warto go przeczytać
Pseudonim: Agent
Lato tego roku było nieznośne. Upalne dni, przeplatały się z pełnymi zmęczenia, brzęczącymi skrzydłami komarów nocami. Czas wlókł się niemiłosiernie, wysysając z ludzi entuzjazm. Zatłoczone ulice śmierdziały potem; już od rana ludzkie twarze krzywiły się w żałosnym grymasie znużenia. Nieliczni, którzy odważyli się podróżować środkami transportu publicznego, po kilku minutach żałowali swojego lenistwa. Autobusy, tramwaje, kolejki – wszystko było jedną wielką komorą gazową, odcinającą dopływ tlenu puszką śmierci. Czasy, w których na ulicach stały budy z syfonami umarły wraz z ostatnim sekretarzem partii, a woda z fontanny nie była zdatna do picia. Lodówki w sklepach nie spełniały swojej zwykłej roli, piwo z nich było ledwie chłodne. Żeby dostać zimną wódkę trzeba było mieć dobre układy ze sprzedawcą, który chował pewną ilość butelek w zamrażarkach, pod lodami. Atmosfera była tak gęsta, że ludziom nie chciało się nawet kłócić ze sobą. Mijali się na ulicach, patrząc tępo w przestrzeń. Ostatnie krople deszczu spadły ponad tydzień temu, a szamanów zaklinających opady jakoś nie było widać.
Ten wieczór niczym się nie wyróżniał. Marek i Rafał siedzieli na płycie boiska, wyczerpani kilkugodzinnym graniem w kosza. W oddali słychać było kościelny kurant ogłaszający aktualną godzinę, gdzieś nad rzeką przejeżdżał pociąg, zdemoralizowane dzieci bawiły się na podwórku nieopodal. Na boisku obok tatusiowie w podeszłym wieku starali się utrzymać formę sprzed lat, ich zaangażowanie przypominało walkę dwóch hien o ostatni kawałek padliny. „To smutne” – pomyślał Rafał. „Zaraz się pozabijają, jakby grali o życie. Starzy idioci. Boże, jeśli będę w ich wieku tak żałośnie starał się odmłodzić, pieprznij mnie piorunem. Proszę.”
– Wszystkie kobiety to kurwy – westchnął Marek pociągając łyk piwa.
– Może i tak – odpowiedział przyjacielowi Rafał. – A może wszystkie twoje kobiety były kurwami? – dodał.
– To nic nie znaczy. Doskonale wiesz, że mam szerszy obraz.
– Tak, ale przemawiają przez ciebie złe doświadczenia. Spójrz na te wszystkie pary, które nas otaczają. Jakimś cudem wytrzymują ze sobą całe lata.
Marek sięgnął do plecaka w poszukiwaniu papierosów. Gmerał w nim dłuższą chwilę, po czym, z wyrazem zadowolenia na twarzy, wyciągnął kartonowe pudełko. Poczęstował kolegę i rozsiadł się z powrotem wygodnie, oparty o stalowy, przeplatany płot typu „oczko”.
– Te pary, o których mówisz, są frustrujące. Idziemy na piwo, jedziemy nad jezioro, w każdej sytuacji otaczają mnie pary. Mam ochotę się pochlastać. Albo porzygać od nadmiaru słodyczy. Myślisz, że nie wiem, jak na mnie patrzą? Myślisz, że nie słyszę tych dyskretnych aluzji: „Marek, kiedy ty sobie w końcu znajdziesz stałą kobietę?”?
– Przestań, to nic. Z resztą, jeśli tak ci to przeszkadza, to sobie przygruchaj jakąś panienkę.
– Łatwo powiedzieć. Ciężko dziś znaleźć dobrą kobietę. Wszystkie dobre kobiety są już zajęte. Zostały tylko nic nie warte dziwki. Ciało anioła, lecz w środku puste i zakłamane. A my dajemy się nabrać na ten błysk w oku, wierzymy w ich kłamstwa, zimny dotyk, obce pocałunki. Pieprzymy manekiny bez duszy, a później przyjaciele muszą nas zbierać z podłogi. Jesteśmy cholernie łatwi, wystarczy kawałek uda, piękny dekolt i już chodzimy jak psy na smyczy.
– Przesadzasz. Istnieją też wartościowe singielki. Wiesz, takie niezależne kobiety, które nie potrzebują faceta do szczęścia…
– Tak, mówią na nie lesbijki – zripostował Marek odstawiając opróżnioną butelkę.
– …eee, bzdura. Tak trudno ci uwierzyć w to, że ktoś woli być sam?
– Oczywiście, że tak. Nikt nie chce być sam, wszyscy pragniemy ciepła i dotyku. Jasne, udajemy twardzieli, ale tak naprawdę jesteśmy miękkimi pipkami. I kobiety, i mężczyźni.
Ten ostatni wniosek wprawił Rafała w zdumienie. Nigdy wcześniej nie słyszał z ust przyjaciela tak dramatycznego wyznania. Spojrzał na niego, lecz twarz Marka nie zdradzała choćby najmniejszego wzruszenia. Przywołał się do porządku i odpowiedział trzeźwo:
– Odchodzimy od tematu. Wbrew pozorom mało jest na świecie głupich dziwek.
– I to jest chyba najgorsze. Głupia cipa nie jest w stanie zdobyć twojego umysłu i nawet jak cię zostawi, to żal ci będzie tylko jej tyłka. Mądra kobieta zrobi ci z mózgu gówno, uzależni cię do tego stopnia, że zaczniesz bez niej wariować, przekona cię, że jesteś pieprzonym wybrańcem, może nawet powie ci te najświętsze słowa naszego życia, a potem zostawi samemu sobie. A ty zaczynasz pić i się pogrążać.
– Żadna kobieta nie jest warta wódki.
– Nie rozśmieszaj mnie. Nie ma większej tragedii niż zawiedzione nadzieje. Człowiek bez wiary jest żywym trupem. Facet, którego zostawiła jakaś dziwka jest bezwładny.
– Dramat piszesz – przeciągnął z ironią Rafał. – Facet, który dał się bezmyślnie omamić jest idiotą.
– Bzdura. Tak naprawdę jesteśmy skazani na ich łaskę. Robimy dokładnie tyle, na ile nam pozwalają, przekroczenie tej granicy ma swoją ustawową nazwę. Jesteśmy tresowanymi psami, które myślą, że mają jakiś wybór, namiastkę władzy.
– Dokładnie to samo mogłaby powiedzieć większość kobiet o nas. Nie zastanawiałeś się nigdy nad tym? Porządni faceci omotani są przez zimne suki, a prawdziwe kobiety męczą się z sukinsynami.
– Świat jej popieprzony na dziesiątki różnych sposobów. To nie do ogarnięcia. Nikt ci nie powie dlaczego tak jest. Nie można nawet z tym walczyć, bo to bez sensu.
– To o co ci tak naprawdę chodzi?
– Nie wiem. Kurwa, nie wiem – westchnął z rezygnacją. Po chwili wstał i poszedł w krzaki za potrzebą, wyrzucając po drodze pustą paczkę po papierosach. Publiczna toaleta znajdowała się za ogrodzeniem otaczającym boisko, na łące sąsiadującej z całym kompleksem sportowym. W pogodne dni dostrzec można było zabytkową wieżę – jeden z symboli miasta. Tamto lato wypełnione było aż do bólu bezchmurnymi dniami. Wracając do przyjaciela skinął na starszych kolegów, którzy właśnie skończyli morderczy bój o tytuł mistrza prostaty. W odpowiedzi otrzymał piłkę, a że znajdował się na trójce, pozwolił sobie na rzut. Gała bezszelestnie przemknęła przez obręcz. Znowu. Starsi panowie z podziwem spojrzeli na młodzieńca, po czym zebrali swoje graty i odeszli chwiejnym, zmęczonym krokiem. Z przeciwległego rogu boiska dobiegło go zachęcające trzaśnięcie odkapslowanego piwa, toteż nie zwlekał dłużej i podreptał ospale w stronę Rafała.
– Znałem kiedyś jedną kobietę – zaczął.
– Z tego, co wiem, było ich znacznie więcej – przerwał przyjaciel. Marek rzucił w jego kierunku karcące spojrzenie i kontynuował:
– Była zgrabniejsza niż inne; miała długie włosy, duże, brązowe oczy, zmysłowe usta, spory biust i piękną pupę. Była po prostu śliczną dziewczyną. Chodziliśmy na spacery, do kawiarni, nad rzekę; trzymaliśmy się za ręce, całowaliśmy o zachodzie słońca, wyjeżdżaliśmy razem za miasto. To było jeszcze wtedy, kiedy z dziewczyną się chodziło do łóżka, a nie pieprzyło na łące. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że daje mi spokój. Kobieta, która daje mężczyźnie spokój musi być kobietą niezwykłą – tu urwał, odpalił papierosa i zaciągnął się głęboko kilkakrotnie.
– No i co dalej?
– Nic. Wybraliśmy się jednego zimowego dnia nad morze i powiedziała mi, że to koniec. Że coś się wypaliło i takie tam. Później dowiedziałem się, że pieprzyła na boku jakiegoś kolesia z zawodówki. To była ostatnia kobieta, z którą poszedłem do łóżka. Reszta to tylko seks.
– Piękna historia. Słyszałem takich wiele. Spotykali się, zakochali, sielanka. Potem okazało się, że on był naiwnym głupcem, a ona zdradliwą dziwką. Jeśli oczekiwałeś współczucia, to trzeba było dorzucić jakieś samobójstwo – już byłoby ciekawiej.
– Spierdalaj – żachnął się Marek i wystrzelił papierosa parę metrów przed siebie.
Słońce zaszło już za linię horyzontu, świat pokryła szarość zmroku. W powietrzu pojawił się delikatny wiatr, nie przyniósł jednak oczekiwanej ulgi – temperatura spadła ledwo o kilka stopni. Ciała młodzieńców powoli opuszczało napięcie spowodowane grą, a ubrania były coraz mniej mokre. Dookoła nich krążyły gromady muszek i komarów, czyhających na świeżą krew. Siedzieli wokół porozrzucanych rzeczy, kiepów i butelek po piwie pozostawionych przez kolegów z drużyny. Milczeli. Marek był zdenerwowany, Rafał myślał o praktykach, które miał zacząć jutro. Ciszę przerwał odgłos muzyki wydobywający się z telefonu komórkowego. Kasia, Magda i Natalia żwawym krokiem zbliżały się w ich stronę. W wielkich torebkach brzęczały butelki, a w ustach dymiły cienkie papierosy – pedałki, jaki zwykli nazywać je chłopaki z boiska.
– Co tak siedzicie po cichu? – spytała Magda, widząc nietęgie miny kolegów.
– Marek wygłosił wykład na temat kobiet – odpowiedział krótko Rafał. – Czekam na ciąg dalszy – dodał po chwili.
– Pewnie twierdził, że kobiety są złe – domyśliła się Kasia. – Mam rację, bejbe? – dodała dla pewności, kładąc Markowi rękę na kolanie.
– Przecież mnie znasz. Ale nie kontynuujmy tematu, nie mam ochoty wysłuchiwać opowieści o skurwysynach, którzy podrywają wszystko co się rusza. Jesteśmy tak samo zakłamani jak wy, ok?
– Jezu, spokojnie, nie najeżaj się tak – odpowiedziała dziewczyna zabierając dłoń.
– Mogliby już włączyć te lampy, ciemno się robi – spojrzała w niebo Natalia i usiadła na boisku. Przy tej czynności jej krótka spódniczka podwinęła się na chwilę, odsłaniając różowe, koronkowe majtki. Widok ten nie umknął uwadze Rafała, lecz uśmiech z jego twarzy szybko zmył cios w potylicę.
– Widziałam – wytłumaczyła atak Kasia, uśmiechając się szyderczo.
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 07.02.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(54): 45 gości i 9 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Fał, maszróm, aubrey, Stefan B., jazzu, Mii, RattyAdalan