Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Rubinowe lato cz. 7" 31.10.2010
"Wielkie nic (Samobójstwo)" 15.08.2011
"Pogrzebana w jasności cz. 2" 04.08.2010
"Zebra - akt pierwszy" 17.04.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 31.10.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Cztery dobre wróżby - rozdział czterdziesty piąty

- Nie, ty chyba zwariowałaś. No, inaczej sobie tego nie wytłumaczę! – zdenerwowana Ewa biegała po kuchni, nie umiejąc znaleźć sobie miejsca. – Wiesz na co się narażasz? - Boisz się o siebie? – zakpiła Gabrysia, w panice zdolna już nawet posuwać się tak daleko. Miała dość matki, nie zamierzała dłużej znosić takiego życia. Ewa zatrzymała się gwałtownie, zahaczając rękawem o klamkę. Delikatny materiał w jednej chwili się rozerwał. Zaklęła i natychmiast zapomniała o stracie, wymyślając kolejne argumenty. - Ależ skąd! – wykrzyknęła zdumiona kobieta. – Tu chodzi o ciebie. Jesteś niepełnoletnia, masz matkę i siostrę. Właśnie, nie zapominaj o Zuzi! Wszyscy mamy problemy, z którymi musimy sobie radzić. - Jesteś egoistką – zarzuciła jej Gabrysia, robiąc przegląd paznokci. – Ojciec też. Nie dała rady. Ciężko było jej się powstrzymać. Złapała smarkulę za rękę i zaczęła nią szarpać. - Co robisz?! – wykrzyknęła Gabriela. - Przeżegnaj się – poprosiła Ewa przez zaciśnięte zęby. – No, szybko! Przerażona wybuchem kobiety Gabrysia uczyniła wszystko, co jej kazano. - A teraz się pomódl! I nigdy więcej nie powtarzaj takich głupot! Twój ojciec jest najwspanialszym człowiekiem, wzorem do naśladowania… - Kochasz go – szepnęła Gabrysia z uczuciem, chwytając dłoń Ewy. Nie wyszarpnęła się, przyjęła okazane jej ciepło i zrozumienie. - Owszem – wymamrotała Ewa, nieco zakłopotana tym, że córka ukochanego już wie o ich uczuciu. - Kiedy wróci, wykopiemy matkę z domu, a ty będziesz z nami. Ewa miłosiernie pokręciła głową nad głupotą młodej dziewczyny. Gdybyż to było takie łatwe! - Nie wolno tak postępować. Poza tym twój ojciec pragnie zachować rodzinę. - A ty?! Nie pomyślał o tobie? Czyli miałam rację. Niedomknięte okno otworzyło się z hukiem, wpuszczając do kuchni zimny podmuch. - Nie masz jeszcze doświadczenia w wielu sprawach, a wydajesz osąd w tak… Koniec z pouczaniem! Sama nie jestem lepsza. Chodźmy do Justyny, ona coś poradzi. *** Od niedawna męczył ją niepokój. Jak można się było domyślić, wszystko nierozerwalnie wiązało się z panną Bonificją i Filipem. Po wielu burzliwych dyskusjach, Justyna wreszcie pojęła, że oboje nie zamierzają wracać do Polski na Święta. Każde inaczej, po swojemu, zaparło się przy wyemancypowanych decyzjach. Mieli wrażenie, iż postępują odmiennie, jednak podejmowali te same, głupie wybory. Teraz siedziała na dywanie, przypatrując się córeczce, która podejmowała już pierwsze próby chodzenia. Nieporadnie czepiała się klamek, komód, co jakiś czas opadając beztrosko w ramiona matki lub na miękki dywan. Coraz mocniej oplatała serce Justyny śląc jej rozbrajające uśmiechy. Żyła ze świadomością, że odbiera jej ojca. Odbiera człowieka naprawdę dobrego, tyle że zagubionego. Nie chciała pisać, prosić czy choćby wspominać. Niech nie wie. Po co mu świadomość, powinien zarabiać na lepszą przyszłość. Gdzie jak nie za granicą? Dziecku wmówi, że nie ma ojca. Zmarł… Zmarł śmiercią tragiczną i niewdzięczną. Wyrzuci go z pamięci, będzie to powtarzać tak często, aż obie uwierzą na dobre. Łzy poleją się tylko w chwili śmierci… Może wtedy będzie moment na prawdę? Teraz na to o wiele za wcześnie. Drzwi otworzyły się cicho, do środka weszły dwie zupełnie różne dziewczyny. Jedna niezwykle zadbana, wysmukła i powabna, druga przygarbiona, smutna i kompletnie przygnieciona życiem. Gabriela wyraźnie opadała w najgorszą krawędź z kilku możliwych. Wszystkie różnice od razu rzucały się w oczy. - Co się stało? – spytała Justyna, zastanawiając się, dlaczego obydwie od razu zbladły. - Musi nam pani poradzić – odezwała się niepewnie Gabrysia. - Nie poradzić, a wybić jej to z głowy! – warknęła Ewa, tracąc panowanie nad sobą. Przeważał strach o dziewczynę i Zuzię. Matką dziewczynek w ogóle nie zamierzała się przejmować. Na litość Boską, nie potrafiła zapewnić porządnej opieki trzynastoletniej dziewczynie! Pracowała, płaciła rachunki, robiła zakupy i ciągle żyła w biegu. Jakim cudem miałaby znaleźć czas i pieniądze dla nastolatki? - Niech zgadnę: uciekła z domu – stwierdziła Justyna z uśmieszkiem. Ewa przybrała postawę żony Lota z Biblii, jednak wystarczyło kilka minut, aby zdołała się opanować. - A ty skąd wiesz, u licha? - Wytrzymałabyś z taką jędzą jaką jest jej matka? – rzuciła Justyna, zabierając córeczkę na ręce. Teraz musiała skupić się na rozmowie, dziecko nie mogło bezkarnie chodzić po pokoju. Wstawiła ją do łóżeczka, wręczyła zabawkę, zabezpieczyła siateczką i chwyciła Gabrysię za rękę. - Ciepła i spocona. Boisz się – zawyrokowała bezlitośnie. Gabrysia machinalnie wyrwała rękę, jednak słowa już zdążyły zawisnąć w powietrzu, tworząc niemiłą atmosferę. - I co z tego? – spytała dziewczyna, udając nieustraszoną. - To, kochanie, że nie jesteś pewna czy tu zostaniesz. A skoro ty nie jesteś, to jak my możemy mieć taką wiedzę? - Czyli to zależy od sposobu myślenia? – jęknęła Gabrysia, wciągając się w gierkę słowną bezlitosnej matki Polki. - Bzdury! – roześmiała się Ewa. – Ale ten skurczybyk umie nieźle manipulować. Uważaj na nią – puściła oko do Gabrysi. – Słuchaj, zostajesz tutaj na weekend. Chudziutka blondyneczka podskoczyła radośnie wprawiając w ruch markową kamizelkę. W powietrzu dało się słyszeć metaliczny świst dużej ilości guzików. - Dziękuję, dziękuję! - Nie zapętlaj się, dziecinko. Życie ci zaraz dokopie – wtrąciła Justyna przypatrując się im z grymasem na twarzy. Wyjęła dziecko z łóżeczka i wyszła z pokoju. Nikt nie kochał jej w ten sposób. Konstancja kochała tylko miłością naiwną, Gabrysia miłością dojrzalszą, bardziej świadomą. Ewa nie była sama. *** Tydzień później postanowiła zrobić wielkie porządki. Jutro miała być Wigilia, nadszedł właściwy czas. Chciała zająć się czymś konkretnym, co pozwoliłoby wyrzucić z myśli Filipa. Poduszka pachniała nim, na prześcieradle spoczywały pojedyncze włosy. Zebrała wszystkie. Ułożyła je starannie na parapecie, chcąc, aby same uleciały z wiatrem. Otworzyła okno, wystawiła głowę i poczuła przejmujący chłód. Na domiar złego – zero wiatru. Nie było wielkich szans na pozbycie się tego niewielkiego, acz znaczącego balastu. Targana dziwnymi przeczuciami zerknęła w dół. Na ławce przed blokiem siedział Jacek i spoglądał w górę, prosto w jej okna. Musiał ją widzieć, miotającą się w mieszkaniu, przy odsłoniętej firance, rozczochraną, w dresie. Z trzaskiem zamknęła okno i pobiegła do łazienki. Ubrała się w czerwoną sukienkę, którą zwyczajowo wkładała na Święta, włosy upięła w niedbały kok, zarzuciła na siebie płaszcz, na nogi włożyła miękkie kapcie. Ubrana w tak groteskowy sposób pobiegła na dół, gdzie rzuciła się w ramiona zaskoczonemu Jackowi. - Dzisiaj, jutro i przez całe życie będzie Czas Przebaczenia. Zrobiłam za dużo złego, żeby z tym zwlekać. Chodź, teraz nikt nie może być sam… Zaskoczony mężczyzna spojrzał jej prosto w oczy. Czaił się w nich inny rodzaj smutku niż podczas trwania ich krótkiego związku. Wiedział, że go wykorzystała, uczyniła z niego środek na wspomnienia. Jednak posiadał ważną umiejętność: umiał wybaczać. Zresztą, któż nie wybaczyłby takiej uroczej osóbce? Jego uczucie było bardzo trwałe i ciche. Miał świadomość, że do końca życia panna Bonificja będzie jego wielką, niespełnioną miłością. Serce ukochanej należało do Filipa. Mimo to wciąż tęsknił, pragnął być z nią w każdej chwili. W imię czego miał sobie teraz odmawiać jej towarzystwa? Przez złudny honor? Uśmiechnięci weszli do bloku, trzymając się za ręce. Byli przyjaciółmi, nie mogło ich połączyć nic więcej. Tylko jedna osoba była nieświadoma relacji zachodzącej między Bonificją a Jackiem. Był to Filip ukrywający się w krzakach. Trwał w kompletnej nieświadomości, co do słów wymienionych pomiędzy dwojgiem zagubionych ludzi bez konkretnego celu. Opętała go zazdrość. *** Cicho szumiało radio. Przez czarne głośniki przepływała wesoła muzyka zwiastująca czas narodzin Zbawiciela. W małym mieszkaniu mieszczącym się na ulicy Zamoyskiego nikt nie potrafił cieszyć się ze Świąt. Między młodymi małżonkami, absolwentami kierunku historii, ciągle panowała cisza. Postronny, ale uważny obserwator wyczułby od razu, że nie jest to nienawiść a przerażająca obojętność. Los sobie z nich zakpił. Kiedy wstępowali w związek małżeński, czuli, że to jest jedyne możliwe rozwiązanie. Wierzyli w swoje uczucia, czułość i ból, jaki sobie zadawali. Z czasem, wraz z postępującą chorobą umysłową jego matki, wszystko uległo samozniszczeniu. Każda sekunda ciszy kpiła z ich pseudoraju. Śmierć kobiety przyniosła im ostateczne zamarcie dwóch serc. Zabrakło tlenu, zabrakło tego dziwnego specyfiku, który pozwala przeżyć. W pierwszej chwili Iza bardzo współczuła mężowi. Sama także zdążyła przywiązać się do teściowej. Jednak ukochany odrzucił dobre ręce, wzgardził spojrzeniem pełnym troski. Dla niego był to koniec pewnej epoki. Tej Gwiazdki radio puściło nową piosenkę Grzegorza Wilka. Słowa płynęły obojętnie przez uszy Izabeli, jednak w pewnym momencie dotarł do niej sens kilku zwrotek. Zaczęła rozumieć. „Nie jest łatwo pojąć nawet to To że co rano słońce świeci Że świat będzie jakim stworzą go Niepoczęte jeszcze dzieci Zapytałem o sens w życiu mym I o prawdę zapytałem Rzekł - mój synu problem leży w tym Żeś pobłądził życiem całym” Porzuciła wałek, zahaczyła o stolnicę, zrzucając ją ze stołu. Na wypastowaną podłogę posypały się świeżo ulepione pierogi z kapustą i grzybami. Wybiegła z kuchni, chcąc odnaleźć Olka. Niestety, pokoje ziały nieprzytulnością i zimnem. Zrozumiała w lot, mąż gdzieś wyszedł. Tylko dlaczego nic jej nie powiedział? Co takiego uczyniła? Usiadła na framudze okna, otworzyła je i tak siedziała odwrócona plecami do okna, czekając na powrót męża. Bez niego nic nie miało racji bytu. Musiała poczekać i wyjaśnić każdą, najmniejszą nawet wątpliwość.



        Dedykacja: Mojej Metalówie - za odtworzenie na którejś przerwie piosenki szwajcarskiej grupy metalowej, która pozwoliła mi zwalczyć senność i pomogła stać się bardziej pewną siebie osobą. Metal, irlandzka muzyka i galijskie słowa to jest to!

Płeć: kobieta
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 28.01.2012r.

1     

Angelika596 Użytkownik WPMT 05 02 2012 (10:26:39)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Nadrabiam zaległości, bo muszę wiedzieć o co chodzi :D
Gabrysia jest nieźle zbuntowana, lubię ją, bo twardo ocenia rzeczywistość, jest w ogóle twarda jak na dziecko.

Najbardziej smuci mnie sprawa małżeństwa Olka i Izabeli... Cisza, obojętność, to straszne, zwłaszcza wśród ludzi, którzy się kochają tylko nie wiadomo dlaczego, odrzucili się nawzajem, zagubili. A teraz kiedy chcą się odnaleźć, tego drugiego nie ma. Wystarczy się przytulić. To moje naiwne myślenie, które praktykuję i na razie działa w małych sprawach. Może w dużych skruszy chociaż lody?

Mozzie Użytkownik wpmt 01 02 2012 (11:15:00)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Fajnie to rozwijasz, już czterdziesty piąty odcinek, a ja dalej się nie znudziłam.
Wygląda na to, że każdemu z bohaterów życie się mocno poplątało. Ewa zakochała się w żonatym mężczyźnie, który zaginął i mało tego - zaczęła opiekować się jego córką z tamtego małżeństwa. Nie spodziewałam się, że to akurat po jej stronie stanie Gabrysia. Widać wyraźnie, że nie uważa kobiety, która ją urodziła, za swoją matkę. Nienawidzi jej.
Justyna ma mnóstwo zmartwień. Dziecko, związek jej brat i przyjaciółki, problemy Ewy - od razu widać, że jest bardzo wrażliwą osobą, bierze na siebie (i do siebie) wszystko, co się dzieje z jej najbliższymi. Chyba coraz bardziej ją lubię. Mam tylko nadzieję, że nie padnie z sił po raz kolejny. To byłoby straszne.
A Iza dalej nie wie, na czym stoi ze swoim małżeństwem. To jest okropne, bo zawsze się wydaje, że jak ludzie biorą ślub, to już potem wszystko będzie dobrze. Myślę, że ta dwójka powinna to wcześniej przemyśleć. Ale cóż, stało się i nic już na to nie poradzimy. Albo się pozabijają, albo zamilczą na śmierć, albo po ludzku wezmą rozwód. I tyle.
Tego, co Finka wyprawia to już nie chcę komentować. Rozczarowuje mnie.

Błędów robisz niewiele, styl masz dobry, tekst jest płynny, spójny i bardzo dobrze się czyta. Fajnie rozwijasz wątki, historia nie ciągnie się jak w nudnej telenoweli, potrafisz zawsze czymś zaskoczyć i zaciekawić czytelnika. Idziesz w dobrym kierunku.

Piątka plus.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(25): 25 gości i 0 zarejestrowanych: