Feniks

*** Wdech, wydech. Powtarzam zabieg kilka razy, ale nie pomaga. W dodatku się zapowietrzam. Wciąż patrzy, wwiercając we mnie swoje ciekawskie spojrzenie. Zagryzam nerwowo wargę i odwracam wzrok. Zamek otwiera się, wyjmuję wytrych. I co, zdziwiony? Zakładam włosy za ucho. – Masz naprawdę zręczne palce, Sanjit.– Dostrzegam w jego oczach figlarne ogniki. Czuję w żołądku osobliwe uczucie, uśmiecham się, tym razem nie sztucznie, jednak on już mnie nie widzi, bo znikam w spowitym mrokiem pomieszczeniu. *** Kiedyś naprawdę pragnąłem być doceniony. Nieważne było, co zrobię – istotny był jedynie efekt. Reszta nie miała dla mnie znaczenia. Miałem wrażenie, że jestem skończonym idiotą, robiąc coś tylko dla aprobaty innych. W pewnym sensie to pewnie wina mojej „rodziny”, która „ocaliła” mnie przed niebezpieczeństwami, czającymi się na ulicach Bankoku. Handel ludźmi, głód, ciągła walka o przetrwanie. „Carpe diem”, żyj teraźniejszością. Tak, dokładnie pamiętam dzień, w którym mnie stworzyłeś, bo stał się moim przekleństwem, a jednocześnie zbawieniem. Wydawało mi się, że mogę sięgnąć po skarby Edenu. Ja – dziecko, pozostawione samemu sobie, które powinno zginąć, a przetrwało. Diabelski pomiot... Zwykły śmieć. I tak zaginąłem, by móc powstać na nowo – jak feniks odrodzić się z popiołów. *** Poprawiam krawat, upijam mały łyk czerwonego wina. Zerkam na zegarek – siedem po jedenastej. Zostałem umówiony na siódmą – nie przyszli, ich strata. Unoszę nieznacznie brwi i wzdycham w duchu. Gdy wychodzę na zewnątrz, gwar rozmów zastępuje odgłos klaksonów i pokrzykiwania pijanych imprezowiczów. Czemu mnie to nie dziwi? Od niechcenia wyciągam kluczyki od srebrnego Jaguara. Gdy otwieram drzwi, moje nozdrza drażni obca woń – na pewno nie jest to zapach oceanu, który zawiesiłem dziś rano. Nie dając po sobie poznać, że cokolwiek wzbudziło moje podejrzenia, wygodnie usadawiam się w skórzanym fotelu, po czym jedną rękę kładę na kierownicy. – Nie odwracaj się. Wszystko masz w kopercie. *** Wchodzę. Drewniane drzwi zostawiam za sobą, wyciągam pistolet. Jestem spokojny – znam ten dom jak własne piwnice. Widziałem plany tysiące razy. Przecinam hol, stąpam po parkiecie najciszej jak potrafię, ale dźwięk nie dochodzi znikąd. Zaciskam zęby i rozglądam się wokoło z coraz większym niepokojem. – Witaj Bezimienny. – W pierwszym momencie odwracam się i celuję w tętnicę szyjną mężczyzny. Chwila. Dlaczego... Nie opuszczam broni, mimo że to jeden z powierników mojego pracodawcy. Czyżby to zlecenie było tylko przykrywką? – Jestem Harnann Salem, zapomniałeś? – cedzę przez zaciśnięte zęby. Wzdycha. – Problem w tym, że właśnie nie. – Czuję, że zasycha mi w ustach. – Nie ma cię w Systemie. Możesz mi wyjaśnić, dlaczego? Przekrzywiam broń. Wbijam w niego przenikliwe spojrzenie. Kula przejdzie na wylot – jak nic. – BROTHER nie korzysta z nieznanych ludzi. O nie. – Kręci głową wyraźnie zniesmaczony. – Jak to się stało, że twoje dokumenty... Zresztą nieważnie. – Uśmiecha się i wyciąga pistolet. Naciskam spust. *** Serce wali mi jak oszalałe. „Budynek jest otoczony”. Tępy ból przeszywa moją rękę. Zimno, zimno. Mgła przed oczami jest coraz gęstsza. W głowie huczy, tracę siły. Dyszę, jak zwierzę otoczone przez watahę wygłodniałych wilków, czuję w ustach metaliczny smak krwi. Uciekać. Przed oczami staje mi twarz przerażonej kobiety. Chyba gdzieś dzwoni. Przynajmniej próbuje, bo ręce trzęsą się jej jak cholera. Nie dzwoń, nie dzwoń. Biorę haust powietrza i wyciągam ku niej rękę, a ta podskakuje i tłumi krzyk. „Jakby zobaczyła żywego trupa. Hehe”, śmieję się do siebie na wpół przytomny. Kurtyna opada, powieki stają się coraz cięższe. Chce mi się spać. Bardzo. Baba potrząsa mną, a ja nie mam już siły, by ją odepchnąć. Pozwól mi zasnąć. *** „Przeliczyłem się”, wzdycham, nie zwracając uwagi na zirytowanych policjantów. Po raz setny powtarzam, że to nie ja zabiłem ludzi w tamtym domu. Cóż, okazało się, że jednak wszyscy byli w tej wielkiej willi, ale przyszedłem trochę za późno, by ich pożegnać. Zrobił to mój najdroższy koleżka, który z kolei padł z mojej ręki. Prawo silniejszego, można by rzec. Jak na ironię, zginęli z broni o identycznym kalibrze jak moja, a nie znaleźli pistoletu przy powierniku BROTHERA. Dziwne, prawda? Jakie to życie może być zaskakujące. Tym bardziej, że słyszałem, że BROTHER ma kogoś w policji. Cóż mogę na to poradzić? *** – Harnann Salem, oskarżony o zabójstwo jedenastu osób, zostaje uznany winnym zarzucanego mu czynu i zostaje skazany na wyrok śmierci. Zamykam przewód sądowy. *** „Więzienie wcale nie jest takie złe”, myślę i unoszę wzrok – uśmiecham się, widząc rozgwieżdżone niebo. „Ale ja nie zamierzam dać się zabić.” Następnym razem muszę podziękować Wujkowi Stevowi, że nauczył mnie tego i owego. Wzdycham i rozglądam się – tak jak myślałem – strażników brak. Przerwa na kawkę, mam rację? Iskra. Zapałka płonie, a ja wpatruję się w nią przez moment, po czym rzucam ją w wyznaczone miejsce. Szybkim susem chowam się za materacem. Wybuch. Słyszę w uszach nieprzyjemny pisk. Wdycham świeże powietrze jak najlepszy narkotyk. Za wolność. I tak znów zaginę, by móc powstać na nowo – jak feniks odrodzić się z popiołów.



        Dedykacja: Za Dzień Wymuszonych Zaginięć! :)

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 13.10.2014r.

1     

moriaty h.ayne Redaktor próbny 28 10 2014 (18:32:48)

Dziękuję, bardzo się cieszę, że Ci się podobają :)

Pisząc to opowiadanie, zakładałam zakończyć je na tym etapie, lecz zastanowię się nad Twoją sugestią.

A jeśli chodzi o dłuższą historię, to piszę już jedną i serdecznie zachęcam Cię do przeczytania.

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :)


Terila Redaktor 30 10 2014 (00:04:30)
Ta dłuższa historia to "Kage no koe"?

moriaty h.ayne Redaktor próbny 30 10 2014 (17:26:27)
Tak to ona

Terila Redaktor 28 10 2014 (14:00:33)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Cześć,
bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie, mam nadzieję, że to tylko część pierwsza - bądź jakiś wstęp - bo z chęcią czytałoby się je dłużej. Jest dynamiczne, swobodne, lekkie i przyjemnie pobudzające wyobraźnię. Intrygująco kreujesz bohaterów - dawno nie czytałam o tak ciekawej dla mnie postaci męskiej.

Znalazłam dwa potknięcia techniczne, zrobię ich korektę.

I proszę zastanów się kiedyś czy by nie stworzyć z tego fragmentu coś więcej.
Pozdrawiam.

Terila Redaktor 28 10 2014 (14:03:15)
Ah, to znowu Ty, chyba zostanę fanką Twoich prac.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(40): 40 gości i 0 zarejestrowanych: