warto go przeczytać
Cześć II
Wszyscy, którzy mieli zamiar wziąć udział w przedstawieniu, z niecierpliwością wyczekiwali rozpoczęcia się przesłuchania w holu Teatru Miejskiego. Nikt nie chciał wychodzić na scenę nieprzygotowany, czując wzbierające wewnątrz zdenerwowanie. Tym bardziej, że temperatura na zewnątrz z każdą chwilą drastycznie malała, a wiejący ze wschodu wiatr, wzmagał się. Dlatego też perspektywa spędzenia popołudnia w ciepłej auli, wydawała się błogosławieństwem.
Weronice było to jednak zupełnie obojętne. Nie należała do osób, które w szczególny sposób odczuwały zmiany pogody. Ubrana w swój zimowy skafander, jak mawiała babcia, mogła stać na mrozie, aż do białego rana. W przeciągu siedemnastu lat życia, nauczyła się nie przykuwać większej uwagi do otaczających ją warunków. Była niczym skała, trudna do skruszenia, lecz wrażliwa na dotyk.
Weronika zamilkła na chwilę dopiero, gdy znaleźli się tuż przed wejściem do ogromnego, oszklonego budynku, usytuowanego w sąsiedztwie parafialnego cmentarza.
- Dziękuję, że ze mną przyszedłeś – powiedziała, spoglądając niepewnie na majaczące w oddali nagrobki.
- Nie ma sprawy – odparł. – W końcu od czego ma się przyjaciół? – dziewczyna uśmiechnęła się i skinęła głową. – Zresztą spacer dobrze mi zrobił. Mogłem chociaż na moment oderwać się od nauki. W domu wszyscy przypominają mi, że matura zbliża się wielkimi krokami… Zupełnie, jakbym cierpiał na Alzheimera.
- W takim razie jesteśmy kwita – stwierdziła Weronika z rozbawieniem.
- Niech będzie – odparł Marcin, obejmując ją w pasie.
- Powinnam już iść – wyszeptała, po czym pocałowała go w policzek, mruknęła krótkie do zobaczenia i wpełzła do środka Teatru Miejskiego, gdzie panowała napięta lecz przyjazna atmosfera.
- I to byłoby na tyle…
Kiedy dziewczyna zniknęła za drzwiami budynku, Marcin odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę cmentarza. Prężnym krokiem doszedł do żeliwnej bramy, której metalowy uchwyt, pokrywała cienka warstwa szronu. Minął wejście, przemknął wąską alejką do północnej części, gdzie na rozdrożu skręcił w prawo. Idąc wzdłuż kamiennego muru, zauważył, że panująca wokół zamieć znacznie nabrała na sile, miotając płatkami śniegu w każdą stronę. Odniósł niemiłe wrażenie, jakby nie powinien się tutaj pojawiać. Wątłe gałęzie drzew rosnących po drugiej stronie ogrodzenia, gdzie znajdowało się boisko gimnazjalne, niespokojnie kołysały się na wietrze. Biorąc pod uwagę pokrywający je śnieg, należało być ostrożnym.
Marcin zatrzymał się przy schodkach prowadzących do niewielkiej kapliczki na wzgórzu. Wszedłszy na górę, odmówił krótką modlitwę, a następnie przykucnął i odgarnął zalegający na cokole śnieg. Gdy skończył, zdjął rękawiczkę i powoli przesunął palcami po jego krawędzi, aby odnaleźć cegłę, którą można było wyjąć. Miał nadzieję, że we wnętrzu wciąż będą znajdować się znicz oraz zapałki. Natrafiwszy na nikłą przerwę po lewej stronie, wsunął delikatnie palec i krótkim szarpnięciem wyciągnął cegłę.
Parę minut później stał nad jednym z czterech granitowych grobów, położonych w najbardziej wysuniętej na zachód części cmentarza. Pierwsze trzy mogiły wyglądały na opuszczone. Czwarta zaś była zadbana. Za każdym razem, gdy Marcin pojawiał się na cmentarzu, przynosił ze sobą znicz lub świeże kwiaty. Przynosił ze sobą również pytania, na które pragnął znaleźć odpowiedzi. Nie mógł jednak porozmawiać o nich z rodzicami. Musiałby wtedy przyznać się, że znalazł dokumenty adopcyjne, a to skomplikowałoby wiele spraw. Dlatego też czasami zadawał sobie pytanie, czy dobrze robi, przychodząc tutaj. Przypominał sobie wówczas, że mimo wszystko nie mógłby pozwolić na to, aby grób został zaniedbany.
- Chciałbym dzisiaj zostać dłużej, jednak powiedziałem rodzicom, że pojadę z nimi odebrać nowy samochód z salonu. Poza tym zbliża się koniec roku szkolnego, a ja muszę zdać maturę… Ale obiecuję, że wpadnę za dwa miesiące – powiedział Marcin, spoglądając na tablicę, na której wygrawerowano kilka słów: Blanca Samaniego. Spoczywaj w spokoju. Słowo harcerza… – dodał, po czym przeżegnał się i opuścił cmentarz. Wychodząc przez bramę, zerknął na budynek Teatru Miejskiego, zagryzając wargi. Miał nadzieję, że Weronice udało się dostać rolę w przedstawieniu.
Krocząc ulicą Powstańców Śląskich, Marcin usłyszał stłumione krzyki, dobiegające ze znajdującej się po prawej stronie alejki. Instynktownie zerknął w tamtą stronę, aby w słabym świetle latarni, dostrzec dwie szarpiące się sylwetki. Mężczyznę o potężnej, regularnej budowie ciała i przyciśniętą do muru kobietę. Zdając sobie sprawę z tego, co widzi, podbiegł bliżej.
- Zostaw ją, palancie…
Część III
Przesłuchanie rozpoczęło się zgodnie z planem. Wszyscy uczestnicy zebrali się pod aulą Teatru Miejskiego punktualnie o siedemnastej, gdzie czekał na nich Adam Sieber – reżyser „Walentynkowego przedstawienia”. Wysoki mężczyzna z burzą kruczoczarnych włosów, powitał przybyłych i gestem zaprosił do środka.
- Proszę, abyście pamiętali o wpisaniu się na listę obecności, ponieważ będzie ona punktem wyjściowym dla kolejności przesłuchań. Sądzę, że nie będzie większych problemów, to w końcu tylko imię, nazwisko, wiek i numer kontaktowy… – powiedział, unosząc w ręku długopis. Wyglądało to dość zabawnie. Weronika prychnęła, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Ma gość klasę – szepnął, stojący za nią w kolejce, młodzieniec.
- To prawda – przyznała, spoglądając na szczupłego blondyna o silnie zarysowanych kościach policzkowych, które sprawiały, że wyglądał całkiem przyzwoicie. Może nawet pociągająco.
- Jestem ciekawy, jak dobrym jest reżyserem…
- Odnoszę wrażenie, że wystarczająco dobrym, abyśmy nie musieli się o to martwić – odparła z przekonaniem. Chłopak przewrócił oczyma, po czym wzruszył ramionami.
- Mam nadzieję, że masz rację…
Weronika puściła do niego oczko, a następnie zerknęła na stojących przed nią ludzi. Nie chcąc tracić czasu, postanowiła powtórzyć rolę, którą przygotowała. Sprawnym ruchem ręki odpięła sprzączkę, sięgnęła do torby i wyciągnęła z niej czerwony skoroszyt.
- I śpiewem przeszył trwożne ucho twoje. Co noc on śpiewa owdzie na gałązce granatu, wierzaj mi, że to był słowik…*
- Skowronek to, ów czujny herold ranku, nie słowik; widzisz te zazdrosne smugi, co tam na wschodzie złocą chmur krawędzie? Pochodnie nocy już się wypaliły i dzień się wspina raźnie na gór szczyty. Chcąc żyć, iść muszę lub zostając – umrzeć* - kontynuował stojący za nią młodzieniec.
Weronika odwróciła się i spojrzała na niego ze zdziwieniem. Trzymając w ręku egzemplarz Romea i Julii, wyglądał dużo bardziej pociągająco niż przed chwilą.
- Zastanawiałem się, co mogłabyś przygotować na przesłuchanie, ale w życiu, nie pomyślałbym, że będzie to jedna z czołowych postaci dramatycznych w historii teatru.
- Dlaczego? – zapytała, odgarniając opadającą na czoło grzywkę.
- Sam nie wiem. Wydawało mi się, że większość uczestników postawi na współczesnych bohaterów… A ty jesteś już piątą osobą, która cytują znane dzieła Shakespeara…
- Piątą?
- Tak… Ale nie przejmuj się, jesteś pierwszą Julią, którą spotkałem. Pozostałe osoby wybrały Makbeta, co według mnie, jest równie dobrym wyborem – wyjaśnił, widząc jej niepewną minę.
Kiedy dwadzieścia minut później, obydwoje wpisali się na listę, Weronika odetchnęła z ulgą. Występ w przedstawieniu był dla niej bardzo ważny, dlatego potrzebowała chwili dla siebie, aby się zrelaksować. Przeprosiła chłopaka i żwawo ruszyła w stronę ostatniego rzędu skórzanych krzeseł. Gdy znalazła się na górze, położyła torbę na ziemi i usiadła. Myśl pozytywnie, powtarzała w duchu niczym mantrę, próbując zapomnieć o ogromnym zdenerwowaniu, wypełniającym każdy centymetr jej ciała.
Odcięta od reszty świata, tonęła we własnych myślach. Z każdą sekundą czuła się bezpieczniej, z dala od problemów. Wyobrażała sobie, że podobne wrażenie odnoszą ludzie, którzy mają tuż obok siebie swego Anioła Stróża, gotowego bronić ich przed przeciwnościami losu. Anioła, jakiego Weronika mogła porównać z Marcinem.
W pewnym momencie, oczyma wyobraźni zobaczyła, jak białowłosy cherub opada na ziemię i siada tuż obok. Po cichu… tak, aby w niczym jej nie przeszkodzić. Podekscytowana tą myślą, nieśmiało zerknęła w tamtą stronę, chcąc sprawdzić, czy to możliwe.
- A jednak…
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 02.10.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(51): 42 gości i 9 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, aubrey, Stefan B., jazzu, Mii, Marionetka, RattyAdalan, Fał