Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Rubinowe lato cz. 1" 22.09.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 26.10.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 04.12.2011
"Zebra - akt czwarty" 28.04.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 19.07.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Cztery dobre wróżby - rozdział trzydziesty czwarty

Shadow zalogowana. Ananas zalogowany. Kathleen zalogowana. Ananas: Rany już się bałem, że się coś stało! Ile to już… ze trzy miesiące cię nie było! Shadow: Nie bardzo mam ochotę rozmawiać. Źle się czuję. Ananas: Jesteś chora? Shadow: Tak, ale chyba nie cieleśnie. Duchowo, duchowo. Miotam się, a nic nie rozumiem. Zastanawiam się, dlaczego przyszłam na świat? Nie mam celu, jestem tylko marnym zjadaczem chleba. Trochę jak Neron. Ananas: Ale nie wydaje mi się, żebyś zanudzała ludzi swoimi wierszami. To nie w twoim stylu. Shadow: Nawet mnie nie znasz. Więc nie wydawaj opinii, z łaski swojej. Ananas: Ze wszystkimi gadasz w ten sposób? Takim tonem cholernej wyższości? Nie każdemu się to podoba. Twój facet jeszcze z tobą wytrzymuje? Shadow: Nie wytrzymał. Zresztą, nie nazwałabym go facetem z prawdziwego zdarzenia. Był taki jeden, który mnie oszukał. Większość powiedziałaby: „No trudno”, ale nie ja. Ananas: A co on ci dokładnie zrobił? Shadow: Był nieszczery. Zamiast powiedzieć prawdę, zwyczajnie mnie wykorzystał. Zastanawia mnie, dlaczego musiał udawać, że mnie kocha, aby osiągnąć cel. Ananas: A ty dałaś się nabrać? Shadow: Wiesz, że nie mam pojęcia? Cóż, chodzę ostatnio dość zła, właściwie od czerwca, kiedy poznałam prawdę, ale… Chyba nic nie dzieje się bez przyczyny. Mówiłam ci kiedyś, że kochałam mojego profesora. Teraz mam dwa dylematy. Ananas: Dwa?! Shadow: I co cię to tak dziwi? Zresztą, skończmy gadać o mnie, opowiadaj, co z mamą. Lepiej się czuje? Ananas: Zamknęli ją w zakładzie psychiatrycznym i to chyba już na dobre. Zdiagnozowano jeszcze psychozę maniakalno-depresyjną. Wygląda na to, że mój „kochany tatuś” musiał jej nieźle zniszczyć życie. Shadow: To tak jak mnie. Ten facet, o którym ci opowiadałam. Tak rodzą się ludzkie tragedie. Ananas: Na pewno nie przejmujesz się tym tak bardzo… Żartujesz, prawda? Shadow: Ja nigdy nie kpię ani nie żartuję. Zapamiętaj. Ciesz się, że nie masz nic na sumieniu. Wydajesz się porządnym facetem, który przejmowałby się złamanym sercem takiej dziewczyny jak ja. Tamten nie ma sumienia, to zwykły robot, który nie ma poszanowania dla kobiet mojego pokroju. Ananas wylogowany. Shadow wylogowana. *** Dawno nie odwiedzała bloga, właściwie od wyjazdu za granicę. Kiedy trafiła wzrokiem na ostatnią notkę, nie poczuła nic. Przedtem myślała, że będzie to bardzo bolesna chwila. Dobre było tylko to, iż nie wspomniała tam imienia swojego byłego. Nie musiała sobie przypominać, mogła żyć w stanie pozornego błogostanu. Po chwili czytania komentarzy pełnych współczucia, postanowiła pisać dalej. Coś należało się tym ludziom, którzy potrafili ją wspierać przez cały ten długi czas. Moi kochani czytelnicy! Mam świadomość, że nie odzywałam się szalenie długo, jednak teraz uznałam, że coś wam się należy za tyle miłych słów. Mawia się, że dobro powraca; mam nadzieję, że w moim przypadku tak właśnie będzie. W ciągu tych kilku miesięcy zmieniło się bardzo wiele. Przede wszystkim wyemigrowałam z Polski. Nie martwcie się, wciąż jestem w Europie, jednakże nie zamierzam ujawniać dokładnego miejsca pobytu. Powiem tylko, że tutaj płaca jest współmierna do wysiłków włożonych w pracę. Wielu zapyta, co się stało z moim wymarzonym facetem, z którym byłam od niedawna. Ostatnia notka słusznie naprowadziła was na konkluzję, iż się rozstaliśmy. Potwierdzam. Nie powiem, była to trudna decyzja, ale udało mi się wszystko załatwić niemal bez bólu. Dzisiaj pracuję w bardzo ciekawym miejscu pełnym radości. Codziennie staram się łapać trochę dla siebie, jednak bywa z tym różnie. Cóż, mogę jeszcze powiedzieć. Nie mam pojęcia, czy to będzie ostatnia notka, czy też jedna z wielu, które nas jeszcze czekają. Na tą chwilę nie umiem jeszcze podejmować odpowiednich decyzji. Przykro mi z tego powodu, ale takie jest życie. Wasza kochająca Niespełniona (20:22) *** Konstancja grymasiła całą noc bez ustanku, w związku z czym biedna matka nie zmrużyła oka przez całą noc. Kolka wprawiała dziecko w nastrój iście szatański, co wkrótce udzieliło się wszystkim dziewczętom. Skończyło się na tym, że krzyczały na siebie wokół łóżeczka, próbując coś wymyślić. Wreszcie na wpół przytomna Izabela została wysłana do całodobowej apteki po leki dla niemowlaków na kolkę, zaś Ewa do telefonu. Justyna nakazała zadzwonić jej na dyżur w Żeromskim do bardzo miłej pani pediatry. Sama zaś coraz niecierpliwiej kołysała dziecko, marząc o ciszy i spokoju. Kochała je, ale była już rozdrażniona i przemęczona. Dziewczyny – dwie narzekające kwoki, niewiele mogły jej pomóc. Dopiero, kiedy zaczynała wydawać im polecenia, wszystko szło sprawniej. Gdzieś w podświadomości czaiła się myśl, że bez nich załamałyby się zupełnie. Teraz, o godzinie jedenastej, obejmowała omdlałymi rękami zieloną, grubą poduszkę i przymykała sennie oczy. Ponad cztery godziny snu… „Starczy” – uznała wreszcie, czując się głupio. Wzięła prysznic, przebrała się w coś porządnego i zajrzała do łóżeczka. Maleńka spała tak spokojnie jak zwykle o tej porze. Znowu wdrażała się w swój ukochany system. Justyna uniosła lekko brwi, obdarzyła senną twarzyczkę uśmiechem i przeniosła małą do wózka. Było to bardzo wygodne, kiedy musiała chodzić po całym domu. W ten sposób zawędrowały do kuchni na coś pożywnego. Justyna zadowoliła się miską płatków, którą triumfalnie ułożyła przed monitorem komputera. Wózek ustawiła tuz przy drzwiach, jak najdalej od promieni imitowanych z komputera. W powiadomieniach przeglądarki wyskoczyło jej coś nowego. Tak, przeczucie jej nie myliło. Blog panny Bonificji. Blog niespełnionej miłości – jak to dumnie głosił nagłówek. - Sama jesteś sobie winna – mruknęła Justyna pod wpływem nocy i frustracji. Zestresowana, zupełnie zmieniła poglądy na ową sprawę. Zaczęła czytać, z każdą kolejną sekundą odnajdując siebie. Zakłamane frazesy, tyle słów, które nie mówią nic. Obie kochały na odległość. Kliknęła „skomentuj”. *** Telefon zadzwonił nad ranem. Odebrała na wpół przytomna, złorzecząca, nabuzowana złością do świata. Ileż można rozmawiać z pediatrą! Przyłożyła go tylko do ucha i jęknęła jakieś zdawkowe powitanie. - Jeszcze śpisz? – warknęła Agata. – Wstawaj! Mają trop! Cholernie ważny trop – mruknęła ciszej, jakby wyczuwając jej zmianę. Dziesięć minut potem Ewa mknęła MPK w stronę Kazimierza. W drzwiach czekała już zaniepokojona Agata. Ewa natychmiast uczepiła się jej jak filaru. - Kto dzwonił?! Co powiedzieli? – bombardowała ją pytaniami. - Jadę do Szczecina, musisz popilnować dzieci. - Mam ich pilnować?! Też chcę pojechać! Muszę! – krzyczała, nie mając pojęcia, skąd w niej tyle siły i determinacji. - Jestem jego żoną, a z dziećmi ktoś musi zostać – ucięła Agata, w pośpiechu zatrzaskując drzwi, tym samym odcinając Ewie dopływ do informacji. Wściekła Ewa mocno kopnęła drzwi, czując jak jej noga pulsuje coraz bardziej, zaś serce wciąż podpowiada najgorsze scenariusze. Zuzia delikatnie dotknęła jej ramienia. - Tatuś żyje, prawda? Oniemiała Ewa odwróciła się powoli i objęła wzrokiem dziecko. Zuzia wyrażała niewinność. Zaś ona, dorosła kobieta, ponoć odpowiedzialna, tylko śmierć. Jej twarz przepowiadała wszystko, co najgorsze. Do korytarza wpadła Gabrysia i kpiącym spojrzeniem omiotła zastygłą Ewę. Zupełnie jak Agata. - Tata żyje, ale bawi się z nami w koci-koci-łapki – prychnęła trzynastolatka i popchnęła siostrę ku drzwiom pokoju. – Śpij, idiotko! Odwracając się od drzwi, jeszcze raz zmierzyła Ewę swoją wyższością. Ludzie coraz częściej grają kogoś, kim nie są. Boimy się uzewnętrzniać swoje emocje. *** Ciężki dzień na szczęście dobiegał końca. Finka skończyła poprawiać prace swoich uczniów i machinalnie zerknęła na zegarek. Nawet nie zauważyła, kiedy wybiła dwudziesta pierwsza. Do domu wróciła dziś późno, bodajże o osiemnastej. Był problem z Pawełkiem i Malwiną. Ich rodzice nie stawili się na czas w szkolnej świetlicy i Finka, jako nauczyciel dyżurujący, musiała poczekać jeszcze jakiś czas. Nie żałowała. Bardzo lubiła rozmowy z dziesięcioletnimi uczniami. Mieli tak niebanalne spojrzenie na świat, że każdy musiał im od razu ochoczo zawtórować. Uczniowie stanowili produkt zastępczy w życiu Bonificji. Gdzieś głęboko w niej czaiła się potrzeba zostania matką. Miała świadomość, że nieprędko ją zrealizuje, bowiem w jej życiu brakowało kandydata na ojca. Ziewnęła, wstała powoli i przeciągnąwszy się, ruszyła do kuchni, aby upolować cokolwiek do jedzenia. Po paru sekundach stwierdziła, że lodówka świeci pustkami. Postanowiła zrobić sobie mały post. Zaparzyła tylko kubek zielonej herbaty i z uśmiechem zmęczenia usiadła przed komputerem. Potrzebowała chwili wytchnienia. Ciekawa reakcji czytelników na jej post, wpisała adres swojego bloga. Natychmiast wyświetliła się jej informacja, iż dostała ponad trzydzieści komentarzy. Ucieszona, zaczęła czytać słowa otuchy i wsparcia. Tylko jeden, przedostatni komentarz wzbudził w niej nurt mieszanych, niepochlebnych uczuć. Wyraźnie czuła, że coś jest nie tak. „To był twój wybór, dlaczego wyraźnie czuję w tej notce gorycz? Sama nie umiesz siebie przekonać…” Odpowiedź mogła być tylko jedna i Finka już doskonale ją znała. Zgasiła komputer, narzuciła na siebie płaszcz, wciągnęła kozaki i pomknęła przed siebie z pięcioma funtami w kieszeni. Nagle zgłodniała. Może zapełniając żołądek, marzyła, by zniszczyć pustkę? Chciała bezcześcić, to było pewne. *** Do Anglii przyjechał dla swojej klientki, Polki rozwodzącej się z mężem Anglikiem. Pragnęła mieć go przy sobie, wierzyła tylko adwokatowi, który za czasów panieńskich prowadził w Polsce jej liczne sprawy. Był to typ kobiety niezwykle kłótliwej i gwałtownej. Mimo, że jej charakter był odpychający, wyglądała jak marzenie większości wulgarnych mężczyzn. Nie bardzo uśmiechał mu się wyjazd na drugi kraniec Europy, jednakże skusiła go niezła pensja. Pani Kacica dobrze zadbała także o wszelkie jego wygody. Nie, podejrzenia są tu co najmniej bezsensowne. Kobieta nie była zainteresowana tym łagodnym i dobrotliwym typem mężczyzny jaki prezentował. „Prędzej zainteresowałaby się Filipem” – narzuciło mu się samo. Wędrował przyciemnionymi ulicami przy świetle latarni. Jego tropem podążało wielu innych. Zakochane pary, samotnicy tacy jak on. O wiele bardziej wolałby stanowić ułamek tej pierwszej grupy. Ale cóż poradzić, jego praca wymagała ciągłego przemieszczenia się i przeszukiwania kodeksów. Zatrzymał się przy przystanku i zerknął na godzinę odjazdu autobusu w stronę hotelu. Wtem zatrzymał się jeden z tych molochów i… wydał z siebie znajomą mu dziewczynę. Wytężył wzrok, wbił wygłodniałe ślepia w smutną kobietę w powiewnej tunice i długim płaszczu. Wiatr odwiał jej włosy do tyłu. Poznał. O tak, to z nią tańczył na śniegu w Sylwestra. Było niesamowicie. Tylko oni, śnieg, mróz i muzyka dobiegająca z wypełnionego gośćmi domu rodziców kobiety. - Filka! Fila! – zawołał desperacko, chcąc przekrzyczeć gwar ulicy. Czuł, że to ostatnia szansa. Jeśli teraz się nie obróci, nie rozpozna go, to będzie definitywny koniec snów. Spojrzała na niego szeroko rozwartymi oczami, upuściła spojrzenie prosto na jesienne liście, po czym znów uniosła piękność nefrytów na niego. - To ty… - szepnęła. – My… - Tańczyliśmy razem – przypomniał takim tonem, jakby to było tylko zwykłe stwierdzenie. - Owszem. Chodźmy. - Chodźmy. I poszli.



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 27.12.2011r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 30 12 2011 (12:13:04)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Przykro mi to stwierdzić, ale zaniedbałam Twoich bohaterów i w pewnym momencie zastanawiałam się, kim jest Agata, ale w końcu jakoś doszłam do tego, że to żona mężczyzny, z którym romansowała Ewa.

Jak zawsze było ciekawe, wciągająco, płynnie, estetycznie i bezbłędnie. Jednak teraz jest mi łatwiej stwierdzić jednoznacznie, że idziesz do przodu, bo przez jakiś czas Cię nie czytałam. Wszystko było idealnie dopracowane, takie naturalne, aż chciało się czytać. Wydaje mi się, że mogłabyś już to gdzieś wysłać.

Justyna była trochę wredna, chociaż co jej się dziwić? Wybór Finki był dość trudny do przyjęcia. Ale mimo wszystko cieszę się, że coś wreszcie jej się zaczyna układać z kimś innym. Tylko nie rozumiem jednego - po co Justyna dodawała ten komentarz? Przecież to było naprawdę podłe. Jak dobijanie konającego.

Zakończyłaś pięknie i teraz mam genialną wizję kolejnej części.

Sześć.

Centaur Użytkownik wpmt 30 12 2011 (15:57:39)
W pełni zgadzam się z Groszkiem.

Centaur Użytkownik wpmt 28 12 2011 (18:17:56)

Skoro chcesz- dobrze.

Błędów brak- na moje liche oko, przynajmniej. Ciekawie, podoba mi się. Agata wydaje się być ostra- Ewa jej zawsze ulega, choć czasem próbuje przeczyć.

Tatuś żyje, prawda?
Oniemiała Ewa odwróciła się powoli i objęła wzrokiem dziecko. Zuzia wyrażała niewinność. - to jest takie dogłębnie wstrząsające, jednak to napięcie, które panuje, zaraz niszczy kochana trzynastolatka.

Chłopak w ostatnich akapitach za to goni pieniądze.

Koniec jest taki słodki i przejmujący... Będą razem?

Centaur Użytkownik wpmt 28 12 2011 (18:04:30)

Użytkownik ocenił pracę na 6

O, czat na początku? Rany, jak urozmaiciłaś! ;) A co się stało z Kathleen? :O

Strasznie ciekawie, chce się czytać... Ciekawe dialogi, pasują do siebie (jak rzep psiego ogona :p), wszystko dopracowane. Gratuluję ;)

Anima użytkownik 28 12 2011 (18:06:31)
To jest ogólny czat, więc Kathleen była tylko takim statystą. Chciałam, żeby czat wyglądał realnie. Dziękuję za tak miłą ocenę, ale wolałabym, żebyś nieco bardziej uzasadnił swoja ocenę.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(54): 54 gości i 0 zarejestrowanych: