"Frozen" - Rozdział pierwszy

Kiedy podejmujemy ryzyko, zawsze jest opcja niepowodzenia. Nie da się tego uniknąć. Czasem żałujemy tego, co postanowiliśmy i próbujemy powrócić do dawnych dni. Pobudka z takiego snu niesie za sobą rany, z których ciężko się wyleczyć. W takich sytuacjach najlepiej powiedzieć sobie: „Trudno, nic się nie stało. Nie przeniosę się w czasie”, chyba że dostaje się drugą szansę… Rozdział pierwszy Ciemnowłosa dziewczyna siedziała na łóżku w swoim pokoju, spokojnie popijając świeżą kawę. Patrzyła przez okno, jakby nie zważając na to, że jej przyjaciółka mówi do niej, jej zdaniem, bardzo ważne rzeczy. Przeglądała się w lusterku i usilnie próbowała uczesać sobie pięknego koka na czubku głowy. Jej jasne włosy za nic nie chciały ułożyć się w wymarzoną fryzurę. - Cassie – jęknęła głośno blondynka. – Czy raz w życiu możesz zwrócić na mnie uwagę? – Znów zebrała swoje długie proste włosy w tył. - Co mówiłaś? – Cassie ocknęła się nagle, nie wiedząc, co jej przyjaciółka mówiła. Spojrzała na nią pytającym wzrokiem. - Jeny! – zdenerwowała się. – Prosiłam cię, abyś pomogła mi ładnie związać włosy. W ogóle się nie układają. Cassie westchnęła głośno. Zawsze to samo, zawsze muszę być na jej zawołanie, pomyślała. Podeszła do lustra, przy którym stała Megan, wzięła szczotkę do włosów leżącą na komodzie i zaczesała przyjaciółce włosy do tyłu. - Moim zdaniem – zaczęła stanowczo – powinnaś zostawić rozpuszczone. Wyglądasz wtedy olśniewająco. Poza tym na tle długich włosów, lepiej widać twoje piękne, niebieskie oczy – podkreśliła Cassie, próbując uporać się z czepliwymi włosami Meg. Skrzywiła się, kiedy odnalazła kołtun. Musiała mocniej pociągnąć ją za włosy. - Auuu! - krzyknęła Megan. – Nie możesz trochę delikatniej? Wiesz, jaka jestem wrażliwa. - Czasem aż za bardzo – skwitowała Cassie. W lustrze było widać naburmuszoną minę blondynki. - A ty nie zamierzasz zmienić ubrania? Przecież idziemy na szkolną imprezę. Chcesz, żeby cię wyrzucili? – rzuciła nagle Megan. - Chętnie poszłabym po prostu w swetrze i dżinsach. A najchętniej wcale bym nie poszła. Robię to tylko dla ciebie. – Cassie skończyła czesać koka przyjaciółce. Ponownie usiadła na łóżku i chwyciła kawę, którą wcześniej postawiła na stoliku nocnym. Spojrzała na fryzurę przyjaciółki. Efekt był bardzo dobry. Na twarzy Megan odmalował się uśmiech, mieszanka zadowolenia i pokusy dokuczania. Po chwili jej twarz zrobiła się lekko złowroga. - I dla Sama – dodała. Cassie, z natury wybuchowa, natychmiast zaczęła się bronić. - Skąd mogło ci to przyjść do głowy? – zapytała oburzona, choć w głębi serca wiedziała, że to prawda. - Nie jestem ślepa. Widzę w jaki sposób na niego patrzysz. – Megan ćwiczyła romantyczne pozy przed lustrem i oglądała z każdej strony swoją nową sukienkę koktajlową. Wpadła jej w oko na wyprzedażach w drogim sklepie odzieżowym. Nigdy nie było jej stać na kupno ubrań w tej marce. - Jak wyglądam w tej sukience? – zapytała, wciąż przeglądając się w lustrze. - Meggie, wyglądasz olśniewająco. Z pewnością wszyscy chłopcy będą na ciebie zwracali uwagę – Cassie niby westchnęła, ale w jej głosie dało się wyczuć nutę zazdrości. Megan od razu to zauważyła. Siadła koło niej na gładko pościelonym łóżku i objęła ją ramieniem, a potem mocno przytuliła. - Załóż tę wiśniową letnią sukienkę. Będziesz wyglądała seksownie, a jednocześnie będziesz czuła się w niej lekko i swobodnie. Cassie spojrzała na przyjaciółkę z uznaniem. - Tak myślisz? - To tylko sugestia. Skoro chcesz połączyć wygodę z elegancją, to taki strój jest odpowiedni. – zapewniła. Dziewczyna zamyśliła się przez chwilę. Miała ochotę tylko na to, aby włożyć piżamę w czerwone serduszka, ciepłe kapcie, które babcia kupiła jej w zeszłym roku na Gwiazdkę, zaparzyć sobie gorącej herbaty i usiąść wygodnie w fotelu w salonie, po czym obejrzeć maraton kiepskiego serialu o miłości. Tak, tylko to chciała zrobić, co nie oznaczało, że mogła. - Masz rację. Włożę ją. Meg pokiwała głową z uznaniem, a w kącikach jej ust pojawił drobny, ledwie widoczny uśmieszek. Cassie podeszła do dużej, drewnianej szafy, która stała w jej pokoju. Otworzyła rozsuwane drzwi, które lekko skrzypnęły. Poczuła zapach starego kożucha, który kupił jej dziadek James tuż przed swoją niespodziewaną śmiercią. Zrobiło jej się bardzo przykro na samo wspomnienie o tej smutnej sytuacji. Przypomniała sobie, jak opłakiwała zmarłego dziadka na jego grobie. Odrzuciła ten obraz bardzo szybko. Zaczęła rozgrzebywać wszystkie ubrania, przebierać stroje powieszone na wieszakach, ale nie mogła znaleźć wiśniowej sukienki, którą miała zamiar założyć. - Hm… chyba nie mam jej w szafie – powiedziała, nie wydając się tym przejęta. - A gdzie może być? – spytała Meggie, a na jej twarzy odmalowało się zmartwienie, jakby to ona nie miała stroju dla siebie. - Nie wiem. Nie nosiłam jej od końca wakacji, a chciałam zauważyć, że już październik. W praniu raczej jej nie ma. A Ray’owi raczej nie była potrzebna. Ray był ukochanym starszym bratem Cassie. Kiedy miała jakiś problem, on zawsze starał się jej pomóc. W zasadzie kochała go bardziej niż rodziców. Była bliżej niego, chociaż dzieliły ich trzy lata różnicy. - Naprawdę nie masz nic innego? Cassie wytężyła umysł, choć wcale nie miała na to ochoty. Po chwili przypomniała sobie o obcisłej zielonej sukience na grube ramiączka. Sukienka sięgała jej do kolan. W zeszłym roku była na nią za duża, ale teraz mogła być w sam raz. Dziewczyna nigdy tej sukienki nie lubiła (mimo że sama chciała jej kupna), ale w tym wypadku był to jedyny ratunek. - Wiesz co… mam taką zieloną sukienkę. Poczekaj, poszukam jej. Usilnie starała się znaleźć upragnione ubranie, jednak zdało się to na nic. - Masz ją? - Nie. Chyba muszę sobie odpuścić tę imprezę. To bez sensu. Przecież nie pójdę w koszuli i spódnicy. – westchnęła Cassie, nadal szukając sukienki w szafie. Nagle dotknęła śliskiego materiału i wyciągnęła go spośród innych. Jej oczom ukazała się jaskrawa zieleń. Odkryła resztę tego ubrania i zobaczyła to, czego szukała. – Czekaj, mam. - To super. Zakładaj, umaluję cię ładnie i wychodzimy. Wolałabym iść naturalna, bez makijażu, pomyślała Cassie. - Idę się ubrać do łazienki. - Okej, czekam tutaj na ciebie. – mówiąc to, Megan zaczęła robić „słodkie” minki do lustra, niczym ośmioletnia dziewczynka, która wyobraża sobie, że za męża będzie miała rycerza w złotej zbroi, a sama zostanie księżniczką, zamieszkującą wykwintny zamek z oszlifowanych klejnotów. Cassie weszła do łazienki, gdzie mocno pachniało różanym mydłem i słodkimi perfumami mamy. Rozebrała się i włożyła sukienkę. Leżała idealnie. Zgrabnie podkreślała linię w talii nastolatki oraz wygładzała małe wałeczki na brzuchu. Cassie nigdy nie pomyślałaby, że ten nieudany zakup przyda się na okazję szkolnej imprezy. Do tego z zapięciem nie miała najmniejszego problemu, gdyż suwak znajdował się pod prawą pachą. - I jak? – Dziewczyna weszła do pokoju jak modelka, robiąc różne, dziwaczne miny, które niby miały podkreślać jej wdzięk i styl. Czuła się z tym nieswojo, bowiem nigdy tak nie robiła. Takie zachowania kojarzyły jej się z celebrytkami, które za wszelką cenę chcą zwrócić na siebie uwagę, chociaż wyglądają jak idiotki. Na samą myśl o tym, skrzywiła się i przestała się wygłupiać przed przyjaciółką. - Rewelacja. Po prostu bomba. – Megan złożyła trzy palce prawej ręki i cmoknęła w ich koniuszki, aby uwydatnić swój zachwyt. Na twarzy Cassie pojawił się lekko zawstydzony uśmiech, ale była z siebie dumna. - Teraz jakoś mnie uczesz – powiedziała, ale Meg od razu pokręciła głową. - Masz śliczne włosy. Są naturalnie falowane. Wystarczy je przeczesać i będziesz wyglądała jak gwiazda. To porównanie niezbyt jej się spodobało, ale puściła je mimo uszu. - Ale makijaż zrób naturalny. Podobno najlepszy makijaż to taki, którego nie widać. - Nudy – prychnęła Megan, która była zwolenniczką mocno zarysowanych oczu i ust. – Ale skoro chcesz, to oczywiście postaram się stanąć na wysokości zadania. Przygotowała Cassie krzesło przed lustrem i zrobiła symboliczny znak rękoma, aby przyjaciółka zasiadła. Potem Megan uczesała jej włosy, a na koniec zrobiła lekki makijaż. Zgrabnymi ruchami zrobiła jej cieniutkie ciemnobrązowe kreski na powiekach i nałożyła troszeczkę zielonego koloru. Potem przeciągnęła po dwa razy na każdym wachlarzu rzęs ciemnym tuszem, a na koniec pomalowała jej usta delikatnym błyszczykiem. Odsłoniła jej widok, sama będąc zachwycona efektem. Z twarzy Cassie wynikało, że nie jest tak samo zadowolona, jak jej przyjaciółka. - Nie podoba ci się? – spytała z niepokojem w głosie. - Nie, jest bardzo ładnie. Nie sądziłam, że kogoś tak brzydkiego jak ja, można w taki sposób odmienić. – Cassie czuła, jak policzki płoną jej ze wstydu. Okłamała przyjaciółkę, ale tylko po to, aby nie poczuła się źle. - Oj, przestań. Wcale nie jesteś brzydka. Cassie nie bardzo chciało się wierzyć w prawdziwość jej słów. - To co, gotowa na taneczny wieczór? - spytała Meg z nutą szaleństwa w głosie. - Tak, jasne, chodźmy – odparła chwiejnie Cassie. Jej słowa nie zabrzmiały wiarygodnie, ale Megan chyba tego nie zauważyła. - Będzie fenomenalnie. Rozchmurz się trochę. Dziewczyna, ignorując słowa przyjaciółki, odwróciła głowę w drugą stronę, jakby chciała ukryć wyraz swojej twarzy. Tak, to będzie niezapomniana impreza, pomyślała w duchu Cassie. *** - Jesteś pewien, że możemy wchodzić do tej szkoły? Nie jesteśmy jej uczniami. Ulicą przy budynku szkoły, do której uczęszczały Cassie i Megan, przechodzili właśnie dwaj chłopcy, w wieku około siedemnastu lat. Jeden był przystojnym blondynem z brązowymi pasemkami i miał głęboko błękitne oczy. Wzrok przykuwały jego mocno zarysowane kości policzkowe. Miał na sobie wąskie granatowe dżinsy, białą koszulkę na krótki rękaw z napisem „Frozen”, a na niej czarną skórzaną kurtkę, zapinaną na metalowy suwak. Obok niego szedł kilka centymetrów niższy brunet o zielonych oczach. On był z kolei bardzo nieurodziwy. Miał orli nos, a linia jego ust była nierówna, kiedy je składał. Do tego, w przeciwieństwie do blondyna, ubrał się w staromodne ciuchy: szerokie wytarte dzwony oraz pomarańczową koszulkę z obdrapanym napisem: „Don’t read this”. Ledwo dorównywał kroku blondynowi. - Nie sądzę, aby ktokolwiek nam zabronił – Blondyn uśmiechnął się podejrzliwie. – Jeśli myślisz, że wszyscy wchodzą tam z zaproszeniami, to grubo się mylisz. - Wyrzucą nas. – odpowiedział, niemalże łkając. Blondyn odwrócił się gwałtownie w stronę kolegi i natychmiast położył mu swoje dłonie na jego ramionach. Popatrzył mu prosto w oczy. Widać było, że z trudem powstrzymuje się, aby nie wrzasnąć na niego. - Zachowaj spokój, dobrze? - Okej. Ja tylko troszczę się o nasze bezpieczeństwo, Dan. - W ogóle jak ty się ubrałeś, co? – zapytał z odrazą w głosie. Dan miał buzię anioła, jednak pod względem zachowań, przypominał diabelskie dziecko. - Wygodnie. Skoro mamy się bawić… - Nie! Nie mamy się bawić! Kiedy w końcu dotrze to do ciebie, Eldwin? Brunet spojrzał smutno na Dana i uświadomił sobie, kim jest, i co tak naprawdę ma zamiar robić tej nocy. - Wybacz. Jestem niezdarą, prawda? – spytał nieśmiało Eldwin. - Nie da się ukryć – rzucił Dan. W kącikach jego ust odmalował się złowrogi uśmieszek. Tymczasem Eldwin tylko spuścił ponuro głowę i do końca drogi szedł zamyślony. *** Cassie była bardzo spięta zanim z Megan weszły do szkoły. Bardzo chciała spodobać się Samuelowi Foster, który był jej skrytą miłością. Niestety, od wielu, wielu lat, Sam został uznawany jako największy przystojniak w całym liceum, dlatego też Cassie nie wierzyła, że spośród tylu pięknych dziewczyn, wybierze właśnie ją. Mogła jedynie śnić i marzyć o tym chłopaku. Megan miała na ten temat nieco inne zdanie. Uważała, że Sam jest potwornym bydlakiem, który zmienia panny jak rękawiczki, co było poniekąd prawdą. Oczywiście zakochana w nim Cassie, nie chciała ani na moment w to uwierzyć. Gdy przekroczyły bramę szkoły, spotkała ich kontrola w postaci kilku nauczycieli. Byli to dwaj profesorowie od fizyki oraz pani pedagog, jak również nauczycielka od angielskiego. - Wy na zabawę, dziewczynki? – zwrócił się do nich grubawy mężczyzna o zabawnym wyrazie twarzy. Miał mały nos w porównaniu do nadętych policzków. - Tak. – odpowiedziały równo. - Prosimy nazwiska. - Cassandra Fox i Megan Brailen. - Klasa pierwsza? – zapytała nauczycielka, która sprawdzała listę. - Tak. – odparła prędko Meg. - Dobrze, wchodźcie. – odparł nauczyciel o zabawnej twarzy. Na szkolnym podwórku nie było już uczniów, ponieważ powoli zaczynało zmierzchać. Wszyscy byli w środku. Cassie jeszcze nigdy nie odczuwała takiego stresu, za to Meggie bardzo chciała już znaleźć się na imprezie. Chciała tańczyć, bawić się i może nawet zaśpiewać jakiś utwór na scenie, jeśli DJ wymyśli taką zabawę. Kiedy weszły do budynku, w szatniach roiło się od uczniów z różnych klas. Megan szukała kogoś znajomego, a Cassie poszukiwała wzrokiem Sama. Po chwili ktoś delikatnie objął ją w pasie i przycisnął do siebie. Dziewczyna odskoczyła gwałtownie, jakby została oparzona żelazkiem. Jednak objęcie było na tyle silne, że nie udało jej się odskoczyć na długą odległość. - Nie uciekaj, Cassandro – usłyszała chłopięcy głos, ale zmieniony już po mutacji. Do jej ucha powiał ciepły, miętowy oddech. Nie mogła w to uwierzyć. Pochłonięta uczuciami, złapała chłopaka za dłonie i delikatnie odwróciła głowę w jego stronę. Poczuła miękkość jego rozpalonych warg na policzku. Czuła, że się rumieni. Za to chłopak był nadzwyczaj odważny. Jeszcze chwilę, a zacząłby dobierać się do jej błyszczących się ust. Chłopak rozluźnił uścisk, tak że Cassie mogła zobaczyć jego twarz. Ujrzała Sama i ledwie utrzymała się na nogach. Poczuła, jak łaskoczą ją motylki w brzuchu. Sam delikatnie uśmiechał się do niej swoim szarmanckim uśmiechem. Jego brązowe włosy lekko lśniły w blasku lampy szkolnej, wiszącej przy samym suficie. - Chodźmy na parkiet – powiedział w końcu. Cassie nie mogła wypowiedzieć ani słowa. Gardło miała ściśnięte, czuła tam wielką gulę. Sam trzymał ją za rękę. Zapomniała o całym świecie, w tym o Megan. Teraz chciała żyć chwilą, chciała być tylko z Samem. Dostrzegła w nim uczuciowego, dobrego chłopca. Kiedy doszli na parkiet, akurat leciała bardzo romantyczna, rytmiczna piosenka, która stała się hitem w ostatnich miesiącach. Sam objął Cassie w talii, a ona zarzuciła mu niezgrabnie ręce na szyję. W tańcu, gdy kołysali się w rytm piosenki, Sam cały czas starał się przysunąć Cassie bliżej do siebie. Dziewczyna czuła to, widziała to. W końcu Sam się odważył i zbliżył swoje wargi do jej warg, tak, że się zetknęły, zatapiając się w cieple pocałunku. *** - Skoro nie uczęszczacie do tej szkoły, nie macie prawa wstępu na obszar budynku. – powiedziała stanowczo kobieta z ciemnymi włosami, przeszytymi gdzieniegdzie siwizną. Dan westchnął głęboko i rzucił arogancko: - To jest chyba miejsce publiczne, co nie? - Ale nie tego wieczoru. Teraz wstęp mają tylko i wyłącznie uczniowie. – odparła nauczycielka. - A mnie to nie obchodzi, bo mam tu ważną sprawę do załatwienia, paniusiu. Eldwin złapał przyjaciela za łokieć, aby zasygnalizować mu, że zachowuje się nie w porządku. Dan zrzucił rękę towarzysza i czekał na odpowiedź nauczycielki. Ta stała jak wryta i nie wiedziała, co powiedzieć. W końcu zainterweniował pan ze śmieszną twarzą. - Jeśli za chwilę stąd nie znikniecie, zawołam policję. – zagroził. Dan chciał zacząć się śmiać z jego wydętych policzków i małego nosa, ale coś go powstrzymało. Zastanawiał się, jaką rzucić ripostę. Na ten moment, nic nie przychodziło mu do głowy. - Mam się powtarzać, czy sobie pójdziecie? – Profesor był coraz bardziej zdenerwowany. Dan nie mógł sobie darować, że odszedł tak po prostu, bez słowa. Nie chciał jednak pogarszać sprawy, bo bał się policji i nocy spędzonej w areszcie. Eldwin snuł się za nim jak cień i nie odezwał się ani słowem. Byli najlepszymi przyjaciółmi, ale nigdy nie mieli na siebie wpływu, zarówno jeden jak i drugi. Nie potrafili się porozumieć jak normalni, cywilizowani ludzie. - Mam pomysł – rzekł znienacka Dan. - Jaki? – Po plecach Eldwina przebiegł dreszcz. Bał się odpowiedzi, ale chciał znać najgorszy plan przyjaciela, niż nie wiedzieć do końca, co tym razem strzeliło mu do głowy. - Wejdziemy przez ogrodzenie. Nie ma innej drogi. Musimy to zrobić, choćbyśmy mieli przesiedzieć i cały tydzień w areszcie. - Mam nadzieję, że wiesz, co robisz – upewnił się Eldwin. - Ja zawsze wiem, co robię – odparł pewnie Dan, a na jego twarzy odmalował się złowrogi uśmiech. *** Sam. Tylko o nim mogła teraz myśleć. Pocałunek, jakim ją obdarzył, był najlepszym przeżyciem w jej ostatnich latach. A przynajmniej teraz tak właśnie to odczuwała. Megan zniknęła gdzieś w tłumie i Cassie nie mogła jej dostrzec. Wtem jej oczom ukazał się nieznajomy. Piękny. Tajemniczy. Uwodzicielski. Szedł z jakimś mniej urodziwym chłopakiem przy swoim lewym boku. Rozglądał się po całym parkiecie, jakby kogoś szukał. Szedł zgrabnie, niczym profesjonalny model. To intruz, pomyślała w jednym momencie Cassie. Obserwowała go. Chciała zobaczyć, co zrobi. Ubrany był bardzo ładnie, jednak nie były to jej klimaty. Wbrew pozorom, spodobał jej się od razu. Zobaczyła w nim kogoś piękniejszego niż Sam. Nawet Sam, choć było jej ciężko w to uwierzyć. Wstała spokojnie spod ściany, nie spuszczając wzroku z tajemniczego jegomościa. Kiedy był blisko niej, ich oczy spotkały się na kilka chwil, ale Cassie natychmiast opuściła wzrok. Poczekała kilka sekund w nadziei, że urodziwy blondyn nie będzie już na nią patrzył. Podniosła oczy przed siebie. Chłopak stał prawie przed nią i spoglądał na nią ciężkim wzrokiem. Jego towarzysz zniknął gdzieś w tłumie. Wzrok intruza był wciągający; Cassie nie mogła oderwać od niego oczu. Zobaczyła jego mocno zarysowane kości policzkowe, które nie szpeciły go i głęboko niebieskie oczy. Miał twarz anioła. Wtem podszedł do niej bardzo blisko i złapał ją za rękę. Dziewczyna była całkiem oszołomiona, nie wiedziała, co ma zrobić. - Chodź – powiedział krótko i momentalnie przecisnął się z nią między tańczącymi. Zrobił to tak szybko, że Cassie miała wrażenie, jakby prześlizgnęli się z prędkością światła, jakby zrobił to szybciej, niż potrafi zwyczajny człowiek. - SAM! – krzyknęła, oczekując pomocy. Chłopak, który jeszcze kilka minut temu tak namiętnie ją całował, teraz spojrzał na nią obojętnym wzrokiem, po czym odwrócił twarz w drugą stronę.



        Dedykacja: Pracę dedykuję mojej siostrze, która tak samo jak ja, pokochała powieści fantastyczne. Z góry przepraszam za przecinki, które postawiłam źle. Mam taką skromną nadzieję, że ktoś z Redakcji podejmie się poprawki, za co byłabym bardzo wdzięczna. Tradycyjnie oczekuję niemaksymalnie surowych ocen ;)

Płeć: kobieta
Ocena: 3.5
Liczba komentarzy: 6    
Data dodania: 28.04.2013r.

1     

sonreír Użytkownik wpmt 07 12 2013 (17:56:51)

Nie ma, to bardzo fajnie, że nie tylko redaktorzy komentują. Po prostu mało komu chciałoby się pisać objętościowo taki komentarz.

Jennifair Użytkownik wpmt 07 12 2013 (16:10:33)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Ciemnowłosa dziewczyna siedziała na łóżku w swoim pokoju, spokojnie popijając świeżą kawę. Patrzyła przez okno, jakby nie zważając na to, że jej przyjaciółka mówi do niej, jej zdaniem, bardzo ważne rzeczy. Przeglądała się w lusterku i usilnie próbowała uczesać sobie pięknego koka na czubku głowy. Jej jasne włosy za nic nie chciały ułożyć się w wymarzoną fryzurę.

Okej, pierwszy akapit i już piękny misz-masz pod tytułem "co kto gdzie i z jakim kolorem włosów"? Z kontekstu całości wynika, że to ciemnowłosa bohaterka przegląda się w lusterku, czesze włosy w kok i do tego momentu wszystko jest w porządku, a tutaj bum - jasne włosy! Moją pierwszą reakcją było małe "wtf?", ale potem przeczytałam jeszcze raz i skonstatowałam, że w dalszej części akapitu mowa jest o przyjaciółce "ciemnowłosej dziewczyny", a nie samej "ciemnowłosej dziewczynie". Szkoda, że w żaden sposób nie wynika to z tekstu, który tworzy sobie radosny misz-masz. Ten akapit jest zły od fundamentów, powinnaś go w całości usunąć i pomyśleć nad czymś, czym mogłabyś go zamienić tak, by było wiadomo:
a) Kto siedzi na parapecie,
b) Kto czesze włosy w kok,
c) Czyim zdaniem mówione przez przyjaciółkę rzeczy są bardzo ważne (bo to też można interpretować na sposób dwojaki, a tekst podpowiada raczej, że są one ważne dla ciemnowłosej dziewczyny - można się domyślić, że dla przyjaciółki, ponieważ ciemnowłosa dziewczyna jej nie słucha, ale... widzisz, misz-masz powstaje nawet przy komentowaniu tego!);
Znów zebrała swoje długie proste włosy w tył.

"W tył' szczerze mówiąc nie brzmi ani korzystnie, ani inteligentnie, ani po prostu dobrze. Nie dałoby się wymyślić jakiegoś innego, poprawniejszego sformułowania na to, co blondynka robiła ze swoimi włosami? Nawet nieszczęsne "Znów zebrała swoje długie proste włosy na czubek głowy" brzmi tu lepiej.
- Co mówiłaś? – Cassie ocknęła się nagle, nie wiedząc, co jej przyjaciółka mówiła.

Dobrze, że zaznaczyłaś to w narracji, nikt by się nie domyślił... dobrze, dobrze, wybacz ironię. Jeśli jakaś postać o coś pyta/mówi coś, nie musisz powtarzać tego w narracji, bo jest irytujące (bądź zabawnie brzmiące - ale zabawnie w złym tego słowa znaczeniu). Spójrz chociażby na to:
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz - przyznał Jacek. Nie miał pojęcia, o czym mówił Marek.

I powiedz mi z czystym sumieniem, że wygląda to dobrze i jest poprawne.
- Co mówiłaś? – Cassie ocknęła się nagle, nie wiedząc, co jej przyjaciółka mówiła. Spojrzała na nią pytającym wzrokiem.
- Jeny! – zdenerwowała się. – Prosiłam cię, abyś pomogła mi ładnie związać włosy. W ogóle się nie układają.

Kto się zdenerwował? Powinnaś to napisać. Akurat w tym wypadku jest to jasne, ale w dalszym ciągu fakt ten nie czyni zdania z punktu poprawnym - nie jest poprawne. Poprawne byłoby, gdybyś chwilę wcześniej wspomniała o tej przyjaciółce - pozwól, że podam ci to na przykładzie.
Przyjaciółka spojrzała na nią powłóczystym wzrokiem.
- Rany! - zdenerwowała się.

Widzisz różnicę?
Meg pokiwała głową z uznaniem, a w kącikach jej ust pojawił drobny, ledwie widoczny uśmieszek.

Moja wyobraźnia podsunęła mi wstrząsający obrazek, w którym w kącikach ust Meg pojawiły się dwa nowe usta - i to właśnie sugeruje to zdanie. Albo "kąciki jest ust uniosły się tworząc drobny, ledwie widoczny uśmieszek" (nie mówię, że brzmi to dobrze, ale jest przynajmniej poprawne), albo "na jej twarzy pojawił się drobny, ledwie widoczny uśmieszek". Nie można mieć ciasteczka i zjeść ciasteczka, bo wychodzi coś bardzo creepy. Na wpół dojedzone ciasteczko, na przykład.
Zrobiło jej się bardzo przykro na samo wspomnienie o tej smutnej sytuacji.

"O tej" - znaczy, że ktoś o niej powiedział, Cassie to usłyszała i zrobiło jej się przykro. Ona to tylko wspomina, więc "o" w tym zdaniu jest absolutnie zbędne.
- Nie wiem. Nie nosiłam jej od końca wakacji, a chciałam zauważyć, że już październik.

Kolejne zdanie z serii "...słucham?". Jeśli chce o czymś wspomnieć teraz, mówi "chcę" albo "chciałabym". Jeśli "chciała" o czymś wspomnieć i mówi to w czasie przeszłym, wynika z tego mniej więcej tyle, że chciała zauważyć wtedy, kiedy nie nosiła sukienki od końca wakacji...
- Tak, jasne, chodźmy – odparła chwiejnie Cassie.

Nie mogła odpowiedzieć "chwiejnie". Mogła za to - "drżącym głosem".
głęboko błękitne oczy.

"Głębokie".
Bardzo chciała spodobać się Samuelowi Foster, który był jej skrytą miłością.

"Fosterowi". Jak na końcu nazwiska masz spółgłoskę, należy dodać polską końcówkę.
Sam został uznawany jako największy przystojniak w całym liceum,

Został uznawany... jako... co? Boże. Aż nie wiem, jak Ci wyjaśnić, dlaczego to wyrażenie jest koszmarne. Ono jest... po prostu złe od fundamentów, całkiem jak pierwszy akapit. Albo "był uznawany za", albo "został uznany za". A "jako" - uznajmy, że go tu nie było. Nie mógł "być uznawany jako", to jest po prostu niepoprawne wyrażenie.
usłyszała chłopięcy głos, ale zmieniony już po mutacji.

W takim razie może "męski"? To tylko sugestia. Za to dodam, że nie mógł być "zmieniony po mutacji" - mógł być "po mutacji" albo "zmieniony przez mutację".
Sam delikatnie uśmiechał się do niej swoim szarmanckim uśmiechem.

A teraz usuń "szarmanckim". "Uśmiechał się do niej uśmiechem", pozdrawiam. Albo "patrzył na nią z szarmanckim uśmiechem", albo "uśmiechał się do niej szarmancko".

Okej, teraz ekspresje po tekście.
Nie jest dobrze.
Ale nie jest też źle, bo masz dobry, sympatyczny styl, widać, że się starasz i - co najważniejsze - widać potencjał w Twoim stylu.
Jednak tekst ten ma kilka niewątpliwych wad. Częściowo przybliżyłam je powyżej, teraz spróbuję streścić, zanim przejdę do strony... postaciowo-opisowo-dialogowej, bo o fabule na tym etapie nie ma co mówić.
1) Tworzysz... bardzo dziwne hybrydy wyrażeń. Zamiast zdecydować się na jedno odzwierciedlenie danego słowa, pakujesz oba, z czego wychodzi masło maślane ("uśmiechał się uśmiechem") lub kompletne absurdy ("był uznawany jako"). Powinnaś tego bardzo, ale to bardzo pilnować - mieszając dwa poprawne określenia masz bardzo niewielką szansę na stworzenie trzeciego poprawnego.
2) Często popełniasz błąd - wynikający z nierobienia w danym miejscu akapitu bądź niefortunnego pociągnięcia danej wypowiedzi - przez który nie wiadomo, kto się wypowiada lub kto co myśli. Podałam Ci kilka przykładów powyżej, ale w tekście było ich znacznie więcej. Pilnuj tego.
3) Robisz błędy w zapisie dialogów. Wpisz sobie w Google "poprawny zapis dialogów", wyskoczy ci dużo stron i któraś na pewno wytłumaczy Ci w dobry sposób, jak powinno się to robić, kiedy stawiać kropkę, a kiedy nie.
4) Przecinki wcale nie szaleją tak bardzo, jak możesz przypuszczać, ale faktycznie lubisz czasem postawić jakiś tam, gdzie nie trzeba.

A teraz moje problemy z tekstem samym w sobie.
Zauważyłam, że masz pewien kłopot z kwestiami dialogowymi. Obstawiam, że przynajmniej kilka razy słyszałaś o tym, iż należy dostosować wypowiedzi postaci do jej osobowości i tak dalej - mam wrażenie, że Ty tego nie umiesz. Nie rzuca się to w oczy cały czas, ale chwilami Twoje postacie wypalają coś całkowicie niepasującego do sytuacji i ich ogólnego tonu wypowiedzi, na przykład:
- Załóż tę wiśniową letnią sukienkę. Będziesz wyglądała seksownie, a jednocześnie będziesz czuła się w niej lekko i swobodnie.

To bardzo... skomplikowane zdanie jak na taką osobę, jak Meg, nie sądzisz?
Musisz też pamiętać, że ludzie to tylko ludzie - nie mówią zdaniami kilkakrotnie złożonymi. Mogą się zaciąć, oddać coś ekspresją twarzy, itd.
Mam wrażenie, że już i tak nie kontynuujesz tego tekstu, więc nie wiem, czy jest sens wypowiadać się o postaciach, ale dobrze, coś tam mruknę.
Nienawidzę Dana. Boże, co za... tutaj następuje przekleństwo. Ledwo się pojawił, a ja już miałam ochotę wybić mu wszystkie ząbki. Za to, jak traktuje Edwina (jak Edwin może się z nim przyjaźnić?), za ten idealny wygląd, za "buzię aniołka"... To tak toksyczna, denerwująca postać, że mam nadzieję, że jeśli napisałaś jakiś dalszy ciąg, to wpadł tam pod auto. Sam jest dużo, dużo lepszy, nieważne, na jak bardzo obojętnego idiotę chciałaś go wykreować.
Edwin jest strasznie płaski, widać, że jest obok Dana tylko po to, żeby Dan mógł błyszczeć na jego tle - smutne.
Meg jest schematyczna, niemniej to ona najbardziej przypadła mi do gustu. Urocza, wesoła postać.
Cassie... jej też nie lubię. Są siebie z Danem warci, cholera. Naiwna, głupia, niewdzięczna - a to dopiero pierwszy rozdział! Zbyt dużo, zbyt dużo mojej nienawiści.

Ogółem masz sympatyczny styl, musisz się tylko wyrobić.
Trzy.

sonreír Użytkownik wpmt 07 12 2013 (16:52:21)
Och, och, ktoś tutaj lubi dogłębnie analizować teksty, no proszę.

Jennifair Użytkownik wpmt 07 12 2013 (17:55:50)
... Przepraszam, czy w analizach tekstów jest coś złego?

Anima użytkownik 28 04 2013 (22:17:46)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Powiem ci szczerze, że jestem zauroczona twoim tekstem. Przywróciłaś mi uczucia nastolatki, jej żywotność i wdzięk w tej niepewności kolejnego dnia. Za to dziękuję, bo bardzo dawno już się tak nie czułam. Taki miły akcent na końcówkę dnia. ;)
Ale do rzeczy. Zapanowała teraz taka dziwna moda na bohaterki nieśmiałe, niepewne siebie, swojego wyglądu i charakteru, pragnące schować się przed całym światem, skrywające w sobie frustrację, podziwiające innych. Nie zrozum mnie źle, nic do nich nie mam, sama taka bywam, jak wielu z ludzi, po prostu stwierdzam, że ostatnia literatura promuje sporo takich typów. Oczywiście nie wszystko jest porządną literaturą, czasem są to po prostu miałkie bestsellery. Tak czy inaczej, Cassie jest pozytywną postacią i wzbudza sympatię. A Megan... Megan jest takim lekkim stereotypem, jednak ty trochę modyfikujesz ten charakter. Owszem, jest skupiona na swoim wyglądzie, jednak momentami okazuje zainteresowanie swoją przyjaciółką. Okazuje może krótko, ale w taki sposób, że widać jej prawdziwą troskę. To mi się spodobało.
Twoje postacie wzbudzają ciekawość. Tworzysz dwie historie, dwojga przyjaciół, którzy mogą jeszcze sporo namieszać sobie nawzajem. Sądzę, że raczej poprowadzisz tą drogą.
Pojawiły się błędy interpunkcyjne, rzeczywiście, było ich trochę, jednak nie uważam, aby były poważniejsze. Ach i no jeszcze taka sprawa, wyraz "gdzieniegdzie" piszemy razem!
Styl i sposób prowadzenia opowieści jest dobry, przede wszystkim bardzo płynny i lekki. To ważne składniki dobrego tekstu.
Na razie daję czwórkę plus z dużymi szansami na piątkę. ;)

Rothie Dell użytkownik 29 04 2013 (18:28:32)
Bardzo Ci dziękuję :) Wiem, mam problem z przecinkami, ale staram się jak najwięcej czytać z uwagą i przelewać potem zdobytą wiedzę do Worda. Mam nadzieję, że kiedyś nie będę robiła tych błędów. Jeszcze raz dziękuję za przeczytanie pracy, ocenienie jej i cenne wskazówki. Pozdrawiam :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(66): 66 gości i 0 zarejestrowanych: