Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Na niebie ciemne chmury -..." 16.06.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 31.10.2011
"Prozaiczna trzynastka" 02.06.2010
"Wrzeciono na polu makowym..." 20.12.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 31.07.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Cztery dobre wróżby - rozdział siedemnasty

Od czasu telefonu Justyny, Filip był nieswój. Szwendał się po domu jak głupi, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Wreszcie wrzasnął na samego siebie, że zachowuje się śmiesznie i włączył laptop, żeby przejrzeć maile na firmowej skrzynce. Jeśli nie umie odpoczywać, to chociaż popracuje. Swoją drogą, ostatnio stawał się pracoholikiem. Ledwo zalogował się na skrzynkę, rozległ się dźwięk dzwonka. Z początku go zignorował, mając nadzieję, że niespodziewany i niechciany gość sam sobie pójdzie. Jednak, gdy po paru minutach dźwięk dzwonka wciąż nie ustawał, więcej brzmiał bardziej natarczywie, Filip stracił cierpliwość. Zamknął laptop i poszedł otworzyć. Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, na progu zastał Bonificję odzianą w czarne rajtki, aksamitną czerwoną spódnicę do kolan i takiej samej barwy wełniany sweterek. Nie witając się, wpadła do mieszkania jak burza i poczekała, aż zamknie drzwi. Nie było potrzeby, żeby sąsiedzi słyszeli całą awanturę, jaką zamierzała tutaj przeprowadzić. Stanęła obok drewnianej ławy w przedpokoju. Gdy dźwięk zasuwy przebrzmiał gorzko w ciszy, miała wrażenie, że zaraz zemdleje i nic nie powie. Filip skierował na nią swoje spojrzenie. Co w nim czytała? Smutek, ale także złośliwość. No tak, odgadł od razu. Myśli, że będzie się wydzierać. Zaskoczy go, obejmie bardziej krwawą strategię. - Przeszkodziłam ci? – spytała spokojnie, swoim sławnym, sugerującym tonem. - Nie, pewnie, że nie – zaprzeczył od razu. Zbyt szybko – oceniła w myślach Bonificja i oparła się o ścianę. Filip odgadł, że zamierza go prowokować, spokojem zwyciężyć jego proces myślowy. A figę! - Chociaż właściwie miałem niedługo wyjść z domu… - zaczął, włączając się do gry. Skrzyżował ręce na ramionach, potrząsnął lekko głową roztrzepując świeżo uczesane włosy, uśmiechnął się bez skrępowania. Chociaż z początku dała się nabrać, teraz zrozumiała, że nie doceniła jego inteligencji. Postanowiła grać dalej, jakby niczego nie zauważyła. - Ach, słyszałam, że ostatnio poznałeś kogoś nowego… - powiedziała tak beztrosko, jak tylko mogła. Miała nadzieję, że nie zauważy wyrazu jej oczu. Dobrze znała swoje ciało, wiedziała, że w tym momencie wygląda jak trup, który dopiero co powstał z martwych. - Tak, to prawda, skrywałaś ją przede mną. Na szczęście sama mnie znalazła – odparł Filip, uśmiechając się marzycielsko. Wygrał. Podniósł poprzeczkę, tym samym łamiąc ją na pół. Ekspresowo straciła wiarę w boże miłosierdzie. Oderwała się od ściany i stanęła tuż przed nim. - Myślisz, że całe życie wszyscy będą za tobą gonić, bo jesteś kimś w rodzaju jaśnie pana. Uważasz się za kogoś o niebo lepszego niż tacy niepozorni ludzie jak ja. Zmęczyło mnie to! Nie będę więcej walczyć, już nie chcę! – wrzasnęła, w duchu przyznając sobie order dla idiotki roku. Zrobiła mu awanturę, gdy tymczasem on nie zrozumie nawet, dlaczego ją wywołała. Dla niego takie randki, podchody to chleb powszedni. Nigdy nie zrozumie, że jeśli człowiek się z kimś umawia, to powinien chociaż… Szarpiąc zasuwę, uznała, że nie powinna tu przychodzić. Należało siedzieć cicho, nie odbierać od niego telefonów, unikać go. Tylko, że to wcale nie byłoby takie łatwe. Wreszcie otworzyła drzwi, jednak nie zdołała wyjść z mieszkania, gdyż w jednej chwili drzwi zatrzasnęły się z powrotem. Filip odsunął ją na bok i przekręcił zabezpieczenie. A więc znalazła się w jaskini lwa, zdana tylko na siebie. On zaraz będzie z niej kpił, zapewne nic sobie nie robiąc z jej stanu. Nie wytrzyma, w którymś momencie się rozpłacze, a on znowu rzuci jakiś nieprzychylny komentarz, od którego zrobi się jej jeszcze bardziej smutno. - Mała, o co ty walczysz? – spytał wreszcie ze zdziwieniem, odwracając się ku niej. - O nic – pisnęła Bonificja, postanawiając wszystkiemu zaprzeczać. Nic nie mogło się wydać, nie chciała tracić godności. Filip westchnął, musnął w przelocie jej rękę i spojrzał w oczy. - Wariatko – wyszeptał czule i pocałował ją słodko, stemplując tylko wysyłkę jej serca ku niemu. *** - Izka, mogę wiedzieć, co ty tu robisz? – warknęła Justyna, wkraczając do pokoju i znajdując w nim przyjaciółkę grzebiącą beztrosko w jej szafie. Na pięknym, dębowym parkiecie walały się stosy ubrań zakupionych w przeróżnych lumpeksach oraz te uszyte przez nią. Kolekcji dopełniały plecione, kolorowe paski triumfalnie tkwiące na samym szczycie. Izabela zmierzyła ją smutnym spojrzeniem i lekko zamknęła drzwi szafy. - Majerczyk się żeni – wypaliła. - Ten profesorek? – Justyna miała niebywałą pamięć do ludzi i nazwisk. Potrafiła wywlec wszystkie informacje o danym człowieku. - Tak, właśnie ten. - Ale to nie wyjaśnia, dlaczego grzebiesz mi w szafie! –projektantka szybko powróciła do rzeczywistości. Bycie realistką to jednak ogromna zaleta. Usiadła na krześle i spojrzała uważnie na Izabelę. Czarne włosy strzępiły się o wiele bardziej niż zwykle, a piękne, niebieskie oczy okalał mur łez. Grube rzęsy, zwilżone długotrwałym płaczem zdawały się być dłuższe niż wcześniej. Jej twarz trochę przypuchła, aczkolwiek teraz było to o wiele mniej widoczne niż parę godzin temu, gdy powróciła do mieszkania. Byłaby całkiem ładna, gdyby nie te odstające, krótkie włosy – pomyślała Justyna, wzdychając głośno. - Przepraszam – odpowiedziała spokojnie Izabela. Podeszła do Justyny i stanęła przed nią z założonymi rękami, okazując, jak wielką ma w sobie moc. Chciała się zmienić i głęboko wierzyła, że wszystko się powiedzie. – Będę wyglądać zupełnie inaczej. - Chcesz żeby Majerczyk zobaczył, co stracił? – domyśliła się Justyna, unosząc brwi. – To nie będzie łatwe zadanie. - A kto powiedział, że zamierzam się poddać? *** Kawiarnia, którą wybrał była utrzymana w ciemnych tonacjach. Ciemny turkus i brąz, na ścianach elektryzujące, kolorowe obrazy przedstawiające głównie kobiety z przeróżnych kontynentów. Afrykanki z dzbanami na głowach, Madagaskarczycy z lemurami na rękach oraz barwne Indianki. Ewa od razu zafascynowała się atmosferą tego miejsca. Spokojne, przytulne z ledwo wyczuwalną szczyptą pieprzu. Ostatnio ona i Bonificja miała wiele wspólnych skojarzeń, teraz uznała, że obie wygłosiłyby jedną opinię: „Lokal dla ludzi pozornie uległych”. Wokół nich, przy małych, giętkich stolikach z bambusa, siedzieli zupełnie różni ludzie. Ewa dopatrzyła się nawet grupki rockowców, którzy najwyraźniej wrócili z jakiegoś koncertu. Komentowali go tak dokładnie, że Ewie zdawało się, że na nim była. Kiedy wróciła z pracy, zastała zaniepokojoną Justynę. Natychmiast wtajemniczono ją w sprawy między Finką a Filipem, które przeżywały już wszystkie przyjaciółki Bonificji. Nie żeby były plotkarkami, po prostu chciały pomóc im się zejść. Wreszcie po zaciekłej dyskusji, wielu głuchych telefonach do Filipa, poddały się. Ewa poszła do siebie, aby trochę odpocząć przy nowoodkrytym (dzięki Bonificji) Mozarcie. To nie do wiary, nigdy by nie doceniła muzyki klasycznej, gdyby nie spotkała Mateusza. Już niejednokrotnie wspominał przy niej o wielkich twórcach – Lorencu, Preisnerze, Bachu. Zastanawiało ją dlaczego. Wielu nigdy nie dawało jej szansy wykorzystać swojego intelektu, zabłysnąć nim. Po pół godzinie spotkała ją niespodzianka; do drzwi zadzwonił Mateusz. Uśmiechnął się nieco nieśmiało, jak to on i zaproponował swojej przyjaciółce kawę. Tak, wbrew temu, co podejrzewały dziewczęta, Mateusza i Ewę łączyły tylko takie relacje. On był żonaty, ona prawie że zaręczona. Owszem, nie byli zbyt szczęśliwi w tych związkach, jednak mieli zasady i uznawali, że tak im dobrze. Lubili te dziwne, nieco nierealne rozmowy, jakie prowadzili. Dwa, zupełnie inne światy pozamykane w kolorowych puzderkach. - Zuzia ostatnio ciągle prosi mnie, żebym cię pośpieszył z tą książką. Nie może się doczekać – Mateusz uśmiechnął się szeroko, jak zwykle na myśl o córce. Może ta miłość brała się stąd, że nie dziewczynka nie przypominała żadnego ze swych rodziców. Nie była taka piękna i nieznośna jak matka, była bardzo bezpośrednia, odwrotnie niż ojciec. Przyciągała ludzi z nadprzyrodzoną siłą. Mateusz widział w niej swoją matkę, kobietę ciepłą i radosną, a zmarłą o wiele za szybko. - Oj, jest niecierpliwa – zaśmiała się Ewa nad kawą. - Chyba jak każda kobieta – skwitował ciepło Mateusz. - Czyli ja też jestem? Zaskakujące! - Ty i Zuzanna mogłybyście podać sobie ręce – droczył się dalej. - Uważaj, bo jej powiem, jak o niej mówisz! - Ewa… - szepnął tylko spokojnie, tym swoim głosem. Od razu przeszły przez nią dreszcze. Lubiła, gdy nazywał ją Ewą, zupełnie inaczej niż wszyscy. W takim momentach zmieniała się w dojrzałą kobietę, już nie była roztrzepaną trzpiotką. Uważała go za swojego najlepszego przyjaciela, ponieważ odganiał chmury z jej nieba. - Wojtek się odzywał? – spytał wreszcie, sącząc dalej kawę. Wiedziała, że trudne dla niej tematy porusza tylko wtedy, kiedy naprawdę jest ciekaw. Czasem bywał wścibski, ale umiała mu to wybaczyć. - Od czasu do czasu. Chyba znowu kończy się jakiś etap. - Wasz etap? – pochwycił od razu. Kolejna rzecz, za którą mogłaby go wychwalać pod niebiosa. Rozumiał każdą myśl, wyrażoną nawet najbardziej tajemniczo. Oświeciło ją. Postanowiła poczynić pewien krok, który w przyszłości mógłby skutkować czymś trwalszym. Zaczęła prowokację. Popatrzyła na niego uważnie, wręcz wbiła swoje oczy w jego twarz. - Pewnie z nim zerwę, to już nie ma przyszłości… - Dlaczego tak uważasz? Odległość, brak tematów? - On we mnie widział ładną lalkę. Jak większość facetów! – pożaliła się natychmiast, budząc w nim instynkt. Musnął jej ramię, jednak po krótkiej chwili, potarł je energicznie, chcąc ją pocieszyć. - Jesteś piękną kobietą, ale to nie znaczy, że nie trafisz na właściwego mężczyznę. - A ja myślę, że nie – oblizała łyżeczkę z piany i odłożyła ją na spodek. Zapadła chwila ciszy, po raz pierwszy tak bardzo kłopotliwa dla nich obojga. Kiedyś, nawet, kiedy takie się zdarzały, mieli wrażenie, że to rzecz uzasadniona. Chwila refleksji, chwila wydechu. A teraz zaduch wcale się nie zmniejszał. Ewa nagle zbudziła się ze swojego snu. Zerknęła na zegarek, zobaczyła dwudziestą pierwszą. - Chodźmy stąd – poprosiła. - Mamy jeszcze czas. Dużo czasu.



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 10    
Data dodania: 21.10.2011r.

1     

sylwuśśś Użytkownik wpmt 28 10 2011 (11:01:24)

Użytkownik ocenił pracę na 6

świetne ;)

Vår Szef Prozy 08 11 2011 (15:17:59)
proszę o dłuższe komentarze. pozdrawiam

Centaur Użytkownik wpmt 24 10 2011 (17:33:56)

Insomaniof, to absolutnie nie, jak to ujęłaś... 'Kółko wznajemnej adoracji'. To jednie koleżeńska rozmowa ;)

Vår Szef Prozy 24 10 2011 (17:45:03)
proszę tylko o to, żeby takie rozmowy odbywały się na gg lub w prywatnych wiadomościach, a nie pod pracami. dziękuję.

Vår Szef Prozy 24 10 2011 (17:08:02)

przerwę to kółko wzajemnej adoracji - akceptuje.

Centaur Użytkownik wpmt 23 10 2011 (21:04:34)

Oczywiście też jestem na 'tak' dla kryminału. A co do czytania- nie mam również dużo czasu. Szkoła itd. ;)

Centaur Użytkownik wpmt 23 10 2011 (19:31:48)

Cóż, ciągle jednak łudzę się, że przeczytam tom twojej książki, która kiedyś na pewno powstanie. ;)

Anima użytkownik 23 10 2011 (20:12:04)
Jeśli już to prędzej jako kryminał, bo ten rodzaj kocham najbardziej. ;) Ale to... oj, jeszcze długo, długo poczekasz. Nie mam nawet czasu, żeby sobie książkę poczytać. ;)

Centaur Użytkownik wpmt 23 10 2011 (13:35:59)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Szanowna pani Ironiczno! ;)

Poprzednie prace były świetne. Jestem ciekawy, czy znowu mnie czymś zakoczysz. Zobaczymy... ;)

więcej brzmiał bardziej natarczywie- tu coś mi nie pasuje. Może chodziło Ci o 'więcej- brzmiał bardziej natarczywie'. Możliwe? ;)

boże miłosierdzie.- chyba Boże miłosierdzie.

Widzę, że Twoja praca wysiedziała się długo w tej poczekalni. ;)

O.K, więc tak, błędów praktycznie brak. Wszystko jest O.K i fajnie. Spójnie, na temat, zwięźle. Widzę, że nie lubisz za bardzo opowiadać o przeżyciach wewnętrznych (przynajmniej takie odczuwam wrażenie). Moim skromnym zdaniem będzie z Ciebie materiał na dobrą pisarkę.

Minus szósteczka ;)

Anima użytkownik 23 10 2011 (19:11:42)
Ach, dziękuję za tak miły komentarz. ;) Wyjaśniając - lubię pisać o przeżyciach wewnętrznych, aczkolwiek to zależy od części. Raz jest ich więcej, raz mniej. ;) Ja w ogóle jestem straszną gadułą, co przekłada się na moje pisanie. Części są bardzo długie. ;D
Twoje skromne zdanie mnie zadziwia. Ja w sobie w ogóle nie widzę osoby, która mogłaby pisać zawodowo. Ujmę to skrótowo - są lepsi. A ja piszę dla przyjemności. Może i nawet mi to wychodzi (jako jedna z niewielu rzeczy w życiu), ale i tak jestem bardzo krytyczna jeśli chodzi o prozę. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(27): 27 gości i 0 zarejestrowanych: