Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Dawied
Imię: Dawid
Skąd: Ślepa wiara nie wiadomo w co
O sobie: Skończyła się zabawa!
Napisanych prac:
- wiersze: 131
- recenzje: 3
- wywiady: 3
- proza: 79

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 667 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Brązowy" 22.01.2012
"Wymyśliłam się" 31.12.2011
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010
"Kłamca cz. 5" 03.01.2010
"Wieczne miasto odc.5" 19.08.2009

Inne prace tego autora:
"Ektoplazma na tropie cz. 3" 07.02.2012
"Wieczne miasto odc.6" 23.08.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.3" 12.04.2009
"40 mln dobrych uczynków cz. 1" 27.02.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.
"Ćma - prolog" - Miao?

Ektoplazma na tropie cz. 3

Shelloc czuł się dziwnie. Otworzył oczy, odruchowo się przeciągnął i ziewnął, choć wcale nie czuł potrzeby. Podniósł się i rozejrzał po pomieszczeniu. Łóżko Watso było puste i zasłane, co wzbudziło w dziennikarzu spore obawy. Znał swego przyjaciela od lat i nigdy nie udało mu się wstać pierwszemu, a już na pewno, nie zasłał swojego łóżka od dwudziestu lat, kiedy to opuścił internat i zaczął studia. Holl dopiero po chwili złapał się na tym, że wcale nie czuje zimna kamiennej podłogi. Zwalił to na ciepłą noc i ekscytacje związaną z artykułem. Choroba jednak każdego mogła złapać w swe szpony, dlatego nie prowokując bakterii, wirusów i grzybów, zaczął szukać swoich papci. Tych jednak nigdzie nie było, a co gorsze innych rzeczy również. Wszystko dokładnie wysprzątano i poprawiono, jakby nigdy ich tu nie było.
Shelloc miał dość. Musiał coś z tym zrobić i nawet wiedział, co to będzie. Od razu w głowie układał sobie teksty, którymi obsmaruje cały ten pieprzony wypizdówek. Może i pan hrabia tu mieszka, ale zachowuje się jak prostak i cham. W złości podskoczył, ale nawet nie poczuł jak upadł. Jego osąd i bystrość zmysłów przesłaniał gniew i irytacja. Wszystko jednak stało się niepokojąco jasnym przy drzwiach. Spróbował złapać za klamkę, ale – straszne dziwy – jego dłoń przeniknęła przez nią. Nie mógł uwierzyć w to, co widział. Zastanowił się, czy mógł po prostu nie trafić w i spróbował ponownie. Złote kula nie drgnęła. Nie pił, nie palił opium od miesięcy, więc albo ktoś płatał mu wymyślnego figla, albo… Odpowiedź przyszła natychmiast i wywołała wybuch obłąkańczego śmiechu.
- Jestem duchem, a to dobre.
- Co się dzieje Shellocu? – zapytał zaspany Watso, który właśnie wychylił się z muru, dzielącego ich pokój od holu i zejścia na dół.
Holl aż podskoczył, a potem przerażony skulił się w kącie. Gdyby jego serce wciąż biło, niechybnie stanęłoby w tej chwili. Spróbował oddychać głęboko i się uspokoić, ale wcale nie było to łatwe, gdy sam zaczął przenikać przez mur.
- Shellocu, co się dzieje? – zagubiony Watso zaczynał się orientować, że coś jest nie tak.
- Musimy mieć wspólny sen… Nie! Śnisz mi się i to całe przenikanie. Zaraz się obudzę i będzie wszystko dobrze.
- Chyba nie mogę być w twoim śnie, bo to ja – ten prawdziwy Watso.
- Musieli w takim razie coś nam podać! Do cholery, właśnie przeszedłeś przez półmetrowy, kamienny mur!
- Shelloc! Uspokój się. Włącz tą swoją maszynkę w głowie to zaraz znajdziemy rozwiązanie – Watso, wykazywał niezwykły dla siebie zdrowy rozsądek.
- Masz rację – Holl wstał, przełknął ślinę i zaczął przechadzać się po pokoju. – Zacznijmy ustalanie faktów od tego, gdzie byłeś.
- Zachciało mi się pić… - Watso się zastanowił i dodał – nie wiem czemu, ale nie pamiętam co było dalej. Obudziłem się przy schodach. Wiesz, jaki rano zawsze jestem śpiący, więc poczłapałem tu, pewny, że lunatykowałem po prostu.
- I po prostu przeniknąłeś sobie przez ścianę – Shelloc zakpił, ale w głębi duszy był przerażony.
- Do cholery, wiesz jaki rano jestem nieporadny. Usłyszałem twój krzyk i jakoś samo tak wyszło.
- Doprawdy Watso – musiał się na kimś wyżyć, a jego kompan zdążył się już do tego przyzwyczaić po tylu latach wspólnych śledztw. – Jak na dziennikarza masz ubogi zasób słów.
- Eh – Watso tylko westchnął i usiadł na łóżku.
- Czemu się nie zapadasz? – Mózg Holla zaczynał pracować z typową dla niego sprawnością. Ciekawość brała górę nad przerażeniem.
- Nie wiem. Może narkotyk przestaje działać?
- Spróbuj oprzeć się rękoma – pocierając dłońmi skronie, próbował układać wszystkie fakty w całość. Racjonalne podejście ciągle skreślało napis, pojawiający się przed oczyma – „DUCH”
- Nie możemy spróbować się jeszcze przespać? Może to, co nam podali, przestanie działać.
- Watso, zrób o co cię prosiłem – grubasek niechętnie się dźwignął i spełnił prośbę swojego przyjaciela. Jego dłonie znów przeniknęły materię!
Serce biło mu jak szalone. Miał pościel w ustach, a przynajmniej na to wskazywały jego zmysły. Dłonie zniknęły, a drewniana deska była tuż za jego plecami.
- Shellocu, co to znaczy? – zakwilił zrozpaczony i zagubiony.
- Rozejrzyj się! Nie ma naszych rzeczy, pokój jest wysprzątany, a my przenikamy przez przedmioty. Widzę tu tylko jedno rozwiązanie, które wcale nie jest logiczne ani racjonalne.
- … - Watso dalej spoglądał na niego pytającym wzrokiem.
- … - Holl złożył dłonie, przycisnął je do ust, potarł opuszkami koniec nosa, westchnął i powiedział – Zabili nas, a my jesteś duchami.
Watso zamurowało. Jęknął coś i spuścił głowę. Jego przyjaciel spoglądał na niego z politowaniem. Sam jednak też nie bardzo wiedział, co ma począć. Usiadł obok i starał się wymyślić coś błyskotliwego. Kiedyś mu to szło łatwiej, ale świat się zmienił. No i nigdy do tej pory nie był duchem. Póki mieli świadomość, to prawie tak jakby żyli, więc nie było całkiem źle.
- Jeszcze istniejmy, nasze ‘ja’ działa dalej – próbował pocieszać kompana, ale ten tylko kręcił głową i chyba płakał. – Musimy się wziąć w garść i przede wszystkim dowiedzieć… co my tu jeszcze robimy i kto nas zabił!
- Ale jak?
- Możemy przenikać przez ściany – umysł Shelloca znów zaczynał się rozpędzać. –To daje nam duże pole do popisu. Skoro nie jesteśmy w piekle, to może znak, że Hollywoodzka teoria niedokończonych spraw jest słuszna, więc póki co jesteśmy bezpieczni – Shelloc znów złożył razem dłonie i przycisnął je do ust. – Ciekawe czy możemy coś przenosić?
- Przyjacielu! Jesteśmy odrobiną ektoplazmy. Okropną, wodnistą mazią! Nic do cholery nie możemy – Watso wybuchnął.
- Skąd pomysł ektoplazmy? – Shelloc uśmiechnął się pogodnie. Szybko dochodził do wniosku, że taki stan… bycia, ma wiele plusów.
- Pogromcy duchów – westchnął biedny grubasek.
-Pomyśl! – Holl poderwał się rozradowany.
– W tym stanie możemy dotrzeć do każdej tajemnicy na świecie. Rozumiesz? Dość snucia domysłów i naciąganych wywiadów. Wszystko będziemy wiedzieć z pierwszej ręki.
- Nie wiem, czy zauważyłeś, ale jesteśmy martwi, a to wiąże się z pewnymi trudnościami. Nikt nam tego nie w-y-d-r-u-k-u-j-e!
- Mam osiem pomysłów, jak to zrobić – Shelloc przechadzał się gorączkowo myśląc.
– Zobaczmy, na co nas stać – wyszczerzył zęby i skierował wzrok ku olbrzymiej wazie, zdobiącej regał tuż przy oknie.
Z boku mogło wyglądać to naprawdę komicznie. Holl napinał się, marszczył czoło i próbował oprzeć dłoń o wazie. Niestety, wychodziło z tego jedynie komiczne machanie. Prawie jakby przeganiał jakąś natrętną muchę. Skoro siła woli nie skutkowała, zadziałał swoim wzrokiem. Wysyłał telepatyczne sygnały – odkąd stał się duchem, wierzył nawet w moc sprawczą śrubokręta – ale i to nie działało. Takie próby trwały kilkanaście minut, aż zmęczony, zirytowany i załamany opadł na fotel.
- Watso, wymyśl coś! – jęknął.
Grubasek stanął dokładnie w tym samym miejscu, zrobił dokładnie ten sam grymas (choć na jego pucułowatej twarzy, wyglądał całkiem inaczej), wziął zamach i… i nim jeszcze dłoń zbliżyła się do wazy, ta przesunęła się na skraj i w końcu runęła nim ręka Watso przemknęła w miejscu, gdzie stała. Shelloc, aż podskoczył z wrażenia. Uścisnął przyjaciela, nachylił się nad stolikiem i zanotował obecność dziwnych drobinek tuż przy skraju blatu.
- Zastanów się. Myśl pomału i powiedz mi, co zrobiłeś.
- Nic – Watso odwrócił i warcząc coś pod nosem kręcił się po pokoju.
- Wiem, że nie jest to dla ciebie łatwe, ale jeszcze jesteśmy, istniejemy.
- Wolałbym chyba zasnąć i wcale się nie obudzić. Koniec z piciem, jedzeniem, przenoszeniem, pisaniem, mówieniem i z setką innych rzeczy! Do cholery jesteśmy tylko duchami!
- Czemu za życia nie byłeś taki ekspresywny? – Shelloc zakpił z politowaniem.
– Póki co jest jak jest, więc nie ma co załamywać rąk… No… proszę cię. Pomóż mi.
- Byłem wściekły, ot i cała prawda – siedział na łóżku odwrócony do Shelloca plecami.
- Świetnie – Holl roześmiał się i ze złościł się z całych sił na firankę. Nie udało się, ale wprawiło go to w taką irytację, że za drugim podejściem, firanka opadła i niespodziewanie zawisła na jego głowie.
- Czyli jednak będzie można nas zobaczyć – Watso, już nieco uspokojony, podszedł, by pomóc wyplątać się przyjacielowi z koronek.
Jeszcze przez kilka godzin próbowali różnych możliwości. Testowali przenikanie przez ściany, sufit, meble. Nie było to trudne i nawet dość przyjemne. Ważny był dotyk dłoni, inne części ciała nie mogły zainicjować całego zajścia. Z furią mogli popychać, szarpać, a nawet targać, ale nie byli w stanie nic wziąć w dłonie. Problemem też było dźwiganie i podnoszenie. Zwykle kończyło się potrzaskaniem i zepsuciem obiektu eksperymentalnego.
Gdy do pomieszczenia weszła sprzątaczka, odruchowa przycapnęli ściany. Kobieta rozejrzała się, zobaczyła bałagan i zaczęła krzyczeć na cały głos. Shelloc chciał ją uspokoić i opowiedzieć o ich badaniach, zapewnić, że pokryją wszystkie koszty. Dziewczyna w ogóle jednak nie reagowała, co przypomniało Hollowi, że są duchami.
- Nie wiem, czy będę umiał przyzwyczaić się do biernego obserwowania – westchnął.
- Możemy przynajmniej spokojnie dowiedzieć się kto nas tak urządził… - Watso wyjrzał za drzwi i dodał – zobaczmy jak będą reagować na nasze zniknięcie. Ktoś musiał też sprzątnąć nasze rzeczy…
- Myślałem o tym i sądzę, że bez śledztwa wszystko wskazuje na lokaja. Zresztą, nasz pan Janek pewnie też był w to zamieszany. Nie można od tak, bez jego wiedzy, zabić gości i udać, że wcale ich nie było.
- Poza tym, ktoś będzie nas szukał. Redakcja, twoja była żona, mój brat…
- W to akurat bym wątpił, a jeżeli nawet, na pewno już zatuszowali nasz pobyt tutaj. Uroki zamkniętej społeczności, gdzie wzajemnie się ludzie kryją.
- Idzie lokaj Shellocu.
- Powiedziałbym zwyczajowo, że musimy się ukryć, ale właściwie nic nie musimy – i kończąc zdanie, pozwolił Andre przejść przez swoje „ciało”.
- Może przeciąg zerwał firankę? – zapytał służącą.
- Nie wiem panie Andre, ale rano porządek był i miałam jeszcze szkła poprzecierać, jak pan kazał, a tu taki bałagan… - pokiwała głową.
Shelloc zanotował w głowie jej strach, reakcje Andre, jeszcze świeże błoto na butach lokaja (wycierał buty, ale zrobił to w pośpiechu), oraz fakt, że pokojówka pod paznokciami miała fragmenty naskórka. Ułożył wszystko w całość i uznał za możliwe tylko dwie wersje wydarzeń. Pokojówka ma świerzbie i drapała się całą noc albo pomogła wynieść ciała z pokoju. „Watso musiał wynieść ktoś inny, bo ona miała problem nawet z moim ciałem”.
- Lokaj i pokojówka wiedzieli, że nas zabito i pomogli ukryć nasze ciała. Sami nie daliby rady cię wynieść więc zamieszanych jest więcej osób.
- Karolino posprzątaj jeszcze raz – lokaj przerwał rozmyślania dziennikarza.
– Jak skończysz, zawołaj mnie.
- Dobrze proszę pana… ale jeżeli to ich duchy? – jej głos drżał.
- Nie bądź śmieszna. Nie zapominaj, dlaczego musieli zginąć! – lokaj wyszedł, a Shelloc z Watso wrócili do rozmowy.
- Może pocięli moje ciało?
- Nie bądź głupi, tyle krwi nie mogli od tak uprzątnąć. Nie widać nawet małej plamki w pokoju, a wiesz, że mam sokoli wzrok.
- Wiem, wiem, po prostu trudno uwierzyć, żeby pan Janek mógł być w to zamieszany.
- Może w tej wódce podał ci truciznę? - Holl zakpił i uniósł głos.
– Jesteś naiwny!
- Po co zgodził się na wywiad?
- Może powiedział o dwa słowa za dużo? Musimy przejrzeć notatki… Do cholery zabrali je – Shelloc złapał się za głowę.
Pokojówka w tym czasie krzątała się po pomieszczeniu. Gdy jednak jej skóra zetknęła się z ektoplazmą duchów, czuła dziwne mrowienie, coś na kształt strachu albo chłodu. Nie myśląc długo, zwaliła winę na przeciąg i grube mury.
- Myślisz, że zakopali nasze ciała?
- Nie wiem – odrzekł Shelloc.
– Nie padało, więc błoto z butów Andre musiało pochodzić z jakiegoś dołu. Może już wczoraj wszystko przygotowali?
- Nasze rzeczy musieli spalić…
- Pewnie tak. Mimo wszystko musimy się rozejrzeć i przyjrzeć panu Jankowi.
- Co nam to da? – Watso po raz kolejny wykazał skrajny pesymizm.
- Materiał na artykuł – Holl uśmiechnął się szelmowsko. – Nie słyszałeś nigdy o medium drogi Watso?



        Dedykacja: Mojej Justynce

Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 07.02.2012r.

1     

Vår 08 02 2012 (10:25:35)

Użytkownik ocenił pracę na 4

witaj Dawiedie. widzę, że to któraś już część serii, której nie czytałam. mimo wszystko chciałabym ją ocenić jako odrębną całość. to ważne, bo czasami czytelnik bierze książkę, otwiera ją na chybił trafił i czyta fragment. dlatego każdy rozdział powinien być idealny. do pracy więc.

po pierwsze łóżko nie może być zaścielane, bo nie zauważyłam późniejszej obecności kogoś, kto by je zaścielał. chyba, że opanowało już samozaścielanie się, chociaż to musiałby być dziwny widok. może być co najwyżej zasłane.

zdarzyło ci się zgubić kilka przecinków, ale zastanowiło mnie jedno. Holl jest takim chojrakiem, a przestraszył się własnego przyjaciela i skulił w kącie jak mała dziewczynka? a to dobre ;) z drugiej strony jest Watso, którego jakby nie rusza cała ta sytuacja. coś mi tu szwankuje z prowadzeniem postaci.

"Gdy do pomieszczenia weszła sprzątaczka, odruchowa przycapnęli ściany." - nie rozumiem sensu tego zdania. gdzieś jest chyba błąd.

czytało się całkiem przyjemnie, chociaż nie był to może szczyt oryginalności. dwójka dziennikarzy, którzy nagle odkrywają, że są duchami. więc jak na dziennikarzy przystało, zaczynają śledztwo. czuje się jakbym oglądała kryminał fantasy. zobaczymy, co będzie dalej. zdarzyło się kilka potknięć technicznych. i za to ocena niżej. oraz za to niewyjaśnione zdanie. pozdrawiam i życzę inspiracji :)

Dawied 08 02 2012 (14:54:06)
Przestraszył się jego głowy, która wynurzyła się ze ściany. Zaścielane łóżko - nie rozumiem w czym tu widzisz problem.


Vår 08 02 2012 (17:14:37)
aaa jeśli głowy to inna rozmowa ;) a zaścielane łóżko brzmi tak, jakby ktoś je właśnie zaścielał. jeśli jest uporządkowane to jest zasłane. nie spotkałam się z przymiotnikiem zaścielane - w moim słowniku to słowo występuje tylko jako czasownik. chociaż mogę się mylić. to nie problem tylko moja upierdliwość, skarbie ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(53): 44 gości i 9 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, aubrey, Stefan B., jazzu, Mii, Marionetka, RattyAdalan, Fał

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl