warto go przeczytać
Zielona czy czerwona? Co za absurd. Za chwilę mam się zobaczyć z osobą, której nie widziałam ponad miesiąc, a od której oczekuję pomocy, a ja? A ja nie mogę się zdecydować na kolor sukienki. Co się ze mną dzieje? Nigdy nie miałam „takich” problemów, co więcej, nigdy nie zwracałam na to większej uwagi. To jakaś paranoja. A może to skutki Jego „odwiedzin”? Właśnie. Co ja powiem Majce? „Cześć, musisz mi pomóc. Widzisz… Każdej nocy przychodzi On, dręczy mnie, a potem faszeruje żywnością. Co? Pytasz kim jest „On”? Czymś w rodzaju Duszka Kacperka, chyba mnie rozumiesz, nie?”. Litości. Z góry uzna mnie za wariatkę. O ile już tak nie myśli. Jeszcze miesiąc temu byłam „normalna”, cokolwiek oznacza to słowo. Spotykałam się ze znajomymi, chodziłam na imprezy, spędzałam wieczory w objęciach chłopaka, czyli życie przeciętnej nastolatki. Ale z dnia na dzień straciłam to wszystko. Nie, straciłam to nieodpowiednie słowo. Raczej porzuciłam to wszystko. Zerwałam wszelkie kontakty, zamknęłam się w czterech ścianach swojego pokoju i … No właśnie, i co?
*
Byłam spóźniona już jakieś dziesięć minut. Nie przejmowałam się tym zbytnio, u mnie to norma. Mimowolnie podbiegłam do ławki, na której siedziała Majka.
- Przepraszam, Maju. Autobus mi uciekł, a potem jeszcze…
- Jasne, nie ma sprawy – rzuciła, posyłając pogodny uśmiech.
- No, tak – wyjąkałam.
Jeszcze raz zerknęłam na moją powierniczkę. W jej spojrzeniu wyczułam współczucie i chęć pomocy. A może tylko ja tak to odebrałam?
- Maju…
- Tak?
Czyżbym odczuwała jakieś opory? Przecież to bez sensu, to właśnie ona ma mi pomóc. Tak przynajmniej mi się wydaje. Dlaczego więc nie potrafię (nie chcę?) się otworzyć i otwarcie mówić o swoich problemach?
- Czy… - zagryzłam zęby. Nie, nie mogę jej powiedzieć prawdy. Nie potrafię. – Co u Ciebie?
- Em. U mnie? Cóż… - zawahała się. – Tak naprawdę bez większych zmian. Ale to chyba nie miejsce i czas, aby rozwodzić się nade mną. Dzwoniąc, prosiłaś o spotkanie. W czym mogę Ci pomóc? – spytała dość poważnym tonem, lekko pochylając głowę w moją stronę.
Zamiast odpowiedzieć, wpatrywałam się w nią.
- Sandra, mi możesz powiedzieć.
Nie, nie mogę. I tak nie zrozumiesz. Nikt nie zrozumie.
- Sandra?
Odwróciłam wzrok. Ona mi nie pomoże, ona nie potrafi mi pomóc. Wstałam, jeszcze raz spojrzałam w jej stronę, po czym rzuciłam:
- Ja… Muszę już iść. Miło było Cię znów zobaczyć.
- Ale… Sandra!
*
„Cholera, cholera, cholera” - nieustannie powtarzałam w myślach. „I co ja teraz mam zrobić? Do kogo mam się zwrócić o pomoc? Ale… Czy ja w ogóle potrzebuję pomocy? Oczywiście, że tak. To… To dlaczego przez moment pomyślałam, że nie? Co się dzieje z moją głową? W mojej głowie?” Z rozmyślań wyrwał mnie ryk silnika podjeżdżającego autobusu. Wsiadłam, skasowałam bilet i rozejrzałam się. Była godzina dziewiętnasta i ani jednego pasażera. „Dziwne. Bardzo dziwne” – pomyślałam. Po dłuższej chwili zastanowienia, stwierdziłam, że całe moje życie jest dziwne, więc nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Prychnęłam pod nosem i zajęłam miejsce przy oknie.
- Sandra…
Przerażonym wzrokiem objęłam cały autobus. W środku nikogo nie było. Skąd więc te szepty…?
- Sandra… Chciałaś mnie zniszczyć?
O nie, nie, nie, nie… To On. Przyszedł po mnie. Ale… Ale przecież jeszcze nie ma nocy, to nie jest mój pokój… To niemożliwe! Pośpiesznie podniosłam się z siedzenia i, jak obłąkana, zaczęłam wykrzykiwać:
- Kurwa, zostaw mnie. Czemu ja? Kurwa, czemu ja?
*
- Gdzie… Gdzie ja jestem? – spytałam, odruchowo łapiąc się za głowę. Ból strasznie promieniował w okolicy skroni.
- W karetce. Jedziemy do szpitala – odpowiedział męski głos.
Szpitala? Jakiego szpitala?
- Dziecięcego?
- Dziecięcego? – powtórzył drwiącym głosem mężczyzna. – Nie – uśmiechnął się. - Do Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 28.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(52): 44 gości i 8 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., jazzu, Mii, Marionetka, RattyAdalan, Fał