Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Ironiczna
Imię: Anna Łucja
O sobie: "„Praca polegająca na dobieraniu słów jest podobna do samotności. Szukanie słów, które mają w sobie siłę. Są jasne. Zmierzające we właściwym kierunku..."
Napisanych prac:
- wiersze: 163
- artykuły: 1
- proza: 137

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 582 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Nieumarły kwiat - I etap..." 20.05.2012
"Cztery dobre wróżby - epilog" 06.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 17.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.01.2012

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 03.08.2011
"Obdarci cz. 3" 18.05.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 09.09.2011
"Prozaiczna trzynastka" 02.06.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 26.11.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.
"Ćma - prolog" - Miao?

Cztery dobre wróżby - rozdział trzydziesty drugi

- Oj, nie wyspałaś się, małpo jedna! A prosiłam! – piekliła się Justyna, obwiązując szlafrok paskiem.
- Przepraszam, no! Po prostu się boję… - przyznała cicho Izabela, chowając głowę w kolanach.
Skuliła się na krześle, czekając na dalszą część mowy Justyny. Triumfatorka zamilkła. Szybko podeszła do przyjaciółki i pogłaskała ją po ramieniu.
- Też się bałam. Za często, a tak nie wolno. Najpierw będziesz cierpieć, a potem zrozumiesz, że tak będzie po prostu lepiej…
- Ale ile to potrwa? – jęknęła Iza, wysuwając głowę.
- Nie mam pojęcia – przyznała Justyna, szperając w puszce z herbatami. Wreszcie wydobyła dwie torebki zielonej herbaty.
- Herbata Finki… - mruknęła Iza, zanim się opamiętała.
Obie zerknęły na siebie i odwróciły wzrok. Może to jeszcze nie był czas na rozmowę o przyjaciółce. Bały się prawdy, nie wiedziały bowiem, gdzie ukryła się ta przebiegła, romantyczna lisica.
- Głupio zrobiła.
- Też cierpi…
Justyna wrzuciła z impetem torebki do kubków, zalała je wrzątkiem i podeszła do dziecka. Skontrolowała oddech córeczki i powróciła do blatu.
- Skąd wiesz?
- Czuję.
- Ty zawsze czujesz, a potem nie wiadomo, czy to prawda.
- Teraz tak jest.
- Dobra, pieprzyć to! Filip też sobie poradzi.
- Mam wrażenie, że oni bez siebie poumierają – westchnęła Izabela.
- Prędzej ty, romantyczko od siedmiu boleści. Szybko jedz, a potem będziemy ci robić fryzurę. Wdziejesz ciuszki, idąc po chodniku będziesz się modlić, żeby ci obcasy nie odpadły, a potem, na weselu, będziesz tańczyć do upadłego. Zawsze tak jest.
- Dobrze, że chociaż ciebie mam.
- I Ewę.
- Ona ostatnio wciąż zajmuje się Mateuszem.
- Finkę też masz. Mimo że zawędrowała za daleko.
- Ja już w nic nie wierzę, Izuniu. W nic. No, może tylko w dzieci…


***

Poprzednią noc Ewa spędziła u pani Agaty, żony Mateusza. Sama nie wierzyła, że odważyła się na ten telefon. Wszystko potoczyło się lawinowo. Niepokojąca rozmowa dwóch kobiet, dwudziestominutowa wymiana informacji, zakończona niechętnym zaproszeniem do domu.
U progu powitała ją piękna, ale mocno zaniedbana kobieta. Rozczochrana, ubrana w dres i wyraźnie niewyspana. Za nią poważna, dwunastoletnia Gabrysia, której nigdy nie widziała na oczy. Przywitała się uprzejmie, naśladując matkę. Były jak dwie krople wody, piękne, taktowne i pozornie idealne.
Zuzia nie przejmowała się towarzyską etykietą. Od razu skoczyła Ewie w ramiona i radośnie obśliniła cały policzek. Potem napomknęła, że tatusia nie ma już długo i ona bardzo tęskni.
Matka, dość nerwowa, szybko jej przerwała. Poleciła starszej córce zająć się małą, po czym wskazała Ewie kuchnię. Usiadły przy aromatycznej herbacie i zaczęły rozmawiać poważniej.
- Zuzia ma rację. Jego nie ma od wczorajszego popołudnia. W tej chwili mija już ponad dwadzieścia siedem godzin.
- Dzwonił do mnie dwa dni temu, rano. Umówiliśmy się… - zaczęła Ewa i szybko przerwała. – Jesteśmy przyjaciółmi, pani wie?
- Tak, oczywiście. Mateusz mówił mi o pani.
Złote włosy Agaty sprawiały wrażenie bielutkich. Szczególnie przy takim mocnym świetle, jakie mieli zamontowane w zimnej, sterylnej kuchni wypełnionej sprzętami najnowocześniejszej generacji. Ewa pomyślała od razu, że nigdy nie urządziłaby tak kuchni.
To dziwne, ale z opisów Mateusza, wywnioskowała, że jest to nieziemsko piękna kobieta, tylko niezwykle dumna. Obserwując, szybko zrozumiała, że to wyniosły sposób bycia czynił ją taką wyjątkową. Owszem, miała coś w rysach twarzy, ale był tylko ułamek jej sekretu.
- Uratowaliśmy pana Bogusia…
- Zmarł kilka miesięcy temu – przypomniała sobie pani Agata, nerwowo obciągając bawełnianą bluzkę.
- Tak – mruknęła zamyślona Ewa - Dzwoniła pani do niego? – zerwała się z nagła. – Czy zrobiła pani cokolwiek więcej?
- A co ja mogę?! – warknęła, plaskając wypielęgnowaną ręką w stół. – Na policji zgłasza się dopiero po upływie dwudziestu czterech godzin.
- Już minęły – wycedziła Ewa przez zęby.
Przechyliły się ku sobie przez stół jak dwie lwice. Obie walczyły o swoje. Agata prawdopodobnie o spokój, Ewa o swoje szczęście. Wystąpił niespodziewany konflikt interesów, który należało jak najszybciej zażegnać.
Oczy Agaty miotały błyskawice, jednak przyznała rację dziewczynie. Zerknęła na zegarek i ruszyła w stronę bezprzewodowego telefonu. Przyniosła go do kuchni i na oczach Ewy wykręciła numer na policję. Podała wszystkie dane, po czym otrzymała informacje, że ma przyjechać na komisariat w celu podania dokładnego rysopisu.
- Pojadę z tobą – oznajmiła szorstko Ewa.
Agata skinęła tylko głową, w głębi zastanawiając się, skąd w tej młodej dziewczynie tyle wrogości. Sama często postępowała podobnie, jednak była przyzwyczajona do nadzwyczajnej uległości wobec niej. Ludzie sami kapitulowali na jej widok. Może występował tu konflikt interesów? Już ona znajdzie powód…
Formalności na komisariacie zajęły bardzo dużo czasu. Gdy wróciły, dziewczynki już spały. Ewa i Agata usiadły na kanapie i starały się wymyślić, gdzie też mógłby być Mateusz. Przy okazji Ewa dowiedziała się wielu interesujących szczegółów z życia ukochanego.
- Ślub wzięliśmy, bo… w sumie tak wypadało. Chodziliśmy ze sobą może z dwa lata, on był już nieźle po trzydziestce, ja ledwo skończyłam studia. Mogłam mieć wielu, ale on mnie poprosił. Zresztą, zapowiadał się dobrze. Wiesz, salon, pieniądze. Poza tym pracowity jest. Kiedyś powiedział, że mama go prosiła, żeby się ze mną ożenił. Właściwie przypadkiem…
Rozmowy zakończyły się o drugiej w nocy, kiedy obie kobiety uznały, że lepiej już nie czekać. Zgnębiona niepokojem Ewa i tak nie zmrużyła oka, aż do rana.


***

Olśniewająca Izabela stanęła przy schodkach kościoła wśród tłumu gości. Wszyscy powoli zaczynali wtłaczać się do świątyni. Kolorowe suknie migały w powietrzu, upał roznosił rozognione serca, a lekki wiaterek czochrał spokojnie drzewa.
Iza nie mogła dojrzeć nikogo znajomego. Nie mogła się nadziwić, że młoda para zaprosiła tylu gości. Jeśli dobrze szacowała, otaczało ją jakieś trzysta, może nawet czterysta osób. Z pensji wykładowców?
Szurnęła biała suknia, odjechała blada limuzyna. Po schodach potoczyła się nieco przesadnie umalowana kobieta. W jednej chwili obok niej znalazł się cudowny, wymarzony mężczyzna Izabeli. Ujrzawszy swoją studentkę, uśmiechnął się łaskawie uśmiechem zniewalającym.
Doprawdy, tego było za wiele. Już miała odejść, gdy na swoim ramieniu, na tej pięknej fioletowej sukni, poczuła dotyk zimnej dłoni. Słodkie ukojenie w palących emocjach. Odwróciła głowę, spodziewając się ujrzeć jakąś senną marę. Zamiast tego, przed nią stał Olek i uśmiechał się kpiąco. Lustrował pobladłą twarz i przygasłe oczy, nabijając się z niej tak bezdusznie! A potem, gdy już minęli się obojętnie w tłumie przegrzanych gości, profesor Majerczyk poprzysiągł swojej ukochanej wieczną miłość.
O dziwo, Iza nie zemdlała. Tylko płuca zareagowały dość spazmatycznie, a serce zakuło obolałą duszę.


***

Wieczór był nadzwyczaj udany. Mała prawie nie płakała, większość czasu przespała spokojnie w swoim wózku, który matka powolutku prowadziła po całym domu. Kiedy uporała się już z naczyniami, mogła trochę się zrelaksować, projektując kolejne ubrania. Ciąża zakończyła jej powoli rozkwitającą karierę. Co prawda, była tylko na stażu, jednak uczyniła jakiś krok w stronę sukcesu. Teraz nie miała czasu na pracę, czas pochłaniała córeczka.
Po raz pierwszy od ponad miesiąca usiadła przed komputerem. Pomysły przyszły od razu i to, co najważniejsze, o niebo lepsze niż te sprzed narodzin córeczki. Czyżby mała była korkiem od butli niekonwencjonalności? A może to właśnie długa przerwa stała się wyzwoleniem? Justyna uśmiechnęła się do siebie i kontynuowała pracę. W ciągu trzech godzin wyczarowała jedną letnią sukienkę i szorty ze zwariowanymi naszywkami. Idyllę przerwał dzwonek. Dziecko automatycznie zaczęło płakać. Justyna zaklęła głośno z wózkiem pomknęła do przedpokoju, aby otworzyć. Kto mógł pojawić się tutaj o dwudziestej pierwszej? Zagadka wyjaśniła, kiedy na szczycie bloku ukazał się kurier z potężną paczką.
- Ja niczego nie zamawiałam! – wykrzyknęła, usiłując przekrzyczeć swoją córeczkę.
- Przesyłka z góry opłacona, proszę pokwitować.
Justyna westchnęła i ułożyła maleńką Kostunię w wózku. Dziecko trochę się uspokoiło, chociaż co kilkanaście sekund od nowa zaczynało kwilić. Kiedy przesyłka została pokwitowana, na progu ukazał się nieogolony Filip spoglądający na świat wzrokiem zbitego psa.
- Przepraszam, że teraz, ale…
- Wchodź i tak siedzę sama – mruknęła Justyna.
- Dlaczego ona płacze? – zaciekawił się Filip, kiedy za kurierem zamknęły się drzwi.
- Bo ten kretyn ją obudził – warknęła siostra.
Filip zlustrował wzrokiem paczkę, po czym zaśmiał się cicho, aby nie denerwować maleństwa.
- Już robisz jej większe zakupy? Co to?
- Ja nic nie zamawiałam, dostałam ją.
- Od kogo? – zdziwił się Filip.
Nikt nie przesyłał im paczek, nawet matka dawno zaprzestała tego zwyczaju.
- Oj, nie wiem właśnie – mruknęła Justyna biorąc Konstancję na ręce.
Od razu przestała płakać i przymknęła oczka. Po paru minut kołysania w ramionach zasnęła bez sprzeciwów. Dopiero wtedy Justyna ułożyła ją w wózku i pozwoliła Filipowi przenieść paczkę do kuchni, gdzie zamierzali ją otworzyć.
- Ciężka – mruknął.
- Nie marudź – ofuknęła go, ustawiając wózek przy wolnej ścianie i sięgając po nóż.
Ledwo paczka wylądowała na podłodze, już przecinała taśmę klejącą. W środku znajdowały się tony dziecięcych ubranek w tęczowych kolorach, paczka oryginalnego Liptona, jakieś dziecięce kosmetyki z angielskimi opisami oraz mała, podłużna koperta.
- Rany boskie, od kogo to?
- Na pewno nie od matki – stwierdziła od razu Justyna, sięgając po kopertę. – Zaraz się dowiemy.
Otworzyła kopertę, wyjęła z niej niedużą kartkę, rozprostowała i zaczęła czytać, ustawiwszy się koło wózka. Nie chciała, żeby Filip lustrował jej korespondencję, czyniąc potem jakieś niemiłe komentarze. Głęboko obawiała się, że paczka pochodzi od Adama, który jakimś cudem dowiedział się, że urodziła dziecko i obawia się, że to jego.
Obawy szybko zostały rozwiane. Justyna zbladła gwałtownie i usiadła na krześle. Przestraszony Filip ruszył w jej kierunku, ale powstrzymała go ruchem dłoni.
- Od kogo to? – zapytał zaciekawiony i zarazem zdezorientowany.
Kobieta załamała ręce, rozważając dyplomatyczną, wymijającą odpowiedź. Szybko uznała jednak, że nie ma co kryć przed nim prawdy.
- Od Finki.
Jego twarz raptownie się zmieniła. Od dezorientacji do słabości duszy i umysłu tylko jeden krok. Po chwili wyglądał, jakby zamierzał wymordować pół wioski Indian.
- Nie chcesz wiedzieć, co pisze? – zdziwiła się jego milczeniem.
Opanował się i przybrał pozę neutralnego, cywilizowanego człowieka.
- Oczywiście, że chcę.
- ‘’Maleństwo ma już dwa tygodnie, to dla niego. Uwierz mi, nie mogłam inaczej. Przebaczcie mi wszystko, proszę.”
Filip roześmiał się głośno. Justyna z niepokojem zerknęła na wózek, ale mała panna Korzycka spała błogo w wózku.
- Skąd masz pewność, że to od niej? – spytał wreszcie.
Kobieta uniosła paczkę herbaty Lipton i ważąc ją w dłoniach, odpowiedziała z zamyślonymi oczami.
- Po piśmie.
- Mamy jej wybaczyć? Co? To, że jest tchórzem?
- Skąd wiesz? – spytała spokojnie, zwracając ku niemu twarz.
Czytał w niej powolny nurt narastającego wzburzenia. Macierzyństwo jednak trochę ją zmieniło, już nie wybuchała tak prędko i niespodziewanie.
- Przecież sama dała tego dowód! – warknął i kopnął szafkę, chcąc wyładować swoją złość.
- A jeśli było inaczej? – zasugerowała spokojnie.
Wytrzyma, nie da się sprowokować. Stanie się męczennikiem sprawy, ot co.
- Inaczej?! Jakie inaczej? Zwariowałaś do reszty.
- Nie czuję się inaczej niż zwykle.
Zbliżył się do niej, z twarzą zdławioną piekłem i siarką. Sprawiał wrażenie na wpół obłąkanego.
- Jesteś bardzo naiwna. Jej nie zależy na nikim z nas. Ta paczka ma ci zamydlić oczy, gdyby kiedyś jeszcze potrzebowała twojej pomocy – wycedził.
Rozwarła szeroko oczy i głęboko wciągnęła powietrze. Przez kuchnię przetoczył się nerwowy charkot i niepewność mężczyzny.
- Wynoś się.
Zmrużył oczy i zarechotał jak jeszcze nigdy. Pogodny i teoretycznie wesoły, a jednak samotny. Mimo wszystko nie chciała go więcej widzieć.
- Własnego brata? – zdziwił się i zagwizdał głośno. Sprawiał wrażenie bezwstydnego pijaka.
- Wynoś się! – ryknęła.
Kiedy opuścił mieszkanie, porwała na ręce córeczkę i unosząc ją po mieszkaniu, usiłowała się uspokoić.

***

- Zatańcz ze mną, no, nie daj się prosić…
Olek niecierpliwie przestępował z nogi na nogę, stojąc nad zawziętą i nieubłaganą Izabelą.
Kobieta zdecydowana była udawać kompletnie niedostępną, mimo iż z każdą minutą miękła coraz bardziej. Odwracała wzrok, spokojnie popijała pepsi, wciąż udając głuchą i zamyśloną.
Wreszcie wybuchnęła śmiechem i padła mu w ramiona, dając się porwać fali radości. Nie miała pojęcia, że już niedługo jej cierpliwość zostanie wystawiona na ciężką próbę.



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 25.12.2011r.

1     

Angelika596 26 12 2011 (11:30:00)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Znów zmieniam zdanie. Jednak piszesz głównie o przyjaźni... A tak naprawdę, to i o przyjaźni i o miłości i o zazdrości, strachu i wchodzeniu w dorosłość. Łączysz najważniejsze tematy i stopniowo pokazujesz nam, czytelnikom co jest ważne. W dodatku niczego nie narzucasz. Poprzez swoich bohaterów przedstawiasz różne punkty widzenia, tak jak w rozmowie Justyny i Filipa, a ktoś taki jak ja, może obrać jedną ze stron, albo pozostać niezdecydowanym jak Finka. Ona z pewnością i stara się siebie wytłumaczyć, ale też wie, że postąpiła jak tchórz. Zadziwiająca jest przyjaźń dziewczyn. Mimo że ( nie rozdzielamy tego przecinkiem!) Finka odeszła bez słowa i jedynym znakiem życia jest ta paczka, przyjaciółki nadal ją bronią, stoją po jej stronie i są gotowe wybaczyć i pomóc w każdej chwili. Zaczynam się bać, że pokazujesz mi coś, co nie istnieje, że dajesz złudną nadzieję, że ludzie mogą tacy być.

Błędy zdarzały się jedynie interpunkcyjne i coś mi nie gra z Twoim używaniem "entera". Czasami go za dużo, a czasami, w dialogach, za mało. Poprawiłam co nieco, zobacz w wolnej chwili.

Nawet nie przesadzasz już tak bardzo z wyszukanymi zwrotami:) Zgrzyta mi tylko we fragmentach:
""blada limuzyna" > wiem, że biała byłoby powtórzeniem, ale blada... może w ogóle zrezygnować z epitetu?
"uśmiechnął się łaskawie uśmiechem zniewalającym" > przekombinowane. Za dużo przymiotników. Czasami trzeba z czegoś zrezygnować.
"serce zakuło obolałą duszę" > serce zakuło to raz... a dusza była obolała to dwa. Razem to nie pasuje.

To są takie kosmetyczne sprawy, mające doprowadzić Cię do perfekcji, w tym, co robisz. Naprawdę jest dobrze. Piątka się należy


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(38): 34 gości i 4 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, Fał, maszróm

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl