warto go przeczytać
Pseudonim: DamaKier
11.02.
No, kosztowałam go słono.
Nie chce mi się liczyć ile pieniędzy na mnie wydał, ale suma do małych nie należy. Uroczy inteligent. Tak mu się dobrze wierzyło w to, że ja nic nie potrafię i nic nie wiem. Opowiadał mi o Apostacie, a ja robiłam zachwyconą minę, mrucząc mu do ucha: 'Jejku, jesteś taki mądry', tyle wiesz. A on się cieszył, żałosny, że robi wrażenie na głupiej gęsi z prowincji.
Może było mu to potrzebne bardziej niż seks, upewnienie się, że jest mądry. Mężczyźni nie lubią inteligentnych kobiet. A mnie nie przeszkadza robienie z siebie idiotki, to ma dwie zasadnicze zalety. Po pierwsze, można wprowadzić element zaskoczenia, kiedy już się kogoś wartościowego pozna. Pod naiwnym spojrzeniem i różowym cieniem na powiekach można skryć całą wiedzę. A potem kogoś zaskoczyć cytując mu, na przykład, teorię dynamiki, bądź jakąś wyborną myśl Leca. Idiotki Leca nie cytują. Bo nie czytują. Druga zaleta udawania idiotki ujawnia się, kiedy spotka się kogoś takiego jak Piotr. Można po prostu zatrzymać przy sobie kogoś takiego na dłużej. Pobawić się w kochaną kobietę. Jest dla kogo się stroić, wydymać usteczka i wysilać. Jest dla kogo gotować. Przebierać się w seksowną bieliznę. Nie trzeba się wysilać, prowadzić rozmów. Wystarczy patrzeć z uwielbieniem i naiwnością.
Śpiewa mi Justyna Szafran teraz. „Mężczyźni mi na dłużej szkodzą, choć wynalazkiem nie są złym.”
Ot, to. Skończył się Piotr. Trzeba by poszukać czegoś innego.
12.02.
Kąpię się dziś rano, a tu dzwoni Piotr. Doprawdy, taki inteligent, a nie rozumie, że ja go nie chcę. Powiedziałam mu, że się kąpię, i żeby nie przeszkadzał. Powiedział, że nie odpuści. Że mnie kocha i coś tam.
Nie może mnie kochać, bo nie zna mnie tej prawdziwej. A poza tym, miłość to tylko akt woli. W końcu sobie odpuści. Znam ten schemat, nie był pierwszy.
13.02.
Dziś też zadzwonił, wcześnie rano. Odebrałam.
Normalnie odechciewa mi się iść szukać czegoś nowego, bo on mi okazuje uwielbienie za dwóch. Kiedy ktoś Cię uwielbia, to wiesz, że możesz z nim zrobić wszystko. Obojętnie co. Sto razy wolę być uwielbianą niż uwielbiającą.
Musiałam to zakończyć, bo trochę się odsłoniłam na ostatnim spotkaniu. Zdjęłam prawie maskę. Zabrał mnie na spacer i karmiliśmy wiewiórki. Dowiedział się, że jestem wrażliwa, że potrafię odbierać piękno. Nie kusiłam go wtedy, po prostu świetnie się z nim bawiłam. Trochę mnie to przeraziło, bo jakoś normalnie, dobrze mi się z nim rozmawiało. Musiałam to zakończyć.
Kiedy jestem sobą, to staję się słaba. Bo jestem słabą kobietą. Ale o tym ciii…
14.02.
O kurcze, walentynki. Trochę mi szkoda, że zostawiłam go tuż przed, miałabym misia–przytulaka.
A dziś nie zadzwonił, wredny. Ani się nie zjawił. Pewnie chce mnie wziąć na przeczekanie. Przecież w taki dzień jak dziś na spotkanie bym się zgodziła. Na pewno, chociażby po to, żeby trochę się poczuć jak kochana kobieta.
Co ja plotę. Miłość nie istnieje.
Głupie to święto. Idę je przespać.
15.02.
Jolka mówi, że wczoraj widziała go w jakimś kinie z taką chudą.
Szybko się pocieszył, nie ma co! Migiem mu poszło, ekspresowo, po prostu wyrwał kogoś, pewnie na samotność w walentynki. Mógłby mieć trochę więcej polotu, naprawdę.
Jolka ma satysfakcję, wredna.
16.02.
Piotr nadal nie dzwoni.
Jolka nadal ma satysfakcję.
17.02.
Obgryzłam dziesięć moich własnych paznokci. No i co? Nie zadzwonił.
Zerkam na telefon co chwilkę. Nie wierzę, że tak szybko mu przeszło i mu się odechciało. A tak mnie podobno kochał. No, no, no… wiedziałam, żeby mu nie wierzyć
Jolka naprawdę jest wredna. Zobaczyła, jak zabieram ze sobą telefon do łazienki i powiedziała:
„Ha, ha, czekasz na telefon od niego? Czyżby zaczęło zależeć?”
Gdzie tam zależeć. Ja nie znam takiego słowa. Głupia jest.
18.02.
Dziś wpadłam na Piotra jak wracał z pracy. Nie mogę powiedzieć, że to wpadnięcie było zupełnie przypadkowe, nie. Chciałam mu przypomnieć, że kiedyś istniałam taka ja, i że on mnie kocha i tęskni. I co?
I się rozbeczałam mu jak głupia, że do mnie nie dzwoni i o mnie zapomniał. I wiecie co on mi powiedział?! Że jestem pieprzona femme fatale, ale on nie zamierza się w to bawić. Że go nie wciągnę w swoją grę. Że kiedyś mu zależało, a ja tylko się nim bawiłam. Oczekiwałam od niego uwielbienia. I że on za coś takiego dziękuje. Że nie jestem prawdziwa.
Nie jestem. Ale to i tak bolało. Femme fatale, może…
19.02.
Nie spałam dziś. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę jeszcze spała. Zamykam oczy i słyszę krzyk Piotra. Źle mi.
Chyba się zaplątałam we własnym życiu. I to jak jeszcze! Uwielbiam czuć władzę nad mężczyzną. Kobiety są zazwyczaj takie słabe. Matka była słaba. Ojciec robił, co chciał, latał do kochanek, ona tylko płakała. Obiecałam sobie, że ja nie będę płakać przez mężczyznę. I co mi przyszło?
Przyszła refleksja. Czas na zmycie czerwonych pazurów. Poddaję się. Jestem słabą kobietą.
25.02.
Nadal mi nie wybaczył. Uważa, że to wszystko kolejne maski, które na siebie nakładam.
Maski, teatr. W tym wszystkim ja. Stanę na scenie, przodem do widowni i przedstawię się: oto ja, Femme Fatale. Nie dostanę oklasków.
Gdzieś jestem prawdziwa. Tylko nie wiem, gdzie.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 22.01.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(51): 43 gości i 8 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., jazzu, Mii, Marionetka, RattyAdalan, Fał