Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Ironiczna
Imię: Anna Łucja
O sobie: "„Praca polegająca na dobieraniu słów jest podobna do samotności. Szukanie słów, które mają w sobie siłę. Są jasne. Zmierzające we właściwym kierunku..."
Napisanych prac:
- wiersze: 163
- artykuły: 1
- proza: 137

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 582 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Nieumarły kwiat - I etap..." 20.05.2012
"Cztery dobre wróżby - epilog" 06.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 17.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.01.2012

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 03.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 16.12.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 22.12.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 31.12.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 11.12.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.
"Ćma - prolog" - Miao?

Cztery dobre wróżby - rozdział trzydziesty ósmy

Z samolotu wysiadła pełna obaw. Na domiar złego wypchana torebka ciążyła tak bardzo na jej drobnych ramionach.
Na Balicach szumiał jesienny wiatr, dmąc nieprzerwanie prosto w twarz nowoprzybyłej Polki. Zwiewna sukienka unosiła się niespokojnie, osiągając takie wyżyny, jakie tylko mogła. Tą frywolność można było powstrzymać tylko ciągłym trzymaniem spódnicy.
Zamyślona, szła spokojnie, kierując się ku punktowi odbioru bagażów.
Rozmyślała nad dniem, kiedy w pośpiechu wyjeżdżała nad ranem. Bała się, że ktoś ją powstrzyma, dlatego wyjechała bez pożegnania i o świcie. Nigdy nie była taka zniechęcona jak wtedy.
- Finka – w wietrze zaszemrał głos równie zimny jak podmuchy.
Rozejrzała się dookoła, aż wreszcie natrafiła na człowieka, którego nie chciała widzieć nigdy więcej. Wiedziała, że się spotkają, prędzej czy później. Mimo to nie spodziewała się, że to nastąpi tak prędko.
Patrzyła na niego szeroko rozwartymi oczami, uzewnętrzniając swój strach.
- Co ty tu robisz? – zdołała powiedzieć.
- Przyjechałem po ciebie – wycedził z zastygłą twarzą. Poświęcał na nią swój czas, a Finka nic! Zero jakiegokolwiek podziękowania.
- Z jakiej racji? – spytała zimno, szukając w telefonu w wypchanej torebce.
Na twarzy Filipa bardzo wyraźnie odmalowało się zdziwienie.
- Nie mów, że Justyna do ciebie nie dzwoniła!
Teraz ona wpadła w ciemną dziurę bez wyjścia. Zakotłowała się w włóczkowym labiryncie pełnym oślizgłych pułapek.
- Świetnie, po prostu świetnie! Co ona sobie wyobraża? – jęknęła Bonificja, już nawet nie kryjąc w sobie podłamania. – Wracaj do domu, trafię do Justyny – warknęła zjadliwie i ruszyła w stronę lotniska.
Kiedy po dwudziestu minutach wyłoniła się z budynku, zobaczyła Filipa czekającego w samochodzie. Beztrosko wyminęła auto i ruszyła na postój taksówek.
Auto ruszyło za nią z ogromną szybkością i zdecydowaniem. Z otwartego okienka wyłoniła się głowa rozwścieczonego Filipa.
- Zachowujesz się jak dziecko, wiesz? – poinformował ją z papierosem w zębach.
Niemal poczuła zapach, który prześladował ją przez tyle lat. Zapach czegoś nieznanego, słodki i przejmujący. Nie potrafiła przejść obojętnie, musiała wsiąść do auta jak posłuszna marionetka.
- Teraz dobrze – skomentował jeszcze, gdy trzasnęła drzwiami.
- Nienawidzę dymu – warknęła w odwecie przez zęby.
Bez wahania wyrzucił papierosa przez okienko, zachowując się tak, jakby pozbawiała go czegoś istotnego w życiu.


***

- Więc mówisz, że wysłałaś po nią Filipa? Oj, Justa, to się nie uda. Pokłócą się jak szaleni… zresztą, ona będzie uciekać, zobaczysz! – z ust Izy wypływały potoki słów. Zazwyczaj nie lubiła tyle mówić, jednak teraz, w sytuacji względnie kryzysowej, należało omówić wszystkie opcje. To już nie był kaprys, a obowiązek względem przyjaciółki.
Justyna sprawnie zapięła rzep ostatniej pieluszki i chwyciła córeczkę na ręce.
- No widzisz, teraz jesteś czyściutka! – zagruchała, a Izę przeszedł dziwny dreszcz. Justyna w roli oddanej matki? Ten cud dział się na jej oczach!
- Justa, czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Izabela próbowała zachować święty spokój.
- Tak, tak, oczywiście. Wiesz co, strasznie marudzisz! A jeśli coś się wydarzy? Jeśli Finka spokojnie z nim porozmawia i… może się zejdą z powrotem?
Izabela zamyśliła się głęboko. W takim stanie wyglądała uroczo. Czarne włosy opadały jej tabunami na ramiona, wysokie nogi gnieździły się pod stołem, a twarz nabierała anielskiego wyrazu. Wszystko to narodziło się w niej, kiedy wyszła za mąż. Aleksander stał się wcieleniem realizmu, a przy tym człowiekiem, jakiego tylko mogła sobie wymarzyć. Stał mocno na ziemi, jednakże potrafił zrozumieć pasje żony. Pobrali się tylko ze świadkami, zarówno w Kościele, jak i Urzędzie Stanu Cywilnego. Nie chcieli hucznego wesela, pragnęli tylko mieć siebie nawzajem, goście stanowili zbędny balast. Od niedawna, właściwie od dnia ślubu, Izabela zamieszkała w mieszkanku Olka i jego matki. Jako, że matka przebywała w Szpitalu Psychiatrycznym, mieli całe mieszkanie dla siebie. Nie byli z tego dumni, oboje szczerze kochali kobietę dotkniętą straszliwym stanem. W chwilach spokoju matka Aleksandra była najspokojniejszą i najczulszą towarzyszką.
- Finka jest zbyt dumna – osądziła wreszcie Izabela, wzdychając ciężko. Pragnęła, aby każdej z przyjaciółek powodziło się tak dobrze jak jej. Może nie miała tak pokaźnego konta jak Justyna czy Filip, a od pewnego czasu także Finka, ale ciągle trwała w stanie uniesienia, który pozwalał jej przetrwać najgorsze.
- Co, znowu jestem naiwna? – zasępiła się biedna Justyna, która ostatnio coraz częściej wykazywała tą skłonność. Przyjaciółki dopatrywały się tej zmiany w przybyciu jej potomkini.
- Owszem – roześmiała się Izabela, aż upadła na podłogę. Wówczas podniosła się z miną krwiożerczej kobiety przekleństwa.


***

Mimo, że nazajutrz miały odbyć się chrzciny córki Justyny, Ewa jak co dzień ruszyła odwiedzić dziewczynki. Ich matka miała miliony różnych zajęć, przez co córki były mocno zaniedbywane. Poza tym były to jedyne osoby, które mogłyby pojąć jej ból. Nie miały pojęcia, co łączy ją z ich ojcem, a jednak domyślały się pewnych szczegółów. Szczególnie widoczne było to w ukradkowych spojrzeniach Gabrysi. Między nimi panował spokojny, uprzejmy dystans. Obie bały się powiedzieć więcej niż wymagała konieczność.
Mieszkanie przyjaciółek obfitowało obecnie w tony ciast, wyrafinowanych potraw oraz piękne stroje wyszykowane przez Justynę na tą specjalną okazję. Ciężko było przebywać w takim radosnym towarzystwie. Wszystkie znały historię Ewy i jej miłości, a jednak nie umiały pojąć ogromu cierpienia dziewczyny. Nieszczęścia, które je spotykały były po prostu innego kalibru.
- Dzisiaj rano mama płakała – oznajmiła od progu zmartwiona Zuzia. Jej buzia w kształcie serduszka wyglądała teraz niezwykle dramatycznie. Mała dziewczynka zdawała się być stworzona do szczęścia i uśmiechów posyłanych wszystkim dookoła. Zamiast tego gasła powoli w świetle reflektorów pozornego cierpienia swojej matki.
Ewa od razu pojęła, kto najbardziej żałował zniknięcia ojca. Dzieci. Dzieci, które na zawsze miały zakodowane, aby kochać bezwarunkowo. Szkoda, że niektórym dorosłym często tego brakuje.
Co powiedzieć takiemu dziecku? Kłamać bezdusznie ze sztucznym uśmiechem? Ewa wybrała boleśniejszą, ale prawdziwą wersję. Wolała być w porządku z częścią Mateusza, potomkinią.
- Pewnie było jej smutno.
- Zwykle jest spokojniejsza – zauważyła Zuzia ze zdziwieniem i wpuściła Ewę do mieszkania.
- Wiesz, kochanie… okoliczności są trudne.
Zuzia potrząsnęła główką z ledwo ukrywanym rozdrażnieniem i wzruszyła chudymi ramionkami.
- To już wiem. Ale jak pytam, gdzie jest tata, to ciągle mówi, że go szukają. To może ty mi powiesz? – spytała z nadzieją, dość naiwnie.
- Tata… - mruknęła ciężko Ewa i zachwiała się. – Sądzę, że wróci – odparła wreszcie.
Nie okłamała dziecka, przecież sama w to wierzyła. Jeszcze…
Drzwi pokoju Gabrysi otwarły się gwałtownie wyrzucając falę Sugababes. Objęła kpiącym wzrokiem Ewę i siostrę, po czym kopnęła lekko drzwi, aby je zamknąć. Ewa pośpieszyła do niej. Czuła, że dziewczyna coś ukrywa pod płaszczykiem tandetnej muzyki i szyderczych min.
- Gabryśka! – warknęła od razu.
- Nie masz prawa tak do mnie mówić! – Gabrysia zareagowała instynktownie. Matka wpoiła jej przekonanie, że skoro ma pieniądze, znaczy więcej od reszty ludzi, którzy tyrają w hipermarketach. To byli tylko ludzie, którzy dostarczali jej swego rodzaju wygody.
- Mam! – odparowała nienawiścią i westchnęła. Nie tak wyobrażała sobie rozmowę z dziewczyną. – Po prostu to ścisz, a potem pogadamy.
- Nie mam o czym z tobą gadać – mruknęła, ale wcisnęła guzik całkowicie odłączający głośniki.
- Zuzia się martwi, a twoja mama nie płacze bez powodu. Jest nowy trop?
Gabrysia zmierzyła Ewę wyniosłym spojrzeniem tak dobrze podpatrzonym u matki. Potem wygięła w łuk kształtne usteczka i zamilkła.
- No, mów – zachęciła ją Ewa, muskając ramię córki ukochanego.
- Nie zadzwoniła do ciebie, chociaż ją prosiłam. Czułam, że się przydasz. Policja podobno ma coś konkretnego, chyba nawet dokładniejsze namiary. Podejrzewają, że uległ jakiemuś wypadkowi i… stracił pamięć.
- Co ty gadasz… - jęknęła Ewa, osuwając się na krzesło obok trzynastolatki.
- To jeszcze nie wszystko. Nie… nie wiedzą na pewno, czy to on. Ponoć włóczy się po mieście.
- Widzę, że twoja matka jest jednak straszną egoistką. Nie mam wyboru, nic mi nie powiedzą. Zostanę u was na noc. Jutro są chrzciny małej, więc was zostawię, ale potem… Oj, poradzimy sobie… Musimy.


***

Cisza zabijała w Bonificji wszystkie ludzkie uczucia. Wyniosłe milczenie Filipa wprawiało ją w niepokój i przerażenie, a co za tym idzie, napędzały do agresji. Z każdą minutą wzrastało w niej pragnienie, aby ryknąć jak człowiek pierwotny i pokazać, że nie jest marionetką bez uczuć. Zerkała na tą twarz bez skazy, na dwudniowy zarost i rozczochrane, zdrowe, czarne włosy. Śmiertelna powaga tylko dodawała mu uroku. Bonificja próbowała zabić w sobie uczucie natychmiastowego wciśnięcia hamulca ręcznego i potok słów, których mogłaby żałować. W najśmielszych marzeniach pojawiały się też wizje namiętnych pocałunków, zaś następnie spokojnego przyjazdu do Justyny. Już podczas lotu zdawało się jej, że kulminacją chrzcin małej Konstancji będzie właśnie ich kłótnia na forum gości. Wszystko na to wskazywało…
Zamyślona, nie zauważyła gorączkowych manipulacji Filipa przy kierownicy i skrzyni biegów. (Tak to się chyba nazywa, czyż nie? – przypisek autorki. ;D) Wreszcie auto szarpnęło się i zgasło na bocznej dróżce. Stanęli otoczeni polami i lasami, w oddali widząc majaczący most.
- Cudnie, ku… A szkoda słów! – warknął Filip pod nosem.
Bonificja uniosła głowę i zobaczyła go w stanie karykaturalnego wzburzenia.
- Co się stało? – spytała słabo, przeczuwając atak.
Fale wokół nich powoli narastały, tworząc koliste wybrzeża. Piekło emanowało swoim zgubnym ciepłem, wwiercając się w zniecierpliwione umysły. Niezaspokojone pragnienia coraz mocniej dawały się we znaki.
- Auto – Filip wskazał palcem maskę i wysiadł z auta, żeby w niej pogrzebać.
Przyglądała się niepewnie, jak maska czerwonego samochodu wznosi się w górę, a wściekły Filip przystępuje do pracy. Kiedy nie powrócił do auta w ciągu następnych dziesięciu minut, postanowiła wysiąść z samochodu i przyjrzeć się awarii.
Żwir był okropny, szczególnie dla kobiety, która ubrała wysokie szpilki. Chcąc nie chcąc, przeszła teraz ten metr i stanęła w niewielkiej odległości.
Mężczyzna uniósł powoli głowę i zobaczył melancholijnego anioła wpatrującego się w niego szerokimi oczami. Ledwo zauważalnie potrząsnął głową i znów zgiął się, aby dalej wypatrywać przyczyny awarii. Wreszcie, wciąż mając świadomość obecności Bonificji, wyprostował się, kopnął wściekle oponę, po czym wydobył z kieszeni nowiutką Nokię. Odblokował telefon, znalazł numer warsztatu samochodowego w pamięci i wcisnął zieloną słuchawkę. Gniewnie przyłożył telefon do ucha i ze zmarszczonym czołem czekał na połączenie. Nie nastąpiło nic. Cisza kołatała im w umysłach jak szarość mrocznego, jesiennego popołudnia.
Odjął słuchawkę od ucha, wpatrzył się w ekran z taką powagą, jakby to mogło zmienić całe jego życie.
- Co jest? – odważyła się spytać. Nigdy nie widziała go w stanie takiego rozstrojenia. Jedno słowo, uśmiech czy gest, mogły wyzwolić jego gorycz. Oglądać coś takiego – zbyt wielkie wyzwanie. Uznała, że nie jest jeszcze gotowa na walkę, która mogłaby zepsuć obecny, dość dyplomatyczny stan.

„- Finkaaaaa!
- Co?
- Uwielbiam, kiedy się tak patrzysz…”


- Nie ma zasięgu – mruknął spokojnie, starając się uspokoić. Było to niewykonalne. Stał tutaj z zepsutym autem, na całkowitym odludziu i to z Finką! Jakim cudem miał zachować spokój i powściągliwość?
- Tutaj? – zdziwiła się. – Musi być!
- Ale nie ma – burknął, wciskając telefon do kieszeni.
Bonificja natychmiast ruszyła do auta, aby przeszukać torebkę. Wreszcie skończyła poszukiwania i uruchomiła wyłączoną, starą Nokię. Pełna nadziei zerknęła na wyświetlacz i przeżyła gorzkie rozczarowanie.
- Ty też, prawda? – Filip od razu poprawnie odczytał jej minę. – Świetnie!
- Opanuj się – poprosiła cicho, starając się zapanować nad trzęsącymi się kolanami. Tracił nad sobą kontrolę, obserwowanie go w takim stanie było gorsze niż cokolwiek innego.
Podbiegł do niej, stanął triumfalnie wyprężony i zamknięty na dobre w kręgu swojej agresji. Zmierzyli się wzrokiem. On ponury, ona porażona jego bliskością.
- Ty tego nie rozumiesz. Umówiłem się z Justyną, że przywiozę cię na określoną godzinę, potem wszystko trafi szlag…
- To zadzwoń do niej – powiedziała, jak jej się zdawało, błyskotliwie. Jego obecność zaćmiła jej mózg.
- Nie ma zasięgu! – przypomniał jej jednym warknięciem. – Wszystko wymieniłem, przecież… - analizował coraz bardziej gorączkowo.
- To nie twoja wina – postanowiła go pocieszyć. Oparła się bardziej o drzwi auta i westchnęła. Tym sposobem chociaż trochę od niego uciekła.
- Jasne, że nie moja.
Myślała, że się przesłyszała. Nie, Filip nie powiedział tego na serio. Czy to świat wali się na strzępy, czy ona powoli wariuje? Atomy wirują w powietrzu, mącąc jej na dobre w głowie. Świat się zestarzał, zaraz uniknie rozkładowi.
Jedna chwila.

Zanim poleciał czas
Dobrze było nam
Żyliśmy pierwszy raz
Dobrze było nam
Kiedy nie istniał grzech
Dobrze było nam
Zanim powstała śmierć
Tak dobrze było nam


- Sugerujesz, że powinnam nie przyjeżdżać? – spytała wreszcie gniewnie. Gniew pulsował w niej jak niebezpieczne, młode wino. Niebezpieczne, bo nowe, odległe. Zapomniane przez te parę miesięcy.
Otworzył szeroko oczy i łypnął podejrzliwym spojrzeniem. Rozgrywali ostateczną bitwę. Już nie było odwrotu.
- W końcu to ty uciekłaś. Myślisz, że powinniśmy cię przyjmować jak Syna Marnotrawnego? – roześmiał się głośno.
Jego śmiech pobrzmiewał samotną nutą w ciemnej gęstwinie pustych pól.
Głęboko wciągnęła powietrze, jakby zaraz miała się udusić. Nie wycofa się, nie wycofa. Wbije kły jak bezlitosny drapieżnik.
- Wcale tego nie oczekuję. Przyjechałam, bo Justyna bardzo mnie o to prosiła. Ze względu na nią i Konstancję, mimo, że nie miałam na to najmniejszej ochoty.
- Oczywiście dlatego, że ja jestem w Polsce – zaśmiał się Filip, wreszcie odsuwając na rozsądną odległość. Patrzył na nią, próbując coś odczytać, odnaleźć zagubioną wskazówkę. Na próżno, Bonificja zamknęła w sobie wszystkie oznaki. Jak morska muszla pełna życiowej, odmiennej mądrości. Milczała.
- Ok., jesteś rozgoryczony, ale to nie jest powód, żeby…
- Zamknij się, teraz ja mówię. Twoja ucieczka to już teraz nic… nikogo to nie obchodzi. Przynajmniej teraz nie obchodzi. Ale pomyśl o Justynie… Była w ciąży, miesiąc przed porodem. Wstaje i co? Ciebie nie ma! Z tego stresu, tygodniowego właściwie, zaczęła rodzić. Oczywiście, ty nic nie wiedziałaś, bo na dodatek nie odbierałaś telefonów. Czy to tak trudno chociażby zostawić wiadomość: „Wyjeżdżam, nie wrócę więcej?”.
Spojrzała na niego ostro, próbując zrozumieć, dlaczego tak się mści. To nieprawda, nie mogło mu zależeć. Patrzyła na niego, co parę sekund łagodniejąc. Oczy wybijały rytm nowej scenie, ich życiu pełnym niegodziwości.
- To cię boli – mruknęła wreszcie. – Po raz kolejny straciłeś kontrolę nad swoim życiem, czy nie tak? – zaszeptała, bawiąc się guzikiem kurteczki.
- To nie ma nic do rzeczy.
Wciąż widział jej oczy. Przedtem niepewne, teraz z nutką kpiny. Rozsierdziła go.
- Czyżby? – spytała na pozór spokojnie.
- Kobieto, zastanów się nad sobą! – ryknął. – Nic nie mówisz, znikasz i wracasz. Co mają czuć ludzie, którzy cię znali?
- Słucham? – spytała półgłosem, mając ogromną nadzieję, że się przesłyszała. – Znali?
- Tak. Ja cię już nie znam… Nikt z nas nie czuje z tobą więzi, bo stałaś się inną osobą! Jesteś tchórzem!
- Świetnie, po prostu cudownie… - zamruczała, odwróciła się gwałtownie i spokojnie ruszyła przed siebie. Pobocze prowadziło do niewielkiej, leśnej gęstwiny, gdzie nikt nie mógłby zobaczyć jej łez. Postanowiła spróbować dobrnąć do celu.



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 10.01.2012r.

1     

Groszek 12 01 2012 (17:53:46)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Och, dawno nie byłam tak wciągnięta! Relacje Finki i Filipa są potwornie ciekawe. Ich kłótnie, gesty, miny. To wszystko jest naprawdę urocze, kiedy się wie, że tak naprawdę strasznie się kochają i żadne z nich nie chce tego przyznać. Mam nadzieję, ze niedługo do siebie wrócą.
Kiedy Iza wyszła za mąż? Czy ja coś przegapiłam? Chyba nie jestem w temacie.
Justyna jako szczęśliwa mamusia - tego się nie spodziewałam, w końcu tak długo utrzymywała, że usunie ciążę.

Błędów było niewiele, musisz tylko pamiętać, że w bierniku nie piszesz "tą frywolność", a "tę frywolność". Tak jest poprawnie.

Piątka.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(46): 42 gości i 4 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, Fał, maszróm

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl