Frozen - Rozdział drugi

Rozdział drugi Cassie usilnie próbowała się wyrwać z mocnego uścisku chłopaka. Wyszli ze szkoły bocznym wyjściem, aby nikt ich nie zauważył, jak domyśliła się dziewczyna. Nagle blondyn stanął i rozejrzał się wokoło. Cassie obserwowała go z uwagą; miała zmarszczone czoło, a na jej twarzy malowała się gotowość do walki w każdym momencie. Nieznajomy przestał się rozglądać i ich oczy ponownie się spotkały. Patrzyła na niego z nienawiścią, a on ze współczuciem. - Puść! – krzyknęła, ponownie próbując się wyrwać. Chłopak jeszcze mocniej ją uścisnął. Czuła, jak krew powoli zaczyna nie dopływać do nadgarstka. Pisnęła cicho i wymusiła łzy. - Jeśli nie będziesz się wyrywać, nic ci nie zrobię. – obiecał, ale wyraz jego twarzy zdradzał wszystkie zamiary. Nagle dziewczyna usłyszała głośne nawoływania. Wytężyła słuch i do jej uszu dotarło: - Dan! Dan! – Na dźwięk imienia, blondyn odwrócił wzrok. Cassie domyśliła się, że jej „porywacz” właśnie tak ma na imię. Po chwili dotarł do nich zziajany, bardzo nieurodziwy chłopak, którego Cassie już poznała na parkiecie. - Znalazłem ją – odpowiedział Dan, kiedy chłopak do niego podszedł. Dziewczyna patrzyła na nich poważnie przestraszona. Obydwaj chłopcy wlepili w nią pełne nienawiści spojrzenia. To już koniec, pomyślała. *** Pochłonięta tańcem Megan, całkiem zapomniała o swojej najlepszej przyjaciółce, która nagle zniknęła jej z oka, będąc w czułym uścisku z Samem Forsterem. Tego wieczora chciała się wyszaleć, pobawić, oderwać od zmartwień codziennych dni. Kiedy tańczyła, zapominała o całym świecie. Liczyła się tylko ona. I muzyka. - Widziałaś Cassie? – Megan usłyszała znajomy, niski głos należący do chłopaka. Odskoczyła, jakby została oparzona żelazkiem. Zamrugała oczami. Zobaczyła znajomy, szeroki uśmiech brązowowłosego przyjaciela Roberta. Odkąd się poznali, Meggie bardzo chciała się do niego zbliżyć. Teraz skrycie się w nim podkochiwała, ale on niestety był z kimś innym. Kate była niezwykle przebiegłą, chytrą nastolatką, chociaż nie grzeszyła urodą. Miała w sobie jednak coś takiego, co przykuwało uwagę chłopców. Jednym z nich był właśnie Rob. Najgorsze było to, że biedak nic nie widział. Cały czas był oślepiony Kate, która perfidnie to wykorzystywała. - Hm… Była z Samem. Nie wiem, gdzie teraz jest. – Megan pokręciła głową. - Szkoda – odparł. Usłyszała w barwie jego głosu mieszankę zrezygnowania i ulgi, co brzmiało podejrzanie. Meg popatrzyła na niego nieufnie. - A co od niej chciałeś? – Dziewczyna najpierw wyginała sobie palce u rąk, patrząc w podłogę. Po chwili zaś uniosła głowę i popatrzyła mu prosto w oczy. Robert usilnie unikał jej spojrzenia. - No bo wiesz… - Podrapał się po głowie, marszcząc czoło. – Jej właśnie Sam szuka, ale wstydzi się do ciebie podejść, więc mnie o to poprosił. - Sam jej szuka? – Teraz Megan zrozumiała, że w głosie przyjaciela było zmartwienie i zdziwienie, a nie to, co podejrzewała na początku. Sama bardzo się przejęła. - Dokładnie. Meg odnalazła w tłumie tańczących Sama i podeszła do niego, gdy obściskiwał się z jakąś laską, nieznaną jej całkowicie. Popukała go w ramię. - O… Właśnie cię szukałem. – W jego głosie słychać było zmieszanie. Odepchnął od siebie dosyć skąpo ubraną dziewczynę, jakby w ogóle go nie obchodziła. - Ach, tak? Jak miło, panie Foster. – zwróciła się do Sama sarkastycznie. - Owszem. Widać, że w tym momencie nie było go stać na ripostę. Ten fakt podbudował nieco Megan. Poczuła, że ma nad nim przewagę. - Założę się, że w sprawie naszej wspólnej koleżanki, Cassie, prawda? – Zobaczyła, że Sam powoli wbija wzrok w ziemię, dlatego też poczuła się jeszcze silniejsza i ciągnęła dalej. – Jesteś najgorszym kretynem, jakiego znam, wiesz? Jesteś całkiem rąbnięty, Sam. – Po raz pierwszy w życiu zwróciła się do niego po imieniu. – Dlaczego całowałeś moją przyjaciółkę, skoro teraz obściskujesz tę… - Nie interesuj się! – warknął, przerywając jej w pół zdania. - Jak mogłeś?! – krzyknęła na tyle głośno, że kilka osób odwróciło się w jej stronę, nagle oderwanych od tańca. Cały czas korciła ją prawa dłoń. - Normalnie. – rzucił nagle luzacko. Tym razem Megan nie wytrzymała nazbieranych w niej emocji. Podniosła błyskawicznie rękę do góry i przyłożyła nią z impetem w jego policzek. Twarz chłopaka mocno odskoczyła mu w bok. Chwilę potem złapał się za nią. Meg nie mogła uwierzyć w to, co zrobiła. Nigdy nie sądziła, że potrafi tak mocno przyłożyć chłopakowi w twarz. Jednak wszystko ma swoją cenę: poczuła, że drętwieje jej ręka. - Idiotko! Co ty robisz? – krzyknął, niechcący opluwając jej policzek. - Powiedz mi, gdzie ona jest! – zażądała. - Wyszła z sali z jakimś chłopakiem. – burknął. - Znasz go? – powiedziała ciszej, ale nadal gniewnie. - Nie. Wyglądało na to, że ją porwał. Próbowała się wyrywać, ale widocznie jego uścisk był zbyt mocny. – powiedział beznamiętnie, co jeszcze bardziej zdenerwowało Megan. - I nie ratowałeś jej?! – Znów podniosła głos. Dało się w nim wyczuć nutę znikomej nadziei. - Nie. – odpowiedział szeptem. Dziewczyna ledwie go usłyszała. - I nie mam zamiaru ci się tłumaczyć! – dodał po chwili dużo głośniej. Był bardzo zdenerwowany. Uczucie gniewu malowało mu się w kącikach ust, jak i na całej gładkiej twarzy. Meggie chciała coś powiedzieć, ale zamiast tego z sykiem wypuściła powietrze z ust i pobiegła w kierunku wyjścia ze szkoły. Sam odprowadził ją wzrokiem, aż zniknęła mu z pola widzenia. Chwilę później podszedł do niego Robert i powiedział półgłosem, mimo huczącej muzyki: - Palant. – Po czym pobiegł za Megan. Zbulwersowany nastolatek chciał coś krzyknąć, jednak usłyszał kocią barwę głosu swojej nowej dziewczyny. - Co się stało, pączuszku? – zapytała, jak gdyby nie była świadkiem całej sytuacji. Sam znów powędrował dłonią w stronę pulsującego z bólu policzka. - Nic. Nie ma się czym martwić. – rzucił. - Naprawdę szukałeś tej dziewczyny? Co od niej chciałeś? – Zamrugała szybko powiekami i spojrzała na niego spod wymalowanych rzęs. Ona jest taka dziecinna, pomyślał. - Nie mieszaj się w to. – warknął ostro. - Skoro jestem twoją dziewczyną, to chyba mam prawo wiedzieć, co nie? Chyba umawialiśmy się, że nie będziemy mieć między sobą tajemnic? - Tak. Ale to żadna tajemnica. – odparł, przytulając ją do siebie wyjątkowo czule. *** Dan przycisnął mocniej Cassie do ściany szkoły. Związał jej ręce z tyłu grubym sznurem. Czuła, że szorstki materiał podrażnia jej skórę. - Nie ruszaj się, bo w przeciwnym wypadku poprzecinasz sobie nadgarstki. Zemdliło ją na samą myśl o tym. Postanowiła się podporządkować porywaczowi. Nagle przyszło jej coś do głowy. Dlaczego nie krzyczała? Czemu nie wzywała pomocy? Czy jest naprawdę taką idiotką? Z przemyśleń wyrwał ją głos Eldwina. - Masz, to taśma, o którą prosiłeś. – Cassie zobaczyła kątem oka, że Eldwin wręcza Danowi coś okrągłego. - Dziękuję, że nie krzyczałaś. Jesteś taka grzeczna, kochanie. – powiedział złowrogo. W tym momencie wrzasnęła, ale chłopak w mgnieniu oka mocno zacisnął jej usta. Po chwili już miała przyklejony plaster, więc każdy dźwięk był stłumiony. W tym czasie Eldwin związał jej nogi. Dopiero po fakcie zorientowała się, że nie może się poruszać. - A teraz staniesz przed sądem za to, co zrobiłaś. – szepnął jej do ucha Dan i krótko się zaśmiał. *** Robert dogonił bez problemu Megan. Wybiegli razem na podwórko przed szkołą. Okrążyli cały budynek, jednak nie zobaczyli nikogo podejrzanego. Meg bała się, że jej przyjaciółce, którą traktowała jak siostrę, stała się krzywda. Próbowała wyczuć w powietrzu zapach krwi, ale jej zmysły były zbyt oszalałe. Robert nawoływał Cassie po imieniu. Bał się o nią, ponieważ była jego dobrą koleżanką; nawet lepszą niż Meg. Wtem dziewczyna zauważyła trzy osoby stojące obok dużej terenówki. Dwie z nich wkładały do jej bagażnika związaną osobę. Megan była tego pewna. - To Cassie! – krzyknęła, a łzy same płynęły jej z oczu. Robert od razu dostrzegł samochód. Pobiegli w stronę ulicy, ale dwie postaci już wsiadały terenówki. Kiedy opuścili teren szkoły, samochód odjechał spod bramy z piskiem opon. - Spisz numery! – krzyknęła. - Nie mam kartki! - Och! – warknęła. – To zapamiętaj! Czy zawsze jesteś takim debilem?! Dopiero po kilku sekundach dotarło do niej, w jaki sposób zwróciła się do ukochanego chłopaka. Nie patrzyła na niego. Usprawiedliwiła się nasilonymi emocjami. - Zapamiętałem. Teraz trzeba szybko je zapisać. - powiedział i złapał ją za rękę. Pobiegli w stronę szkoły, aby natychmiast zgłosić porwanie. *** - Myślałaś, że nam umkniesz? Chyba przeceniłaś samą siebie, Carrie. – Dan prowadził samochód tak szybko, że dziewczynie zaczęło zbierać się na wymioty. - Jaka Carrie? Jestem Cassie! – próbowała powiedzieć, ale każdy dźwięk był zniekształcony i wręcz nieodgadniony. Zaczęła głośno łkać. Tak bardzo bała się, że chłopcy po prostu ją zabiją. Nie chciała śmierci w wieku szesnastu lat. - Co tam ćwierkasz, dziewczynko? – Usłyszała aktorski głos Eldwina. Porywacze zaczęli się z niej śmiać i kląć na nią. Była przerażona. Chciała usilnie się rozwiązać, bo wtedy istniała znikoma nadzieja na ratunek. Zaczęła się wiercić. Potem obracała nadgarstki, próbując uwolnić je z mocno zawiązanego sznura. Każdy kolejny ruch był coraz bardziej bolesny. W końcu jęknęła głośno i poczuła, jak po niedokrwionych palcach płynie jej krew. Szorstki sznur przylegał do jej ran na nadgarstkach. Wtem terenówka zatrzymała się gwałtownie. Cassie całym ciałem uderzyła w tylne drzwi samochodu, które były niedokładnie zamknięte. Wyleciała na jezdnię z brakiem możliwości chronienia głowy od upadku. Po chwili przed oczami miała ciemność. Chłopcy wyskoczyli z samochodu; Eldwin z lewej, a Dan z prawej. - Jasna cholera – zaklął cicho jasnowłosy chłopak. – Rozbiła sobie głowę. Co teraz powiemy szefowi? Eldwin miał przerażoną minę. Nie stać go było na żadne słowo. Nagle pobladł na twarzy; teraz wyglądał niewinnie. - Czy nigdy nie możesz nic wymyślić?! – Dan przeszedł nad Cassie i pchnął przyjaciela mocno do tyłu. Ten się zachwiał, ale nie upadł. Na twarzy Dana widać było zgrozę, gniew i … zagubienie. – Powiedz coś! Odezwij się! – warknął ostro. - Najchętniej bym cię zabił, Dan. – wysyczał. Blondyn wytrzeszczył oczy. Nigdy nie usłyszał takich słów skierowanych do swojej osoby. Tymczasem Eldwin myślał sobie, że nie da sobą pomiatać, nie da się tak stłamsić Danowi. - Musimy zanieść ją w takim stanie, w jakim jest – odpowiedział nagle, opuszczając głowę. Eldwin lekko rozwarł usta ze zdziwienia. Sądził, że przyjaciel rzuci się na niego za to, co powiedział. Podeszli do Cassie i podnieśli ją wspólnymi siłami, po czym weszli do przeklętego budynku wyglądającego jak zamczysko, znajdującego się za wysokim, grubym murem.



        Dedykacja: Dla kogoś.

Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 09.05.2013r.

1     

RattyAdalan Użytkownik wpmt 11 05 2013 (22:48:52)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Witaj. Nie czytałam pierwszej części opowiadania, stąd nie mam większego rozeznania. Piszesz nieźle, chociaż niektóre zdania według mnie niezbyt dobrze są skonstruowane. Zdarzyły Ci się też drobne zgrzyty - zniknęła jej z oka - poprawnie mówi/pisze się "z oczu" - wsiadały terenówki - zgubiłaś "do". Pamiętaj, żę dopowiedzenia i dialogi piszemy bez kropek, chyba, że ów dopowiedzenie kończysz. Na początku wydawało mi się, że piszesz strasznie schematycznie, ale z dalszym czytaniem, mój pogląd się zmienił. Powinnaś jeszcze ciut popracować nad stylem. Piszesz dobrze, ale nie wyciskasz tego do końca. Opowiadanie całkiem fajne, jestem ciekawa co wydarzy się później. Dodam, że uwielbiam imię Dan. Tym mnie uwiodłaś najbardziej. Pozdrawiam R.A. :)

Rothie Dell użytkownik 12 05 2013 (22:03:04)
Dziękuję :) Ja również uwielbiam imię Dan :) Pozdrawiam.

RattyAdalan Użytkownik wpmt 12 05 2013 (22:10:02)
:D


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(67): 67 gości i 0 zarejestrowanych: