warto go przeczytać
Gość od wrogów
Dokładnie rok po śmierci staruszka do drzwi ktoś zapukał. Ba, nawet godzina się zgadzała! Przerażona Beata natychmiast uchyliła drzwi, mając w pogotowiu ciężki parasol.
Na progu stał jeden z legendarnych Depresyjnych. Ubrany w czarne szaty, które tylko przyciągały słoneczne promienie. Miał pobladłą, wychudzoną twarz, tak niepodobną do członków owej organizacji.
- Co, chce pan zaoferować dołączenie do was? – warknęła.
Nieraz już Przerażeni Życiem próbowali ją zwerbować, ale żaden Depresyjny nigdy jej nie odwiedził. Podejrzewała, że stosują podobne metody.
- Nie – rzekł mężczyzna z pogardliwym uśmieszkiem, który jeszcze bardziej psuł mu piękne, szlachetne rysy, już i tak przyćmione jego złym stanem zdrowia.
- A więc? – odważyła się mówić bardziej natarczywym, wrednym tonem.
- A więc wejdę – szepnął, jakby stracił pewność siebie.
Bezceremonialnie wepchnął się do środka. Odsunął ją na bok, zatrzasnął wszystkie zasuwy, po czym zrzucił pelerynę.
Kryło się pod nią ciało atlety i liczne blizny. Miał na sobie tylko czarne spodnie. Spojrzał na nią z arogancją przemieszaną z nadzieją.
- Kim jesteś? Kim, do cholery, jesteś? – krzyknęła wreszcie, nie wytrzymując napięcia rosnącego wokół nich coraz wyżej i wyżej. Czuła się, jakby zaraz miało zabraknąć jej prądu.
- Nikomu na mnie nie doniesiesz. Ty się tu ukrywasz, ja też będę.
- Ale dlaczego? – wyrwało się jej. – Ja się wcale nie ukrywam!
- Przejdźmy do salonu – rzucił obojętnie.
Zgodziła się bez słowa i poprowadziła go do okazałego, staroświeckiego pokoju z antykami za długą, przesuwaną szybą.
- Ładnie, ale to nie twój dom – odgadł.
- Niby czemu? – spytała nieco nerwowo, targając palcami pasma włosów.
- Bo ty byś nie stawiała na klasycyzm, ale na pastele…
- Uważasz, że mnie znasz?
- Nie znam cię – spojrzał jej zimno w oczy, aż poczuła chłód. – Ty mnie też. Nie próbuj.
- Śmieszne! Mogę cię wyrzucić za drzwi, a ty…
- Przecież się ukrywasz – przerwał jej bezlitośnie. – Depresyjni albo Przerażeni Życiem namówią cię do działania. Ludzi jest coraz mniej…
- I co z tego? – burknęła, udając dzielną osobę, choć w duszy czuła się coraz bardziej krucha.
- Boisz się śmierci.
Rzuciła mu nieodgadnione spojrzenie.
- Nie boję się.
- Czyżby?
- A ty, co tu robisz? – zamruczała, jakby chciała go do siebie zachęcić.
Nie odpowiadał, tylko robił wściekłą minę aroganta.
- To nie powinno cię obchodzić.
- Dlaczego? – warknęła, gwałtownie wstając z krzesła i stając za nim. Zupełnie, jakby krzesło mogło ją chronić w razie czego.
- Ponieważ chcesz żyć.
Zagarnęła ją furia, przygniotła do krzesła jak magnez. I kazała wrzeszczeć.
- Ach tak?! Wpadasz sobie bezceremonialnie, tak bez słowa! I myślisz, że możesz sobie tu mieszkać!
- To było mieszkanie mojego ojca – rzekł spokojnie, jakby z cieniem wyrozumiałości.
Przed jej oczami rozkwitła twarz umęczonego życiem człowieka. Przecież stracił wszystko. Więc jakim cudem jego syn mógł żyć?
- Jego dzieci zginęły, żona też – przemówiła suchym tonem.
- Jestem dzieckiem nieślubnym – uściślił z wymuszonym uśmieszkiem.
- Ach, tak – mruknęła ostrożnie.
- Niezbyt mnie uznawał, ale wiedział o moim istnieniu.
- Jak się nazywasz?
- Konrad.
- I mam ci wierzyć? Należysz do Depresyjnych!
- Należę – warknął tonem niebezpiecznym.
- A więc jesteś wrogiem.
- Nie, jeśli tu zostanę.
- Mam cię nie wydawać…
- Wydając mnie, zaprzepaszczasz swoją szansę.
- Jakoś ci nie wierzę – zaśmiała się.
- Nie musisz. Masz coś do picia?
- Tylko colę. Dostawa jedzenia powinna być jutro.
- No, to dawaj.
- Chwila, bo nie rozumiem. Zamierzasz tu zostać na… na jak długo właściwie?
- Dopóki nie przyjdzie ostateczność – powiedział poważnie.
- Jakże precyzyjne – syknęła. - Chodź, idioto.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 04.02.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(56): 47 gości i 9 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Fał, maszróm, aubrey, Stefan B., jazzu, Mii, RattyAdalan