warto go przeczytać
Zakochujemy się dwa razy. Obdarzamy się dwoma odmiennymi stanami emocjonalnymi, które się nigdy więcej nie powtórzą, bo właśnie tak jest skonstruowana przestrzeń, która nas otacza. Dwa, tak różne od siebie płomienie wykują w nas to, co będą chciały. Nasze słowa aprobaty czy sprzeciwu nie mają najmniejszego znaczenia. Wszystko będzie działo się samoistnie.
To będzie jak drążenie zmarszczek na twarzy narodzonego przed momentem dziecka. Powolne ruchy powietrza oplatające jego sylwetkę, napinające się podczas uśmiechu mięśnie i palce głaszczące go, gdy tego będzie wymagać chwila, doprowadzą do trwałych zmian na nienaruszonej życiem twarzy. Wyryte emocje już nigdy nie znikną, nie rozpłyną się, nie rozproszą. Pozostaną, by ujawnić się, kiedy śmiech zagości w kącikach ust, a łzy będą płynąć strumieniami ku sercu, gdzie aorta wypompowuje rytmicznie kolejne pokłady sił dla włókien mięśniowych, które zgodnie z własną logiką układają się charakterystycznie dla konkretnych uczuć.
Wszechświat kocha dwa razy.
Zanim wszelka materia zostanie powołana do życia, wzdycha jako maleństwo do pustki, w której chce się zatopić inaczej niż dotychczas. Rozpycha się na boki, by dotykać ją swoimi niepojętymi dłońmi. Bada ją. Pragnie. Drży na samą myśl o tym, że może przebywać w niej samej. Przemierza nieznane jednostki długości wód płodowych, w których on – mężczyzna – chce tylko jednego – zacząć istnieć. Porusza swoimi oczami, nie mogąc się nadziwić pięknem pulsującej wokół niego przestrzeni, tym, jak niespotykane jest jej wnętrze. Czy zastanawia się, jak będą wyglądały jej piersi, gdy to się stanie? Ten, który nie wie niczego, podświadomie marzy o tym, co pustka może mu dać, ofiarować.
Nim zbiorowa świadomość zostanie ukształtowana, dając początek więziom, których nie będziemy w stanie nigdy zdefiniować, dokona się najpiękniejsza altruistyczna ofiara do czasów zabicia Boga. Ofiaruje mu siebie w całości, wiedząc, że będzie dążyć do własnej destrukcji. Współczująca matka i zarazem namiętna kochanka wie, że inaczej nie może postąpić. Choć wszystko jest dla niej niezrozumiałe i trudne, nie potrafi sobie odmówić momentu, kiedy to mały wyjdzie na siebie samego, stworzonego przed wszystkim, co będzie się dziać później, i złoży pocałunek na jej spragnionych miłości ustach. Cena, którą będzie musiała zapłacić okaże się być większa, niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Ale uczyni to, co podpowiada niewytworzony jeszcze w nikim instynkt.
Oddycha spokojnie i równomiernie. Zamyka oczy koloru głębokiej czerni.
Czeka.
Rozchyla swoje bezkształtne nogi, by mógł w końcu wyjść. Przebija się przez jej błonę. Pustka nie płacze, przygryza mocno wargi i cały ból skupia w koniuszkach palców, z których rodzą się gwiazdy. Pozwala mu dokonać zapłodnienia samej siebie. Czyni to z miłości.
Tak powstaje życie.
Mały staje się coraz większy. Chce więcej. Miliardy komórek rozlewają się po hektolitrach dróg mlecznych. Pustka rozdziera się na wszystkie strony. Otwiera na oścież swoje usta. Wszechświat przeszywa najdoskonalszy krzyk, jaki kiedykolwiek wyda z siebie wszelkie istnienie. Rodzi się czas, który od tego momentu będzie odmierzał cenne sekundy i zabierał – kawałek po kawałku – zrodzoną z nicości nieśmiertelność.
Młodzieńcze nasienie wypełnione pragnieniem czystej egzystencji rozpływa się po każdym zakątku tego, co zaczęło drgać. W przestrzeni zawartej między nim a nią roznosi się zapach jurności i siły. Wulkan emocji wyrzuca z siebie co rusz to nowe twory. Planety wędrują po omacku szukając swojego miejsca. Nie wiadomo skąd wiedzą, że powierzchnia określona kilkunastoma wymiarami, ten jeden jedyny punkt nakreślony przed wszystkim, jest przeznaczony właśnie dla nich. Powoli bezkształt i doskonałość ustępują miejsca porządkowi i harmonii. Początek zmierzcha. Kłębi się w sobie i przestaje emanować swoje istnienie. Obumiera, by mogła nadejść istota, potrafiąca zaszufladkować wszystko zawsze i wszędzie, która sprawi, że człowiek zyska poczucie rozumienia otaczającej go rzeczywistości oraz zależności pomiędzy ludźmi - przeszłość.
Zakochujemy się dwa razy.
Wszechświat zaczyna czuć, że rodzi się w nim coś nowego, dotychczas nieznanego. Przeczuwa to każdym centymetrem rzeźbionego, oddaniem pustki, ciała. Napiętą skórę pokrywa perlisty pot; zaczyna spływać coraz niżej, by w końcu poderwać się do lotu. W struktury miłości wzlatują słone komety.
Rozpoczyna się wędrówka wewnątrz siebie, by odnaleźć pierwiastek, powodujący anomalie w drżeniu młodziutkiego serca. Niepewność wykluwa się z wydętych ust, które wciąż poszukują, szperają, nawołują, które chcą otrzymać nowe. Wraz z pierwszym retorycznym pytaniem - Gdzie jesteś? – rodzi się teraźniejszość – zlękniona obcego istotka o przenikliwych oczach i błądzących po kilometrach kończyn palcach, które z każdym kolejnym dniem będą próbowały wyrwać tyle, ile się tylko da, abstrahując od stworzonych reguł.
Pierwotna pustka odsunięta na bok nadal kocha swoje maleństwo, swojego jedynego i doskonałego kochanka. W cichości nie-atomów czeka na niego, podłego zwyrodnialca, który z niej wyszedł ku nowemu i do niej – na końcu czasów – powróci. Próbuje zatuszować swoją obecność, chociaż tak naprawdę nie musi, gdyż Wszechświat, pochłonięty wizją istnienia czegoś jeszcze, nie zauważa jej. Mgliste łzy przerodzą się w przesiąknięte nadzieją pulsary, które zawiesza na krańcach maleństwa – by wiedziało, gdzie jej szukać. Ciepłe, mleczne światło pomoże i jego stworzycielce – ogrzeje w niej rejony, które skuł wieczny lód.
A on w końcu znajdzie ją, brakujące ogniwo – pustkę zrodzoną z niego samego – która zawładnie nim doszczętnie i nie pozwoli myśleć już o niczym innym. Będzie kochał tylko ją, zapomni o tym, co wykreował, co bez niego nie ma podstaw, by żyć, tym samym prowadząc do własnej destrukcji. Lecz mały tak nie myśli. Musi ją kochać. Chce ją kochać. Zrobi to z miłości.
W miłosnym uniesieniu, do którego nigdy nie dojdzie, na świat przyjdzie przyszłość, najmłodsze dziecko, permanentnie nienarodzone, sprawiając, że Wszechświat zacznie kłębić się w sobie, przestając emanować swoje istnienie, choć nigdy nie obumrze. Powróci jedynie na łono swojej kochanki, szepcząc jej do uszu, które już dawno przestały słyszeć najprostsze:
- Przepraszam, matko.
Złoży pocałunek na jej spragnionych miłości ustach i z pustki, która go zniszczyła wróci do pustki, która dała mu wszystko.
Ocena: 0
Liczba komentarzy: 6
Data dodania: 21.02.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(51): 43 gości i 8 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., jazzu, Mii, Marionetka, RattyAdalan, Fał