Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Ironiczna
Imię: Anna Łucja
O sobie: "„Praca polegająca na dobieraniu słów jest podobna do samotności. Szukanie słów, które mają w sobie siłę. Są jasne. Zmierzające we właściwym kierunku..."
Napisanych prac:
- wiersze: 163
- artykuły: 1
- proza: 137

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 582 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Nieumarły kwiat - I etap..." 20.05.2012
"Cztery dobre wróżby - epilog" 06.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 17.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.01.2012

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 17.11.2011
"Kucajmy" 21.04.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 05.02.2012
"Powiedziałeś i wcale tego..." 12.02.2012
"Zebra - akt czwarty" 28.04.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.
"Ćma - prolog" - Miao?

Cztery dobre wróżby - rozdział dwudziesty drugi

- Zrobisz mi sesję? Robiłaś niezłe foty – słodził Olek, który tym razem zdecydował się podejść do sprawy poważniej.
- Ja? Chyba zwariowałeś. I niby kiedy widziałeś moje zdjęcia? – spytała Izabela z narastającą złością. Wiał wiatr, sypiąc jej płatkami śniegu prosto w skostniałą twarz. Nogi grzęzły w tonach brudnej papki, a obok szedł facet, za którym nie przepadała. Na dodatek Majerczyk ogłosił dzisiaj, że ślub odbędzie się w Niepołomicach, czyli dokładnie tam, gdzie Izabela chciała kiedyś poślubić swojego jedynego. Nie mogła znieść myśli, że wredna Mróz będzie mogła nosić nazwisko jej ukochanego profesora. Wedle najnowszych informacji do ślubu pozostało już prawie sześć miesięcy.
Powoli zbliżała się Gwiazdka, ale radość nie zagościła w sercu drobnej brunetki. Nawet wygłupy Olka, czy też jego obecna prośba nie zdołały rozsnuć mroku, który zebrał się wokół niej. Nie dopuszczała do siebie myśli, że popadła w samo cierpienie. Przestała zwracać uwagę na cokolwiek, co powoli przemieniało ją w chodzącą marionetkę.
- Nie pamiętasz? Parę miesięcy temu, na Bulwarach… - przypomniał Olek.
- A tak, wtedy, kiedy ukradłeś mi aparat.
- Chciałem ci zrobić zdjęcie.
- No i ci się udało. Zadowolony?
- Bardzo! To co z tą sesją? – spytał, nadal z tą samą wytrwałością.
W jego mniemaniu Izabela nagle przeistoczyła się w bardzo złośliwą osobę, całkiem podobną do niego. Jednak wiedzieć a przebywać z kimś takim, to dwie różne sprawy. Olek nie był zbyt zachwycony takim obrotem sprawy.
- Nie zamierzam ci robić żadnych sesji – odparła prawie wesoło, jednym ruchem zrywając z głowy czapkę.
- Co robisz? – zdziwił się, widząc, jak płatki śniegu powoli tańcują w jej krótkich, nastroszonych włosach. To zastanawiające, ale burza śnieżna jej służyła. Wyglądała olśniewająco, zupełnie jak nie ona.
- Chcę zachorować – oznajmiła buntowniczo, prostując się znienacka i wychylając twarz do wiatru.
- Nie zdążysz… - szepnął jej radośnie do ucha.
- A to dlaczego… - zaczęła zdezorientowana, jednak natychmiast jej przerwano. Oboje wpadli w zaspę śnieżną.
- Dobra, poddaję się. Idziemy na herbatę?
- Ok., możemy do mnie. Powtórzymy cały Barok.


***

Tego dnia Ewa dość szybko opuściła siedzibę wydawnictwa. Zaalarmował ją telefon Bonificji, z którego jednoznacznie wynikało, że szykuje się wojna na śmierć i życie. Nakazała jej przyjść do małej kawiarenki na Kazimierzu, gdzie cały alarm miał zostać dogłębnie wyjaśniony.
Piękna, dość różowa Ewa, nie panowała już nad przyjaciółkami ani nie potrafiła ich zrozumieć. Żyły ciągle się przemieszczając, wariując albo skrywając się po kątach.
Na przykład taka Iza. Gdyby nie Olek, nigdy nie wyszłaby z domu. Chłopak przychodził coraz częściej i godzinami wysiadywał z Izabelą nad książkami. Głośno powtarzali daty, a przy kolacji dyskutowali na temat przeróżnych historycznych zagwozdek. Ewa i Justyna miały tego szczerze dość, jedynie Bonificja nie wyrażała sprzeciwu, tylko uśmiechała się tajemniczo. Tyle, że sytuacja sercowa owej dziewczyny została opanowana. Razem z Filipem stworzyli szczęśliwy związek, potrafili do siebie wydzwaniać cztery razy na dzień, a jeśli się nie zastali, przekazywać przeróżne wiadomości. Niestety, spotykali się tylko raz na tydzień. Przy licznych wyjazdach Filipa i zmiennych godzinach pracy Bonificji było to konieczne.
Jadąc autobusem Ewa uśmiechała się do siebie. Udało się jej załatwić lepszą pracę dla przyjaciółki. W jej wydawnictwie szukano kogoś do korekt publikacji, a przyjaciółka nadawała się do tego idealnie. Rok po filologii polskiej, chętna do pracy i dyspozycyjna. Wreszcie Ewa mogła wykorzystać swoją pracę do pomocy innym. Rozdzwonił się telefon, natychmiast rozpraszając myśli nowej samarytanki. Odebrała z westchnieniem, nawet nie patrząc na wyświetlacz.
- Halo?
- Ewuniu, jesteś gdzieś w pobliżu Huty? Wiem, że to ci nie po drodze od domu, ale jestem tu przejazdem. Za dwie godziny muszę wracać do Wrocławia, więc…
- Wojtek, na Boga! Jestem w pracy i nieprędko się wyrwę – skłamała machinalnie.
- A, skoro tak, to sorka. Pamiętasz jeszcze o mnie? Kocham cię, wiesz? A ty?
- Tak, tak – mruknęła szybko, chcąc jak najszybciej przerwać tę rozmowę. Rzuciła parę zdań o tym jak to bardzo jest zajęta, po czym pożegnała się i wcisnęła czerwoną słuchawkę. To dziwne, ale po raz pierwszy poczuła głęboką ulgę. Kiedyś cieszyła się na każdą rozmowę z chłopakiem, spotkanie, czy choćby zwykły sms. A teraz? Odkąd wyjechał, wszystko się zmieniło. Odkąd dostała nową pracę, życie uległo poprawie i zmianie o 180 stopni. Nagle poczuła, że i bez Wojtka może być kimś.
Taką wiarę dawał jej Mateusz, jej nowy przyjaciel. Wbrew podejrzeniom przyjaciółek zupełnie nic ich nie łączyło, gdyż on miał rodzinę, a ona wciąż trwała w związku. Co prawda tylko oficjalnie, gdyż czuła, że to, co czuła do Wojtka gdzieś zgasło, wypaliło się znienacka. Stali się sobie obcy, jak świeczka zapalniczce.
Zanim włożyła telefon do torebki przyszedł sms.

Ewa, pan Boguś nie żyje.

Tak po prostu. Włączył telefon i wystukał tą bezduszną wiadomość. Jak mógł w tak prostych słowach napisać coś tak strasznego? Dlaczego na śmierć nie ma specjalnych określeń? Pełnych ciepła i miłości, a nie gorzkich i smutnych jak poranek na wrzosowisku.
Zanim zdołała się opamiętać, już wykręcała jego numer.
- Gdzie jesteś?


***

- Finka! – uśmiechnął się Filip, pochylając się lekko nad stolikiem, aby ucałować drobne usteczka dziewczyny. Odwzajemniła pocałunek, następnie uśmiech. Tyle, że coś w niej było nie tak. Mimo niewyspania zauważył tę drobną różnicę. Wymuszony uśmiech, przygasłe oczy. Dopiero na jego widok nieco rozbłysły.
- Coś się stało? Zadzwoniłaś tak nagle.
- Ciężka sprawa. Cholernie ciężka.
- Rzeczywiście. Ty zazwyczaj nie klniesz – zdziwił się Filip, przypatrując się jej z uwagą.
- Nie żartuj sobie. Sprawa dotyczy i mnie, i ciebie.
- Nie mów, że jesteś w ciąży – roześmiał się wesoło, przeglądając kartę. Dopiero po paru sekundach zerknął na Bonificję i ujrzał zagubienie pełznące powoli od ust do oczu. – Nie! – zakrzyknął, nie zwracając uwagi na innych.
- Zwariowałeś? – syknęła. – Nie ja!
- To kto, na Boga i co to ma wspólnego z nami? – mruknął niecierpliwie, odrzucając kartę na bok.
Bonificja spuściła oczy w dół i złożyła ręce na stoliku.
- Justyna.
- Kpisz sobie?
- Jasne, że nie! – żachnęła się natychmiast.
- Jezu, ona! A tyle razy przysięgała, że będzie tylko artystką, że nie będzie niańczyć dzieci… Widać zmieniła zdanie.
Bonificja wyprostowała się gwałtownie i zdołała zmusić się, aby spojrzeć Filipowi w oczy. Szybko złapała go za rękę, chcąc napawać się ciepłem jego ciała i z niego czerpać odwagę.
- Nie zmieniła –wyznała szybko, zanim opuściła ją odwaga.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Chce je usunąć – mruknęła zawstydzona.
- Zwariowałaś! – syknął, wyrywając swoją rękę z jej uścisku. Oparł się o poręcz, westchnął i zaczął coś analizować po cichu. Przymknąwszy oczy, zastanawiał się nad sytuacją. Doskonale zrozumiał, co chciała mu przekazać Bonificja. Justynę najprawdopodobniej bardzo dotknęła ta sytuacja, tym bardziej, że nie miała męża ani narzeczonego. Poza tym, jak to wyglądało…
- Filip… - zaczęła błagalnie. – Ona to zrobi. Zrobi, jeśli nie zdążymy. Trzeba ją przekonać.
- Niby jak? – warknął, otwierając oczy i lustrując spojrzeniem Bonificję.
Giętka i piękna. Tyle, że z cierpieniem wypisanym na twarzy wyglądała jeszcze bardziej kusząco. Paradoks?
- Nie mam pojęcia, ale… trzeba, no! Na litość boską, sama chciałabym mieć dziecko… Ona rezygnuje, nie wiedząc, jakie to straszne nie móc mieć dzieci. Moja mama sama to wie…
- To dlatego nie miałaś rodzeństwa? – domyślił się od razu.
Skinęła głową, jednocześnie rozcierając czoło prawą ręką. Głowa zaczynała pulsować.
- Mama poroniła kilka razy, jednak nigdy się nie poddała. Uważa, że dziecko to wielki dar. Teraz już jest oczywiście za późno…
- No tak. Ale Justyny tak łatwo nie przekonasz.
- Chyba… Jezu, gdzież ta Ewka? Miała tu przyjść, a wciąż jej nie ma.
- Chciałaś o tym dyskutować z Ewką? – oburzył się.
- A dlaczego nie? – burknęła Bonificja. – Ostatnio trochę zmądrzała.
- Trochę, nie znaczy bardzo – odwarknął.
Spojrzała na niego zimnymi oczami. Trochę jak dawniej, kiedy się kłócili. Jednak kiedyś umiał w niej wychwycić nutkę zachwytu. Teraz sprawiała wrażenie wrogiej i odległej. Przecież nie zranił jej uczuć, nie zachował się źle… Kobiety są zbyt ciężkie do zrozumienia.
Podniosła się z krzesła.
- Wiesz co? Ty i Justyna jesteście tacy sami. Źle oceniacie ludzi, nikomu nie chcecie ufać… Kiedyś to was zgubi. Niech sobie usuwa to dziecko, skoro chce. Ja jej tego nie daruję.
- To jest jej wybór! – warknął, zaskoczony tonem, jakim się do niego zwraca. Wcale tak nie myślał, chciał tylko, żeby okazał nieco większy szacunek w rozmowie z nim. Na litość Boską, w kogo on się zamienił? W cholernego bożka?
Bonificja już nie zwróciła na niego uwagi, tylko odeszła z podniesioną głową. Korzycka i Konarski odeszli w przeszłość, dla niej, stając się cieniami.


***

- Nie będzie żadnej sesji, wybij to sobie z głowy. Zresztą jest za zimno, żeby godzinami wystawać na mrozie – oponowała Izabela, otwierając drzwi.
Olek nie robił sobie zupełnie nic z jej przemowy. Śmiał się w żywe oczy, w głowie nadal analizując swój plan.
Drzwi otwarły się z nagła, jednocześnie upuszczając w atmosferę ogromne ilości jadu. Przyczyną była zrozpaczona Justyna. Miotała się po mieszkaniu z przekleństwem na ustach i przerażeniem w sercu. Rozważała wszystkie opcje. Właśnie przelatywała przez korytarz, gdy ujrzała zdziwionych studentów, Izabelę i Olka. Stanęła na chwilę, przewiercając ich czerwonymi oczami, atakując bladą skórą.
- Co się tak gapicie? – warknęła.
- Nic, my tylko… - zaczęła zalękniona Izabela.
Olek dotknął jej ramienia, po czym wysunął się naprzód.
- Coś się stało? – spytał spokojnie.
Kto by pomyślał – Olek mediatorem!
- Nic! – wrzasnęła i pobiegła do pokoju, unosząc za sobą zwoje sukni.
- Lepiej zadzwonię do Finki, ona będzie wiedziała, co się stało – zaproponowała Izabela, prowadząc gościa do swojego pokoiku.
- Niby skąd?
- Dzisiaj ma wolne, tak jak Justa…
Izabela z ciężkim sercem wykręciła numer, aby po chwili dowiedzieć się oszałamiającej wieści.


***

Mateusz niespokojnie krążył w wysokich chaszczach. Ten niewielki obszar, ukryty za stertą bloków, emanował spokojem i rozpaczą. A może tak się mu tylko zdawało?Nie mógł uwierzyć w śmierć człowieka, którego uratowali ledwo pół roku temu! Oboje, on i Ewa, zdążyli się do niego przywiązać i nawet… pokochać go. Ewa stwierdziła kiedyś, że pan Boguś to dla niej ktoś w rodzaju ojca, którego nigdy nie miała. Do dziś pamiętał zmieszanie z jakim przyjął tą wypowiedź. A ona tylko się uśmiechnęła, co prawda smutno, ale jednak i powiedziała, że to było zbyt dawno. Że na szczęście jest pan Boguś.
A teraz? Co powie teraz?
Umówili się tutaj, w tych krzakach pełnych ciernisk, zasp śnieżnych i niepokoju. Ziąb ogarniał go do żywego, ale nie chciał się poddać. Okazałby wtedy słabość. Zbyt często zachowywał się jak tchórz.
Parę dni temu przyznała to nawet jego żona, Agata. Myślał, że oszaleje; zrozumiał, że nigdy nie będzie uchodził za kogoś innego niż jest.
Jest!
Smukła, w powiewnym płaszczyku ze śmiercią wypisaną na twarzy. Już nie idzie, rozglądając się uważnie dookoła tymi swoimi przełamanymi oczami, teraz biegnie. I wpada w jego ramiona. Ciepło ich rozgrzewa, oszałamia. Tylko łzy Ewy zdają się zamarzać na tym mroźnym, bezdusznym wietrze. Zanim zdąży pomyśleć, już dotyka ustami tych łez, tych mokrych policzków.
Ewa spokojnie czeka, modląc się, by skończył w tej chwili, bo nie wytrzyma. Zaraz dotknie ustami jego ust, da mu cząstkę siebie. A przecież on ma rodzinę…
Już wszystko nieważne. Mateusz się odsuwa, ona potrząsa w panice głową i przykłada swoje usta, dopasowuje ich kształt, błaga o jego zainteresowanie.
I wtem, Mateusz przyjmuje ich świat. Wnosi coś nowego, niepowtarzalnego, tak, aby straciła dech. Tyle, że po kilkunastu sekundach ciska kamieniem w tą wyimaginowaną taflę.
Urywa nić, napręża nienawiść i ból, odchodzi, ucieka, mknie coraz dalej…
Ewa ogłuchła. Siedzi w chaszczach, w śniegu, w lodzie i zimnie. W ciągu kolejnych samotnych godzin karmi się nadzieją, że on wróci.
Nie wrócił.



Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 13.11.2011r.

1     

Angelika596 15 11 2011 (15:56:44)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Naprawdę nie wiem, co to się stało, ale pierwszy raz mam aż tyle zastrzeżeń co do Twojej pracy. I to konkretnych, ulokowanych w zdaniach, w słowach, które nie współgrają, wydają się być postawione przypadkowo...

Co do fabuły opowiadania i tego rozdziału to.. nadal mam mieszane uczucia. Dla mnie to bardziej wygląda jak opis serialu. Odcinek po odcinku, życia różnych ludzi i ich perypetie. Nie widzę w tym jakoś książki, opowiadania. Bo jeśli tym własnie jest, to nie wiem o czym ma mi opowiadać. Może to pokrętne, ale tak czuję.

Wracając do tych błędów, które udało mi się wychwycić, oprócz interpunkcji ( też, ku mojemu zdziwieniu się zdarzała)
* do ślubu zostało już prawie sześć miesięcy - jak dla mnie, to albo już albo prawie...wiem o co Ci chodzi, ale lepiej brzmiałoby bardziej konkretne określenie czasu.
* Przy licznych wyjazdach Filipa i zmiennych godzinach pracy Bonificji było to konieczne. - rzadkie spotkania raczej nie były konieczne, tylko nieuniknione.
* gdyż czuła, że to, co czuła - masło maślane, słowo "czuła", można zastąpić wieloma wyrazami, a nawet wyrażeniami :)
* Stali się sobie obcy, jak świeczka zapalniczce - nie kwalifikuję tego jako błąd, ale raczej jako niezrozumiane przeze mnie powiedzenie.
* spuściła oczy w dół - błąd typu "cofnąć się do tyłu"
* Tyle, że z cierpieniem wypisanym na twarzy wyglądała jeszcze bardziej kusząco. Paradoks? - jakoś nieumiejętnie postawione pytanie retoryczne. Tak, że aż muszę odpowiedzieć: To jest paradoks, nie trzeba wątpliwości :)
* Niech sobie usuwa to dziecko, skoro chce. Ja jej tego nie daruję. - antytezy, bohaterka zaprzecza sama sobie. Albo daje koleżance wolną rękę, albo jej grozi zemstą.
* Drzwi otwarły się z nagła - zupełnie niezrozumiałe dla mnie wprowadzenie takiego języka. I to tylko w jednym zdaniu.
* upuszczając w atmosferę - tu czysta plastyka, może byłoby lepiej "wpuszczając w atmosferę", albo "ulatniając do atmosfery". Czasem warto przedstawić sobie w głowie kilka wariantów i wybrać najlepszy.
* dowiedzieć się oszałamiającej wieści - zdecydowanie coś zgrzyta. Wieści można zasłyszeć, przekazać...dowiedzieć się o czymś oszałamiającym.
* Coś w rodzaju ojca - zamieniłam na "ktoś w rodzaju ojca"
* powtórzenie ....tym kim jest. Jest! - wyraz następuje zaraz po sobie, ale za każdym razem znaczy co innego. Przez taką bliskość, nie jest od początku do rozszyfrowania, że wykrzyknienie ma oznaczać coś jak, "Tak!"
* ze śmiercią wypisaną na twarzy - jak dla mnie to śmierć ma wypisaną na twarzy osoba umierająca, ale może taka, która ze śmiercią się zetknęła też...sama nie wiem.

To by było na tyle, a sama widzisz, że jest tego sporo. Za dużo, abym mogła dać coś więcej niż 3.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(29): 25 gości i 4 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, Fał, maszróm

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl