warto go przeczytać
Wyszedłem z więzienia. Nie, nie tego, które przyszło ci do głowy. Moim więzieniem był odwyk. Nie jestem kryminalistą. Jestem alkoholikiem. A zresztą... Będąc pijany zachowywałem się nie lepiej. Teraz żałuję. Bo nieźle mi się dostało. W "więzieniu" byłem pół roku. Początek był najgorszy, ale jakoś wytrzymałem. I wtedy po jakichś trzech tygodniach musiał przyjść do mnie Leszek. Powiedział, że porządny ze mnie gość i wręczył smukłą ponętną butelkę. Porządny gość... Klara raczej inaczej zapatruje się na tą kwestię porządności. Moje kochanie. Gdy dowiedziała się, że wypiłem, w końcu do mnie przyszła, po tak długim milczeniu. Jak wtedy ślicznie wyglądała. Dumna, ze lśniącymi oczami. Nie uśmiechała się, choć tak bardzo pragnąłem zobaczyć ten uśmiech. Ale Klara była wtedy taka chłodna... Powiedziała mi tylko, że bierze małą i wyjeżdża na trochę z miasta, do rodziców. Nie mogłem zrozumieć. Chciałem zobaczyć Madzie, mojego aniołka. Ale Klara zimno mi oznajmiła, że póki nie wyjdę z nałogu nie zobaczę córki.
- Klaro nie rób mi tego. Potrzebuję was.
- A ja potrzebowałam cię przez ostatnie dwa lata. Nie tylko w chwilach trzeźwości, ale cały czas. I nigdy nie zapomnę twojej ręki na moim policzku.
Chciałem jej dotknąć, ale się odsunęła.
- Przepraszam.
- Marcin...
- Naprawdę. Przytul ode mnie Magdę.
- Przytulę.
- Na długo jedziecie?
- Na kilka miesięcy.
- Dzwoń.
- Nie. Tylko jak coś się będzie działo.
- Niech będzie. Nie chcę się kłócić... Kocham cię.
- Żegnaj Marcin.
I odwróciła się.
- Kocham cię! Słyszysz?!
Nie odpowiedziała.
Teraz, stojąc pod "więzieniem" i wsłuchując się w odgłosy ulicy, wspomnienie tego pożegnania jest jeszcze wyraźniejsze. Przestałem pić dla Klary. Dla mojego aniołka. I chcę do nich wrócić. Żebyśmy znowu mogli być rodziną. Zerwałem z kochanką-wódką. Już nie chcę zawieść małej. Obiecałem jej. Koszmar, który nie dawał mi spokoju skończył się zaraz po tym jak alkohol stał się dla mnie obrzydliwy. Niektórzy nie potrafią tego zrozumieć. "Tak szybko? Aż tak bardzo? Tylko ci się zdaje. Jak przyjdzie co do czego to zobaczysz." Ale ja wiem swoje. Pokażę wam jeszcze. I pokażę "gościowi", który cały czas siedzi mi w głowie i mówi: "Napij się." Tak. Napiję. Najwyższa pora na porządną kawę, a nie tą lurę z "więzienia".
Dziwnie się czuję wykonując najzwyklejsze czynności poza murami "więzienia". Jestem w końcu wolny. Piję espresso, przyglądam sie innym ludziom- nie alkoholikom, nie lekarzom. I będę musiał iść za jakąś pracą, a na razie zatrzymam się u kumpla. Tylko on przychodził do mnie do "więzienia". Praca nie pozwoliła mu mnie odebrać. Ale nawet lepiej. Obcowanie z ludźmi dobrze mi zrobi.
- Może jeszcze jedna kawa?
Obok mnie staje młodziutka kelnerka z przesłodzonym uśmiechem. Ohyda...
- Nie, dziękuję.
- Proszę mówić, jak coś.
- Yhm.
Odchodzi kręcąc śmiesznie biodrami, a ja coraz bardziej chcę zobaczyć szczery uśmiech mojej żony i jej energiczny, aczkolwiek powabny sposób chodzenia. Zabawne. Uzależniłem się od niej. Ale tym razem nie potrzebuję odwyku. Odwrotnie. Muszę za wszelką cenę zdobyć dawkę. A później kolejną, i jeszcze jedną. Klarą nigdy się nie nasycę...
- Cześć stary. Nieźle wyglądasz.
- Dzięki. Ale i tak potrzebuję gorącego prysznica i golarki.
- Racja. Masz szczęście, że takie świetne rzeczy posiadam. Jedziemy do mnie. Dzwoniłeś do Klary?
- Nie. Chcę do niej pojechać.
- Tak bez uprzedzenia?
- Yhm. Wybiorę się do niej jutro.
- Niech ci będzie. Ja jednak myślę, że powinieneś zadzwonić.
- Zobaczę.
Zadzwonić do Klary? I co jej powiem? "Cześć, kochanie. Już wyszedłem. Wpadnę jutro na obiad"? Cholera, nie wiedziałem, że to będzie takie trudne. Nie, nie zadzwonię. Po prostu tam pojadę. Będzie łatwiej widząc jej reakcje. Czy zobaczę od razu Magdę? A rodzice Klary? Kiedyś lubili swojego zięcia. Klara zawsze mi powtarzała słowa jakie szeptała jej matka, gdy byłem gdzieś w pobliżu. "On cię tak kocha. Zobacz jak na ciebie patrzy." Moja żona chyba im nie powiedziała o mojej miłości do alkoholu. Zapraszała ich tylko wtedy, gdy zdołała mnie przypilnować bym był trzeźwy. Co oni powiedzą, kiedy stanę w progu ich domu? Uwierzą w moją zmianę, czy raczej każą mi się wynosić? I jak zareaguje Klara? I Magda? Mętlik w głowie przeszkadzał mi racjonalnie myśleć i spowodował idiotyczne otępienie. Po przyjeździe do mieszkania Tomka rozpakowuję się szybko i lecę pod prysznic. Gorąca woda daje mi chwilowe ukojenie, odprężam się.
"Napijesz się przy najbliższej okazji. Nie jesteś taki silny." Zamknij się. "A co? Nie możesz mi nic zrobić." Mogę cię olewać. "Powodzenia." Cholera. Chyba jestem nienormalny. Bo kto przy zdrowych zmysłach słyszałby głosy? Ok, ja słyszę tylko jeden, ale to i tak zakrawa na psychiatryka. Nie, już mam dość zamknięcia. Nie wytrzymałbym. "Marcin, weź sie napij. Tomek na pewno ma coś w barku, przecież on jest ten od imprez." Tak? Nie pamiętam. Pewnie byłem na nich schlany w trupa. "Pewnie tak." Kocham ironię. Gość też ją lubi. Przecieram szybę i wpatruję się w swoje odbicie. Człowiek- szczęściarz. Mimo wszystko. Bo ma do kogo wracać. "Czyżby?" Mówiłem już, zamknij się. "A ja żebyś się napił. Coś za coś." Kręcę tylko głową i zabieram się za golenie. Potem, tylko w spodniach, wycierać jeszcze włosy wchodzę do pokoju, gdzie na kanapie siedzi Tomek i ogląda jakiś mecz. Mimowolnie patrzę na barek. Pusty.
- Nie musiałeś. Już mi przeszło.
- To tak dla ostrożności. Nie chciałem...
- Ułatwić mi ponownego stoczenia się? Dzięki.
- Wiesz o co mi chodzi Marcin.
- Wiem. - krzywię się i siadam obok niego. Wpatrzony w telewizor myślę o tym co by się stało, gdyby ktoś teraz wcisnął mi do ręki kieliszek. Czy tak jak w więzieniu wypiłbym? Ten zapach... smak... Nie. Koniec. Rozwalam się na kanapie.
- Jak tam Marta?
- Żyje.
- Sama?
- Sama.
- A chciałaby z kimś?
- Nie wiem.
- Aha.
Tomek wstaje i idzie do kuchni. Swego czasu z Martą byli już na etapie narzeczeństwa, jednak coś się pochrzaniło i są teraz tylko znajomymi. Jeśli tak można nazwać, to co między nimi jest. Kochają się, ale są cholernie uparci. Po każdym spotkaniu lądują gdzieś w kącie, całując się, a rządzi nimi zwykła namiętność. Nie, nie zwykła. To jest obsesyjna namiętność.
- Przyjdzie dzisiaj!
- Marta?
- Tak. Chcę się z tobą zobaczyć.
- Super.
- Marta widuje się z Klarą.
Zamieram.
- Ok. - mówię tylko i idę się ubrać. Muszę poukładać pytania, bo tysiąca Marta by nie zniosła.
Ocena: 4.5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 24.03.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(54): 45 gości i 9 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Fał, maszróm, aubrey, Stefan B., jazzu, Mii, RattyAdalan