Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Kamil M. Jaszczak
Imię: Kamil
Skąd: Bytom
O sobie: Nie lekceważ drobnostek, ponieważ od drobnostek zależy doskonałość a doskonałość nie jest drobnostką.
Napisanych prac:
- nowości: 58
- wiersze: 10
- recenzje: 17
- artykuły: 1
- wywiady: 1
- proza: 17

Średnia ocen: 4.5
Użytkownik uzyskał: 332 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Normalny Człowiek..." 04.05.2010
"Ulotne marzenie Normalnego..." 04.05.2010
"Nieładny nieład myślowy." 27.11.2009
"Bezczas" 14.12.2009
"Esencja - 1" 01.02.2010

Inne prace tego autora:
"Więźniowie czasu" 15.01.2009
"Esencja - V" 11.11.2010
"Ulotne marzenie Normalnego..." 04.05.2010
"Normalny Człowiek..." 04.05.2010
"Requiem nieśmiertelnych (2)" 15.06.2009

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.
"Ćma - prolog" - Miao?

Esencja - IV

Młodzieniec siedział spokojnie na krześle, miarowo oddychając. Weronika przyglądała mu się w bladym świetle reflektorów. Poza silnymi kośćmi policzkowymi, na które już wcześniej zwróciła uwagę, miał lekko wysuniętą szczękę i delikatny, może dwudniowy zarost. Z jednej strony, wyglądał dość przeciętnie – jest wielu przystojnych mężczyzn, pomyślała, chociaż z drugiej strony było w nim coś unikatowego, coś tajemniczego, a wręcz zakazanego. Weronika omiotła wzrokiem całą jego twarz, zatrzymując się na chwilę przy prostych, jasnych włosach, zdając sobie sprawę, jak profesjonalnie zostały ścięte oraz ułożone.
- To troszeczkę krępujące – powiedział, nie otwierając oczu. Słysząc tę uwagę, Weronika natychmiast odwróciła twarz i oblała się rumieńcem. Mogłeś przynajmniej mnie uprzedzić, warknęła w duchu. – Nie przyzwyczaiłem się do tego, że kobiety przyglądają mi się z takim zainteresowaniem…
- Ja wcale nie… – zaczęła, próbując wybrnąć z zaistniałej sytuacji, nie wychodząc przy okazji na kompletną idiotkę. – Wydawało mi się, że jesteś moim aniołem…
- Przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować, ale pochlebiasz mi.
Dziewczyna spuściła głowę i zaczęła bawić się guzikiem koszuli. Robiła tak zawsze, gdy została przyłapana przez mamę na kłamstwie, o czym on na szczęście nie wiedział. Położenie, w którym się znalazła, nie pozwalało jej na żaden sensowy ruch… żadne wytłumaczenie. Kiedy dotknął jej ramienia, poczuła dziwne, przejmujące ciepło, lecz się nie wystraszyła.
- Powinienem zejść na dół, zanim będzie na tyle niezręcznie, że przestaniemy rozmawiać – mówiąc te słowa, wstał i leniwym krokiem ruszył w stronę sceny. Weronika powiodła za nim wzrokiem, aż do momentu, gdy wszedł do niewielkiej kanciapy po prawej stronie.
Mimo iż wisząca na drzwiach tabliczka kategorycznie zabraniała wstępu do środka, Weronika przypomniała sobie, że kiedyś bywała tam dość często.
W dzieciństwie z wielkim zaangażowaniem słuchała śpiewu aktorów, starających się przekazać swą historię szerokiej publiczności. I kiedy pewnego dnia, a dokładniej rzecz biorąc siódmego lipca, wujek Albert po raz pierwszy zabrał ją na deski teatru, była wniebowzięta. Uwielbiała oglądać spektakle w telewizji. Mogła robić to godzinami. Dlatego też możliwość obejrzenia przedstawienia „na żywo” wydawała się spełnieniem marzeń. Z radością i dumą, o jaką trudno byłoby podejrzewać sześciolatkę, weszła do Miejskiego Teatru. Rozejrzała się niepewnie, pragnąć nie zostać zdeptaną, pośród podekscytowanego premierą tłumu.
- Tu jest dużo ludzi, wujku! Gdzie będziemy siedzieć, jak zabraknie miejsc? – zapytała wyraźnie zdenerwowana.
Wujek Albert wziął ją na ręce.
- Masz rację… przejdźmy za kulisy. Będziemy mieli zdecydowanie najlepszy widok – mruknął w odpowiedzi, po czym pocałował ją w czoło, postawił na ziemi i chwyciwszy za rękę oprowadził po teatrze. Odwiedzili przygotowujących się do występu aktorów, rozdygotanego reżysera i dwóch dźwiękowców. Wszyscy zgodnie powtarzali: nieżyczliwość innych w stosunku do aktora jest jego dobrą passą. Wołają: połamania nóg! Lecz kiedy tego już doświadczymy, stajemy się mądrzejsi na przyszłość…
Weronika do dziś bardzo dokładnie pamiętała tę formułę. Kiedy miała problemy w starej szkole, gdy nie potrafiła dogadać się z rodzicami, powtarzała ją szeptem. Przez chwilę była bardziej pewna siebie. I właśnie owa chwila, pozwalała jej znaleźć rozwiązanie sytuacji, do której chciała się ustosunkować. Niestety nie znała żadnego powiedzenia, mówiącego o tym, jak rozmawiać z chłopakami… a tego potrzebowała teraz najbardziej.
Na szczęście nie musiała się zbyt długo zadręczać, ponieważ chwilę później została poproszona na scenę. Spokojnie podniosła torbę z ziemi, wstała i zeszła po schodkach na dół. Stojąc pod sceną zauważyła świecącą na końcu korytarza, prowadzącego na deski teatralne, lampę.
- Idź w stronę światła. To nie twój tunel, nie twoje drzwi… – powiedziała, usiłując dodać sobie odwagi. Mimo to poczuła, jak głos zaczyna więznąć jej w gardle. Nie ze strachu tudzież bezsilności, ale dlatego, że dziś skompromitowała się już wystarczająco wiele razy. Wciąż jest nadzieja, pomyślała. Nadal mogę się potknąć i przewrócić, złamać rękę albo nogę… nieważne. Nikt nie pomyślałby wtedy czy zrobiłam to specjalnie, czy nie. Krok za krokiem wmaszerowała na scenę.
Gdy dotknęła parkietu, a następnie poczuła zapach przestarzałej kurtyny, zrozumiała z jak wielką słabością próbowała walczyć.
- Przepraszam, rezygnuję…
Weronika zerwała się z miejsca i zmierzyła w stronę wyjścia. Przeskoczyła nad progiem, wyminęła sparaliżowanych przedstawieniem gapiów, aby za moment trącić jednego z nich ramieniem. Gdyby nie refleks stojącego w pobliżu mężczyzny, siła zderzenia zwaliłaby ją z nóg. Czując na twarzy ciepło ludzkiego ciała, momentalnie się pozbierała. Nie mogła pokazać swego zmęczenia ani tego, jak bardzo wyniszczyło ją udawanie, że wszystko jest w porządku… Wiedziała, co powinna zrobić. Odejść czym prędzej, jednak zanim to zrobiła, rytmiczny oddech otarł się o jej ucho.
- Nie wiem czego się boisz, ale nie rezygnuj. Jeśli nie chcesz być sama na scenie, zagraj ze mną… będziesz tylko ty i ja.



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 02.10.2010r.

1     

Ironiczna 02 10 2010 (21:48:54)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Hmm, jestem troszkę zaskoczona, acz w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Podoba mi się niepewność Weroniki, to, że nie jest taka idealna jak to się nieraz zdarzało w tego typu opowiadaniach. Ale ja znowu mówię o 'tego typu opowiadaniach' i ciągle zapominam, że to przecież inne, zupełnie inne opowiadanie. Według mnie doskonalsze i w pewnym sensie trwalsze... Nie wiem, po prostu mam wrażenie, że tu jest jakaś cząstka, która mnie hipnotyzuje. Często mam tak, że coś czytam i mechanicznie poprawiam, mechanicznie oceniam... Rzadko zdarzają się perełki przy których, aż chce się czytać, poprawiać, oceniać. Rzadko też chwalę, więc możesz czuć się wyróżniony. ;)
Dobrze, ja tak mówię i mówię, a zapominam o ważniejszych aspektach tekstu.
Byłam zachwycona opisem początków Weroniki z teatrem. Najpierw oglądała w telewizji spektakle i słuchała śpiewu, a potem, dzięki wujkowi Albertowi, doświadczyła wielkiej łaski spotkania się z aktorami za kulisami, czego jej zazdroszczę. Widać w niej wielką miłość, pasję i poświęcenie dla tej wspaniałej, odwiecznej profesji.
I wreszcie staje przed szansą spełnienia marzenia. Jednak tajemniczy, intrygujący mężczyzna wytrąca ją z rytmu, raz uspokaja, raz przeraża. To powoduje, że Weronika tchórzy, pragnie się wycofać, zapomnieć i uciec. Na szczęście los daje jej kolejną szansę, utrzymuje w postanowieniu.
Cóż mogę powiedzieć... Dziękuję Ci za to opowiadanie. Sama chciałabym tak pisać i teraz wiem, że nigdy nie doświadczę takiej łaski. Chylę czoła.

Kamil M. Jaszczak 03 10 2010 (09:21:25)
Dziękuję serdecznie za pochlebne komentarze, nawet nie zdajesz sobie sprawy, chociaż nie... zdajesz sobie sprawę, jak to wpływa na wenę. Dlatego też dziękuję dwukrotnie.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(51): 42 gości i 9 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, aubrey, Stefan B., jazzu, Mii, Marionetka, RattyAdalan, Fał

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl