Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 28.01.2012
"Nieumarły kwiat - I etap..." 20.05.2012
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 01.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 07.11.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Cztery dobre wróżby - rozdział czterdziesty pierwszy

- Violinne, przekaż tę karteczkę mamie, dobrze? A wy pamiętajcie o zebraniu! – przypomniała oddana pani nauczycielka Bonificja. Dzwonek rozbił się ogromną falą o ściany klasy. Wszyscy niecierpliwie poderwali się z krzeseł, chwycili plecaki za ramiączka, po czym zarzucili je sobie na plecy. Wymaszerowali z klasy równą falą i znaleźli się w pobliskiej szatni. Bonificja szybko zamknęła salę i nadzorowała proces ubierania dzieciaków. Ledwo ze szkoły wymaszerowało ostatnie dziecko, już zaczepiła ją historyczka. - Ich każdy uwielbia – skomentowała uprzejmie, kładąc mądrą dłoń na ramieniu młodej nauczycielki. - Nawet wtedy, kiedy rozrabiają? – spytała Finka, wymieniając uśmiech porozumienia z kobietą. - Nawet wtedy. Z wiekiem zobaczysz, co będziesz czuć, kiedy dorosną. Odejdą, obiorą nowe etapy w życiu. - Nie wytrwam zbyt długo – Bonificja przecząco pokiwała głową i zrobiła przepraszającą minę. - Też tak mówiłam. Koniec końców, uciekłam przed tym, czego potrzebowałam i polubiłam to zajęcie. Nie marnuj swoich szans. Drzwi pokoju nauczycielskiego otworzyły się z hukiem. Zza brązowych, grubych drzwi wynurzył się brodaty anglista i zawołał basem, coś, czego biedna dziewczyna nie spodziewała się usłyszeć. - Finula, masz telefon! Twoja spanikowana przyjaciółka! Równie przestraszona Bonificja dwoma susami znalazła się przy telefonie. - Co jest? – rzuciła gniewnym, konspiracyjnym szeptem. - Sytuacja podbramkowa. A właściwie dwie – przemówiła Justyna rzeczowym rykiem. - Okej, ale czy to nie mogło poczekać? - Wypierasz się chrześnicy? - Nie, jasne, że nie! – Bonificji zdawało się, że już wie, czego będzie dotyczyć prośba. Omyliła się. - Konstancja potrzebuje więcej tych leków, które mi wysyłasz. I jeszcze jeden taki… - Podaj nazwę, to zapiszę – podsunęła usłużnie kobieta. – Wyślę najszybciej, jak to będzie możliwe. - Nie, niczego nie będziesz wysyłać. Filip ma interesy w Anglii i… no cóż, przekaż mu to do rąk własnych. Zadzwoni do ciebie, żeby to omówić. Przyjaciółka zamilkła. Połączenie zostało zerwane. A więc także Justyna wykazywała pewną słabość. Ta świadomość wcale nie pocieszała Bonificji. *** To było czyste szaleństwo. Wiedział o tym doskonale. Gnębiło go jednak przeczucie, że jeśli nie spróbuje, straci wszystko. Poprzedniego dnia, tuż po wylądowaniu w Londynie, zadzwonił do Bonificji i umówił się na spotkanie w sprawie leków dla siostrzenicy. Po głosie dziewczyny poznał, że nie była zbyt zachwycona tą naciąganą propozycją, ale na szczęście wyraziła zgodę. Szybko ustalili dogodne miejsce i odłożyli komórki z ogromną ulgą. Za to w nocy oboje nie mogli zasnąć. Filip z radością powitał ranek. Teraz wszedł do kawiarni i usiadł przy pierwszym lepszym stoliku. Do wyznaczonej godziny pozostało zaledwie pięć minut. Mógł się spodziewać, że Bonificja trochę się spóźni, ponieważ na spotkanie szła prosto z pracy. Powoli przejrzał menu i zamówił mocną kawę. Wreszcie mignęła mu przez szklaną szybę. Szła szybko, zaaferowana i zarazem mocno przerażona. Krótka, ale zwiewna spódnica mknęła przy podmuchach wiatru, zaś kurtka hamowała tylko jej brzegi. Przy uchu trzymała telefon i ze zdenerwowaniem widocznym w jej zachowaniu, mówiła coś bardzo szybko. Wreszcie stanęła na skraju restauracji, tuż przy wyjściu, powiedziała parę słów i ryknęła coś głośniej. Nawet dosłyszał. - Nie zamierzam! Odjęła słuchawkę od ucha, wcisnęła czerwony guzik i obrzuciła ją wściekłym spojrzeniem. Zerknęła na szybę, westchnęła i wrzucając komórkę do wnętrza torby, weszła do lokalu. Bardzo szybko odnaleźli się wzrokiem. Oboje kryli w sobie mieszaninę uczuć, jaka nimi powoli wstrząsała. Jak to jest, umierać na jawie? To uczucie przeznaczone tylko dla wybranych. Widzisz ukochaną osobę, ale wiesz, że nigdy nie posiądziesz jej duszy. Wielki Świat już ją zaklął w sobie, otumanił, odarł z tego, co było wasze. Kiedyś miałeś szansę, jej zalążki, ale z każdym dniem, który oddalał was od siebie, coś umierało. Wreszcie oboje przeistoczyliście się, jak motyle z poczwarek, w zdeformowany obraz człowieka. Zginęliście w odłamkach szkła, już na zawsze niedostępni dla siebie. Umieranie na jawie to ból wyimaginowanych korzeni imbiru oblanych jasnymi płomieniami ognia. To najgorsze, co może się przydarzyć człowiekowi. Tortura na jawie, tortura najbardziej trzeźwa i przerażająca ze wszystkich. Usiadła na krześle i spuściła wzrok na torebkę. Otworzyła ją i zaczęła wydobywać specyfiki dla chrześnicy. - Cześć – przywitał się cicho, uważając, że pewne normy wychowania powinny zostać zachowane. - Cześć, cześć – odparła, stawiając na stole ostatnie pudełeczko. – To wszystko powinno Juście starczyć na jakieś… dwa, trzy miesiące. Niech do mnie napisze, kiedy będzie miała już połowę zużytych leków – wypaliła z prędkością karabinu maszynowego i zaczęła się podnosić z krzesła. Złapał ją za nadgarstek i delikatnie usadził na krześle. - Uciekasz – stwierdził fakt. Zajrzała mu w oczy, uwalniając swój lęk. Dobrze już, przyzna się, że jest słaba i giętka jak osika. Może dzięki temu szybciej ją wypuści, pozwoli w samotności przeżywać swoją gorycz. - Nawet nie porozmawiasz, tylko chcesz się wydostać. Przerażam cię? Nie zapytasz nawet o Justynę? Nie spodziewała się tak otwartego ataku. Była oburzona jego zachowaniem. W ciągu tych kilku miesięcy zdążyła przyzwyczaić się do myśli, że on może trochę się zmienił. A więc tylko się łudziła. - Co u niej? – rzuciła na pozór swobodnie, już łagodniej. Serce przepełniał kłujący ból. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. - Nadzwyczaj dobrze. Wysłała kilka projektów na niezłe konkursy i w jednym z nich wygrała skromny pokaz. Wszystko według jej sugestii, z jej projektami. I do tego ma wsparcie medialne jakiegoś magazynu. - Wspaniale! – ucieszyła się Bonificja, rozświetlając się jak pochodnia. Justyna znaczyła dla niej zbyt wiele, aby miała się teraz przejmować sobą. – A co z Konstancją? Przecież chyba nie zabiera jej… - Bardzo często opiekuje się nią Iza. Ewka próbowała, ale nie daje rady. Zbyt często nie ma jej w domu. - Wiem, dalej szuka Mateusza. Filip potrząsnął gniewnie głową, robiąc na twarzy dziwny grymas. - Dziwi mnie, że ona się tym zajmuje. Powinna już dać temu spokój. Jest żonaty i ma rodzinę – stwierdził zimno, podejrzewając, że ta sprawiedliwa i bogobojna Bonificja zaraz go poprze. Tymczasem dziewczyna wpatrywała się gdzieś w przestrzeń, błyskając tymi głębokimi oczami. Przez jej czoło przelewały się zmarszczenia, usta uchylały się, to zwierały. Widać było, że coś ją gnębi. Wreszcie przemówiła. - Ewa jest zakochana. Zrobi dla niego wszystko. Czy nikt tego nie widzi?! – żachnęła się, uderzając lekko dłonią o stół. Mężczyzna zdziwił się takim wybuchem. Podejrzewał, że w jego obecności będzie chłodna i zdystansowana, tymczasem ona tak łatwo dawała się wyprowadzić z równowagi. Nie zrobił tego specjalnie, po prostu wyraził opinię. - Widzisz takie rzeczy? – zaciekawił się. - U niektórych ludzi. Nielicznych – poprawiła się szybko, nie chcąc wyjść na osobę wszechwiedzącą. - Dobra, to już nieważne. Chciałbym… - Właśnie, dlaczego my wciąż rozmawiamy? – wtrąciła się szybko. – Jestem zmęczona po pracy, chciałabym pójść do domu i odpocząć. Nie chcę wyjść na niewdzięczną czy też niegrzeczną osobę, ale chyba widzisz, że wyglądam niezbyt dobrze. Zaśmiał się pod nosem, po czym śmiał się już do rozpuku. Zerkał na nią co kilka sekund, na tę kochaną, rozzłoszczoną kobietę i ciągle stwierdzał, że taka rozczochrana najbardziej mu się podoba. - Poświęć mi kilka minut. Dobrze byłoby pogadać jak za dawnych czasów. Pokłócić się. Przez jej twarz przepłynęła fala wspomnień i delikatny uśmieszek. Zgodziła się. - Co chciałbyś wiedzieć? - Jak tam w pracy, chociażby… - Moje dzieciaki bardzo szybko się uczą. - Dzieciaki? – podchwycił. – Pośpieszyłaś się. - Szkolne. Ubóstwiam je – w jej oczach zapalił się kolejny płomień, tym razem inny, mniej wyrazistszy niż wcześniej, ale równie gorący. – Piszą coraz lepsze wypracowania, szczególnie Violinne… - Aaa, mówiłaś o niej Justynie. To ta, której matka odebrała dziecko ojcu? Bonificja w jednej chwili się zezłościła. Nie sądziła, że kiedykolwiek to zrobi, ale uderzyła go w twarz. Jej dłoń przecięła wymodelowany policzek mężczyzny. - Za co? Zastygła bez ruchu. Teraz obawiała się konsekwencji, jednak Filip nie zważał nawet na taką zniewagę. A może rzeczywiście coś się w nim odmieniło? - Ojciec Violinne służył w Iraku i był alkoholikiem. Niejednokrotnie groził i upokarzał Charlotte. Powiedz mi, czy na miejscu tej biednej kobiety zostałbyś we Francji i pozwolił dowiedzieć się takiemu facetowi, że ma dziecko? A potem je wychowywać, bijąc? - Ja… - zaczął, ale Bonificja przerwała mu, przykładając palec do ust. - Gdybym była na jej miejscu, gdybym była w ciąży, uciekłabym daleko. Nawet gdybym kochała faceta na tyle mocno, aby mnie to bolało. Dziecko liczy się bardziej. Jego dobro to fundamentalna zasada. Ono zależy od innych! Filip zadrżał. Jej słowa obudziły w nim dziwne uczucia. Postanowił zadać pewne pytanie, tonem żartobliwym. - A może uciekając ode mnie, byłaś w ciąży? Uśmiechnęła się smutno i zaprzeczyła ruchem głowy. - Żałujesz? – szepnął, zbliżając swoją twarz tak, aby widzieć jej oczy z bliska. - Nie wiem… Ja nigdy nie będę mieć dzieci. - Nie możesz? - Raczej los mi ich nie da. Nieważne. Ja już muszę iść. Postanowił być nieubłagany. Poza tym chciał przedłużyć rozmowę, nacieszyć się jej widokiem. - Wiem już, dlaczego uciekłaś – wyznał wreszcie. Wyciągnął asa z rękawa, zawiązał jej na oczach złowrogą chustę. Zaśmiała się krótko i szybko rzuciła. - To niemożliwe. Mimo to, wstrzymała jednak oddech i czekała na jego werdykt. Zupełnie jakby znaczył coś w tej sprawie. A może Filip naprawdę znaczył o wiele więcej niż myślała dotychczas? - Przez Paulinę – dodał z kpiną w głosie, chcąc ją ostatecznie rozjuszyć i poznać prawdziwe emocje. Czuł, że za tym podejrzanym spokojem coś się kryje. Odchyliła się do tyłu, oparła o krzesło i przymknęła powieki. Musiała zebrać myśli. Komu powiedziała, komu dała do zrozumienia, że właśnie dlatego opuściła ojczysty kraj? A tak, już miała świadomość, co poszło nie tak. - Pewnie powiedział ci to Jacek – skomentowała zimno, spoglądając w bok. - Rzeczywiście. - Miał tego nie robić. Obiecał… Ale cóż, mylił się w wielu sprawach. Filip gniewnie pokręcił głową i zmierzył ją nieprzeniknioną stalą. - Wydaje mi się, że teraz próbujesz wybrnąć… Zerwała się z krzesła. - Czego żądasz? Przeprosin? Nie, tego nie zrobię. Przyznania się do błędu? Ok., jestem głupia – warknęła i wybiegła z restauracji, ruszając przed siebie. Mężczyzna szybko uregulował rachunek i pobiegł za nią. Zdołał ją dogonić dopiero w parku przez który szła szybkim krokiem, chcąc dotrzeć na przystanek. - Nie powiedziałem tego! – wrzasnął do niej z odległości pięciuset metrów. – Nawet tak nie pomyślałem! Minęło go kilku Anglików, śmiejąc się z uciechy. Takie kłótnie działy się codziennie, a jednak wciąż budziły w ludziach takie odczucia. Przechodnie bywali bezlitośni. Dogonił ją wreszcie, złapał za rękę i przytrzymał. Miała chłodne dłonie i bladą, wręcz trupią twarz. Bał się, że gotowa jest zemdleć. - Zostaw mnie. - Nie zamierzam. - Puść mnie. - Nigdy nie powiedziałem ci tego, co jest przecież oczywiste. Kocham cię. Zaległa cisza, w powietrzu niósł się tylko szmer pobliskich aut. Ręka Bonificji, którą wciąż trzymał w żelaznym uścisku, zadrżała, po czym zdołała się wyrwać z okowów. Nie umiała mu odpowiedzieć, wręcz nie chciała tego robić. Stała tylko wbita nogami w twardy, brudny beton. - Paulina próbowała zrobić coś, czego my nigdy byśmy się nie dopuścili. Chcesz doprowadzić do tego, żebyśmy nigdy więcej już nie rozmawiali? - Tak – odparła cicho i pomknęła dalej przed siebie. Już nie umiał jej gonić. Nawet nie starczyłoby mu sił.



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 17.01.2012r.

1     

Angelika596 Użytkownik WPMT 18 01 2012 (18:56:44)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Rzeczywiście przeleciałam przez ten odcinek i ciągle ciekawiło mnie co będzie dalej. Myślałam jednak, że Filip jakoś lepiej rozegra to spotkanie, że teraz już na pewno wszytko sobie wyjaśnią. Ale Bonifcja to osoba, która ciągle ucieka przed problemami, robi z siebie męczennicę, a tak naprawdę jest po prostu więźniem własnej dumy.

Jedyne co dzięki niej pozytywnego we mnie się zaszczepiło to chęć pracy z dziećmi. Ona tak fajnie o tym opowiada, z pasją, widać, że taka praca może dać mnóstwo satysfakcji, bo dajemy coś z siebie i dostajemy zupełnie bezinteresownie.

Zgrzyty takie językowe, które znalazłam to:
"mądra dłoń" < ten epitet bardzo mi zgrzyta, chodziło Ci, że ta kobieta jest mądra, czy faktycznie tylko, jakimś cudem, jej dłoń:)
"śmiać się z uciechy" masło maślane tu wyszło

Ogółem jednak bardzo mi się podobało. Na szóstkę

Mozzie Użytkownik wpmt 18 01 2012 (18:29:21)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Zastanawiam się, ile odcinków opuściłam, że Bonificja już jest nauczycielką. No cóż, niestety ostatnio zaniedbuję Ciebie i Twoje opowiadanie. Muszę sporo nadrobić.

Przyjemnie mi się czytało, szczególnie kiedy zaczęłaś pisać o spotkaniu Finki z Filipem. Tak fajnie to wszystko rozegrałaś, że nie mogę się doczekać następnej części. Och, napięcie jest! I moja ciekawość też wzrasta z każdym odcinkiem. Tylko szkoda mi Filipa, trochę się chłopak nacierpi, zanim ją zdobędzie. Chociaż z drugiej strony - na jej miejscu pewnie też bym uciekła, to była zbyt trudna sytuacja jak na nią. Jest zbyt słaba psychicznie.

Błędów prawie nie było - tylko nadal musisz pamiętać o tym, że powinnaś napisać "tę karteczkę", nie "tą karteczkę" (co już zresztą poprawiłam). Jest płynnie i miło dla oka. Dialogi jak zawsze naturalne, opisy barwne i niebanalne.

Sześć.




Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(38): 38 gości i 0 zarejestrowanych: