam. Dostrzegł dwie postacie czekające przed gmachem zamaskowanego budynku, zacisnął pięści. Kann spojrzała na niego z ukosa, a przez jej twarz przemknął niezrozumiały wyraz. Podeszła do zasępionego mężczyzny. Otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak po chwili zerknął na znużoną twarz jej towarzysza i zrezygnował. Odszedł bez słowa. Na twarz dziewczynki wypłynął niebezpieczny uśmiech. Drgnęła zaskoczona, kiedy dobiegł do niej niski głos: – Nie spodziewałem się, że stanie się tak, jak podejrzewałaś – prychnął lekceważąco. – Gra nie będzie już wcale taka nudna, nieprawdaż, moja Pani? Mruknęła coś pod nosem, po czym ruszyła moim śladem. ~~~ Skulona objęłam rękami kolana i w milczeniu wsłuchiwałam się w swój urywany oddech. Zaciskałam pięści najmocniej jak potrafiłam, aby tylko stłumić niechciane emocje. Zagryzłam dolną wargę i wbiłam nienawistny wzrok w miejsce, gdzie kiedyś najprawdopodobniej znajdowały się drzwi. Z mroku wyłonił się mężczyzna w ultramarynie. Zerknął w moją stronę i pokręcił głową z dezaprobatą. Westchnął i podszedł do mnie w ciemności. – Wyjdź – powiedziałam cicho. Moje oczy były żywe. Zbyt żywe. Z krwią na rękach uśmiechałam się do niego, patrząc mu prosto w oczy - bez wahania, bez najmniejszego cienia lęku. Tylko ta dziwna… radość? Powoli podniosłam się z podłogi, pozostawiając po sobie czerwone plamy. Wiedziałam, że domyślił się, że jestem ranna. Podpierając się o ścianę, podążałam ku niemu. Kiedy dostrzegł, że zaciskam zęby z wysiłku i bólu, mimowolnie jego twarz przybrała miłosierny wyraz. Tym samym skrzywiłam się, a z moich ust wydobył się lekceważący głos: – Co to ma być: litość? – prychnęłam. – Nie rozśmieszaj mnie. Zmarszczył brwi. Tak czy inaczej, musi wykonać polecenie Kann. Wbił we mnie wzrok i podszedł do mnie zdecydowanym krokiem. Szybkim ruchem złapał mnie za ramię. – Co ty… – Tak będzie szybciej. Odwrócił się, a ja uparcie zmarszczyłam brwi. – Poniosę cię. Nie myśl, że robię to z własnej woli; po prostu nie mam cierpliwości jak ktoś się wlecze. Odczekał chwilę i zerknął w moją stronę. Oparłam się plecami o ścianę i założyłam ręce na piersi. Nie wyglądałam na kogoś, kto zamierzałby ruszyć się z miejsca. Uniósł brwi. Uśmiechnął się do siebie. Szkoda mi jej. Nawet jeżeli dojdzie do głównej rozgrywki, to szczerze wątpię by udało się jej przeżyć. Nie mówiąc już o wygranej. – Cieszyła mnie myśl, że ktoś we mnie wierzył. To bardzo miłe. Kuśtykając, niechętnie podeszłam do niego i wdrapałam się na jego plecy. W momencie, gdy zetknął się z moim ubraniem, poczuł nienaturalny chłód. Wzdrygnął się. *** – Przepraszam, mogłabyś podać mi na moment swoją rękę? – Widząc jej znaczący wzrok, westchnął i uściślił. – Nic ci nie zrobię, chciałbym tylko… Nie mylił się. Kiedy dotknął jej lepkiej dłoni, przeszedł go dreszcz. Zupełnie zimna. Całkowicie. Zupełnie jakby… Poczuł, że jej głowa opada na jego ramię. Kąciki jego ust uniosły się lekko w górę. Pomyślał, że zasnęła. Niedługo później nie miał wyboru, musiał ją obudzić. – Hej, obudź się, jesteśmy na miejscu. Nie poruszyła się. – Obudź się! – Potrząsnął jej bezwładnym ciałem. Milczenie. – Halo? Nie zareagowała. Nie poruszyła się. Ścisnęło go w żołądku. Położył ją na ziemi. – Acris? Przyłożył ucho do jej ust. Ledwo dostrzegalny, płytki, nierówny oddech. Po chwili poczuł coś wilgotnego. Zamarł. Uniósł rękę i przybliżył do swojej twarzy. Dużo. Za dużo. Niedobrze! – zaklął w duchu. I ona z czymś takim dawała radę chodzić?! Coś tkwiło między jej żebrami. Rana była świeża; zaklął w duchu, że nie nosi przy sobie podręcznych opatrunków. Zacisnął zęby i wziął ją na ręce. Szybkim krokiem ruszył w stronę ciemnych korytarzy. W jego głowie latały strzępki myśli. W jednym momencie dotarło do niego oczywiste rozwiązanie. Jeżeli ona przez ciebie nie przeżyje, to Kann ci tego nie odpuści. Módl się, bym zdążył na czas. Nawet jeśli nie żyjesz. Velart. ~~~ Ulicami roznosiło się echo stóp. Wiatr poruszał kępki zeschłej trawy i kształtował krawędzie szarych kamienic. Mroźnej, suchej nocy towarzyszyły pojedyncze odzewy ptaków i głośnych świerszczy pochodzących z pobliskiego lasu. Regularny dźwięk umilkł. Niewyraźna postać przystanęła koło witryny jednego z staroświeckich sklepów i po kilku chwilach rozległo się trzykrotne uderzenie osobliwą kołatką. Miała ona srebrzysty kolor, jednak było widać ślady rdzy, świadczącej o fałszywej drogocenności przedmiotu. Kształt, trochę nadgryziony zębem czasu, prawdopodobnie przedstawiał kiedyś atakującego węża, lecz teraz przypominał zaledwie kruchą nitkę. Mężczyzna odczekał moment, po czym rozległ się cichy odgłos stóp dochodzący z mrocznego wnętrza. W drzwiach stanęła młoda dziewczyna. Uniosła wzrok ku niemu, po czym skinęła głową na znak, by wszedł do środka. Skromny wystrój wręcz raził swoim minimalizmem. Westchnęła i ciężko usiadła na krześle. Gdy ten zamknął drzwi i ruszył do sąsiedniego pokoju, skrzywiła się zirytowana. – Daj spokój! Ile jeszcze ona zamierza, bym tutaj siedziała? Chyba czas się zamienić, nie uważasz? Zamknięcie mnie w tej zatęchłej dziurze nie jest dobrym postanowieniem. I tak nic się tu nie dzieje, a ma i tak zbyt mało przydatnych ludzi, więc po co jeszcze… – Wiesz dobrze, że i tak nie mamy nic do powiedzenia. – Spojrzał na nią przelotnie. – Sama zdecydowałaś się na tę służbę, więc teraz nie narzekaj. I tak teraz nic się nie dzieje. Wciąż wszyscy czekamy na ich kolejne posunięcie. Dobiegło do niego przeciągłe westchnięcie. Kiedy się odwrócił, dostrzegł, że założyła ręce na głowę i ruszyła do wyjścia. Uniósł brew w zamyśleniu. – Mogę się dowiedzieć, dokąd się wybierasz? – Przewietrzyć się. Jak chcesz, możesz iść ze mną. Spojrzał na nią sceptycznie. – Przecież dobrze wiesz, że nie powinniśmy być widywani razem zbyt często. Wiesz, jak szybko plotki się rozchodzą. Roześmiała się i wzruszyła ramionami. – W nocy? Myślisz, że ktoś nas zobaczy? Przecież wszyscy śpią - ani żywego ducha na ulicach. Czego tu się obawiać…? A poza tym i tak przecież nikt nie rozpozna cię w tych łachmanach. – Otworzyła drzwi, i opierając się o framugę, zerknęła na niego spod przymrużonych powiek. Uśmiechnęła się przelotnie i wyszła z pomieszczenia.



        Dedykacja: We become who we are. We can't judge a book by its cover... but you can by its first few chapters and, most certainly, by its last.

Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 03.06.2015r.

1     

moriaty h.ayne Redaktor próbny 07 06 2015 (14:07:49)

Witaj

Dziękuję, miło słyszeć takie słowa od osoby, która za bardzo nie gustuje w takich klimatach :)

Niektóre fragmenty mogą być niejasne, zwłaszcza na początku tekstu, ponieważ najzwyczajniej w świecie tnę długi, już wcześniej napisany rozdział. Takim przykładem jest właśnie pierwsze zdanie, które przywołałaś :)

Co do Tarska - zrobiłam to celowo. Wiem, że nie jest to wyraźnie pokazane(też specjalnie) ale główna bohaterka widzi Tarska, mimo że półprzytomny leży przed nią właśnie Tarsk. W tamtej chwili wspomnienia owładnęły ją w takim stopniu, że widzi postać z przeszłości.

Według mnie, ultramaryna - kolor jak kolor - jak dla mnie niczym nie różni się bp. Od szkarłatu, jeżeli to po prostu barwa ubrania :)

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam,
moriaty h. ayne

Idan Użytkownik WPMT 07 06 2015 (14:36:06)
No widzisz, teraz wszytko jasne, tylko na przyszłość trzeba uważniej ciąć tekst, żeby czytelnik się nie pogubił ;) Co do Tarska, to jakoś nie zauważyłam, że bohaterka wspomina, stąd moje niezrozumienie. A ultramaryna wciąż mi nie pasuje, ale może to tylko moje odczucie/czepialstwo.

Nie ma za co :)

Idan Użytkownik WPMT 07 06 2015 (10:33:08)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Cześć, znowu się spotykamy.

Rozejrzałam się wokoło i po chwili pokuśtykałam w niedaleką roślinność. Mężczyzna zamarł i za moment pobiegł moim śladem.

Jaki mężczyzna?

Widziałam go - Tarsk. Leżał półprzytomny na ziemi.

Przed chwilą z jego tętnicy szyjnej tryskała posoka, a teraz leży półprzytomny? Albo ja się gdzieś zgubiłam, albo to kompletnie nielogiczne.

mężczyzna w ultramarynie

Sugerowałabym zmianę określenia; o ile na przykład "mężczyzna w szkarłacie" jeszcze by jakoś brzmiało, to "mężczyzna w ultramarynie" brzmi dość dziwacznie.

Wiatr (...) kształtował krawędzie szarych kamienic

Teoretycznie wiatr faktycznie może mieć wpływ na ściany budynków, ale nie brzmi to najlepiej.

Miała ona srebrzysty kolor (...)

Ten akapit moim zdaniem można byłoby spokojnie przenieść do poprzedniego.

Mężczyzna odczekał moment, po czym rozległ się cichy odgłos stóp dochodzący z mrocznego wnętrza.

Z tego zdania można wywnioskować, że mężczyzna miał wpływ na odgłos stóp dochodzący z wnętrza (ponieważ zwykle stosuje się konstrukcję "X zrobił Y, po czym [zrobił] Z", a tutaj w drugiej części zdania mężczyzna nie jest już podmiotem). Nie jest to żaden wielki błąd, po prostu drobna niejasność, a ponieważ wydaje mi się, że masz do nich skłonność, pomyślałam, że ją zaznaczę. Jako alternatywę proponuję na przykład "Mężczyzna stał chwilę na progu; w końcu rozległ się cichy odgłos stóp (...)" albo coś podobnego.

I tak nic się tu nie dzieje, a ma i tak zbyt mało (...) Wiesz dobrze, że i tak (...) I tak teraz nic się nie dzieje.

Powtórzenie, i to poczwórne!

Dodałam do tytułu dopisek "cz. II", ponieważ poprzednio zaprezentowałaś nam część pierwszą, mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza. Interpunkcja i zapis dialogów stanowią dla wielu piszących wielki problem, a Ty radzisz sobie z nimi świetnie (o ile dobrze pamiętam, poprawiłam tylko jeden przecinek), znowu muszę Cię pochwalić za zapis. Stylowo jest chyba lepiej, niż poprzednio, powyższe uwagi to w większości właściwie drobnostki. Musisz tylko pilnować logiki i klarowności, bo czasem trudno połapać się, co kto mówi - to chyba aktualnie najważniejsza rzecz, na której powinnaś się skupiać przy korekcie.

Ta część jakoś bardziej mnie zainteresowała w porównaniu do poprzedniej. Już na samym początku mnie zaskoczyłaś - spodziewałam się jakiejś szarpaniny, krzyków, czegoś takiego, a bohaterka po prostu z zimną krwią zamordowała zagrożenie. Później też trzymasz w napięciu. Wciąż nie jest to "mój" rodzaj prozy, ale czytało się przyjemnie, a to już naprawdę coś. Myślę jednak, że dobrze by było, żeby następnym razem Twoją pracę skomentował ktoś inny niż ja, ktoś, kto bardziej gustuje w klimatach około-fantasy, bo jego spojrzenie na tekst na pewno będzie inne. Tymczasem zostawiam czwórkę.

Pozdrawiam,
Idan


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2331 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68303 | Użytkownicy: 12452
Online(44): 44 gości i 0 zarejestrowanych: