Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Połączymy się na drodze..." 28.05.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 09.09.2011
"Obdarci cz. 10" 18.06.2011
"Szkarłat niemocy cz. 2" 05.01.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Cztery dobre wróżby - rozdział trzynasty

- Na pewno mogę tu zostać? Ty idź, baw się dobrze… - upewniał się Filip. - Właściwie, dlaczego tu przyszedłeś? – rzuciła Justyna, wyłaniając się zza futryny z papilotami na głowie. Zaczęła je odplątywać, ale przy jej gęstych włosach takie kombinacje szły bardzo powoli. - Bo nie mogę znieść swojego mieszkania. Nie mogę znieść tego, że ona… - Mówiłam ci, że nie masz pewności! Cholera, ale się z ciebie mięczak zrobił! – wrzasnęła Justyna, wyszarpując z włosów różowego papilota. Obejrzała go uważnie i ze zgrozą ujrzała pęk loków zaczepionych o metal. - Pewnie masz rację. - Co z Pauliną? Umawialiście się niedawno. Spróbuj z nią… Może jeśli oboje będziecie tak się zachowywać, to do czegoś dojdziecie, jasna cholera! - Nie kpij, Justa, błagam – mruknął, od niechcenia czochrając sobie włosy. Justyna westchnęła i usiadła na białych płytkach w swoim ulubionym, domowym dresie. - Dobra, pobawimy się w pieprzonego terapeutę – stwierdziła z tak poważną miną, że Filip musiał się roześmiać. Przestał opierać się rękoma o podbródek i wyprostowawszy się, podparł ścianę. Jedynie krzesło sprawiało mu ogromny dyskomfort. - Okej, mądralo, zaczynaj analizę. - Co poczułeś, kiedy dowiedziałeś się, że idzie na randkę? - Złość – warknął, zanim zdołał pomyśleć. - Więc to banalne, jesteś zazdrosny! – wyjaśniła, unosząc brwi. Jak to możliwe, że z jej brata, tej mieszanki dojrzałości i Casanovy, zrobiło się coś takiego?! Wystarczyło, żeby Finka zaczęła… Właściwie, co ona takiego z nim zrobiła? Zaczarowała? Justyna postawiła sobie za punkt honoru odkrycie prawdy. - Odkrycie miesiąca – przyznał. Justyna uśmiechnęła się lekko, już formułując sobie w głowie kolejne pytanie. Wreszcie wstała z podłogi, jednocześnie zebrawszy się w duchu i zadała ową formułkę nieświadomości. - A kochasz ją? - Finkę? – rzucił z przekąsem. Zerknął na twarz Justyny i zaczął się śmiać. – Ją można kochać? - Z ciebie to naprawdę jest debil… - mruknęła pod nosem, wychodząc do łazienki. *** Na dwie godziny przed rozmową Filipa i Justyny, Iza odebrała telefon. Kiedy zaczął dzwonić, była na tyle zdziwiona, że nie odebrała od razu. Rzadko ktokolwiek wybierał jej numer. W końcu wcisnęła zieloną słuchawkę. - Halo? – spytała cichym, zalęknionym głosem. Ostatnio, nie całkiem świadomie, bardzo często przybierała ten ton. - Hejka, tu Olek. Ha, przyznaj, że nie miałaś mojego numeru – wybuchnął złośliwym rechotem. – No, teraz już masz. Wyskoczymy do kina? Pewnie się nudzisz w domku… - Kto ci powiedział, że się nudzę? – spytała znużonym głosem, bardziej dlatego, żeby mu w ogóle odpowiedzieć niż dokuczyć. - Widzisz, jesteś smutna. Nie martw się, ja też siedzę w domu. To co, pod Plazą za godzinkę? Wyrobisz się? - A niech ci będzie. *** Kiedy za Justyną zamknęły się drzwi, a zegar wybił dwudziestą pierwszą, Filip natychmiast włożył buty. Pomylił się, atmosfera tego mieszkania przygnębiała go jeszcze bardziej. Nie umiał znaleźć sobie miejsca, jednak nie chciał, żeby siostra triumfowała. Swoją drogą, ciekawe gdzie ona wychodzi? Jest sobota, a ona od tak dawna nie umawiała się na randki. Przynajmniej od pół roku. Uważała, że teraz jest czas pracy i w weekendy wytrwale projektowała coraz to różniejsze ubrania. Widział efekty i musiał przyznać, że siostra ma dryg. Wszystkie jej ubrania miały smak oraz krztynę bajkowej lekkości. Pamiętał jak dwa lata temu Justyna uszyła dla Finki zwiewną, kolorową sukienkę. Finka stwierdziła wtedy, że w takiej sukni wszystko się może zdarzyć. Że jest jak tajemna, niezniszczalna siła. Znowu Finka… Zaklął i trzasnąwszy drzwiami, wyszedł na klatkę schodową, aby wreszcie wyrwać się z blokowiska. *** - To na co idziemy? – spytała Iza, stając przed zamyślonym Olkiem w obcisłych dżinsach z szafy Ewki i bluzce z logiem Dżemu. Efekt psuły adidasy, kradły tą lekkość, jaką Izabela zdołała nabyć, ubierając dżinsy. Spojrzał na nią i uśmiechnął się złośliwie. Ku szczęściu Izy, nie skomentował dżinsów. - Wybieraj, królewno. Musimy tak razem gdzieś wychodzić, hmm? – zaproponował niedbale, udając, że jednocześnie jest pochłonięty przeglądaniem ulotek. - Czasem – przyłączyła się do jego gry. – Dobra, mam. Idziemy na to! – zadyrygowała i pociągnęła go do kasy. Zwarci w tym uścisku o mało się nie wywrócili. Zresztą, kto by na to zwracał uwagę. Olek miał jeden cel. Udawać wariata, udawać człowieka, który kocha tylko wydekoltowane panienki, a jej robi łaskę. Wreszcie zbliżyć się nieco do tej uległej kujonicy Izki, wydobyć z niej i notatki, i wiedzę. Jednym zdaniem, chciał, żeby pomogła mu zdać rok. Historię studiował, bo nie miał innego pomysłu. Musiał się uczyć, gdyż zwyczajnie nie był bogaty. Zarabiał w klubie jako DJ, ale przecież nie mógł tak żyć latami. Kiedyś nadejdzie czas na spokojniejsze życie. *** Chłód wody, szczególnie po zmroku, ma niesamowite znaczenie. Otrzeźwia jak nic innego. Fontanna jeszcze działała, mimo że wybiła już dwudziesta druga. Małe, misterne rzeźby umieszczone na jej szczycie, spoglądały na siedzącą w dole dziewczynę z iście ironicznym uśmieszkiem. Dziewczyna już o dziewiętnastej udawała gorliwe przygotowania do randki. Mimo słów swojej przyjaciółki, mimo jej uśmieszków i raniących słów, wyszła z domu dobrze po dwudziestej, udając, że ma randkę. Jak zwykle, Justyna miała rację. Nie było żadnej randki, to była zwykła gra, która miała ją chronić przed Filipem i kolejnymi szyderstwami Justyny. Najgorsze było to, że nawet Iza wyszła z domu. Gdyby nie ona, Bonificja nie musiałaby się tak gimnastykować. Ponura i zła, siedziała na skraju śliskiej fontanny i rozważała swoją sytuację. Do domu wróci za godzinę, z kojącym uśmiechem rozmarzonej zakochanej dziewczyny. W razie, gdyby następnego dnia wpadł do nich Filip, ukaże mu paletę swoich scenicznych możliwości, chwaląc wyimaginowanego mężczyznę. Filip nie dowie się, że tak naprawdę opowiada o jego wyidealizowanym wcieleniu. Zakryła oczy dłońmi, próbując powstrzymać łzy napływające jej do oczu. Gdyby on był inny, gdyby mogła z nim szczerze porozmawiać… Zawsze będzie się nabijał. Siedząc tak skulona, zmarznięta i przerażona, nie poczuła, kiedy ktoś dosiadł się tuż obok niej. Zbyt była przejęta sobą i swoimi cierpieniami, aby zwrócić na niego uwagę. - Chusteczkę? – spytał cicho męski głos. Bonificję trafił piorun. Dalej trwała w przykulonej pozie, udając, że nie rozumie, czy nie chce podnosić głowy. Musiała coś wymyślić. W ogóle jakim cudem Filip tutaj przyszedł?! W końcu wymyśliła, że podniesie się szybko i rzuci do ucieczki. Pewnie pomyśli, że to była jakaś wariatka. W sumie, on często nazywał ją wariatką, więc zaliczy ją do tej samej kategorii. Trudno… Jest ciemno, wokół paruje cisza, świat żyje gdzieś daleko, zbyt daleko… Nie pozna jej. Jak wymyśliła, tak zrobiła. Zerwała się ze śliskiego murku, szybko podciągnęła sukienkę i zaczęła iść w pierwszą, lepszą stronę szybkim marszem. Nie przewidziała tylko jednego: że Filip ją pozna. Zanim zrozumiała, co się dzieje, złapał ją za ramię, jednocześnie przygważdżając do ściany kamienicy. - Naprawdę myślałaś, że cię nie poznam? – szepnął jej do ucha, tuląc ją do siebie z całej siły. Czuła ciepło przepływające przez jej ciało. Jego zapach wypełnił ją całą, jego bliskość dała nadzieję. Złudną nadzieję. Uniosła głowę, wyrwała się z uścisku, nagle myśląc, że jeśli będzie tak dalej trwał, umrze z cierpienia. - Byłam głupia – wzruszyła ramionami, szukając oczami jego twarzy. Marnie jej to szło, w tym miejscu umieszczono latarnie o słabym blasku. - Ja też. Trzeba ci było dać prawo wyboru, a nie zachowywać się jak ostatni prostak. - Wracasz z tego balu? – spytała, nie trudząc się dłużej. Spuściła głowę. - Nie. Nie mogłem tam iść bez ciebie – stwierdził, próbując ją przytulić. Na nic były jego starania, Bonificja wyrwała się jak wściekła kotka. - Niby dlaczego? – rzuciła spokojnie, głęboko wierząc, że się nie rozklei. Że znajdzie wszystkie właściwe argumenty. - Bez ciebie to żadna frajda – odparł wymijająco, nadal nie umiejąc się przyznać przed samym sobą do własnych uczuć. - Coś ci nie wierzę – mruknęła, szukając w ciemności jego twarzy. Delikatnie dotknęła jej palcem i poczuła, jak jego mięśnie napinają się. Dalej wodziła palcem po jego czole, zastanawiając się, o co, do diabła, mu chodzi. Już nie wiedziała, co myśleć. - Naprawdę – szepnął. – Jutro też jest dzień. Zaczniemy od jutra. *** - No, mój drogi, trzeba to uczcić! Pracuję w „Avanti”! – wrzasnęła Justyna na cały lokal. Na szczęście usłyszała to tylko garstka ludzi. Chłopak dotknął jej ręki, aby ją uciszyć. - Ciszej, Justynko, ciszej… Jesteś pijana. Ja też – rzekł Adam, starając się przemawiać do niej jak najbardziej łagodnie. Gdyby chciał ją uciszać bardziej stanowczo, zaczęłaby się awanturować. Cała Justyna Korzycka. Znali się tyle lat, że aż trudno było w to uwierzyć. I teraz ta najrozważniejsza i najpiękniejsza z kobiet upija się na dyskotece. Do czego to dochodzi… - Ale mniej – roześmiała się Justyna, tym swoim rozbrajającym uśmiechem. - O, Justyna, cześć! – zawołał Wojtek, podchodząc do nich. - Cześć, Woojutusiu… - zaszczebiotała Justyna, przechylając ku niemu głowę, aby ucałować go w policzek. – Co ty robisz w Krakowie, u diaska? Widziałeś się z Ewką? - Ewa ma dziś inne towarzystwo – odparł wymijająco Wojtek. - Nie łam się, kolego, możesz się bawić z nami – zaproponowała Justyna z rozbieganymi oczami i pijackim, wesołym uśmiechem. Adam i Wojtek zerknęli na siebie zrezygnowani. - Chodźcie, coś wam pokażę! – zawołała nagle Justyna i, zanim zdołali zareagować, zaprowadziła ich oboje do damskiej toalety.



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 02.10.2011r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 06 10 2011 (16:20:36)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Z rozpędu edytowałam, w pewnym momencie się zorientowałam, że przecież nie ma takiej potrzeby, ale jak już zaczęłam, to zrobiłam to do końca. Jesteś praktycznie bezbłędna, czasem zdarzają się niewielkie usterki interpunkcyjne, jednak nie wpływają na jakość pracy. Całość jest płynna i dobrze skonstruowana. Ani przez chwilę się nie nudziłam. Z wszystkich części tego opowiadania, ta chyba najbardziej mnie zaciekawiła, szczególnie pod koniec, kiedy nagle przy Bonificji pojawił się Filip. Nie spodziewałam się takiego zakończenia.

Miałam problemy ze zrozumieniem ostatniego fragmentu z Justyną, zachowywała się jak nie ona, ale to mnie tylko bardziej zaintrygowało. Wydaje mi się, że powoli zaczynam się wciągać, a Ty coraz lepiej kierujesz akcją. Oprócz tego robisz niewiele błędów, potrafisz wszystko dopracować. Bohaterowie są wyraziści i bardzo łatwo się od nich uzależnić. Teraz dosyć wysoko podniosłaś sobie poprzeczkę i mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej.

Sześć (trzeba jakoś wyróżnić ogromną poprawę).


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(20): 20 gości i 0 zarejestrowanych: