Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Na niebie ciemne chmury cz. 10" 25.06.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 22.12.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 01.02.2012
"Kucajmy" 21.04.2011
"Na niebie ciemne chmury cz. 9" 23.06.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Cztery dobre wróżby - rozdział czterdziesty siódmy

Uruchomiła radio i natychmiast uśmiechnęła się na dźwięk piosenki zespołu Eluveitie. Rozmarzona odwróciła się od niego i otworzyła lodówkę. Wyjęła z niej dwa garnki, jeden z makaronem, drugi z zupą pomidorową. Teraz, kiedy była mężatką, czuła się w obowiązku, zadbać o swój dom i ukochanego. Nieświadomie zamieniła się we własną, młodszą matkę. Piosenkę przerwał Led Zeppelin, wdzierając się natarczywym spokojem w zachmurzenie. Dzwoniła jej komórka, porzucona beztrosko w otwartej lodówce. - Justa, co jest? - On zwariował! – ryknęła Justyna. W tle słychać było rozmowy ludzi, przejeżdżające auta i gwar ulicy. Odgłosy Krakowa nadal wprawiały Bonificję w głębokie wzruszenie. W końcu to w tym mieście spędziła najpiękniejsze chwile swojego życia. - Kto? – zdziwiła się Finka, jedną ręką podtrzymując komórkę, zaś drugą nieporadnie manewrując drewnianą łyżką. - Oj, Adam, a kto? – burknęła Justyna zmęczonym głosem. Chociaż dzieliło je tyle kilometrów, przyjaźń się nie zmieniła. Justyna nadal dokuczała Fince, a Finka odpowiadała jej łagodniej. Jednak w sytuacjach kryzysowych były kompletnie równie sobie. Nadeszła taka chwila. - Okej, ale czemu niby zwariował? - To bardzo długa historia. - Mam czas – stwierdziła Finka, porzucając garnki i łyżkę. Usadowiła się wygodnie na krześle, wyłączyła grające w tle radio i zaczęła słuchać. - On studiował kiedyś architekturę, ale tutaj nie miał pracy. No i okazało się, że tam za granicą zgarnął jakiś duży kontakt, coś zaprojektował i ma sporo, naprawdę sporo pieniędzy. I teraz oczywiście zachowuje się jak rycerz na białym koniu, który udaje, że księżniczka czeka na niego w smoczej wieży. Wyobraź sobie, że niby ja mam być tą księżniczką… Najpierw wraca i wręcz włamuje mi się do domu, a potem proponuje… małżeństwo. Jakim idiotą trzeba być?! - Justa, uspokój się i coś mi wyjaśnij… Dlaczego on się chce z tobą ożenić? - Bo jestem matką jego dziecka. Prawda, że zwariował? Co on sobie myśli, że można tak, hop siup brnąć w małżeństwo? To poważny stan, stan, w który nigdy się nie zdecyduję wejść. W tym momencie Finka dostała ataku śmiechu. O, gdyby Justyna wiedziała, że są już rodziną! Mimo że od dnia ślubu Filipa i Finki minął już miesiąc, nadal trzymali to w tajemnicy. Właściwie nie było sensu informować o nim rodziny i przyjaciół, skoro już za tydzień mieli być z powrotem w Polsce. Filip załatwiał jeszcze ostatnie, pilne sprawy, a ona czekała i czekała, wciąż wykonując korekty. - Justuś, a nie przyszło ci do głowy, że jemu może na tobie zależeć? – spytała Finka łagodnie, gotowa usprawiedliwiać cały świat. - Nie. On ma tylko poczucie winy. I nie próbuj ze mną dyskutować. - Nawet nie zamierzam. - Muszę już kończyć, bo wraca Ewka. Widzę ją przez okno. Jest jakaś blada. - Opiekuj się nią, proszę. Zresztą niedługo wracam, więc razem o nią zadbamy. - Taaa… Wsiadaj w samolot, bo ja tu długo nie wytrzymam. - Już niedługo, niedługo… - zaśmiała się Finka. *** Ewa miała nowinę. Uważała, że jest na tyle ważna, aby przekazać ją Justynie od razu. Już za dwa dni miało jej tu nie być. Do Krakowa przyjechała jako świeżo upieczona maturzystka. Nie miała pieniędzy, za to ogromną charyzmę i optymizm. Jakże była wtedy młoda, naiwna i beztroska. Ostatnie dwa lata nauczyły ją prawdziwej dojrzałości i odpowiedzialności. Miała dość krakowskich, pięknych alejek, wspomnień i przyjaźni. Zamierzała się odseparować. Na początek postanowiła wrócić do korzeni. W Gdańsku pozostawiła swoją matkę wdowę i dwoje braci bliźniaków. Nadszedł czas, aby pobyć z nimi trochę więcej. Potem, jak to sobie obmyśliła, jakikolwiek kraj za granicą. Skoro Finka mogła, to i jej się uda. Inny świat doda jej skrzydeł i wyrwie z tego kręgu cierpienia. Mateusz nie chciałby, żeby wciąż tkwiła bezczynnie w miejscu. Musiała wreszcie zacząć się rozwijać. Może nadszedł czas bajecznej, gorącej Hiszpanii? Język przecież znała doskonale! Weszła do domu i zatrzasnęła cicho drzwi. Mimo tego, jak najcichszego zachowania, Justyna i tak ją usłyszała. Pojawiła się prawie niezauważalnie i wbiła uważne spojrzenie w Ewę. Jakby już wszystko wiedziała! - Gdzie byłaś? – spytała z ledwo ukrywaną troską. - Daleko – burknęła Ewa, zła, że ją tak śledzą i wypytują. Nienawidziła inwigilacji, zawsze potrzebowała dużo wolności. - Ewa, wiesz, że… - Tak, tak, wiem, oczywiście! Wszystkie się tak niby martwicie, uważacie, że takie niby jesteście obeznane w życiu, tylko ja, jedna, taka kompletnie niedojrzała… Ty, bo masz dziecko, Finka, bo uciekła i robi jakieś hece, a ponadto jest jeszcze nieszczęśliwie zakochana… Jakie to przykre, naprawdę. Aha, zapomniałam o naszych Tulisiach… Tak, tak, pewnie sobie teraz siedzą przy herbacie i rozmawiają o Grunwaldzie. Cały monolog został wygłoszony przerażająco bezbarwnym głosem, jednak to wystarczyło, aby uderzyć przeciwnika. Justyna poczuła się, jakby ktoś kochany ją ogłuszył. Nie spodziewała się, że aż tak bardzo zależy jej na Ewie. - Dlaczego… - zaczęła, ale Ewa zaraz jej przerwała. - Dlaczego? Bo ja wyjeżdżam. Chciałam powiedzieć kilka słów prawdy – wyznała z triumfalną miną i pobiegła do pokoju. Zatrzasnęła drzwi i rzuciła się na łóżko. Dobrze wiedziała, że przesadziła, ale jedynie takim sposobem mogła zniszczyć wszystkie mosty. Tylko dlaczego czuła się tak źle? Czyżby Mateusz zaczynał ją potępiać? Nie mogła do tego dopuścić, trzeba było coś zrobić…Tylko co? Spaliła mosty, tak jak chciała. Było o wiele za późno na ratowanie sytuacji.



        Dedykacja: Desperacji, która przybiera najróżniejsze postacie...

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 03.02.2012r.

1     

Angelika596 Użytkownik WPMT 06 02 2012 (13:13:31)

Męczysz mnie tymi niedopowiedzeniami:) Ale z drugiej strony ciekawisz, więc zaczynam sądzić, że robisz to z premedytacją!

Ja to byłam w pracy, na targach w Monachium, ale po drodze też trochę zwiedzałam m.in właśnie stolicę Bawarii, Wiedeń, przyrożne zamki... Cudo. Autostrada, świat...


Anima użytkownik 06 02 2012 (19:22:01)
Już pracujesz? Bawaria podobno jest piękna, z tego, co słyszałam najcudowniejszy zakątek Niemiec. ;) A poza tym ojczyzna Elżbiety Bawarskiej. A widziałaś ten zamek, który nazywa się pierwowzorem znaku Disneya? Babka od niemieckiego pokazywała mojej klasie zdjęcia stamtąd, wygląda bajecznie. ;)

Angelika596 Użytkownik WPMT 06 02 2012 (22:03:52)
To taka dorywcza praca jako hostessa na targach w Monachium.:)

Widziałam, zdecydowanie mój ulubiony! Jak z marzenia o byciu księżniczką :)

Angelika596 Użytkownik WPMT 05 02 2012 (10:11:40)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Matko Boska, czy ja tak wiele ominęłam? Co mi tu jakieś małżeństwo wyskakuje Finki i Filipa? Finka jako przykładna żona? Jako osoba szczęśliwa? Coś mi się wydaje, że jej zabranie cierpienia, bo jak dla mnie, to ona jest właśnie taką osobą, cierpiącą z natury.

Rozumiem Ewe. Właśnie dopiero co wróciłam z podróży. Do pracy, ale zawsze. Inny świat, odseparowanie tego, co mnie tu hamuje, co mnie martwi, boli, nudzi. I to poczucie, że i tak muszę wrócić, robić to co trzeba, zdać maturę, iść na studia. I że moje marzenia o podróżach się nie spełnią, bo zapomnę, albo nie będę miała czasu. Ale zaraz, to nie o sobie mam pisać. Ale cieszę się, że poruszasz w jakiś sposób ten temat.

Dalej nic nie wiem o Mateuszu. Może przez to, że ominęły mnie jakieś rozdziały. Czy on nie żyje? Tak jakoś wywnioskowałam, z tego, że "Mateusz by chciał".

Bezbłędnie. Szóstka:)

Anima użytkownik 05 02 2012 (18:06:14)
Tak, poprzednia część była w pewnym sensie kluczowa. Zobaczysz, że Finka wcale nie będzie tak bardzo szczęśliwa... Co do Mateusza - trafnie odgadłaś. W poprzedniej części było to tylko wspomniane, natomiast potem jeszcze będzie powiedziane więcej. ;)
O, a gdzie byłaś, spytam z ciekawości. Nigdy nie myślałam o podróżach, dopóki nie przeczytałam kilku książek Pawlikowskiej. I zamarzyłam o Prowansji, Hiszpanii czy Irlandii.
Znam to uczucie - osaczenie. Że trzeba robić to, czego po nas oczekują, liczyć się z rzeczywistością, pogonią za życiem i naszym bożkiem - pieniądzem. Chociaż swoją drogą, to sami sobie ten świat ustanowiliśmy...


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(58): 58 gości i 0 zarejestrowanych: