Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Ironiczna
Imię: Anna Łucja
O sobie: "„Praca polegająca na dobieraniu słów jest podobna do samotności. Szukanie słów, które mają w sobie siłę. Są jasne. Zmierzające we właściwym kierunku..."
Napisanych prac:
- wiersze: 163
- artykuły: 1
- proza: 137

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 582 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Nieumarły kwiat - I etap..." 20.05.2012
"Cztery dobre wróżby - epilog" 06.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 17.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.01.2012

Inne prace tego autora:
"Na spróchniałym drewnie" 09.03.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 09.09.2011
"Obdarci cz. 4" 23.05.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 22.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 09.11.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.
"Ćma - prolog" - Miao?

Cztery dobre wróżby - rozdział czwarty

Cudownie było tak mknąć w aurze wytyczonego celu. Przynajmniej zyskała go na chwilę.
Chociaż nieprzyjemna, stara, stalowa puszka jechała niezbyt szybko, to i tak czuła się wspaniale. Przez otwarte okna wpadał chłodny wiatr nocy, idealny po upalnym, letnim dniu.
Wciąż mijała nowe, ciemne cienie, które tworzyła artystyczna ciemność, przyroda i księżyc.
Westchnęła ciężko i wyjęła z plecaka telefon komórkowy. Na wyświetlaczu ukazała się dwudziesta druga piętnaście. Zaraz potem telefon zaczął dzwonić i wibrować jednocześnie.
Cały autobus mógł usłyszeć „Spiders” System of a Down.
Nie chciała wciskać zielonego klawisza, a jednak nie mogła się także zdecydować na użycie czerwonego przycisku. Odbierając, musiałaby wyjaśnić, gdzie jest.
Odrzucając połączenie dałaby znak, że nie chce z nimi rozmawiać i pragnie świętego spokoju. Wreszcie z ekranu zniknęło to okropne imię: „Justyna”. Jednak nie na długo. Dwie minuty później wyświetlacz ukazał najpiękniejsze imię na świecie. Zawahała się, ale postanowiła wytrwać w swoim pomyśle. Czekała, aż Filip sam przestanie dzwonić.
Trwało to kilka gorączkowych minut, które przyprawiły Bonificję o palpitacje serca.
Pewnie wreszcie odebrałaby połączenie, gdyby nie uwaga pewnego starego, zgorzkniałego pana z koszem wypełnionym warzywami.
- Panna, długo ci będzie grało to uzdrojstwo?! – warknął.
- Nie – pisnęła przestraszona i rozpoczęła modlitwę, aby Filip wreszcie dał za wygraną.
Jej modły szybko zostały wysłuchane. Dzwonek ucichł.
Ledwo zerknęła w okno, już dostała sms-a od Izy.

Nie wygłupiaj się! Gdzie jesteś? Martwimy się o ciebie! Proszę, jak tylko to przeczytasz odpisz i wracaj do domu!

- Pieprzę to, martwcie się dalej – mruknęła do siebie Bonificja i całkiem wyłączyła telefon.


***

- A ja myślę, że ona tylko udaje i chowa się gdzieś w parku! – warknął Filip, gdy miły głos po raz kolejny powiedział mu, że abonament jest poza zasięgiem.
- Nie, nie zrobiłaby tego! – zaprotestowała Izabela, wkraczając do pokoju z tacą pełną kubków herbaty. – Jest za bardzo rozważna.
- Czyżby?! Tylko idiotka wyłącza telefon – burknął, zabierając szybko jeden kubek. Wypił łyk, skrzywił się i wsypał całe trzy łyżeczki cukru.
- Ej, nabawisz się cukrzycy – zaprotestowała słabo Justyna. – Skąd wiesz, że wyłączyła telefon? – spytała, nie umiejąc racjonalnie myśleć, tak jak zawsze w tego typu sytuacjach.
- Jeszcze dwadzieścia minut temu po prostu nie odbierała. Telefon był głuchy. A tu nagle „abonament poza zasięgiem”. To dziwne, prawda? W Krakowie zawsze jest zasięg!
- Oj, nie przesadzaj, w pewnych miejscach nie ma. Wiem, bo kiedyś Wojtkowi się wyłączało na Krzemionkach… - Ewka rozpoczęła swój słynny potok słów.
- Ewuń, proszę, daj spokój – poprosiła cicho Izabela. – Najważniejsze to dowiedzieć się, gdzie ona jest.
- A jeśli się mylisz? – Justyna zerwała się z kanapy i zaczęła nerwowo chodzić po pokoju. – Jeśli coś się jej stało?! Przyznaj się, nie jesteś jasnowidzem.
- To brzmi sensownie – Iza poparła Justynę.
- A może wyładował się jej telefon? – mruknęła Ewka, natychmiast napotykając spojrzenia trzech osób. – No co, zdarza się!
- Rzeczywiście, tak bywa – zgodził się Filip. – No dobra, mamy takie opcje… Mogła pójść się wyluzować i zabawić. W końcu jest dopiero… prawie dwudziesta trzecia. Może tu być o północy, o pierwszej albo drugiej.
- Nie bardzo wierzę w taką opcję – mruknęła Izabela. – Ona lubi ciszę i spokój. O wiele bardziej wolałaby wrócić i poczytać książkę, nawet gdyby miała się do nas nie odzywać przez cały wieczór.
- Dobra, ale to jest jakaś opcja – stwierdziła Justyna, nagle odzyskując siły. – Druga to… Ktoś ją napadł. Mogli wyrwać jej gdzieś torebkę z telefonem, a ona wraca do domu albo biegnie na komisariat. Zdarza się.
- Albo siedzi gdzieś specjalnie, żeby się tylko z nami podroczyć – warknął Filip, znowu się denerwując. – Cholera, ona jest jednak tak samo uparta jak ty.
- Nie doceniasz jej – mruknęła Justyna, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. – Ktoś chce? – wyciągnęła tytoń w stronę reszty.
- Ja nie palę – wymówiły się jednocześnie Iza i Ewka.
- A ja tak – rzekł Filip i odpalił podanego mu papierosa zapalniczką.
- Dlaczego ja zawsze muszę coś zepsuć? – spytała Justyna, kierując się w stronę balkonu.

***

Ledwo stanęła na dziurawym betonie, objął ją zimny podmuch wiatru. Już zapomniała, jak to jest na wsi położonej wysoko w górach. Parę stopni zimniej, powietrze czyste i przyciągające, wręcz kryształowe. I noc z gwiazdami, a nie latarniami i dymiącymi kominami elektrowni w tle.
Siedem lat temu jej rodzice uznali, że potrzebują regeneracji, powrotu do korzeni. Ojciec, już emeryt, wyjechał od razu, zakupił porządny, niewielki domek i zaczął go remontować.
Z matką widywali się w weekendy, gdyż dopiero dwa lata później przysługiwała jej prawna emerytura. Pamiętała jeszcze, jak ją namawiała, żeby poszła na wcześniejszą i odstresowała się. Mama była uparta, uznawała, że jest coś winna swojej ojczyźnie. I pracowała dalej.
Bonificja spędzała tu każdy urlop, rozkoszując się widokiem zielonych pól, porannymi, wczesnymi śniadaniami z kępami ziół na stole i bukietami kwiatów w szklanych, kolorowych butelkach.
Preferowała maki, gdyż były tańszą i bardziej wytrzymałą wersją gorącej miłości.
Teraz szła powoli pod górę, obserwując cienie kryjące się w bocznych, niewielkich zagajnikach. Rzadko jechały tędy auta, wszyscy woleli porządną drogę położoną trochę dalej, za zabytkowym kościółkiem.
Chociaż postąpiła niesłusznie, wciąż nie czuła wyrzutów sumienia. Uznała, że ma prawo być złą. Zaraz po wyjściu z pracy zadzwoniła do szefa, ubłagała go o dwudniowy urlop, po czym wyjechała z postoju autobusów przy Borku Fałęckim. Teraz rozkoszowała się wysiłkiem fizycznym, jakim było wspięcie się na stromą uliczką na górę.
Wreszcie wyszła, stanęła na samym szczycie, tuż koło rzędu domków i spojrzała w dół.
Gdzieniegdzie paliły się światła, jak małe lampki zapalane wschodnim wędrowcom. Niegdyś marzyła, że nakarmi i napoi takiego wędrowca, dziś sama nim była.
Przeszła kawałek dalej, teraz już tylko szurając spokojnie zmęczonymi nogami i znalazła się przed domem rodziców.
Opuszkiem palca dotknęła czarnej, niedużej bramy, po czym odnalazła domofon. Jednym, pewnym ruchem wcisnęła przycisk.
Jednocześnie z głosem matki rozległ się głośny, ostrzegawczy szczek psa pilnującego gospodarstwa. Na szczęście był na łańcuchu.
- Halo? – spytała zmęczona, zaniepokojona kobieta.
- Mamuś, to ja, Finka – powiedziała głośno, starając się przekrzyczeć psa.
Otworzyły się drzwi, przez ciemność przemknęła niska, krępa postać odziana na biało.
Kiedy stanęła przy bramie, okazało się, że wybiegła w zimno w sukience i klapkach.
- Finula! Chodź, chodź – roześmiała się matka i pociągnąwszy ją za rękę, przeprowadziła przez podwórko do domu.
Świsnęła furtka, pies przestał szczekać, a Bonificja znów czuła się, jak błogie, sześcioletnie dziecko.
Usiadły w kuchni przy herbacie i zaczęły rozmawiać.
- Obudziłam cię? – spytała Bonificja, nagle czując ukłucie winy.
- Nie, dopiero skończyłam myć naczynia. Wiesz… jakieś dwadzieścia minut temu dzwoniła tutaj twoja przyjaciółka… ta z mieszkania, chyba Iza, prawda? Mówiła, że nie wróciłaś do domu i obiecała zadzwonić, jak tylko się czegoś dowiedzą. To teraz ja będę musiała tam zadzwonić i…
- Nie trzeba. Sama im wszystko wyjaśnię.
- Kiedy? – spytała matka, jakby zgadując, że oszukuje.
- Jutro, jak się wyśpię.
- Córeczko, nic im nie powiedziałaś?
- Wyjechałam niespodziewanie. I tak pomyślą, że poszłam się pobawić. Z samego rana zadzwonię, obiecuję.
- To dobrze – mruknęła mama i podała jej kawałek ciasta rabarbarowego.


***

- Ewka i Izka poszły już spać, uznały, że nie ma sensu dłużej czekać. Szczerze mówiąc, uważam tak samo – rzekł Filip, wchodząc na mały balkonik.
Justyna nawet nie obróciła ku niemu głowy. Siedziała u skraju balkonu, z nogami wywieszonymi przez pręty. Zupełnie nie czuła, że komary miały używanie.
Usiadł obok niej, nawet nie ryzykując zaklinowania nóg w szczeblach.
- Justa, błagam cię, przestań dramatyzować! Nigdy się tak nie zachowywałaś!
Obróciła ku niemu głowę i spojrzała zagasłymi oczami.
- To moja przyjaciółka. Wszystko mogło się zdarzyć.
- Ale nie jej, ma głowę na karku – pocieszał ją Filip, wymyślając w duchu argumenty, które uspokoiłyby siostrę.
- Owszem, ma, ale skąd wiesz, co mogło się stać? Nie jesteś jasnowidzem, nie znasz się na tym cholernym tarocie… Gdyby nie ja, każda z nas spałaby już smacznie po dobrej, wykwintnej kolacji. Dziś miała gotować Ewka, a wiesz, jak ona genialnie gotuje…
- Wiem – mruknął.
- Byłby święty, potrzebny każdej z nas spokój. Mam stresującą pracę, klientki w kółko chcą zwężać spodnie, chociaż ich figurze przydałoby się to o wiele bardziej. Ona ciągle robi komuś bukiety, a ułożenie tych wszystkich badyli na raz i przewiązanie wstążką graniczy z cudem. Radzi sobie – zwróciła ku niemu zrozpaczone spojrzenie. – Czwarty raz w życiu mam wyrzuty sumienia – mruknęła, wybuchając histerycznym śmiechem.
- Czwarty? Kiedy jeszcze miałaś? – spytał, poklepując ją po ręce. Nagle zdał sobie sprawę, że przez tyle lat jej dokuczał, nigdy nie pytał, jak się czuje. Wszyscy zostawili ją samej sobie, jedynie Honorata wykazywała jakiejś macierzyńskie uczucia względem niej.
- Pierwsze dwa, jak byłam mała. Do dziś pamiętam… - westchnęła. – A trzeci… kiedy mama nas zostawiła.
- Wiesz, że chciała zmienić otoczenie – rzekł tym swoim rozważnym tonem, którego Justyna nienawidziła.
- Wiem. Cierpiała… ale czy ona nigdy nas nie kochała? Nigdy mnie nie kochała? Ty już byłeś dorosły, odchowany…
-…głównie przez Honorcię – dokończył.
- Owszem, wiele jej zawdzięczamy… ciebie mama znała dłużej. Miałam czternaście lat, chciałam ją widzieć nawet w depresji, byleby była!
- Chciałabyś, żeby cierpiała? Nie lepiej, że wsiadła w samolot, odleciała i była chociaż trochę szczęśliwa?
- Boże, kto to mówi! Człowiek, który brnie w… - zakryła dłońmi usta, wyplątała nogi z więzienia prętów i uciekła do pokoju pozostawiając Filipa w głębokim zamyśleniu.



        Dedykacja: Ludziom, którzy często mają zawężoną paletę możliwości...

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 31.07.2011r.

1     

Kamil M. Jaszczak 31 07 2011 (16:02:43)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Moja droga, będzie piąteczka. Ale zanim ją wstawię z prawdziwą przyjemnością, parę słów:

- czy możesz mi wyjaśnić, dlaczego to jest już czwarta część, a ja trzeciej i drugiej nie czytałem? Toż to skandal. A piszesz bardzo dobrze! Aż zazdroszczę.

- pamiętaj na przyszłość, że raczej nie używa się formy "mam prawo być złą", tylko "mam prawo być zła". Te "ą" do mnie nie przemawia na końcu.

- zaciekawiłaś, zaintrygowałaś, czego chcieć więcej. W wolnej chwili z pewnością wrócę do poprzednich części. A skojarzyłem opowiadanie po charakterystycznym imieniu głównej bohaterki: Bonificja.

No, to teraz już mogę wystawić piątkę.

PS. Poprawiłem 3 przecinki i jedną kropkę, a literówek się nie doszukałem ;)

Ironiczna 31 07 2011 (20:46:05)
Miło mi, dziękuję. ;) Części planuję co najmniej piętnaście albo dwadzieścia, jeszcze nie wiem. Tak czy inaczej, obecnie jedenaście części czeka sobie na moim dysku już od tygodnia.
Zawsze staram się wybierać takie mało znane imiona, bo zwyczajnie mnie fascynują. Jeśli mogę coś zasugerować, proponuję sprawdzić sobie znaczenie imienia, to dużo daje w późniejszym rozszyfrowywaniu treści oraz tytułu. ;) Nawiasem mówiąc, to imię nadano córce Jadwigi Andegaweńskiej i Władysława Jagiełły. Są dwie wersje: Bonifacja i Bonificja.
No to miłego czytania. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(26): 23 gości i 3 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, Fał

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl